Pasmo nieszczęść, czyli jak Wam żyćko Misię prześladuje :(
Najpierw z rana ta łachudra fryzjerzyna, generalnie gdyby nie akt desperacji, bo w piątek zaczynam urlop, to bym miała wyjebane, dziś potwierdziła, a w piątek zrezygnowała ;p Ale no przecierpię jakoś. Kurwa!
Potem telefon się zesrał. Czytałam, ze w tym gównianym telefonie takie rzeczy się zdarzają i zazwyczaj pomaga reset. Z tym, że ja nie umiem tego resetu zrobić, więc wyjęłam kartę sim i ją włożyłam i działa.
Bolą mnie jelitka :( Jednak pudełka nie są dla mnie. Myślałam, że jakoś przecierpię, że zniosę ból, że to tylko dyskomfort... Ale ból jest dla mnie przeogromny i niewarty tych plusów. Nie biorę diety na przyszły miesiąc. Mimo, ze oni serio mają smaczne jedzonko. Ale mi chwilami z bólu w oczach kurwa ciemnieje, dostaję szczękościsku i ślinotoku!
W pracy ani grama spokoju, po prostu drzwi obrotowe, co chwilę ktoś przychodził. Jestem przebodźcowana, umęczona i rozdrażniona.
I odkryłam coś! Pamiętacie jak marudziłam, że się pocę, śmierdzę i jestem nieświeża? Kupiłam dla testu mydło antybakteryjne w kostce... jest poprawa na jakieś 75%. To w chuj dużo. Czuję o wiele większy komfort! Odstawiam te wszystkie żele do mycia cielska i wracam do kosteczki.
Kupiłam sobie spotify i się cieszę, bo na pół roku mam spokój i bez podawania mojej karty płatniczej! i od razu się natknęłam na Huntera. Lata całe nie słyszałam.

















