T2 to strefa jakich mało – jedna toaleta , mały namiot oraz parking dla support car-ów, a to wszystko nad brzegiem lazurowego jeziora.
Dojeżdzając już z daleka widze jak mój support właśnie dociera na parking – Panowie ledwo zdążyli – a już myślałem że będę mógł odpocząć
Oglądajac filmy widziałem dziesiątki osób kibicujących wpadającym do T2 zawodnikom. U mnie było zupełnie inaczej - pusto i cicho ...
Przekraczając belkę, w tym wyapdku dosłownie była to kłoda drewna położona w poprzek drogi, usłysząlem tylko dzwonek, który zwiastował przybycie zawodnika do T2. Powoli zaczeło docierać do mnie, to co Kuba jakiś czas temu wspominał na górze - jestem gdzieś bardzo wysoko w klasyfikacji, brak kibiców , ciągła obecność samochodu organizatora oraz zadowolenie trenera ( który miał oczy jak 5 złoty ), to wszystko zaczynało mieć teraz sens.
Rower wymieniam za plecak pełen suchych ubrań.
- Michał jak się czujesz ?
- Może być ale teraz muszę chwile odpocząć bo nie dam rady
- Idź się przebieraj a ja zajmę się rowerem , jak bedziesz gotowy ruszaj.
Jak na złość z nieba zaczyna mocno padać, na tyle mocno iż z stojącego ToiToi robię sobie przebieralnie - w końcu i tak jestem sam w strefie.
Od rozmowy z Kubą nie mijają 2 minuty gdy w mojej głowie pojawia się wizja osób, które wyprzedają mnie gdy ja siedzę w “przebieralni”
Na zewnątrz nadal Kuba zbiera moje rzeczy gdy ja jak popażony wyskakuje i pędzę przed siebie
- Co ? Już ? Miałeś odpocząć
- Chyba już , widzimy sie za 15 km
Na trasie biegowej przygotowanej przez organizatora można zatracić poczucie czasu. Pierwsze 20 km to ścieżki pieszo-rowerowe prowadzące przez piękne alpejskie miasteczka usytułowane w dolinach tuż obok lazurowych jezior. Nigdy do tej pory nie było mi dane biegać w takich miejscach - dlatego właśnie tą cześć trasy wspominam najmilej
Co jakiś czas z nieba padał deszcz, tak szybko jak przychodził tak samo szybko odchodził. To chyba urok tych góry - bo tubylcy zdawali się nawet nie zauwarzać tej lejącej się z nieba wody.
Od 15 do 28 km towarzyszy mi Kuba. Była to naprawdę dobra decuzja, bo ściana ( jedna z wielu, leczy ta była wyjątkowo wysoka ) na 25 km samodzielnie mogła by okazać się nie do przeskoczenia. Kilka słów trenera, motywująca rozmowa z Kacprem Adamem oraz świadomość, że na monitorach kropka, która śledzi tak wiele osób, właśnie stanęła - dało mi porządnego kopa. Teraz byłem już za blisko aby się poddąć, o rezygnacji nie było mowy , teraz musialem trzymać tempo i gnać do przeodu (gnać to chyba zbyt przesadzone słowo). Nadal miałem szanse na otrzymanie się w TOP5
Na 28 km Kuba znika aby zgodnie z regulaminem w punkcie kontrolnym na 32km “odprawić” nasze plecaki. W tym momęcie doceniam role supportu - nie koniecznie jako wielbłąda do noszenia kurtki, a raczej osoby która potrafi zauważyc zbliżający się kryzys, i tak poprowadzić myśli aby bezpiecznie go ominąć.
- Michał potrzebujesz czegoś w punkcie kontrolny, jakieś żele , cola ?
- Załatwicie mi kanapke, taką jak na wycieczki z serem.
Wokół punktu kontrolnego tłoczyło sie dziesiątki osób. Przypadkowi turyści, organizatorzy , ale przede wszyskim rodziny i znajomi uczesników. Z daleka widziałem powiwającą flagę GT RAT - był mój support , dojechal też Wojtek - wszyscy na miejscu.
Organizator bierze mnie do namiotu, uścisk dłoni, kilka kontrolnych pytań - czy aby na pewno wiem co robie- i dostaje zielone światło na dalszą drogę.
No to zaczynamy ostatnie 10 km . Jeszcze 10 godzin wcześniej cel był jeden - być w pierwszej 20stce. Już wiedziałem że zrealizowałem go w 100% - więc czemu nie spróbować zrobić 200 %. Spojrzałem na Kube , szybka anliza sytuacji i zmiana planów. Dajemy z siebie wszystko. Staramy sie utrzymać pozycją przy okazji kończąc trasę biegową w maksimum 5h.
Czyłem się jak Frodo który szedł , szedł i szedł a ta jego góra ciągle była daleko. W każdym możliwyum momencie starałem się biec, takich momentów nie było jednak zbyt wiel. Szybki marsz zdawał się być bardziej efektywną formą pokonywania tej trasy. Na 4 km podbiegu spadam o jedną lokatę w dół.
- Kuba nie odddam już nawet jendego miejca, nawet jakbym miął tu na czworaka zasuwać.
Jeszcze kilka zakrętów , na szczycie widać juz flagi Swissman-a , teraz nogi niosa same. Nie czuć zmęczenia , głodu , pragnienia - całe ciało przepełnia radość a do oczu cisną się łzy.
Nie myśle o tym, że jestem piąty na mecie , jestem szczęśliwy bo dotarłem, spełniłem swoje marzenie, które kilka miesięcy wcześniej wydawało być się nie osiągalne. Niemożliwym jest opisanie emocji, które w tym czasie mi towarzyszyły, nigdy wczęśniej nie przeżyłem czegoś podobnego.
Euforia po chwili zaczyna ustępować miejca uczyciu zimna i zmęczenie. Mimo mojej chęci pozostania w tym miejecu trener szybko sprowadza mnie do kolejki.
ostel znajduje sie tuż obok dolnej stacji kolejki oraz miejsca gdzie rozpoczyna się ostatnie 10 km trasy biegowej. Z tego miejsca mogę obserwować kolejnych zawodników ropoczynjących ostatni etap zmagań - tak naprawdę to oni, idąć z lapkami sa prawdziwymi bohatermia tych zawodów.
Rozładowany do tej pory telefon dostaje w końcu dawkę prądu. Po chwili zmuszony jestem go wyłączyć aby móc iśc spać :) Dziesiątki meili , postów , telefonów - chyba dopiero w tym momencie dociera do mnie co tak naprawdę się tego dnia stało.
Przynajmniej na rok :) bo mam nadzieje, że jakiś Polak wygra te zawody, jestem najszybszym Polakiem w historii zawodów Xtreme.
Ten sukcen nie jest sukcesem jednej osoby.
Szczególne podziękownia dla Olimpii za wsparcie na każdym etapie przygotowań, Kuba Adama za bycie moim trenerem do ostatniego metra :), Rafałowi za spokój na trasie i przygotowanie godne najlepszego pilota WRC , Michałowi Kuczyńskiemy za relacje foto. Wojtkowi za poświęcenie swojego prywatnego czasu i wspieranie mnie na trasie zawodów. No i przede wszyskim Wam , patrzącym godzinami w niebieską kropkę przesuwającą się po mapie. Nie raz dawaliście mi motywacyjnego kopa.
Nie martwcie się to jeszcze nie koniec.
Czekam tylko na pomysły o czym chcielibyście przeczytać, co was interesuje i nurtuje. Z przyjemnością podziele się z Wami zdobytym doświadczeniem.