Cały kraj oddaje się niebezpiecznemu kultowi tzw. "żołnierzy wyklętych". Z postaci tragicznych, ale też zwyczajnych szabrowników i przestępców uczyniono krystalicznie czystych bohaterów, plując w twarz logice i historii. Dziwnym trafem, to nie postaci tragiczne, ale głównie pospolici bandyci o krwawych życiorysach są dziś na sztandarach zakłamanego mitu.
Ideologią, która usprawiedliwia rozstrzeliwanie/palenie/wieszanie przypadkowych mężczyzn, kobiet i dzieci, jest antykomunizm. Jego nieodłączną część stanowi tęsknota za II RP, jako krajem mlekiem i miodem płynącym. Nic bardziej mylnego. II RP była przede wszystkim krajem skrajnego ubóstwa, podziałów społecznych, analfabetyzmu. Krajem pogrążającym się w agresywnym autorytaryzmie. Krajem, w którym na porządku dziennym były brutalne pacyfikacje chłopskich i robotniczych protestów, włącznie ze strzelaniem do protestujących. NIE - nie można wszystkiego tego zrzucić na zabory. Skrajna niesprawiedliwość i nędza międzywojennej Polski wynikała przede wszystkim z dominującej ideologii, która wymuszała konkretną strukturę społeczną. Ideologii, która wynosi na piedestał szlachtę, wojskowe elity i kościół, a robotników i chłopów zrównuje ze zwierzętami pociągowymi. O szalejącym antysemityzmie nie będziemy nawet wspominać.
Wczoraj na portalu gazeta.pl ukazał się arcyciekawy wywiad z Grzegorzem Piątkiem, autorem książki "Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944-1949". Piątek w merytoryczny sposób obala skrzętnie pielęgnowany przez prawicę mit idealnej, międzywojennej stolicy, a drugiej strony docenia olbrzymi wysiłek całego społeczeństwa, włożony w odbudowę Warszawy po wojnie. Wbrew propagandzie o "toporności" i "absurdach" socrealizmu, autor pokazuje jak po odbudowie Warszawa stała się wreszcie miejscem do życia, pełnym przestrzeni, zieleni, myślenia kilku lat naprzód - w przeciwieństwie do przedwojennego, ciasnego miasta elit. Wobec dzisiejszej dyktatury deweloperów, oddania przestrzeni trującym samochodom i estetycznego horroru, z wielkim podziwem i uznaniem należy spojrzeć na myśl architektów i architektek, planistów i planistek lat 40, 50 i 60, bez względu na to, jakie ma się sympatie polityczne.
Dziś to im, a także tysiącom zwykłych kobiet i mężczyzn, którzy odbudowywali kraj z wojennej ruiny, składamy hołd. To oni są prawdziwie wyklęci przez historię skażoną nacjonalistyczno-neoliberalną mitomanią i to im należy się szacunek.
Obraz "Podaj cegłę", A.Kobzdej, 1950
Pomysł na mem zaczerpnięty z komentarza Marka Gajdy na profilu Lewica Wolnościowa.