PIERWSZY SPOT "ENDER'S GAME" ("GRA ENDERA") PRZYPOMINA, JAK RÓŻNE SĄ OD SIEBIE JĘZYKI FILMOWY I LITERACKI
Mnie zaś utwierdza w przekonaniu, że czeka nas naprawdę imponujące widowisko. A przy tym oryginalne.
Owszem, zdaję sobie sprawę, że science fiction jest gatunkiem goszczącym na ekranach kin z dość dużą częstotliwością, ale odpowiedzcie sobie sami na pytanie: kiedy ostatnio widzieliście naprawdę porządną kosmiczną bitwę? Albo sprawnie zrealizowaną scenę inwazji obcej cywilizacji na Ziemię? A wszystko to funkcjonujące w ramach sensownego, spójnego i ciekawego scenariusza?
W tym właśnie scenariuszu pokładam bardzo dużą wiarę. Materiał źródłowy sam w sobie nie stanowi podstawy do realizacji widowiska science fiction ("Gra Endera" to dzieło koncentrujące się bardziej na trudnych relacjach między bohaterami, niż przedstawianiu epickich bitew), jednakże przy umiejętnym wykorzystaniu wątków stanowiących poniekąd tło dla literackiego oryginału (vide przywoływane wielokrotnie bitwy) i zachowaniu tego, co stanowiło ducha powieści, powinniśmy otrzymać film spełniający pokładane w nim oczekiwania.
Trudno wyrokować po seansie dwóch zwiastunów, niemniej całość sprawia wrażenie naprawdę solidnej i dobrze zrealizowanej produkcji.
PS. Nadszedł o to ten moment, w którym umysł nie jest już w stanie przekuwać myśli w sensownie brzmiące zdanie o odpowiedniej wartości logicznej... Może to znak, że warto zobaczyć, jak dzisiejszej nocy prezentują się od spodu powieki?