Veni Vidi Vichy – Ironman 2016
Vichy położone jest w centralnej Francji około 1400 km od Wrocławia. Dotarcie do tego urokliwego miasta jest dla przeciętengo śmiertelnika z Polski nielada wyzwaniem. Do wyboru mamy tylko dwie możliwości: - lot z przesiadkami z Wrocławia i Warszawy bądź bezpośredni z Berlina – bezpośredni ale tylko do Lyonu , tam czeka nas wynajęcie samochodu i 70 km podróż. - 15 godzinna podróż samochodem ( na szczeście w 90% jedziemy autostradą )
Zbliżając sie na miejsce ( po wybraniu drugiej opcji ) zaskoczeni jesteśmy jakością dróg króre przecinają niezliczoną ilość pastwisk i winnic. Wszyskie mijane wioski przywodzą w pamięci sceny z filmów wojennych gdy Alianci wkraczali do Normandii – z tym wyjątkiem , że tu nie spadła nawet jedna bomba.
Na zwiedzanie samego Vichy (do centrum ktorego mieliśmy około 30 km z miejscowości Souint-Parsain w której spaliśmy) nie było za wiele czasu. Szczególnie, że robiliśmy to po w poniedziałek po starcie gdzie nogi nadal nie bardzo chciały współpracować a pomysł chodzenia pięknymi uliczami zupełnie nie przypadł im do gustu.
Połączenie w jeden weekend dwóch imprez Ironman 70,3 w sobote oraz 140,6 w niedziele wiązało się z brakiem miejsc noclegowch w obrębie 50 km od Vichy. Jednak dla organizatora jest to podówójna korzyść przy rozstawieniu tej samej ilości barierek, namiotów itp.
Udało nam sie zwiedzieć na rowerach kwałek okolicy i wniosek był jeden – będąc Francuzem trzeab być dorym kolarzem. Idelane asfalty, ciągle interwałowe trasy, piękne widoki i brak ruchy na bocznych drogach – marzenie. Och jak bardzo mieliśmy sie zdziwić już za kilka dni.
Pogoda to loteria, historycznie powinno być około 24 stopni a było 37 w cieniu do tego woda w rzece nagrzała sie do 27 stopni – brak pianek – wniosek : warto na treningach popływać czasem tylko w spodenkach.
No ale na pogode nie ma co narzekać – każdy miał taką samą
W Vichy z uwagi na brak możliwość typowego rolling-start z brzegu wprowadzono rozmiązanie trójkowe. Co trzy sekundy do wody wskakiwały 3 osoby. Takie rozwiązanie daje maksymalny komfort przy starcie, jednak zmniejsza możliwość złapania draftu. Na trasie pływackiej znajdują sie boje z oznaczeniem dystansu co ułatwia prawidłowe rozłożenie sił – to jest olbrzymi plus szczególnie dla osób początkujących. O takim rozwiązaniu powinny pomyśleć wszystkie edycje.
Strefa zmian zlokalizowana jest bardzo blisko wyjścia z wody i wejścia na rower dlatego czas w niej spędzony jest bardzo ktrótki. Trasa rowerowa to dwie pętle poprowadzaone po najbardziej dziurawych drogach na jakiech było dane mi jeździć podczas tej wyprawy. Długo zastanawiałem się jakim cudem przy takiej ilości ładnych dróg organizator był w stanie wybrać takie „dziadostwo”. Ilość urwanych koszyków , zgubionych bidonów i innych doklejonych do rowerów elementów była zadziwiająca. Paradoksalnie na poboczach nie było zbyt wiele osób z przebitymi oponami. Bufety rozlokowane co 20-25km umożliwiają spokojną jazdę bez obawy o braki w nawodnieniu. Ulokowane są w miejcach gdzie wszyscy zawodnicy muszą zwolnić co minimalizuje prawdopodobieństow nie złapania bidony. Dla mnie jednak strefy były bardzo krótkie co uniemożliwiało wymianę dwóch bidonów ( jeśli jednym chciałbyś sie polać lub dolać do przedniej torpedy)
Trasa biegowa to 4 pętle po 10 km. Na każdej pętli dwa podbiegi na most i 5 bufetów. Charaktreystyka trasy powoduje że na całej jej długości znajduje sie niezliczona rzesza kibiców. Dodatowko przy każdej pętli przebiega sie tuż ( dosłownie tuż ) koło mety co dodatkowo daje niesamowitego motywacyjnego kopa. Nie wiem jak to jest kiedy przebiegając obok mety widzi się jak na mete wbiegają inni – taka sytuacja zamiast motywować chyba demotywuje.
Regeneracyjny bufet po starcie... ocena tego punktu zależy w wielkiej mierze od oczekiwań. Jeśli dla kogoś wystarczy zimne piwo , zimna pizza i naleśniki – to będzie naprawdę uradowany. Ja po cyklu IM oczekuję czegoś więcej. Przedewszystkim sam dystans powoduje, że niezależnie od temperatury ma się ochote na coś ciepłego i nie koniecznie słodkiego. W Vichy brakowało wszystkiego co było mi potrzebne dlatego ten element zawodów oceniam chyba najgorzej.
W poniedziałek odbywa sie ceromonia wręczenia nagród ( nagród w rozumieniu statuetki IM oraz wpłaty 1000 USD za slot na Kone) połączona z “uroczystym” obiadem dla zawodników oraz ich rodzin ( jeśli wykupisz bilet za 20 EUR dla członka rodziny ) . Tu poraz kolejny spotkało mnie kartkowe zaskoczenie. Jedna woda , jeden deser i tym razem ryż z owocami morza ( na pasta party był makaron z czymś co przypominało wyglądem dobry sos ) – było naprawdę uroczyście.
To mój czwarty start i tym samym trafia na czwarte miejsce ( Klagenfurt , Nicea, Barcelona, Vichy ) w mojej ocenie. Vivhy jak do tej pory jest miejscem do którego raczej nie wróce – czego na pewno nie mogę powiedzieć o Klagenfurcie i Niceii.
Ten start dla mnie to nowa życiówka i kolejna porcja doświaczeń.






