A kogo my to spotkaliśmy na Materiafest.
The Sixpounder ladies and gentlemen ! ! !
seen from United States
seen from Russia

seen from Malaysia
seen from United States

seen from United States
seen from Russia
seen from Australia
seen from Türkiye

seen from Hungary
seen from France
seen from United States
seen from United States

seen from Germany

seen from T1
seen from T1
seen from Poland

seen from Malaysia

seen from Hungary

seen from United States

seen from United States
A kogo my to spotkaliśmy na Materiafest.
The Sixpounder ladies and gentlemen ! ! !
Woodstock’owy Polski Metal cz. 3.
Ostatnim koncertem na małej scenie był występ The Sixpounder. Chłopaki obiecali zrobić piekło i słowa dotrzymali. Do tego stopnia rozgrzali scenę, że nawet mój chłopak poszedł w pogo. Wskoczył tak z nienacka, że ludzie w popłochu ratowali się przed jego atakiem XD. A co do występu... bardzo mocne metalowe granie, które pasowało każdemu niezależnie od wieku i płci zapewne. Nogi same odrywały się od ziemi przy "Burn", a łezka zakręciła się w oku przy "Deadman Walking". Efekty specjalne czyli płomienie i dym były prawie jak na koncercie Amon Amarth (just kidding ale fajnie to wygładało).
I tak zakończył się dla mnie Woodstock.
Trivium na Woodstock’u
Występ Trivium był zdecydowanie najważniejszym dla mnie punktem festiwalu. Wcześniej wspomniane ID dały nam dostęp do balkonu przy dużej scenie. Pojawił się jeden problem gdy wybraliśmy aby na koncercie Trivium być na balkonie a nie pod sceną. Chłopaki graja na systemie kemper profiling amp oraz korzystają tylko z dousznych odsłuchów. Co to oznacza? Będąc na scenie słyszysz tylko perkusje akustycznie i wokal odbity z przodu sceny(dźwięk z ambientu). Gitary, wokal i nagłośnianą perkusję odbierały głośniki skierowane na publiczność (tzw. fronty), a ten dźwięk do nas nie docierał (no może troszeczkę XD). Na szczęście dla mnie liczyło się zobaczyć ich w akcji z bliska bo to jak graja jest zawsze idealnym odzwierciedleniem nagrań studyjnych. Na podstawie partii perkusji rozpoznałam chyba każdy kawałek. Zabrakło mi mojego ulubionego Ember To Inferno i Pull Harder. Pomimo tego setlista była bardzo przyjemna i zgrabnie poprowadziła publiczność przez wszystkie etapy twórczości zespołu z nastawieniem jednak na najpopularniejsze kawałki.
Po koncercie udało nam się dorwać Paolo (basistę) i Corey'a (gitarzystę). Zdążyłam również przybić piątkę perkusiście, co dodało mu uśmiechu. Niestety frontman nie wykazał chęci interakcji z fanami.
Koncert Trivium był wspaniałym widowiskiem chociaż wydali mi się ludźmi niezbyt szczęśliwymi i bardzo zmęczonymi. Wydało mi się to na początku zrozumiałe przez bardzo napięty grafik koncertowy (grali poprzedniego dnia w Wiedniu a następnego na Wacken), ale widok Orange Goblin, który robi to pewnie ze dwa razy dłużej od nich a byli oni o wiele bardziej dostępni dla fanów i pozytywni zmienił nieco moje podejście. Zobaczyć Wielkiego tłustego metalucha zachęcającego do klaskania - bezcenne. Trivium zachowuje się bardziej jak firma, która nauczyła się kiedy podejść bliżej perkusji, i co powiedzieć by publiczność nieco ożyła. Nie mi to oceniać. To tylko obserwacja. Pozostaję fanką ich twórczości, a prywatnie ich nie poznałam więc etykietki nie wystawiam.
Stulejarze
Ożesz kurwa mać! Przysnęłam po obiedzie na Klanie i przyśniło mi się, że dzisiaj u nas w Domu Kultury Stulejarza odbył się koncert dla kudłatych. Czy poszłam?! Pewnie, że poszłam, bo lubię ich tak, jak się lubi grube baby albo kadłubków. Każdy wie, że żywię sympatię do wszarzy i w to mi graj! Oni prężą przede mną też muskuł i zarywają mnie, to mi się poprawia samoocena, zrujnowana uprzednio przez was, wy podłe chłystki, piszące mi wiadomości, żem durna i żebym pokazała srom. Już ja was znam, sromu w życiu nie widzieliście i myślicie, że akurat ja wam pokaże. Wyguglaj se, synek, wyguglaj se sroma! A na koncercie, jak to na koncercie! Z racji miejscówki, najpierw odbył się pokaz stulejek i okazało się szybko, że w metalu stujela to jest jak chujowe solo w Slejerze - obowiązkowa. Metale od razu pościągali spodnie, każdy miał slipy, bo oni nie wierzą w przewiew w jajkach, i pokazują te chuje, a każdy chuja miał innego - jeden do kolan, drugi do pachy. Jednemu się podniósł to zaraz przyszedł ten, co tę galę stulejek prowadził i zajebał w niego linijką. Każdy stulejarz po kolei demonstrował stulejkę, a fachowiec mierzył otwór taką specjalną suwmiarą. Zwycięzca przechodził do drugiej rundy, gdzie zmagał się z innymi stulejarzami w konkurencji - ściąganie skórki. Krew lała się ze sceny, jak z rzymskiej areny, ale żadnemu nie udało się ściągnąć dalej niż pół centymetra. Sędzia sprawdzał zawartość stulejki i notował w kajecie. Zwyciężca dostał zwrot kasy za bilet - 15 zł. Emocje były takie, żem dostała półpaśca na piździe. Potem grały jakieś garkotłuki i co kawałek dziękowali publice. Yeah, dzięki, dzięki, następny numer to "Bubububu!", yeah, dzięki! Jakie to przygłupy są, to ja nie daję rady. Dobrze, że to tylko sen, ale i tak zły, bom się obudziła z pizdą przytrzaśniętą szufladą. Tyle przegrać.
Pokochać metalowca
Każdy wie, że mam słabość do metali. Każda kobieta lubi głupich chłopców, a ja odziedziczyłam strasznie dużo uczuć macierzyńskich po matce, która ich nie chciała. A metal to jest taki idealny środek pomiędzy dresem, a płonącą torbą z gównem - nie jest bardzo głupi, ale nie jest też za grosz mądry. Dlatego lubię sobie z metalowcem wyjść na randewu w niedzielę. Oni zawsze chcą w niedzielę, uważają, że jak pójdą z dupą na miasto w dzień święty to tak jakby napluli Bogu w twarz. Strasznie fiksują na tle Boga. Moja babka, świeć panie nad jej beretką, słuchała cały dzień Radia Maryja i nie słyszałam, żeby tyle razy pierdoliła o Bogu, co te metale. Jak nie grożą, że go zabiją, to noszą patyki do lasu i tam wygrażają niebu i brwi im się tak marszczą jakby zadania z bioli nie rozumieli. Ale ten dzisiaj to chyba był jeden z tych, co poza tym, że nienawidzą Boga, to jeszcze nienawidzi ludzi. Są tacy metale, co nienawidzą ludzi. Siedzą cały dzień na fejsie i napierdalają, że nienawidzą ludzi. Mają zwykle dużo frendów na fejsie, żeby jak najwięcej ludzi wiedziało, że nienawidzą ludzi. Ten dziś musiał nienawidzieć, bo raz - nie dał mi czerwonej róży, a metale zawsze dają. Dwa - przyniósł mi sorbet z ziemniaków i dwie łyżki. Mówię mu "ki chuj?" a ten, że jest ubogi. No i masz, nie zjebię go jak psa, bo bieda to straszna rzecz, więc zapytałam czy jest może na co chory, bo pomyślałam, że jak ma np. stwardnienie rozsiane, to mu oddam 1% podatku, no ale ten - jak to metal - zaczął wymyślać te fantazje chorobowe - że psychiatra, że sie tnie, że ma rozdwojenie jaźni, że schizofrenię, że zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Zjadł ten sorbet w międzyczasie, więc poszłam do domu. Nie było deseru.