Trollem być
Zdecydowanie najciekawszy sen ostatnich dni, biorąc pod uwagę, że ciągle budzę się w nocy po bezcelowych fragmentach rozerwanych fabuł niemających sensu. Byłam trollem z uniwersum Warcrafta (facetem, jeśli robi to jakąś różnicę). Razem z grupką innych warcraftowych postaci chcieliśmy schwytać dowódcę dzikich pandareńskich małp. Planem było zwabienie go w pułapkę, a ja byłem przynętą. Udawałem związanego jeńca, choć nie byłem ani jeńcem, ani związany (i musiałem z tego powodu trzymać ręce schowane z tyłu). Małpa podszedł do mnie i uważnie mnie obejrzał, chwytając boleśnie moją twarz i obracając ją pod różnymi kątami. Stwierdził z odrazą, że jesteśmy jeszcze większymi barbarzyńcami niż jego ludzie, po czym zrozumiał, że wcale nie zaprosiliśmy go by się z nimi układać. Moja grupka, z krwawą elfką na czele, wyciągnęła broń i zaczęła walczyć z małpim dowódcą. W walce, próbując wszystkich ich zamordować, zwrócił się też w moją stronę by ukrócić mych mąk. Wstałem, nieskrępowany żadnymi więzami, zawołałem o broń i dostałem dwie długie szable. Odbiłem atak dowódcy i z nieznaną sobie wcześniej wprawą zacząłem ciąć przed siebie i odbijać każdy jego cios do momentu, kiedy zgrabnie wytrąciłem miecz z jego rąk. Stanął w osłupieniu i wydyszał, że teraz pewnie go zabiję. Ostatnim wprawnym ruchem obie moje szable znalazły się przy jego gardle. Po słodko długiej chwili oczekiwania stwierdziłem, że “nie potrzebuję tego”. Opuściłem szable. Koniec snu.















