Nie wiem co powiedzieć o tym całym Życiu.
Poznaliśmy się przelotnie- ja gnałem do szkoły, a ona, z wiatrem we włosach i złotymi liśćmi między kosmykami, minęła mnie na pasach. Biegła szybciej niż nie jeden gepard w dzikiej Afryce. Dokąd gnała? Nie mam pojęcia. Kilka razy spotkaliśmy się w kawiarni. Ja czytałem książkę, a ona palila szlugi, na dole, z bażantami. Nie wiem czy palili papierosy czy avocado. Pragnąłem podejść i poprosić o jednego, lecz nie potrafiłem. Nie mogłem podnieść się z krzesła, jakbym w magiczny sposób został do niego przyklejony. Ot co, heca. Skoczyła i wyszła. Wtedy ostatni raz ją zobaczyłem. Kawiarnia była ostatnim miejscem, gdzie spotkaliśmy sie przypadkiem. Powiem Wam tylko, że ona ciągle gna. Jest zajęta. Bez zręczności czy empatii do niej, trudno ją złapać.
Nie myśląc o człowieku pożerającym pierogi z garnka i mającym globus w głowie, żyjesz nadal. Siedzisz nad rzeka śmiejesz się z ludźmi których ledwo znasz. Życie wydaje się lepsze. Czy takie jest? Pewnie nie, ale łamiąc wszystkie zasady dotyczące szczerości egzystencji wobec samego siebie, łapiesz chwile. Życie gna, pędzi- nie ma czasu na zastanowienie się, czy to co robi, w tym momencie, ma sens. Jeżeli będziesz zastanawiać się z każdym wykonanym krokiem, czy wykonujesz właściwie ten krok, Życie przebiegnie obok ciebie. Poczujesz wiatr we włosach i nawet nie zdążysz krzyknąć “Zacze…”
Za późno, zniknęła za sklepem z meblami. Każda nasza podstawowa myśl pragnie spokojnie egzystować. Chcemy mieć czas na przyjemności. Trudno dziś znaleźć dla niego miejsce między półkami naszych codziennych zajęć, prawda? Musimy więc albo dostosować się do gepardziej prędkości Życia, albo ją złapać. Jeżeli jesteśmy na tyle zręczni, aby to uczynić, to poznamy jej nazwisko. Szczęśliwe- tak ją wyczytywali w szkolnym dzienniku. Nie wiem czy to prawda, tak słyszałem. Nie udało mi się przekonać- jestem za wolny.
Nie było jeszcze osiemnastej, gdy wykonałem telefon do M. Musieliśmy wytłumaczyć sobie kilka spraw, pogadać jak za moich “dawnych wrocławskich czasów”. Nie było jeszcze osiemnastej, gdy powiedziała mi o przerzutach guzów u swojej mamy. Zaniepokoiłem się. Była już osiemnasta, gdy M. powiedziała mi, że nie potrafi się tym przejąć. Wciąż myśli tylko o sobie. Jej jedynym celem jest jej własny smutek. Jej własne nieszczęście. Zastanowiło mnie to, jak często młodzi ludzie nie zauważają pędzącej Życie, bo są zamknięci w swoim własnym świecie? Świat Nieszczęście. Poddali się, będąc w tak młodym wieku. Poddali się próbie złapania przebiegłej Życie. Sami poddają się gettoizacji. Uciekają do dzielnicy, które Życie omija szerokim łukiem. Nigdy nie poznają Życie Szczęśliwe, jeżeli poddadzą się samowolnej gettoizacji. A ta kobieta jest warta poznania, jest najbardziej popularną celebrytką na tym świecie! Nie wiem, tak słyszałem. Nie poznałem jej osobiście. Kilka razy się widzieliśmy, lecz nie potrafię do niej podejść- onieśmiela mnie. Może tak samo jak mnie, onieśmiela innych młodych ludzi? Popadnięci w idealizacji egzystencji, prawdziwy urok życia powoduje w nas smutek. Kroczymy po drodze bajek. Pragniemy, aby sen stał się jawą. To tylko pragnienia, a realia są okrutne. Sama Życie nie jest urodziwa. Jej kurze łapki szczęścia docierały do mojego balkonu. Zmarszczki na czole były tak obszerne, że nie zauważyłem jej oczu. Wstała i wyszła. Pozostał tylko jesienny listek na krześle obok bażantów. Ten znak zmartwień trzeciej pory roku, pokazuje nam pewne odrodzenie, które nadejdzie wiosną. Może teraz umieramy, ale się odrodzimy. Dlaczego umieramy? Sądzę, że to nasz egoizm i nasza idealizacja niszczą nas od środka. Dlaczego nie potrafimy sobie z tym poradzić?
Dokąd pobiegła? Mam w pamięci jej zmarszczone czoło i szczęście na ustach. Pamietam jak prędkością geparda minęła mnie na pasach. Nie wiem o niej nic. Nie wiem nic o egzystencji. Mam nadzieję, że jeszcze spotkam ją przypadkiem. Czy odpowie mi na wszystkie pytania? Czy łapiąc ją spowolnię bieg swojego życia? Może po prostu dorównam jej prędkości? Pamietam jak paliła szlugi w kawiarni, na dole, z bażantami.