dzisiaj było tak gorąco, że powietrze w szkole stało jak w autobusie w lipcu. i nie wiem czemu, ale rano po prostu założyłam te sandały, te, które kupiłam za swoje kieszonkowe i które wszyscy uznali za „dziwne”. czarne, z grubymi paskami, trochę jakby z innego sklepu niż reszta świata. bałam się, że ktoś coś powie, ale nikt nawet nie zwrócił uwagi. i chyba dobrze. szłam po korytarzu i czułam tylko, że jest mi wygodnie i że to wystarczy na dziś.
today was so hot the air at school felt like a bus in july. and i don’t know why, but in the morning i just put on those sandals — the ones i bought with my own pocket money, the ones everyone said looked “weird”. black, with thick straps, kind of from a different store than the rest of the world. i was scared someone would say something, but no one even noticed. and maybe that’s good. i walked down the hallway just feeling comfortable, and that felt enough for today.
сегодня было так жарко, что воздух в школе стоял, как в автобусе в июле. и не знаю почему, но утром я просто надела те сандалии — те, что купила на свои карманные деньги, те, про которые все сказали, что они «странные». чёрные, с широкими ремешками, будто из другого магазина, чем весь мир. я боялась, что кто‑то что‑то скажет, но никто даже не обратил внимания. и, наверное, это правильно. я шла по коридору и просто чувствовала, что мне удобно, и этого хватило на сегодня.