"the work knows more than its maker
Paraphrased via Jörg Colberg

seen from China
seen from Italy
seen from United States
seen from United States
seen from China

seen from United States
seen from China

seen from United States
seen from China

seen from United States

seen from United States
seen from Russia

seen from United Kingdom

seen from United States
seen from China
seen from Yemen
seen from United Kingdom
seen from United States
seen from United States
seen from United States
"the work knows more than its maker
Paraphrased via Jörg Colberg
Harvey Benge - Auckland, January 2018 Influential writer, critic, photography professor Jörg Colberg in a recent post on his interest...
In fact, the word “green” contains such a wide range of shades that it’s more a concept than an actual colour.
Jörg Colberg, writing about tea in his newsletter
Given its reach, given that media corporations are eager to work with Facebook, there now exists a tremendous problem: News organizations have essentially lost full control over what they can show. There are always “community standards” plus algorithms or undereducated editors who might decide that that news photograph cannot be shown. At the same time, anything that makes it past the company’s “standards” is fine, whether it’s the public shaming of people who suffer from addiction or anything else.
frealz
this also intersects with the lack of diversity in tech - it’s not just that editors are undereducated in photography and the serious things to weigh in making these judgments, but they have such a small subset of relatively homogenous perspectives to even consider those things in the first place and the overriding culture of not emphasizing it
Unlike paintings or most other forms of art (let’s assume that photography is a form of art, which it sometimes, but certainly not always, is) photographs tend not to give away their makers’ choices, certainly not given how we view them (we now have become used to seeing even heavily “filtered” images on photography-sharing apps simply as photographs).
a million people have said this but this is a nice succinct version that I like
Jeśli kochasz to, co robisz, nie musisz myśleć o sukcesie
Rozmowa z Jörgiem Colbergiem
Dlaczego Portfolio Competition – konkurs, który prowadzisz na Conscientious Photo Magazine – jest inny od pozostałych tego typu konkursów?
Zawsze miałem problem z tym, w jaki sposób organizowane są konkursy fotograficzne – wszystko rozbija się o pieniądze. Musisz zapłacić ludziom za to, że patrzą na twoje zdjęcia. Dlatego pomyślałem, że powinien powstać konkurs, gdzie nie ma mowy o pieniądzach. Ktoś pochyla się nad twoim portfolio za darmo, a w zamian otrzymujesz coś, za co i tak nie możesz zapłacić. Drugim powodem, dla którego postanowiłem zorganizować Portfolio Competition jest to, że w ogóle w fotografii i konkursach fotograficznych brak równowagi między kobietami i mężczyznami. Kiedy przyjrzysz się szkołom artystycznym jest tam więcej studentek niż studentów, a kiedy przeanalizujesz kto jest pokazywany w galeriach, muzeach i kto ma promocję na tym najwyższym poziomie, zdasz sobie sprawę, że tu raczej dominują mężczyźni. Postanowiłem dotknąć w jakiś sposób tych problemów i zaproponować darmowe Portfolio Competition. Nie chodzi o to, że nie potrzebuję pieniędzy, gdyż oczywiście jest odwrotnie, ale nie chcę zarabiać pieniędzy na fotografach, którzy i tak muszą płacić wielkie sumy, żeby brać udział w innych konkursach. A poza tym chciałem, aby ludzie byli oceniani poprzez swoje zdjęcia, a nie nazwiska czy płeć. Pomysł pochodzi z konkursów muzycznych, tak zwanych blind auditions gdzie jurorzy nie widzą, kto gra czy śpiewa i wydają swoje oceny tylko na podstawie dźwięku. Kiedy tworzę shortlistę i przekazuję ją dalej jurorom, z którymi współpracuję, nie widzą oni nazwisk autorów, nie wiedzą więc kogo wybierają. Chciałem, żeby mój konkurs podejmował te dwie główne kwestie.
Ile zgłoszeń otrzymujesz?
To zależy, najwięcej otrzymałem około 600, najmniej 400.
Mógłbyś opisać proces oceniania?
Wszystko odbywa się online. Zapraszam dwóch jurorów – wybieram ich tak, aby co roku reprezentować jakiś inny obszar i zainteresowania - kuratorów muzeum, dziennikarzy itd. Kiedy otrzymuję linki do portfolio (aby wziąć udział w konkursie należy wysłać link do projektu na swojej stronie www – przyp.) przeglądam je i typuję te, które powinny według mnie znaleźć się w finale. Z setki tych, które wybieram na początku schodzę do 25 i kontaktuję się z tymi osobami.
Jakie są twoje osobiste kryteria?
Staram się, na ile to możliwe, nie ograniczać się do fotografii, którą lubię – takiej która wygląda na dobrze zrobioną, która wygląda współcześnie, która trzyma się kupy. Mam zawsze jakieś preferencje, ale staram się je rozszerzać i wybierać to, co wydaje się najbardziej pełne i skończone.
Wyróżnieniem z twojej strony jest publikacja wywiadu z nagrodzonym fotografem. Czy starasz się obserwować później ich karierę i czy możesz powiedzieć, że zaistnienie w Conscientious Photo Magazine jest w czymkolwiek pomocne?
Obserwuję część z nich, nie wiem naturalnie co dzieje się ze wszystkimi. Jeśli czyjaś praca mnie zainteresowała na pewno zwracam uwagę na ich dalsze poczynania. Mam oczywiście nadzieję, że promocja, która staje się ich udziałem dzięki Conscientious w jakiś sposób im pomaga, nie wiem dokładnie w jaki. Oczywiście chciałbym, aby wszyscy z miejsca stali się sławni, ale myślę, że nagroda, jaką jest głęboka i szczegółowa rozmowa o ich pracy, co nie zdarza się często, może być ciekawym i przynoszącym jakieś korzyści wyróżnieniem. Z niektórymi z tych ludzi łączą mnie później rożnego rodzaju zawodowe relacje.
Jörg podczas spotkania w ramach cyklu “Wszyscy Jesteśmy Fotografami” w Warszawie, fot. Bartek Zaborowski/gridimages.pl
Oferujesz również płatne konsultacje…
Idea konsultacji jest w USA bardzo popularna. W branży fotograficznej ogranicza się to jednak do marketingu i aspektów biznesowych. Dostaję wiele maili z pracami różnych fotografów pytających mnie „i co myślisz?”. Nie mam czasu niestety pisać do każdego długiej odpowiedzi – moje dni są dość przeładowane pracą. Niemniej chcąc utrzymać się z mojej pracy i chcąc być dostępnym dla ludzi, którzy być może mogliby skorzystać z mojej wiedzy, postanowiłem zaoferować fotografom płatne konsultacje. Jeśli więc ktoś do mnie napisze z taką właśnie intencją, a mi spodoba się jego fotografia i pomyślę, że chciałbym współpracować z tym artystą, wtedy podejmuję się konsultacji. To, czy chciałbym z kimś pracować, zależy od wielu czynników – od tego w jakim punkcie kariery znajduje się dana osoba, czy podoba mi się to co robi, czy mogę się jej na coś przydać. Zazwyczaj nie nawiązuję współpracy z kimś, kto ma gotowe odpowiedzi. Uczę studentów na poziomie magisterium dlatego chyba wolę pracować z osobami, które są już trochę bardziej zaawansowane. Zadaję im też pytania – czego ode mnie oczekują i co mogę dla nich zrobić. Jeśli chodzi natomiast o rodzaj fotografii, który mnie interesuje… Cóż, ucząc na uniwersytecie musze odnaleźć w się różnych sytuacjach. Ale staram się, aby ta współpraca była też interesująca dla mnie. Później wszystko opiera się na znalezieniu dogodnego momentu i rozmowach na Skype. Przez ostatni rok pisałem książkę i byłem bardzo zajęty, ale teraz znów mogę wrócić do konsultacji.
Ile kosztują takie konsultacje?
Podstawowa cena to 100 dolarów za godzinę rozmowy. Może wydawać się, że to dużo pieniędzy, ale poza tą godziną na Skype spędzam czas na analizowaniu, przygotowywaniu się do tej konsultacji, przemyśleniach czy edycji. Ale jeśli jestem zainteresowany współpracą z daną osobą, a ona nie ma aż tylu pieniędzy albo jeśli chcemy pracować długoterminowo, cena może ulec zmianie, co czyni mnie pewnie kiepskim biznesmenem.
Jakie jest twoje doświadczenie z festiwalami fotografii czy innymi wydarzeniami branżowymi?
Hm, nie udzielam się zbytnio, nie biorę udziału na przykład w typowych przeglądach portfolio – nie wierzę w płacenie komuś za to, aby spędził z tobą 20 minut. Jeżdżę na festiwale, na które zostaję zaproszony, nie mam niestety na tyle pieniędzy, żeby jeździć wszędzie. Lubię małe festiwale, które często nie są perfekcyjnie zorganizowane, ale to czyni je ujmującymi gdyż widać, że organizatorom naprawdę zależy. Są one bardziej chaotyczne, ale przyjemniejsze, np. Unseen, o ile się nie rozrośnie czy Cortona on the Move, gdzie byłem dwa lata temu i gdzie jadę w tym roku, PhotoIreland. Jeśli chcesz zapytać czy byłem na Paris Photo to od razu powiem – nie jestem chyba zainteresowany. Duże festiwale mają to do siebie, że spotykasz na nich te same twarze. Ile razy muszę spotkać tego samego słynnego fotografa? Albo oglądać ten sam znany projekt? Nie mam nic przeciwko słynnym fotografiom, ale ileż razy mam je oglądać? Wolałbym odkryć coś nowego.
Jakie są według ciebie najważniejsze wyzwania przed młodymi fotografami?
Konkurencja. Nie łatwo jest być fotografem w dzisiejszych czasach. Jest mnóstwo fotografów i ostra rywalizacja, istnieje też wiele koncepcji jak sobie z tym radzić – co należy, a czego nie wolno robić. Na przykład konkursy – czy naprawdę chcesz wysyłać swoje prace na wszystkie konkursy? Czy naprawdę musisz chodzić na przeglądy portfolio? Myślę, ze trudno się w tym wszystkim odnaleźć. Pewnie najgorsza rada – i jednocześnie najmniej konkretna - jaką mógłbym komukolwiek dać, to że nie musisz robić tego, co robią inni. Wiele osób i organizacji próbuje ci coś sprzedać, do czegoś nakłonić, weźmy przykład foto-książek – każdy myśli, że musi zrobić książkę, nie zrozum mnie źle, kocham foto-książki, ale może nie każdy musi je robić? Może – jeśli musisz coś wydać – możesz zrobić katalog? Może twoja fotografia pasuje do katalogu, może nie ma tam jakiejś konkretnej historii i nie musisz wysyłać tego na każdy konkurs „dummy book”? Wszystko kręci się wokół tzw. rynku dlatego istotne jest zadać sobie podstawowe pytanie – czego chcę i jak to zrobić? Zamiast pytać się jak osiągnąć sukces. Naprawdę nie chodzi w tym wszystkim o sukces komercyjny, czy popularność jaką otrzymujesz w danym momencie gdy wskakujesz na jakąś shortlistę – to są dokonania jednorazowe, za rok nikt nie będzie o tobie pamiętał. Zamiast tego można robić małe kroki, które być może za 10 lat zbudują „momentum”, które uczyni cię cenionym artystą. Staraj się nie gonić za krótkotrwałą sławą, za tym, aby dziś być finalistą wszystkich konkursów, „sensacją”, o której piszą wszystkie strony internetowe, bo za miesiąc będą zachwycać się kimś innym.
Warsztaty we współpracy ze Sputnik Photos, fot. Vojtěch Veškrna
W jednym ze swoich artykułów zatytułowanych „On trends” piszesz o tym zagadnieniu – o wpasowywaniu się w trendy i w to, co obecnie się promuje. Myślę, że to trudne zagadnienie dla wielu młodych fotografów. Mówisz o tym, aby nie uganiać się za szybko przemijającą sławą. Wszystko to brzmi idealistycznie. Ale skąd wziąć w sobie siłę, aby opierać się tym wszystkim tendencjom i być wiernym sobie?
Łatwo się mówi, owszem. Ale z drugiej strony spróbuj sobie wyobrazić siebie za 10 lat, jako kogoś kto spogląda wstecz, kto zrobił ten jeden fajny projekt, który był na ustach wszystkich przez pół roku. I tyle. Nie mam nic przeciwko chęci bycia popularnym, ale w gruncie rzeczy najważniejsze jest, o co tobie chodzi i czy to robisz. Jeśli kochasz to co robisz, nie musisz myśleć o sukcesie, ale raczej o tym, że z każdym projektem robisz coś lepiej, tak abyś mogła spojrzeć wstecz i powiedzieć – zrobiłam to tak, jak chciałam, może nie przekłada się to na sławę, ale byłam wobec siebie w porządku. Kiedy tak rozmawiam z krytykami i kuratorami to słyszę, że nie są oni zainteresowani tymi, którzy są w danym momencie sławni. Wielu z tych ekspertów mówi ok, ta osoba jest teraz trendy, poobserwujmy ją. Mówię oczywiście z punktu widzenia amerykańskiego rynku fotografii. Właściciele galerii nawiązują długotrwałe relacje z kolekcjonerami. Ci, którzy chcą kupić sztukę, nie przychodzą jednorazowo po pojedyncze zdjęcie. Oni chcą uczestniczyć w pewnym procesie, dlatego galerzysta musi zapewnić im tę ciągłość przez lata, a nie sprzedawać coś co jest popularne tylko w tej chwili. Oczywiście niektóre galerie tak robią, ale ogromna większość woli obserwować artystów i ich poczynania. Wolą uczestniczyć w rozwoju artysty organizując mu kolejne wystawy. Podobnie z kuratorami – nie zachwycisz ich jedną książka, ale tym jak wzrastasz i jak się rozwijasz. Jako fotograf musisz więc wierzyć, że z czasem zbudujesz coś więcej niż jeden czy dwa znane projekty. Pomyśl o Wielkim Kanionie, który woda rzeźbiła przez miliony lat. Oczywiście nie masz milionów lat, ale pozwól sobie na ten rozwój. Poza tym pamiętaj, że o wielu rzeczach decyduje szczęście – odpowiednia osoba może zobaczyć twoje zdjęcia na jakimś konkursie i choć nie wygrasz, ta osoba w odpowiednim momencie może sobie o tobie przypomnieć. Takie rzeczy mogą objawić się w dłuższej perspektywie i dzięki temu, być może, nie na pewno, zbudujesz stabilną pozycję. Musisz mieć tę pewność, jako artysta. Mimo odrzucenia i braku szczęścia. Jeśli ktoś mówi ci, że nie pasujesz, pomyśl: „pierd… to, jeszcze im pokażę”. Jeśli wierzysz w siebie i w to co robisz, powtarzam – jeśli naprawdę w to wierzysz – to po 10 latach ciężkiej pracy kiedy znajdziesz swój głos, nie ma takiej opcji, żeby to nie zaowocowało.
Brzmi to wszystko niemal metafizycznie, dlatego poproszę cię o konkret - podaj mi proszę przykład artysty, który nigdy nie był, a może wciąż nie jest popularny, ale po latach pracy doszedł do wspaniałych rezultatów.
Holenderska fotografka Awoiska van der Molen, która ukończyła szkołę w 2002 roku. Ta osoba pracowała przez wiele lat nad jednym projektem, który w miarę upływu czasu rozrastał się w różne strony. Niedawno zrobiła książkę Sequester, która zdobyła ogromne uznanie. Absolwenci szkół artystycznych czują wielką presję, aby mieć wystawy, galerie, zdobywać granty. Ale gdy kończą szkoły, tak naprawdę dopiero zaczynają. Mówiąc szczerze za wartościową sztuką rzadko stoją młodzi ludzie. Artyści rozwijają się. Zdobywają nowe umiejętności, uczą się, a ich praca na tym korzysta. Muszą więc spędzić trochę czasu, aż te różne wpływy ich ukształtują. Jeśli spojrzysz na krajobrazy Awoiski – nie są to zdjęcia, które zrobiła zaraz po szkole. Zajęło jej to trochę czasu.
Rozmawiała Karolina Gembara
Jörg M. Colberg
ur. 1968, pisarz, fotograf, wykładowca. Od 2002 prowadzi bloga Conscientious (od 2013 pod nazwą Conscientious Photography Magazine), który przez lata zyskał miano jednej z najbardziej wpływowych platform poświęconych współczesnej fotografii i foto-książkom, wielokrotnie nagradzanego. Jörg jest także autorem esejów publikowanych w British Journal of Photography, Creative Review, Chinese Photography Magazine i FOAM Magazine. Jest profesorem programu magisterskiego na uniwersytecie Hartford. Jego książka Understanding Photobooks: The Form and Content of the Photographic Book ukaże się nakładem wydawnictwa Routledge/Focal Press na początku 2017 roku. Zanim zainteresował się fotografią Jörg uzyskał doktorat z astrofizyki.
The Conversation of Photography - Jörg M. Colberg
Read here: http://cphmag.com/conversation/
Ultimately, for every photographer the question to be addressed boils down to: “How am I going to make this my own?” – whatever the “this” in question might be. And I believe that in order to find an answer, one has to realize that there is that obstacle of obviousness that, unfortunately, photography comes with. It requires hard work, a lot of looking and photographing, to overcome this obstacle, so that, ultimately, the photographs will be more interesting that their subjects, transcending their obviousness.
From 'It is What It Is' by Jorg Colberg (Conscientious Photo Magazine)