There’s something about crisp mornings, empty buses, and grunge in your headphones that makes the world feel raw and real. 🎶🖤🍂
seen from France
seen from Moldova
seen from Poland
seen from United States

seen from Russia

seen from Indonesia

seen from Argentina
seen from China
seen from United Kingdom
seen from Mexico

seen from United States

seen from United States
seen from United Kingdom
seen from United Kingdom
seen from Canada
seen from Malaysia
seen from Türkiye
seen from United States

seen from United States
seen from United States
There’s something about crisp mornings, empty buses, and grunge in your headphones that makes the world feel raw and real. 🎶🖤🍂
8:37 AM
Obudziłam się w ubraniu. Materiał bluzy przykleił mi się do karku, spodnie były wygniecione, a skarpetki wciśnięte w pościel, jakbym walczyła we śnie.
Łydki pulsują. Plecy sztywne jak deska. Palce lekko drżą, ale może to tylko zimno.
W głowie dudni echo monitorów. Nie mogę się dobudzić.
Kawa stygnie obok, ale nie chce mi się jej nawet podnieść.
Noc jeszcze nie zeszła z mojej skóry.
Wciąż bywają noce po dyżurach, gdy wsiadam do auta i jadę do Warszawy, tylko po to, żeby przypomnieć sobie, że życie gdzieś tam nadal płynie. Że ludzie chodzą na randki, piją prosecco na Powiślu, śmieją się, kochają.
A ja?
Ja gaszę papierosa na balkonie i liczę godziny do kolejnej zmiany.
Czas rozciąga się dziwnie na szpitalnych korytarzach.
Dla pacjentów to wieczność – godziny wpatrywania się w telefon i czekania na wynik.
Dla nas to sekundy – wystarczy jedna, żeby zatrzymało się serce.
Jedna, żeby pomylić leki.
Jedna, żeby usłyszeć, że „nie dało się zrobić więcej.
Czasem próbuję sobie przypomnieć, co było między zmianami.
Czasem nie ma czego pamiętać.
A potem go widzę.
Zawsze tam, jakby przypadkiem. Ale przecież nigdy nie jest przypadkiem.
Przechodzi obok. Może coś mówi, ale to ginie gdzieś w tle, bo w tym jednym momencie łapię jego spojrzenie i wszystko inne przestaje mieć znaczenie.
I zanim zdążę się powstrzymać, patrzę.
Za długo.
💬 🚬 🔥
Za długo.