– Nie mogę się pogodzić z tym, że nie możemy razem żyć.
– Zastanów się. Gdyby mnie ciągnęło do normalnego życia, czy ja bym zdradzał rzonę z trójką dzieci na karku? […] Ja dzięki tobie czuję się dwadzieścia lat młodszy. Ty chcesz się ze mną zestarzeć, a ja się przy tobie starzeć przestałem. […] Jak będziesz takie rzeczy gadać to zacznę myśleć, że może nie powinniśmy się spotykać przez jakiś czas.
Za słabo ją kocha, przestraszył się. A jak raz się przestraszył, to już się ta kula strachu toczyć zacznie. Tak właśnie się zaczyna koniec świata. Chciała za dużo. Normalne życie to za wysokie progi. Panika jest zimna i wyraźnie rozlewa się w żyłach. Jeszcze nigdy tak na nią nie patrzył – więcej ma w oczach strachu niż miłości.
– Wychodzę zapalić na balkon. Nie idź za mną.
Nigdy dotąd nie był taki oschły. Nigdy jej tak nie traktował. Panika parzy z zimna. Jeżeli ją teraz zostawi, wszystko się skończy, zanim się jeszcze zaczęło. […] Podał jej dłoń, a ona chciała całą rękę. I po co to było? Ja już nigdy, przenigdy niczego takiego nie powiem. Będzie, jak zechcesz, wyłącznie na twoich warunkach, tylko błagam nie zostawiaj mnie teraz, nie odchodź ode mnie, bez ciebie mnie nie ma...
– Brrrr, zimno, cholera jasna.
Ach, więc jeszcze nie tym razem. Zmarzł i wrócił, jest przy niej, to cud, cud.
– No co ty płaczesz? Czemu ty płaczesz?
– Nie płaczę. Kochaj mnie.