Wybór Brygady Świętokrzyskiej przez prawicę na swoich idoli, nie jest przypadkowy. Z całego spektrum polskiego Podziemia wojennego i powojennego, z tysięcy grup i stronnictw, setek formacji zbrojnych, wszystkie ręce na pokładzie zaangażowano do rozbuchania kultu jednej konkretnej grupy - hitlerowskich kolaborantów.
Na nic stosy raportów AK, na nic liczne świadectwa powojenne (bynajmniej nie mające nic wspólnego z "komuną") o zbrodniach i niesubordynacji nacjonalistycznego podziemia. Funkcjonariusze partyjni (bo na litość Hobsbawmowską, nie nazywajmy ich historykami!) dniem i nocą wystukują w klawiatury, by wtłoczyć Kowalskiemu do głowy, że białe jest czarne, a czarne jest białe, że bandyci to bohaterowie, a bohaterowie to bandyci.
Ostatnio nasi propagandziści posunęli się krok dalej. Tygodnik Do Rzeczy (Do RzeSzy?) opublikował tekst, w którym zgadza się, że Brygada Świętokrzyska postulowała stworzenie totalitarnego, monoreligijnego, monoetnicznego państwa polskiego, ale w sumie ma inne zasługi i jest ok.
To pokazuje jaką drogę ideową przeszła polska prawica, nie tylko na polu historii, ale w wielu innych dziedzinach. Można ją streścić następująco: konsekwentne przesuwanie granicy akceptowalnych postaw, regularne powtarzanie kłamstw aż ludzie uznają je za prawdę, odrzucenie jakichkolwiek zahamowań moralnych w manipulowaniu społeczeństwem. Jak widać, to działa. A skoro już przyszło nam żyć w orwellowskich czasach, musimy się konsekwentnie przeciwstawiać propagandzie Wielkiego Brata.










