-Nie jesteś. Przestań tak mówić, co ci w ogóle przyszło do głowy?
-Opuścili mnie wszyscy marynarze, kołyszę się wśród nicości, wśród bezkresnej wody. Mam zepsuty ster i nawigację. Gdy już myślę, że coś się zmieni, gdy przez sekundę mam nadzieję, że ta plamka na horyzoncie może okazać się moim portem, przeżywam kolejne rozczarowanie. To tylko skały. Kaleczą mnie. Kiedyś trafię na zbyt wielką przeszkodę, rozbiję się i zatonę. Nie wiem kiedy to nastąpi -może dziś, za kilka miesięcy lub lat.
- Każdy okręt można naprawić, tym bardziej, że ten pływa!
-Najpierw ktoś musiałby go odnaleźć, co jest trudne, skoro on sam nawet nie wie, gdzie się znajduje. Poza tym nie każdy może i chce ponieść tak duże koszta.
-Wystarczy się rozejrzeć! Przecież holowniki, stocznie, to wszystko by nie istniało, gdyby nikt z tego nie kożystał!
-Lecz on z każdym dniem coraz bardziej marnieje. Niektorych statkow się nie naprawia, kiedy można wybrać inny -zacumowany na przystani, nowy, piękny, nie wymagający jakichkolwiek remontów.
-Nie może wrócić do miejsca z którego wypłynął?
-Nie pamięta go, nikt go nie pamięta.
-A marynarze? Dlaczego uciekli?
-Przestarszyli się kiedy zobaczyli pierwsze pęknięcia w kadłubie. Nie chcieli patrzeć jak ich statek tonie. Zdezerterowali zanim cokolwiek zdążyło się stać. W dodatku obdarli go ze wszystkich szalup ratunkowych.
-Co się stało z kapitanem?
-To nie prawda, że każdy idzie ze swoim statkiem na dno. Właściwie to on zszedł z pokładu pierwszy i pociągnął za sobą resztę.
-Ale on przecież statek nie zatonął!