Od mojego startu w IM mija ponad miesiąc. W tym czasie sportowo nie działo się za wiele. Zmiana pozycji na rowerze ( ma być szybciej), praca nad techniką biegu ( ma być lżej ) oraz co najważniejsze - regeneracja i sprawdzenie w jakim stanie jest mój organizm i czy w tym roku będzie można jeszcze o coś powalczyć. Po szczegółowym sprawdzeniu cyferek z Nicei wynika, że dysponuje pewnym buforem z którego mógłbym jeszcze coś uszczknąć podczas kolejnego startu - coś co przy idealnym dniu doprowadzić by mnie mogło do slota - bo jeśli mam startować to z wysoko postawioną poprzeczką
Pierwszym testem na drodze do kolejnego IM był start na dystansie Olimpijskim w Triathlonie Świętokrzyskim. W tym roku odbyła się pierwsza edycja tych naprawdę wartych polecenia zawodów. Widać, że organizatorzy nie nabierali doświadczenia na swoich zawodach a raczej wdrożyli najlepsze rozwiązania wykorzystywane u innych organizatorów.
Etap pływacki to jedna pętla po bardzo przyjemnym akwenie, strefa zmian ulokowana na zaporze, trasa rowerowa z trzema zakrętami ( w tym dwie nawrotki) i idealnym asfaltem oraz 10 km trasa biegowa w większości prowadzona ścieżkami leśnymi osłonięta od bezpośredniego działania słońca.
W tym wypadku więcej chyba nie trzeba pisać - te zawdy na pewno trafiają na moją listę startów w sezonie 2017
Wynik może nie do końca spełnił moje oczekiwania - 2:12 , powinno być trochę lepiej - ale co zrobić jak zapomina się numeru ze strefy i trzeba nadrobić 400m , a podczas etapu rowerowego sam zafundowałem sobie dwa razy stop and go a to wystarczyło aby z planowanych 290W wyszła realizacja na poziomie 275W (awaria - dobrze, że wynikła teraz a nie na IM). Liczyłem na 2:09 które było w zasięgu - ale to przy najbliższej okazji.