Clef zbiera kaucje zbenjaminem kondrackim
seen from United States
seen from United States

seen from Canada

seen from Canada
seen from United States
seen from Canada

seen from Maldives

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from Bangladesh
seen from China

seen from Malaysia
seen from United Kingdom
seen from United States
seen from United States
seen from United Kingdom
seen from Germany

seen from Poland

seen from Poland
Clef zbiera kaucje zbenjaminem kondrackim
Nowy Miesiąc - Nowy system Kaucyjny
Czym jest system kaucyjny? System kaucyjny to mechanizm promujący recykling i ponowne wykorzystanie opakowań. W Polsce zacznie on działać od 1 października 2025 roku. Wtedy w sklepach zaczną pojawiać się napoje w opakowaniach objętych systemem, a więc takie, na których znajdzie się wyraźny znak kaucji z jej kwotą. Zasady działania systemu Przy zakupie napoju w opakowaniu z logotypem od klienta…
Butelki i puszki z kaucją?
Już wkrótce ruszy program kaucji na puszki i butelki
Już wkrótce ruszy program kaucji na puszki i butelki Departament Środowiska przygotował stosowne rozporządzenia, które określają szczegółowe zasady funkcjonowania systemu, obowiązki producentów i importerów, handlowców wprowadzających te produkty do obrotu oraz usług gastronomicznych oraz zasady odpłatności i zwrotu kaucji oraz tworzenie punktów zwrotu. System kaucji będzie dotyczył butelek…
View On WordPress
Na Woli ustawiono nowe butelkomaty
Na Woli ustawiono nowe butelkomaty
Butelkomaty, czyli urządzenia, do których można wyrzucić plastikowe butelki, nakrętki oraz puszki stanęły przy przedszkolu na ul. Boguszewskiej i w Parku im. Edwarda Szymańskiego – poinformował wolski ratusz. Koszt montażu wyniósł 290 tysięcy złotych. Większość z nas będąc w domu, stara się segregować śmieci i dzielić je na 5 podstawowych frakcji – powiedział burmistrz Woli Krzysztof…
View On WordPress
Cypr wprowadzi kaucję za puszki i butelki
Cypr wprowadzi kaucję za puszki i butelki - ustawa ma 100% poparcie w parlamencie. Więcej na:
Rząd przygotowuje projekt ustawy, która wprowadziłaby niewielką opłatę – kaucję, aby pomóc w zmniejszeniu ilości odpadów. Minister rolnictwa Costas Kadis powiedział, że za butelki, puszki po napojach i papierowe pojemniki zostanie nałożona niewielka opłata. Konsumenci odzyskają tę opłatę po zwrocie przedmiotu. Zgodnie z planami w różnych miejscach zostaną zainstalowane elektroniczne maszyny,…
View On WordPress
Zmowy i umowy mieszkaniowe
* Post dedykowany J.J., za nieskończoną cierpliwość i bezcenny uśmiech rok temu.
* Najważniejsze pytanie mojego życia to nie "być, czy nie być?" (wiadomo: być, w Szanghaju), ale "dlaczego ja ciągle muszę sama sobie rzucać największe wyzwania?".
* Przedłużanie umowy o mieszkanie. Niby nic wielkiego. W tym roku obie przedłużamy pobyt w Chinach i zostajemy w tym mieszkaniu. Nie trzeba na gwałt szukać nowych współlokatorów. Nie trzeba samemu szukać mieszkania. Trzeba tylko spotkać się z Właścicielami i podpisać, że umowa zostaje przedłużona o kolejny rok.
Tyle teorii, która rzadko obowiązuje, jeśli się jest mną. W praktyce rok temu obie byłyśmy tak pewne, że tego lata wracamy do swoich krajów, że zgodziłyśmy się na podwyżkę czynszu o 700 yuanów, byle tylko nie podwyższali w ogóle w minionym roku. Radośnie podpisałyśmy, że się zgadzamy, że w przypadku kolejnego przedłużenia umowy czynsz wyniesie o 700 yuanów więcej.
Ten radosny uśmiech zaczął blednąć wiosną tego roku, kiedy stało się jasne, że zostajemy na kolejny rok.
Ponieważ I. bardzo słabo mówi po chińsku i pracuje sześć dni w tygodniu, wspólnie mogłyśmy przygotować tylko linię obrony, na spotkanie z Właścicielem zostałam sama.
*
"Uśmiechaj się, do każdej chwili uśmiechaj". Przede wszystkim starannie przygotowałam sobie cytat, który J.J. dedykowali mi na wszystkie walki wizowo-mieszkaniowo-kolejowe rok temu. Oddychałam równo i uśmiechałam się, jakbym wcale nie przygotowywała się do wykonania jeszcze jednej niemożliwej operacji.
Uśmiechałam się wciąż, kiedy Właściciel zawitał z ponad godzinnym spóźnieniem. Uśmiechałam się, kiedy zorientowałam się, że nie przyjechał sam (miał tylko zobaczyć najgorszy z możliwych grzybów (na mojej ścianie, za książkami i wstępnie porozmawiać o możliwości przedłużenia, bo chciałam, żeby I. była przy negocjacjach). Uśmiechałam się, zapraszając do środka jego żonę w sukience typu "ślub cywilny" i ich syna. Właściwie wpuszczając syna, uśmiechnęłam się promienniej, uświadamiając sobie, że w takich sytuacjach polityka jednego dziecka działa wymiernie na naszą korzyść.
Z uśmiechem próbowałam tłumaczyć, że nie jest z pewnością sposobem na grzyb takiej wielkości dodatkowe zwilżanie ściany szmatką nasączoną magicznym płynem, a wyłącznie jej należyte osuszenie...
Resztki uśmiechu tliły się jeszcze na mojej twarzy, kiedy przyjmowałam z bezsilnością wyjaśnienie, że "tutaj wszyscy mają takie grzyby i tak sobie z nimi radzą, mogę sprawdzić w internecie, taki już urok Szanghaju, nie ma czym się martwić, to nie ma nic wspólnego ze zdrowiem i płucami".
Ale uśmiech zniknął, kiedy na chwilę się odwróciłam i chwila nieuwagi została wykorzystana, żeby zabrać się za przesuwanie mojego biurka. Dramat był blisko, bo ono składa się z trzech niezależnych części, sprytne puzzle, świetne rozwiązanie, pod warunkiem, że nie chwyta go ktoś, kto nie ma o tym pojęcia.
- Ono się składa z trzech części! Zaraz się rozpadnie! Nie można zapytać, zanim się ruszy coś z moich rzeczy?!
To był już krzyko-jęk, bez cienia uśmiechu.
Potem jeszcze butelka ze świństwem do przeżerania grzyba wylądowała na lakierowanym drewnianym blacie mojego biurka. Następnie Właściciel zaplątał się w kabel od lamki zrzucił ją, rozsypując przy okazji po podłodze zawartość mojego piórnika. Na koniec, zapewne żeby naprawić złe wrażenie, zabrał się za ścieranie kurzu na półce, z której musiałam zdjąć część książek.
- Proszę to zostawić. - ... - Bardzo proszę zostawić moje książki. Sama się tym potem zajmę. - ... - Powiedziałam nie trzeba! Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebują moje książki jest mokra brudna ścierka nasączona śmierdzącym żrącym płynem!
Poskutkowało. Opuszczamy pobojowisko w moim pokoju. Wychodzimy do salonu. Mam wrażenie, że już jest 1:0 dla nich i nie mam na nic siły.
* - Usiądź. - Nie chcecie niczego się napić? - Nie, usiądź z nami. - Może ciasta? - Nie.
Siadam. Właściwie zwijam się w kłębek, żeby było mnie więcej i żeby mi było wygodnie odpierać atak. Ich dwoje na kanapie, Syn stoi nad nami. Próbuję przywołać w pamięci wszystkie umiejętności, jakie posiadłam w ciągu lat fascynacji aktorstwem i reżyserią teatralną.
- Więc chcecie przedłużać? - Pewnie tak. - No to teraz będzie już * ***. - To zależy.
Zapada grobowa cisza. Hurra, dali się zbić z tropu. A może zawczasu wiedzieli, że Cudzoziemka na pewno coś wymyśli. Właścicielka zaciska dłonie na kontrakcie, w którym jest zapisane, że tyle będzie, ale chyba zawarli z mężem cichą umowę, że to on będzie mówił, bo jest urodzonym mówcą (w Chinach to dość rzadkie) i przepięknie wymawia moje chińskie imię.
- Co znaczy "zależy"? - Ile zainwestujecie w to mieszkanie. Nie jest tyle warte. - Ale podpisałyście, że jeśli przedłużycie... - Każdy, kto przedłuża dostaje bonus od Właściciela, a my nigdy nic nie dostałyśmy.
Potem zaczyna się wymiana barwnych opowieści. Ja wymyślam, jak źle nam bez telewizora, z hałasem zza okna, z zepsutymi drzwiami balkonowymi, z pustawym salonem, z nienaprawioną wciąż przez nich szafą (To jedyny merytoryczny argument. Telewizora nigdy nie chciałam, do całej reszty przywykłam, pusty salon oznacza więcej przestrzeni. Tylko ta szafa naprawdę mnie irytuje). Domagam się malowania salonu. Dodaję jeszcze kilka słów o tym, że nie ma balkonu, ogrodu, stolików na dachu "jak u wszystkich moich przyjaciół"... Opowiadam, jakie mieszkania widziałam na stronach internetowych... I że od tego roku mieszkania nie idą już w górę (i sama wiem, że to nie ma nic do rzeczy w świetle zapisu w kontrakcie).
Właściciel raczy mnie w zamian swoimi opowieściami. O tym, że tracą pieniądze, wynajmując nam mieszkanie. O tym, że codziennie między 16.00 a 18.00 mają co najmniej sześć telefonów w sprawie wynajmu naszego mieszkania za dużo więcej. Mówi nawet, że może mi zostawić telefon i sama się przekonam. Mówi, że jesteśmy w centrum. I że podpisałyśmy kontrakt. I że może wynająć komuś innemu za * *** albo i więcej. Potem wytacza najcięższe działo i mówi o zyskiwaniu i traceniu twarzy, o przyjaźni, wzajemnym szacunku i zadzierzgniętych więziach.
Przypomina, że podwyżka o 200 yuanów miała być już rok temu. Tego się chwytam, choć straciłam już wszelką nadzieję.
- No to zróbmy podwyżkę o 400, żeby się Wam zwróciły te "straty" z zeszłego roku. * 700 i po sprawie. - Song Yafeng, posłuchaj. Umówmy się na * 800, lepiej wygląda, a dla was dodatkowe 100 yuanów na pół miesięcznie to niewiele.
Nienawidzę argumentu ze szczęśliwą ósemką, bo jest nie do zbicia. Ale też nie mogę uwierzyć, że tak łatwo odpuścił zapis w kontrakcie!
- To podpisujemy. - Nie, chcę, żeby I. też była przy podpisywaniu. Umówmy się kiedyś jak obie będziemy w przyszłym tygodniu.
Żegnamy się.
- Jesteś jednak bardzo mądra, Song Yafeng. - Staram się jak mogę, choć trudno być mądrzejszą od Chińczyka. (I sprytniejszą od twojej żony - dodaję w duchu). - Jesteś mądra i radzisz sobie, choć musi ci tu być samej bardzo ciężko.
W żadnym innym kraju nie wpadłabym na pomysł zmiany takiego zapisu w umowie najmu.
* Niezrównany chiński spryt żony objawił nam się w pełnej krasie rok temu, kiedy M., który wprowadził się po E. musiał zrezygnować. To na jego miejsce wprowadziła się I. Podpisywaliśmy kontrakt od nowa, z nią. M. nie raczył wziąć wolnego, żeby przy tym być.
Właścicielka wpadła na oszałamiający pomysł, że I. wpłaci nową kaucję, a kaucja M. przepadnie (czyli przypadnie jej w udziale). Powiedziałam, że to niemożliwe, bo I. zastępuję M., kontrakt nie został zerwany i nie ma powodu, by przepadała jakakolwiek kaucja. Po prostu I. odda M. jego część kaucji.
Wtedy Właścicielka zaproponowała, że zaprosi mnie na obiad za pieniądze z tej kaucji.
J.J. i I. śledzili z niedowierzaniem. Tłumaczyłam na angielski, żeby mogli mnie wszyscy wesprzeć i potwierdzić, że bez względu na to, jak bardzo nie lubimy M., nie będziemy go okradać z kaucji, bo żyjemy w państwie prawa.
- To podzielmy się kaucją na pół! Zawołała Właścicielka z rozpaczą. - Nie ma mowy. Kaucja zostanie w całości zwrócona M.
Właścicielka do końca nie wyglądała na przekonaną. Jeszcze wkładając buty proponowała, żeby zrobić za te pieniądze bankiet.
J. spojrzał na mnie i powiedział: - Ona jest przekonana, że sama sobie zabierasz te pieniądze, że nie chcesz się z nią podzielić.
Oniemiałam, a potem przyznałam mu rację.
Następnego dnia ruszyliśmy do Gansu. W środku zalanej słońcem doliny zadzwonił mój telefon. Właścicielka. Pytała, czy nie chciałabym uczyć angielskiego ich znajomego studenta. Nie umiała podać zbyt wielu szczegółów. Na koniec spytała za to "Co zrobiłaś z kaucją?".
J. uśmiechnął się, słysząc to i powiedział: - Na pewno nie ma żadnego studenta. To był tylko pretekst, żeby zapytać o kaucję.
*
Na pewno wciąż jeszcze brakuje mi wiele z mądrości Chińczyka, sprytu jego żony oraz przenikliwości i wesołej ironii J.J.. Ale uczę się. Najpilniej jak mogę.