Leszczyna oznacza szczerość · Nuada
Od autorki: UDAŁO MI SIĘ! Napisałam ten rozdział! A było ciężko, bo we wtorek wieczorem okazało się, że na dwa dni jadę do Krakowa ze znajomymi, więc pisałam to na telefonie. Z tego powodu mogą się tu pojawić jakieś błędy, bo rozdział jest niezbetowany, a pisałam w naprawdę ciężkich warunkach. Mimo to jestem z niego dość dumna (no i to mój najdłuższy rozdział na obozie!). Już zaczynam dostawać pytania czy będzie dziś rozdział, więc nie przedłużając, enjoy.
Czwartek. Kolejny czwartek. Czwarty dzień tygodnia. Czwarty dzień z siedmiu. Czwarty z kolei.
A w sumie szósty od pocałunku. Szósty, od kiedy Hermes go pocałował. Szósty, odkąd Hermes uciekł po tym, co zrobił.Szósty dzień, w którym nie widział Hermesa. Szósty dzień zamartwiania się, szósty dzień bólu, szósty dzień niewiedzy i winienia samego siebie.
No bo, dlaczego niby Grek uciekł? Wszystko wyglądało na to, że to Nuada coś zawinił. Ale co? Czy naprawdę, aż tak źle całował? Nie wierzył w to. Więc d l a c z e g o?
Bóg nie miał już zamiaru wychodzić z łóżka. Po prostu leżał w pościeli, czuł słońce na twarzy i miał ochotę zostać tak do końca obozu. Nawet mimo tego, że głosik w jego głowie, brzmiący trochę jak Tsukuyomi, mówił mu, że nic tym nie zdziała. Ten głosik miał rację. Nic nie zrobi siedząc w swoim domku. Ale to nie oznacza, że, póki co nie ma ochoty po prostu w nim zostać i bezczynnie leżeć.
W ciągu ostatnich dni najpierw postanowił zapewnić Hermesowi trochę czasu do przemyślenia (i sam musiał trochę przemyśleć), a potem zaczął go szukać. Ale albo go nie było w jego domku, albo po prostu mu nie otwierał. Niestety, nigdzie nie mógł znaleźć też jego węży – a szkoda, bo Fred z pewnością by mu powiedział, gdzie jest jego pan.
Tyle że stało się jasne, że Hermes go unika. I wtedy odechciało mu się wychodzić z domku.
Ale… przecież ten pocałunek był idealny. A Nuada w swoim życiu całował dość dużo osób, więc naprawdę może to stwierdzić.
Nie chodzi oczywiście o to, że był tak… rozpustny, puszczalski, czy jakkolwiek to nazwać. Po prostu długo żył. A jak się żyje tak długo jak on, zakochiwanie się w kimś jest rzeczą, która dzieje się co mniej-więcej czterdzieści, może pięćdziesiąt lat. Dla śmiertelnika to szmat czasu, ale dla boga nie bardzo. A więc Nuada się zakochiwał. W śmiertelniczkach najczęściej; znikał po kilku latach, zanim zauważyły, że się nie starzał. W śmiertelnikach też się zakochiwał, ale dawniej to było coś bardzo niepożądanego w społeczeństwie, więc woląc nie narażać ich na spalenie na stosie lub coś w tym stylu. Po prostu to ukrywał i czekał, aż mu przejdzie. Z czasem, pod tym względem, robiło się coraz lepiej. A ten obóz to chyba w ogóle może uchodzić za tęczową paradę, czy coś.
Ale nigdy nie zakochał się w innym bogu.
Zawsze się przed tym wzbraniał, bo nie chciał zostać odrzucony, a potem cierpieć wieczność, widząc go lub ją. A teraz? Dla Hermesa praktycznie zupełnie stracił głowę, zignorował rozum. I nie tylko musi się mierzyć z pieprzoną Chione, ale teraz – uwaga, uwaga, nie boi się do tego przyznać – Hermes tak trochę złamał mu serce. Ale tylko tak trochę. Bo on wciąż ma nadzieję, że Hermes nagle zapuka do jego drzwi i go przeprosi i znów go pocałuje. Bo, to całowanie było całkiem fajne.
I właśnie w tym momencie, jak na zawołanie, usłyszał głośne pukanie do drzwi.
Nie chciał się podnosić, ale kiedy dźwięk stał się bardziej natarczywy, zwlókł się z łóżka i wciąż w samych dresach poczłapał, żeby je otworzyć. Jego oczom ukazała się uśmiechnięta twarz Morrigan. Odruchowo podciągnął zsuwające się z jego bioder spodnie, żeby nie pokazały za dużo.
- Nuada, mój ulubiony bogu wojny! – zaczęła. – Czy nie zechciałbyś jechać może na narty?
- Narty? – spytał, a ona przytaknęła.
- Wybieramy się z Tsukuyomim i Thotem i… - zawahała się. – I stwierdziłam, że może też chciałbyś nam towarzyszyć? Ostatnio mało co cię widziałam gdziekolwiek i z kimkolwiek.
- Bo nie bardzo mam teraz ochotę na wychodzenie z domu – odparł.
- Ale to ci dobrze zrobi! Górskie powietrze, śnieg, a potem wieczór przy kominku… - kusiła go dalej. Nuada westchnął.
- Niech będzie. Ile mam czasu?
- Pół godziny ci wystarczy?
- Okej, to weź sobie rzeczy na dwa dni, ciepłe rzeczy. No i co tam potrzebujesz. Spotkamy się przy bramie obozu – powiedziała jeszcze, po czym pomachała mu na pożegnanie i odeszła, dziwnie radosnym krokiem.
Nuada tylko wzruszył ramionami, ponownie podciągnął spodnie i wrócił do środka domku, żeby się spakować. Szczerze mówiąc, nigdy nie był na nartach, a tym bardziej na nich nie jeździł, ale stwierdził, że to nie może być, aż takie trudne. Dziękując za swoją przezorność, wyciągnął z przepastnej walizki wciąż schowane w niej cieplejsze ubrania – kilka swetrów, podkoszulki i (ciiicho) kalesony. Miał tam też jakieś trapery i nawet czapkę i rękawiczki, więc stwierdził, że nie jest źle.
Spakował to wszystko do dużego plecaka, razem z kosmetyczką i piżamą, po czym wyszedł z domku, mając nadzieję, że gdziekolwiek jadą, będą mieć narty do wypożyczenia.
Podchodząc do bramy obozu, przy białym BMW X6 zauważył nie trzy, a cztery osoby. I im bardziej się do nich zbliżał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że tą czwartą osobą był Hermes.
Kiedy do nich podszedł, Grek widocznie starał się na niego nie patrzeć. Nuada w takim razie też na niego nie patrzył. No big deal.
- O, czyli mamy już wszystkich w komplecie - powiedziała Morrigan. - W takim razie pakujemy się do samochodu i jedziemy, bo nam dzień ucieka. Nuada, wrzuć plecak do bagażnika i siadaj z przodu.
Celt, który właśnie zauważył, że to Hermes ma w dłoni kluczyki, spojrzał podejrzliwie na boginię.
- A nie mogę jechać z tyłu? - spytał. Kobieta westchnęła.
- Nuada, przykro mi, jesteś najwyższy. A najwyżsi zawsze siadają z przodu – powiedziała tonem niczym sześciolatka. - Poza tym możesz popilnować Hermiemu Kaduceusza.
- Tylko nie Hermi - warknął bóg, a Nuada poczuł ukłucie w sercu, bo on mógł tak do niego mówić. Bo kiedy on tak mówił, wszystko było w porządku.
- Łotewer. - Morrigan machnęła ręką. - Poza tym muszę pilnować, żeby między tą dwójką nie doszło do jakichś scen plus osiemnaście i tak dalej - dodała, na co Tsukuyomi się mocno zarumienił, a przytulający go od tyłu Thot ukrył twarz w jego włosach.
- W takim razie niech Thot usiądzie z przodu, przecież się kumplują z Hermesem - powiedział.
- Ty też się z nim kumplujesz. Nie komplikuj, tylko siadaj. Pobawisz się z Fredziem i Luckiem, czy coś. - Popchnęła go w stronę otwartych drzwi pasażera z przodu. Chcąc czy nie chcąc, musiał tam usiąść. Jego trochę popsuty już nastrój poprawił jednak radosny pisk, leżącego na desce rozdzielczej, węża.
- Nuada! - wykrzyknął radośnie Fred. Nawet leżący razem z nim Lucek tak jakby się trochę uśmiechnął. Tak jakby.
Kiedy wszyscy byli w samochodzie, Hermes zawahał się przed odpaleniem silnika.
- Morrigan, - zaczął, - a co z...
- Jest już na miejscu - powiedziała bogini. - Musiała tam pojechać wcześniej, żeby zapewnić nam odpowiednie warunki.
Nuada zmrużył oczy. To brzmiało zbyt podejrzanie. To brzmiało, jakby...
- Czy Chione też z nami będzie? - zapytał, siląc się na nonszalancki ton, ale nie bardzo mu to wyszło.
Jedyną odpowiedzią jaką usłyszał, był przyjemny dźwięk włączonego silnika w SUV-ie.
Bóg oparł łokieć o drzwi i położył głowę na dłoni. Będzie wprost fantastycznie.
Nuadzie podobał się samochód. Lubił ten model i nie ukrywał, że jazda sprawiła mu przyjemność. Dlatego starał się skupiać na niej, a nie na Hermesie siedzącym zdecydowanie zbyt blisko niego i myśli, że dokądkolwiek jadą, będzie tam Chione.
Matko, nawet myślenie o niej przyprawiało go o mdłości. Zwykle był dość przyjazny w stosunku do ludzi, ale ona...
- Jesssteśśś sssmutny? - zapytał go Fred, wyrywając z zamyślenia. Już wcześniej usadowił się wygodnie na jego kolanach.
- Nie, dlaczego? - odpowiedział pytaniem i spojrzał ukradkowo na Hermesa. Ten miał wzrok utkwiony w drodze przed sobą, ale jego ręce zacisnęły się na kierownicy. "Tak, to twoja wina!" - chciał mu powiedzieć, ale oczywiście tego nie zrobił. Nie przy Morrigan, nie przy Tsukuyomim, nie przy Thocie. Nie. Po prostu nie.
- Jakiśśś taki jesssteśśś... - powiedział wąż jakby miał zamiar coś jeszcze dodać, ale nie dokończył zdania.
- Wydaje ci się - powiedział.
Na całe szczęście Morrigan znała go tak dobrze, że od razu zaczęła o czymś rozmawiać z Thotem, żeby zapobiec znów tej głuchej, niezręcznej ciszy.
Nuada kątem oka zaczął przypatrywać się Hermesowi. Teraz już się rozluźnił, wyglądał na trochę mniej spiętego.
Praktycznie, jak zwykle wyglądał też pięknie, ale Nuada powinien się już do tego przyzwyczaić.
- Jak ręka? - spytał, kiedy ten zmieniał biegi. Grek spojrzał na niego przelotnie.
- Już się prawie zagoiła - odparł. - I nie boli. Więc chyba w porządku.
- To dobrze - powiedział Nuada. Usilnie starał się znaleźć jakiś temat, żeby pociągnąć dalej tą rozmowę, ale nic poza 'dlaczego?' nie przychodziło mu do głowy, więc wolał się nie odzywać i pozostawić gadkę-szmatkę Morrigan.
Niecałą godzinę później, kiedy Nuada miał wrażenie, że zaraz wyjdzie z siebie i stanie obok przez to, jak burzliwe były jego emocje i uczucia kierowane do Hermesa, który przypadkiem zmieniając biegi dotknął jego nogi, dojechali na miejsce.
Był to drewniany domek w górach, cały otoczony świeżym śniegiem. Z komina unosił się dym, a w oknach były zawieszone firanki. Jak z bajki.
Tyle że tą idylliczną wizję zniszczyła pewna, konkretna osoba o niebieskich włosach stojąca w drzwiach.
- Czemu jego też wzięliście? - spytała, zakładając ręce na piersi. Nuada uśmiechnął się przesadnie.
- Też mi cię miło widzieć, słońce, tęskniłem - powiedział. - Mój miecz też tęsknił - dodał i mógł przysiąc, że usłyszał, nie tylko, stłumiony chichot Morrigan, ale i Hermesa.
- Odpuście - odezwał się cicho Tsukuyomi i wszyscy zwrócili na niego uwagę. - Jesteśmy tu, żeby wypocząć, więc to zróbmy.
Nuada wzruszył ramionami i wyciągnął z bagażnika plecak. Skierował się do środka domku.
- Na piętrze są pokoje! - poinformowała go jeszcze Morrigan, a on skinął głową i poszedł szukać sobie miejsca do rozpakowania się.
Niestety, pokoje były tylko trzy, a każda kombinacja była zła. On i Hermes - nie ma szans. On i Morrigan - wtedy Hermes będzie z Chione. On i Thot - nie, Egipcjanin jeszcze mu pewnie nie wybaczył tego, jak go potraktował. On i Tsukuyomi - Japończyk będzie chciał być z Thotem.
Może lepiej będzie, jeśli będzie spał na kanapie w salonie.
- Może lepiej będzie, jeśli będę spał na kanapie w salonie - powiedział dziesięć minut później Morrigan, kiedy wyjaśnił jej całą sytuację. Kobieta westchnęła.
- Nie wiem, co się dzieje między tobą a Hermesem, ale nie bądź ciotą, Nuada! Będziesz spał ze mną w pokoju, o niego się nie martw. A teraz, po prostu się przebierzmy i chodźmy pojeździć.
I tak zrobili. Nuada dostał od przezornej Morrigan spodnie i kurtkę narciarską, narty, buty, kijki i kask. Dosłownie wszystko, co potrzebne.
Po jakiejś pół godzinie byli już gotowi na stoku. Wtedy Nuada zorientował się, że jazda na nartach wcale nie jest prosta.
- Mogę się jeszcze wycofać? - zapytał Morrigan, ale bogini była już w drodze na dół.
Okej, dobra, jakoś da sobie radę.
Celt ustawił się na szczycie wzniesienia i spojrzał w dół. Morrigan szusowała już slalomem, a za nią 'thoyomi', jak nazywał ich Hermes, kiedy się odezwał te kilka razy.
- Boisz się? - usłyszał za sobą głos nimfy.
- Nie, ja po prostu kontempluję widok - odparł. Popatrzył na Hermesa, który odwrócił wzrok. Świetnie.
- W takim razie miłych widoków - powiedziała i odepchnęła się kijkami. Robiąc to jednak popchnęła Nuadę tak, że się zachwiał, jego środek ciężkości przeniósł się na przód i...
Nagle jechał w dół stoku.
Był tak przerażony, że nawet nie zaczął krzyczeć. Na początku po prostu jechał, ale kiedy doszła do niego ta świadomość, już nie wiedział, co ma robić, co doprowadziło do tego, że się po prostu przewrócił i przejechawszy kilka metrów na brzuchu, zatrzymał się.
- Kurwa - powiedział po prostu i zatopił twarz w zimnym śniegu.
- Nuada! - usłyszał i uniósł głowę, po czym zobaczył Hermesa klękającego przy nim. Nagle zrobił się strasznie zły. Bo przez cały tydzień go unikał, a teraz się niby martwi? - Pomóc ci wstać?
- Poradzę sobie - odburknął i odtrącił jego wyciągniętą rękę. Widział, że go zranił. Ale on też był zraniony.
Wstał i otrzepał się ze śniegu, po czym odpiął narty i pomaszerował w dół stoku do Morrigan po klucz do domku, nie spoglądając nawet na Greka.
Ten wyjazd był złym pomysłem. Bardzo złym.
Kilka godzin później, kiedy on czytał książkę siedząc przy kominku, cała reszta wróciła z zaróżowionymi policzkami i uśmiechami na twarzach. Zazdrość ukłuła go prosto w serce, ale starał się tego nie okazywać.
- Kto ma ochotę na gorącą czekoladę z ambrozją? - spytała Chione. Nuada nawet się nie odezwał. Wiedział, że nimfa i tak by mu jej nie zrobiła.
Atmosfera w domku zrobiła się niemal świąteczna, a Nuada czuł się jak Grinch. No, tyle że ze srebrną ręką i dwoma wężami. W sumie to chyba lepsze niż zielone futro.
Mężczyzna powrócił do czytania książki i starał się ignorować rozmowy innych, co po czasie przekształciło się w udawanie czytania i podsłuchiwanie.
Nie chodziło o to, że rozmawiali o jakichś rzeczach, które były jakoś bardzo ważne, ale po prostu, dzięki temu, czuł się nie aż tak wykluczony z grupy.
Tyle że pewne zdanie podziałało na niego jak paralizator.
- Hermes, nie możesz mi pożyczyć jakiegoś swetra czy coś? - zapytała Chione. - Trochę mi zimno…
- A nie jesteś przypadkiem śnieżną nimfą? Wiesz, wyczarowałaś ten śnieg i tak dalej... - zauważył Grek.
- Hermes... - jęknęła prosząco i sądząc po odgłosach, bóg zgodził się oddać jej sweter. Nuada bardzo musiał się zmuszać, by na niego nie spojrzeć.
I właśnie wtedy Chione założyła na siebie sweter Hermesa, po czym powiedziała "dziękuję" i pocałowała go prosto w usta.
Nuada zamknął książkę z hukiem i bardzo spokojnie wyszedł z salonu do sypialni.
Okej, był zazdrosny. I to bardzo. I bolało go to, bo chociaż tydzień wcześniej Hermes go pocałował, teraz, jak widać, nie miał nic przeciwko całowaniu Chione.
To było do przewidzenia, powinien to wiedzieć. Dla niego był tylko przyjacielem, a najwidoczniej kochał nimfę. No bo, czemu się tak zawsze obok niego kręciła? To musiało być to.
Nuada przebiegł palcami obu dłoni przez włosy i odetchnął głęboko. Okej, nie jest aż tak źle. Uda mu się to znieść. Na pewno. Usiadł na łóżku i oparł się łokciami o kolana, a na złożonych rękach położył głowę. Próbował się uspokoić.
Nie pomogło w tym pukanie do drzwi.
- Nie ma mnie - odpowiedział, ale drzwi i tak się otworzyły.
- W takim razie to twoja projekcja astralna, czy co? – spytał Hermes, wchodząc do jego pokoju.
- Tak, – odparł z przekąsem, – bo moje ciało leży wciąż na stoku, zimne i martwe.
- Ha ha – powiedział grobowym tonem Grek, po czym zamknął za sobą drzwi. – Wiesz, chyba będę musiał z tobą o czymś pogadać…
- Pogadać? No, to gratuluję wyczucia czasu, bo teraz już nie ma o czym rozmawiać. Już wszystko dokumentnie spierdoliłeś.
- Nie mów, że nie wiesz o czym mówię! – wybuchnął Celt i wstał z łóżka, żeby zyskać przewagę wzrostową nad drugim bogiem. – Najpierw mnie, kurwa, pocałowałeś, a potem, kurwa, uciekłeś. I nie mam pojęcia, dlaczego to zrobiłeś. Dlaczego mnie pocałowałeś, dlaczego uciekłeś. Ale myślałem okej, może mi to wyjaśni. Ale nie, bo się przez cały tydzień chowałeś!
- Ja się chowałem? Kurwa, Nuada. To ty się gdzieś ukryłeś, i nie można…
- Nie przerywaj i choć raz posłuchaj, co do ciebie mówię! – krzyknął Nuada i w tym momencie naprawdę wyglądał jak bóg wojny. Rozwścieczony, z zaciętą miną. – Nie mogłem cię znaleźć i nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Potem Morrigan zaprasza mnie na narty i co? Też jedziesz, ale nawet na mnie nie spojrzysz! Ale to całowanie się z tą pizdą Chione, to już kurwa wisienka na tym pierdolonym torcie.
- Z kim? Nuada, wiem że ci ona działa na nerwy i mnie też, ale nie nazywaj jej…
- Będę ją nazywać jak chcę, Hermes, nie twoja sprawa. I tobie ona działa na nerwy, tak? Zabawne. Ale mogłeś mi, kurwa, nie robić nadziei, ale też przede wszystkim mnie nie całować.
Przez chwilę Hermes wyglądał na zagubionego.
- Robić ci nadziei? Nuada, czy ty się słyszysz?
- Kurwa, Hermes, czy ty nie umiesz myśleć? Czy ona tym całowaniem wyssała ci mózg? Tak, to znaczy, że miałem nadzieję, taką najmniejszą, że ty mnie też lubisz tak bardziej. Ale jak widać się pomyliłem i swoje uczucia kierujesz do kogo innego.
- Nuada, a czy ty mózg sobie odmroziłeś? Naprawdę myślisz, że kocham Chione, czy coś? Jeśli tak, to naprawdę jesteś kompletnym półgłówkiem, kurwa. Nie sądziłem. Nie no, po prostu, kurwa, żarty się ciebie trzymają. Możesz zostać komikiem na resztę swojego wiecznego życia.
Celt założył ręce na piersi.
- Bardzo chętnie oddałeś jej ten swój sweter. I jakoś nie wzbraniałeś się przed całowaniem. No, chyba że to dla ciebie takie hobby, wiesz, nic nieznaczące całowanie różnych ludzi, do których nie żywisz głębszych uczuć. W takim razie gratuluję.
- Masz na myśli to, że zdzierała ze mnie mój sweter i że praktycznie zjadła mi twarz? No kurwa, Nuada, każdy widzi to, co chce zobaczyć. I nie wiem, czy to się liczy, ale nielubienie kogoś to też chyba jakieś głębsze uczucie.
- Mówisz teraz o mnie czy o niej? Bo już nie wiem, Hermes, po prostu nie wiem. Pocałowałeś mnie i spierdoliłeś, nie wiem gdzie, może do niej? Pocałowałeś ją, czy ona ciebie, jak tam chcesz, i spierdoliłeś do mnie. O co chodzi z tym pieprzonym trójkątem, co?
- Nie ma żadnego trójkąta!
- W takim razie, kto dla ciebie mniej znaczy, ja czy ona?
- Kurwa, Nuada, nie mogę z tobą rozmawiać, skoro jesteś tak ślepy! Skoro twierdzisz, że mnie lubisz, to mógłbyś może wcześniej dać jakiś sygnał, albo po prostu powiedzieć!
- A niby, co robiłem przez ten cały pierdolony czas? I co właściwie byś zrobił z tą informacją? Powiedział „Hej, Nuada, to świetnie, miło mi, dziękuję”?
- Ja... Um... Nie. Kurwa, Nuada. Nie potrafiłeś zrozumieć takich prostych sygnałów. No, kurwa. Jaki z ciebie bóg wojny skoro nie potrafisz dostrzec najprostszych rzeczy!
- Wiesz co, Hermes? Mam tego dość. Mam tego, kurwa mać, potąd – pokazał na czubek swojej głowy. – I lepiej, żebyśmy wrócili do naszych relacji z tego pierwszego dnia.
- Chcesz o tym zapomnieć? – upewnił się Grek. Nuada pokiwał głową.
- Tak, a teraz daj mi wreszcie kurwa święty spokój.
- Chyba masz rację, Nuada. To nie powinno się w ogóle wydarzyć. Żegnam – wypluł i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami tak mocno, że szklanka stojąca na szafce nocnej spadła na ziemię i rozbiła się na malutkie kawałeczki.