Każdego dnia wstaję rano. Jest tak wcześnie, że nie jestem do końca świadoma tego, co robię. W szkole jestem za wcześnie. Jak zwykle przeglądam (może) ostatni raz ręcznie pisane notatki. Obok mnie przechodzi mnóstwo osób - każdy mój znajomy oczywiście nie przepuszcza okazji, aby powiedzieć 'I tak nie pyta. Przestań się uczyć.' Wchodzę na lekcję. Nie pyta. Mogłam się nie uczyć. Przestać.
Tyle, że ja nie chcę przestać.
Mam wrażenie, że w Polsce panuje przekonanie, że nauka jest beznadziejna. Lubisz się uczyć = kujon. Przyczepiają Ci łatkę w pierwszej klasie podstawówki i od tamtego czasu brniesz z nią przez dalsze etapy edukacji. Bo Cię to interesuje. Bo lubisz wiedzę. Pomijam oczywiście fakt, że cała masa ludzi, którzy uważają naukę za zbędną, idą na studia i zostają magistrami. Dlaczego? Tego nie wie nikt (pewnie dla słynnych studenckich imprez).
Ja osobiście czerpię przyjemność z posiadania wiedzy. Sprawia mi ogromną radość, jeśli znam odpowiedź na pytanie i jestem jej pewna. Może jestem dziwna, ale szkoła mi (jak na razie) nie przeszkadza. Myślę, że właśnie dlatego z każdego dnia wyciskam, ile się da. Bywają dni, kiedy przez zajęcia pozalekcyjne wracam do domu dopiero wieczorem. I wiesz co? Czuję się wtedy tak cholernie dobrze... Uwielbiam to uczucie, gdy padasz na łóżko tak zmęczony, że już nie czujesz nic i od razu zasypiasz. Tak powinieneś się czuć każdego dnia. Z poczuciem, że zrobiłeś dziś wszystko, co mogłeś zrobić, a jutro będzie jeszcze lepiej. Nie bój się swoich granic. To one określają, kim jesteś i kim możesz być.
Pamiętaj o tym każdego dnia, gdy w pośpiechu będziesz mył zęby przed wyjściem do szkoły.