Fryderyk Hölderlin Patmos tłum. Stefan Napierski
Kroczył cień miłowany. Tedy zesłał im Ducha, zaprawdę Zatrząsł się dom i gromy Boga, Hucząc z dala, Toczyły się ponad przeczuwającymi głowami, Gdy zadumani kamiennie, zgromadzeni byli Heroje śmierci, Teraz oto, kiedy rozstając się, Raz jeszcze im się pojawił. Gdy oto zgasło słońce dnia, Królewskie, i złamało Promieniejące prosto Berło, cierpiąc bosko, nieprzymuszone: Albowiem powrócić miało O wyznaczonym czasie. Straszliwe by potem Było i nagle urwane, niewierne Dzieło człowieka, a stało się radością Od teraz oto Zamieszkać w miłującej nocy i zachować W oczach naiwnych niezachwiane Otchłanie mądrości. A zielenią się W głębi na stokach gór żywe zarówno obrazy. Jednak straszliwe jest, kiedy tu i ówdzie Bóg nieskończenie rozprasza to, co jest żywe. Gdyż to już znaczy porzucić oblicze Druha drogiego I w dal poza turnie się wspiąć Samemu, gdzie, rozpoznany dwojako, W jeden głos zestrojony niebiański był ducha; a














