Wejdź i zagłosuj na moją szkołę !!!
seen from Netherlands
seen from United States
seen from Malaysia
seen from China
seen from Brazil
seen from China

seen from Türkiye
seen from Saudi Arabia

seen from Malaysia
seen from Canada

seen from Malaysia
seen from Türkiye

seen from Saudi Arabia
seen from Germany
seen from China

seen from Saudi Arabia

seen from Canada

seen from Saudi Arabia

seen from Malaysia

seen from United States
Wejdź i zagłosuj na moją szkołę !!!
A poster I created for the 4th edition of Japanese Culture Festival in Lodz.
110-lecie i "Niezwykły dziennik"
Jako że dziś odbyło się 110-lece II LO im. Jana Śniadeckiego w Kielcach (ten temat jeszcze poruszę), na której to uroczystości się stawiłem, poświęcając kilka ciekawych, falkonowych prelekcji, zamieszczę artykuł pierwotnie opublikowany w najnowszym, bo dzisiejszym, numerze Liścieni. Skonsultowałem się z autorem i nie ma on nic przeciwko temu, by jego tekst zatytułowany Niezwykły dziennik znalazł się na Piórem. Smacznego.
Kto nie pisał pamiętnika? No dobrze, na pewno tacy się znajdą, ale czy na świecie, wyłączając niepiśmiennych, żyje ktokolwiek, kto z pamiętnikami się nie zetknął? Na pewno każdy zna co najmniej jedną osobę, która w dowolnej formie zapisuje swoje przeżycia i związane z nimi myśli czy emocje – może to być dziewczyna, żona, siostra, córka, matka, ktokolwiek!
Wymieniając potencjalnych pamiętnikarzy, celowo skupiłem się na płci pięknej, chciałem bowiem nawiązać do popularnego stereotypu, wedle którego pamiętniki są dla bab. Otóż uwaga: wcale nie są. Więcej – niezbyt dogłębna analiza mojego najbliższego otoczenia zdaje się mówić, że jest odwrotnie, jednak oczywiście może to być zwykły zbieg okoliczności i nie powinno stanowić dla nikogo punktu odniesienia, toteż nie zamierzam wysnuwać wniosków w stylu: pamiętniki to poważna, męska robota. I tak nie wydaje mi się, by w tej kwestii płeć cokolwiek zmieniała.
Nikt nie powiedział też, że w posiadaniu pamiętnika musi być cokolwiek poważnego – kilkanaście lat temu, gdy jeszcze chodziłem do szkoły podstawowej, wśród dzieci bardzo popularne były pamiętniki w przesłodkich, grubych oprawach, w których zbierało się wpisy od znajomych. Moda ta prawdopodobnie przetrwała próbę czasu, bo wciąż się zdarza, że dzieci rywalizują ze sobą na liczbę wpisów, które w większości i tak pochodzą z Internetu lub są bezwstydnie przepisywane z innych pamiętników. Niektórych pogoń za cyframi popycha nawet do ostateczności: proszą o wpis rówieśników, których na co dzień po prostu nie tolerują, ale czego się nie robi dla sławy?
Takie pamiętniki znajdują się daleko poza obszarem moich zainteresowań – wszystkie są identyczne i tak naprawdę niczego o właścicielu nie mówią ani nie wnoszą nic do jego życia. Mnie interesują wyłącznie te prawdziwe, w których tkwi cząstka duszy autora. Mogą one stanowić bezcenny skarb, albo sprowadzić na świat zagładę… Z tą zagładą trochę przesadziłem – ale tylko trochę i każdy, kto kiedyś pisał pamiętnik, się ze mną zgodzi.
Jedno jest pewne: dziennik czy pamiętnik – w jakiej formie by go nie prowadzić – jest czymś bardzo osobistym, wręcz intymnym, i nigdy, ale to nigdy, nie można do niego dopuścić osób trzecich. Co ciekawe, ta zasada wcale nie zabrania odczytywania na głos lub pokazywania komuś wybranych wpisów – bo są wybrane i w danej sytuacji mogą ujrzeć światło dzienne. Bo autor tak zadecydował i kropka.
Istnieje jednak pewien nietypowy rodzaj dziennika, który nie tyle całkowicie zrywa z powyższą zasadą, co demonstracyjnie ją łamie, bowiem kolejne notatki są zapisywane przede wszystkim z myślą o tym, że ktoś je później przeczyta – jak opowiadanie czy artykuł w Liścieniach: dla Czytelników! Rodzaj ten powstał dzięki wszechmocy Internetu i zadomowił się w nim na dobre. Tym rodzajem są blogi.
Już słyszę tę falę sprzeciwu… Bo przecież blogi to nie są żadne pamiętniki, a w takiej formie piszą je tylko dzieci i młodzież gimnazjalna i bynajmniej nie są to treści na poziomie. Cóż… I tak, i nie.
Blogi poważne na ogół skupiają się wokół konkretnego tematu lub dziedziny – to prawda. Tylko jak długo można pisać o tym samym? Odpowiedź na to pytanie zależy pewnie od samej dziedziny i tego, jak bardzo autor się w nią zagłębił, ale w każdym przypadku źródło prędzej czy później wysycha i pojawia się problem nie do przeskoczenia. Chyba, że eksploatuje się je w odpowiedni sposób...
W jaki? Aby się tego dowiedzieć, trzeba odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: Dlaczego ktoś miałby czytać akurat mój blog, a nie blog Kowalskiego, który pisze dokładnie o tym samym? Albo jeszcze lepiej: Co czyni moje wpisy wyjątkowymi? Odpowiedź jest uniwersalna i znacznie prostsza, niż można się spodziewać: Ja sam. Bo jeśli w naszym internetowym dzienniku nie będzie miejsca dla nas, to nikt nie odróżni go od setki podobnych. Będą niczym kopie – lepsze lub gorsze, w zależności od maszyny, na której je wykonano. Wszystkie jednak będą czarno-białe i takie same.
Oczywiście blog musi mieć jakiś motyw przewodni i z miejscem dla siebie nie można przesadzić, bo inaczej będzie on wyglądał jak dojrzalsza wersja pamiętnika gimnazjalistki, której największym zmartwieniem jest klasówka z matematyki, a tego przecież nie chcemy. Publikowanie czegoś takiego to strata czasu – naszego i Czytelników. Taki pamiętnik lepiej schować do szuflady i nikomu go nie pokazywać.
No dobrze, ale po co w ogóle ktoś miałby prowadzić blog? Czołowi przedstawiciele polskiej blogosfery mogliby rzec, że dla pieniędzy, jednak nie każdy się przebije i będzie w stanie zarobić na pisaniu bloga. Jest to prawda, którą znałem już rok temu, gdy zaczynałem się rozglądać za platformą – wtedy przez myśl mi przeszło, że to nie ma znaczenia. Dziś myślę podobnie.
Jeśli kiedykolwiek, nawet przez krótki czas, czułeś bądź czułaś potrzebę prowadzenia pamiętnika i masz coś do powiedzenia na dowolny temat, to spróbuj z blogiem – jestem niemal pewien, że Ci się spodoba i że wiele zyskasz, choć niekoniecznie w sensie materialnym. Przyznam szczerze, że sam nie wyobrażałem sobie, jak wiele dobrego może przynieść taka prosta, pozornie nieznacząca rzecz…
Przede wszystkim coś robimy. Coś konkretnego, dzięki czemu marnujemy mniej czasu, bo zamiast spędzać kolejne godziny na portalach społecznościowych lub stronach z obrazkami tak głupimi, że aż śmiesznymi, zajmujemy się rozwijaniem swojego nowego dziecka. Dla osoby postronnej prawdopodobnie również będzie to forma marnowania czasu, ale nie należy się tym przejmować, a najlepiej w ogóle przyznawać się komukolwiek, że coś piszemy – to jednak temat na odrębny artykuł a nawet kilka.
Kolejną zaletą jest uczenie się samodyscypliny i systematyczności zupełnie przy okazji – oprócz regularnego pisania, nic nie musimy robić. Zresztą regularność jest kluczem do jakiegokolwiek sukcesu w blogosferze i wszyscy, którzy mają go już na koncie, podkreślają, że najważniejsze jest właśnie regularne publikowanie nowych treści. Niektórzy idą nawet o krok dalej, stwierdzając, że należy dążyć do codziennego umieszczania wpisów – tę radę wziąłem sobie głęboko do serca. Jeśli ktoś myśli, że codzienne pisanie jest łatwe, niech spróbuje wytrwać dwa tygodnie… Tyle wystarczy, żeby większość się złamała. Pamiętam, ile wysiłku nieraz kosztowało mnie włączenie edytora tekstu i napisanie pierwszego zdania – potem już szło z górki. Świetne ćwiczenie siły woli bez wyginania łyżeczek ;) Samo wyrażanie swoich myśli na piśmie może mieć również działanie terapeutyczne, ale nie będę się na ten temat rozwodzić.
Jest jeszcze jeden plus, według mnie bardzo duży, ale nie wszyscy go docenią: doskonalenie warsztatu pisarskiego. Kilka lat temu ubzdurało mi się, że będę pisać opowiadania, a nawet książki i jak dotąd nikt mi tego z głowy nie wybił. Blog jest świetnym narzędziem do zwiększenia swych umiejętności, a ponadto pomaga walczyć z brakiem weny – po kilku miesiącach codziennego publikowania wpisów zaczyna się mieć wrażenie, że jest się w stanie pisać dosłownie o wszystkim. Bardzo przydatna umiejętność.
Z pewnością niektórych nie przekonałem i nadał będą uważać prowadzenie bloga i pisanie pamiętnika za dziecinadę lub marnowanie czasu, ale jeśli akurat Ty się wahasz, to proszę: daj niezwykłemu dziennikowi szansę. Zapisane słowa zyskują pewną moc i kto wie – może publiczne, choć anonimowe wyrażenie swoich myśli, sprawi, że coś w Tobie i Twoim życiu się odmieni?
my high school is 22 years older than Chelsea FC.
takich fajnych absolwentów mam w szkole na ścianie z tablo
On my way to school.
Rainy Cracow almost as cool as rainy London (no, just kidding)