Boli, bo musi
[Tekst traktuje o, wydawałoby się, normalnych procesach, które zachodzą w ludzkim ciele, ale jak kogoś brzydzi wspominanie o okresie, to może się poczuć ostrzeżony. Używam tu tego straszliwego słowa.]
Jak pierwszy raz mi się to przytrafiło, miałam chyba z 13, może 14 lat.
Było lato, piękna pogoda, wyszłyśmy z mamą na długi spacer promenadą gdzieś nad Bałtykiem. Nie czułam się jakoś specjalnie dobrze, ale wiedziałam już, że tak może być, to „normalne” i trzeba się z tym raz w miesiącu uporać.
Bolał mnie brzuch od okresu. Jak zawsze, nic specjalnego. Normalnie poprosiłabym mamę o jakiś ibuprom, ale akurat wyjątkowo nie miała przy sobie nic przeciwbólowego. Szłyśmy więc dalej, ale ignorowanie narastającego bólu robiło się coraz trudniejsze. Poskarżyłam się, że się źle czuję, ale mama myślała pewnie, że koloryzuję trochę, żeby się wymigać od spaceru (wiadomo, że wołami trzeba mnie było zawsze odciągać od zaczętej wcześniej w pokoju książki). Nie bardzo pamiętam, co było dalej. Kojarzę, że pulsujący ból przerodził się w ciągły, okropny ucisk, nie byłam w stanie na niczym skupić wzroku, ziemia uciekała spod nóg. Mrugnęłam raz, dwa i nagle okazało się, że leżę na trawniku obok promenady, ludzie gapią się na mnie, jakby mi urosła co najmniej trzecia noga, a mama przywraca mnie do pozycji wertykalnej ze swoją spokojną kompetencją typową dla różnych sytuacji kryzysowych. Nie wiem, skąd potem wzięła środek przeciwbólowy, który mi dała i czy od razu wtedy kupiłyśmy krople podnoszące ciśnienie, które nosiłam później przy sobie przez wiele lat. Umknęło mi dużo detali, ale do dzisiaj wyraźnie pamiętam to uczucie, kiedy pierwszy raz w życiu zemdlałam z bólu.
Nauczona incydentem znad morza, od tamtego dnia praktycznie nie zdarzało się, żebym wyszła z domu bez schowanego gdzieś ibupromu, nurofenu, czy czegokolwiek przeciwbólowego. Z czasem, metodą prób i błędów wypracowałam najlepszy system łagodzenia bólu – jaka kombinacja tabletek, kiedy, co ile i w jakich dawkach, jak wchodzić po schodach, napinając jak najmniej mięśni, jak skutecznie odciągnąć uwagę od tego, że czuję się, jakby ktoś mnie rytmicznie dźgał dzidą w brzuch (za czasów podstawówki niszczenie kolejnych przeciwników w Starcrafcie działało zaskakująco dobrze). Bywało lepiej, bywało gorzej - kluczem była szybka interwencja, która dawała nadzieję, że ból od razu zaatakowany przeciwbólówką przez kolejne dni zostanie tylko lekkim, nieprzyjemnym ćmieniem.
Ludzie reagowali różnie. Czasem inne dziewczyny, nauczone, że zawsze mam przy sobie małych rozmiarów aptekę, przychodziły po ratunek, gdy ich organizm nieoczekiwanie i entuzjastycznie przypominał sobie, że nie są w ciąży. Kilka znajomych kompletnie nie rozumiało, o co mi chodzi, i myślało, że wydziwiam, bo ich okres był tylko drobną, raczej bezbolesną niedogodnością. Na studiach pan od zajęć sportowych, ewidentnie czując się niekomfortowo z całym tematem, na moje pytanie, czy mogę zostać zwolniona z WFu, gdy najbardziej boli, oświadczył, że dla nikogo nie ma „taryfy ulgowej”. Mogę co najwyżej „robić trochę mniej powtórzeń”. Na argument, że w takich momentach jakakolwiek aktywność fizyczna może się szybko przerodzić w nieznośny ból i bliskie spotkanie z podłogą odpowiedzi nie miał (lub mieć nie chciał).
Wiele osób (również panów, którzy naturalnie są ekspertami w temacie tego typu bólu) chętnie i autorytatywnie informowało mnie, że przesadzam i że powinnam zrezygnować z brania tylu tabletek, bo są niezdrowe. Jakby to ująć – wiem. Nie urodziłam się wczoraj. Przeciwbólówki nie można wziąć na pusty żołądek, nie ważne, czy ból budzi w środku nocy, a na myśl o jedzeniu robi się niedobrze. Tabletka robi swoje, ale jednocześnie wzmaga nudności i podrażnia żołądek, a na dłuższą metę może być jeszcze bardziej szkodliwa. To nie jest coś, co się zjada jak cukierki tak dla fanaberii.
Jakoś od początku mówiono mi i przyjęłam, że boli, bo boleć musi. Bo genetyka, bo niefortunne ustawienie miednicy, bo tak bywa, bo jedyne rozwiązanie to wczesna ciąża (hahahahaha nie.). Przeszłam nad tym do porządku dziennego i pewnie nadal byłabym w stanie pełnej zrezygnowania akceptacji w temacie comiesięcznego (z braku lepszego słowa) napierdzielania, gdyby nie rutynowe badanie kontrolne, na które poszłam wiosną 2017.
Badanie, które przebiegało bardzo normalnie - nieprzyjemna, ale w sumie stosunkowo szybka do załatwienia sprawa. Do czasu. W pewnym momencie lekarce coś się bardzo nie spodobało, zamiast kontynuować badanie, zatrzymała się przy jednym z jego części na dobre kilka minut. Z szafki brała kolejne, coraz bardziej niepokojąco wyglądające utensylia. W końcu kazała przenieść się na leżankę od USG. Przy USG mnóstwo nerwowego klikania - niewystarczająco dobry obraz, bo bez przepływów. Niedokładny. Wydruk pod jednym kątem, pod drugim, z innym ustawienie, z mocniejszym kontrastem. Nie miałam pojęcia co się dzieje, czułam tylko, jak w gardle rośnie mi wielka gula strachu.
Przed powiedzeniem czegokolwiek sensownego pani doktor kazała mi się usadzić za biurkiem. W przypływie rozpaczy (i rozsądku) zażądałam, żeby zawołała do gabinetu moją mamę, która akurat czekała w korytarzu, bo miałyśmy potem jechać razem na zakupy. Trochę nie chciało mi się wierzyć w to, co potem słyszałam. Lekarka plotła piąte przez dziesiąte, ewidentnie nie chcąc nas przestraszyć (osiągnęła zgoła odmienny efekt) i nie była skłonna powiedzieć nic konkretnego, mimo zapewnień, że ma do czynienia z drugim lekarzem. Z całej tej tyrady zarejestrowałam głównie słowa „zmiany na jajnikach” i „markery nowotworowe”.
Ha, no i tak się życie odwdzięcza człowiekowi, jak chciał być porządny i grzecznie chodzić na wszelakie badania kontrolne.
Bardzo szybko zasięgnęłyśmy drugiej i trzeciej opinii, przeszłyśmy przez biurokrację jak taran i mimo atakujących na wszystkich frontach Świąt Wielkanocnych nieszczęsne markery miałam zrobione już następnego dnia. Wyniki wyszły podwyższone, ale w najszczęśliwszym z możliwych scenariuszy wskazywały na chorobę, którą podejrzewał każdy z poproszonych o konsultację ginekologów – endometriozę.
Ile jest osób, które zdają sobie sprawę z tego, że coś takiego istnieje? Przyznam szczerze, gdyby nie to, że amerykańska piosenkarka, której czasem słucham, Halsey, wypowiadała się tak otwarcie w internecie o swojej walce z tą chorobą, na słowo „endometrioza” pojawiłby się nad moją głową jedynie wielki znak zapytania. Niewiele się o niej mówi, co może dziwić, bo dotyczy bardzo wielu kobiet – wg badań w Polsce może ich być nawet koło 2 milionów.
Nie wiesz co to endometrioza? Nie przejmuj się, MS Word też nie.
Ale o co w tym wszystkim w ogóle chodzi? Maksymalnie upraszczając: z wciąż nie do końca jasnych powodów tkanka z macicy (endometrium) przemieszcza się/rośnie poza nią, osadzając się w jamie brzusznej, m.in. na jajnikach. Co miesiąc krwawi w miejscach, gdzie krwi absolutnie być nie powinno i tworzy niebezpieczne zrosty i torbiele, które mogą wywoływać duży ból i prowadzić do niepłodności. To tak w ramach wiedzy w pigułce. Google na pewno ma w tym temacie do powiedzenia dużo więcej.
Także wychodzi na to, że pół życia miałam w brzuchu siejące zniszczenie kawałki tkanki, która wcale się tam znaleźć nie powinna. To by wyjaśniało... bardzo wiele.
Nie ma skutecznego sposobu na to, by wyleczyć endometriozę. Można co najwyżej łagodzić jej symptomy, wycinać i przypalać już istniejące zmiany (Ała. Bolało.) i starać się zapobiegać jej nawrotom poprzez m.in. dość inwazyjną terapię hormonalną (Płakałam na reklamach czekoladek w kinie, nie polecam).
Dzielę się tym wszystkim nie tylko po to, żeby sobie osobiście trochę “odczarować” w myślach ten jednak wciąż bardzo stresujący temat, ale też dlatego, że to coś, o czym się mówić powinno. Endometriozę wciąż diagnozuje się trudno i za rzadko, objawy często są nieoczywiste, a ból brzucha, jak widać, łatwo zbyć jako coś normalnego. Nasuwają mi się dwie myśli:
Pierwsza to: TRZEBA SIĘ BADAĆ! Nie po to był ten cały postęp w medycynie, żeby z jakichś głupich powodów unikać kontroli u lekarza i samemu utrudniać sobie życie.
A druga jest taka, że jak coś boli tak, że mdlejesz, to jednak warto się zastanowić, że coś tu chyba może być kurde nie tak.























