Sąsiedzi przeżywają mecz; poprzez krzyki, te z telewizora i z ogródka, słyszę ptaki i samolot. Płynę poza głównym nurtem, mimo to, szczęśliwie, doświadczam tej łaski, że oto znów ogarnia mnie uczucie błogości jak wtedy, gdy odgłosy rzeki przesączały się przez otwór dziupli (czyt. okno starego pokoju). Melodię samochodu lodziarza (krążył po przedmieściach zawsze w niedzielę), dzieci sąsiadów skakające na trampolinie i śpiewające jakiś kawałek The Little Mix, to chyba był 'Touch', kompletnie nie majace jeszcze pojęcia o czym to piosenka; tak, jak my kiedyś udające Spice Girls. Czlapiący lis, jakiś człowiek z psem, tangerine pojawiające się na niebie (to też była ważna składowa w r a ż e n i a). Oglądanie meczu, bawiace się dzieci, ptaki, melodyjka. Bezpieczeństwo. Na przedmieściach życie wydaje się być na swoim miejscu, takie, jakie być powinno.









