26.12.17 Merry Xmas, czyli czego zazdroszczę innym religiom
26.12.2017. Na prawo mam drzwi od szafy, przyobleczone w kartki świąteczne. Za mną płoną świeczki w metalowym drzewku, imitującym choinkę - nie ma w tym żalu ani nostalgii, naprawdę spodobał mnie się ten dekor. Na prawo stoi też drugi świecznik w postaci pięcioramiennej gwiazdy.
Według ruchu wicca, prawa strona jest związana z projekcją, działaniem, miejscem, z którego energia opuszcza ciało; to również strona Boga. Pięcioramienna gwiazda nazywa się pentagramem a jej ramiona symbolizują cztery elementy: ogień, wodę, powietrze i ziemię, nad którymi góruje duch.
Gdy byłam mała, budowałam z poduszek jaskinię, w której to przy pomocy zwędzonej z kuchni soli, pieprzu oraz piasku przyniesionego z dworu (lub jak kto woli, z pola - swego czasu brałam udział w dyskusji, która forma jest tą "najprawidłowszą z prawidłowych") bawiłam się w czarownicę. Uwielbiałam zagraconą chatkę Hogaty (oczywiście kolekcjonowałam butelki, z czego za najlepsze uważałam te z pot-pourri) i tej drugiej wiedźmy z innej bajki, polskiej, tytułu już nie pamiętam. Niestety, księżniczki nigdy nie były dla mnie wystarczająco pociągające. Potem, kiedy mieszanie przypraw przestało mnie bawić, lubiłam chodzić na piechotę, nie tylko do lasu. Nie to, żebym wtedy jakoś szczególnie rozkoszowała się podmuchem wiatru, ciepłem słońca czy widokiem świata na opak w kałuży. A może jednak? Tylko, że było to gdzieś daleko w mózgu (pojęcia nie mam, czy mogę używać tego słowa na równi z "podświadomością"), za muzyką na full volume mającą za zadanie rzeczony mózg, twórcę i sprawcę życiowej klęski, rozwalić. Później był Las i summertime sadness godziny szóstej wieczorem. Teraz Oaks Park i możliwość dojeżdżania do pracy rowerem w pierwsze dni jesieni oraz tokom slatkog proleća; rzecz odbierana w kategorii luksusu.
UBRANY STARZEC, NAGI MŁODZIENIEC LABIRYNTY ALHAMBRY VIBES OF ST. FRANCIS
Urodziłam się w takim kręgu kulturowym a nie innym, że akurat padło na chrześcijaństwo. Nie mam z tym problemu i absolutnie nie zamierzam się od niego odżegnywać. Raz, że rytuały tej "religii geograficznej" scalały rodzinę i tworzyły wspomnienia, więc przez wzgląd na szacunek dla bliskich i pamięć, dwa, że teoretycznie celebrowałam pogaństwo, tyle, że w innych szatach. Trzy, nie można interesować się sztuką, nie mając podstawowej wiedzy z zakresu chrześcijaństwa: tym sposobem, takie "Stworzenie Adama" z Kaplicy Sykstyńskiej to nic innego, jak stary facet w prześcieradle próbujący dotknąć młodego faceta, do tego gołego. Brzmi źle. Albo takie "Małżeństwo Arnolfinich", naszpikowane maryjnymi symbolami. Piszę o "mojej" religii, ale przecież będąc otoczonym plątaniną wzorów pałacu Alhambry trzeba wiedzieć, że na próżno szukać w nich oblicza Boga. Znajomość podstaw różnych religii przydatna jest nawet podczas poruszania się w meandrach pospolitego Tumblr'a:
Oryginał: viralthings.tumblr.com
Wzruszam się podczas słuchania Divny Ljubojević oraz Garmarny. Pierwsza artystka wykonuje ortodoksyjne pieśni, drugi zespół ma na swoim koncie płytę inspirowaną tekstami św. Hildegardy z Binden, choć, in general, to grupa neofolkowa.
Jest jeszcze Saint Francis Superstar (zapożyczając trochę tytuł z okładki Forum z papieżem Franciszkiem), który to szanował braci mniejszych nie odmawiając im kazań na temat Najwyższego. Od razu skojarzył mnie się - pomimo, że typowo pogańską, to jednak - piosenką Żywiołaka, "Pieśń słoneczna".
Jeszcze mocniejsze St. Francis vibes mam przy odtwarzaniu jednej z wersji "Pange Lingua Gloriosi" (co prawda z Franciszkiem nie ma to nic wspólnego - jest to pieśń śpiewana podczas obchodów Bożego Ciała):
W tradycji katolickiej Boże Ciało obchodzone jest 60 dni po Wielkanocy. Pamiętam słowa pewnego księdza (może nawet zostały powiedziane na mszy?), że to właśnie Wielkanoc jest najważniejszym świętem w naszej religii, nie Boże Narodzenie. Zwycięstwo ducha nad materią, życia nad śmiercią. Ostara, przesilenie wiosenne. Czas, gdy Ciemność finalnie ustępuje Jasności.
'BECAUSE THE NIGHT IS DARK AND FULL OF TERRORS'
Całe pogaństwo (piszę tu o ruchu wicca - nie wiem, jak to wygląda u rodzimowierców, choć mniemam, że podobnie) kręci się wokół Koła Życia lub też Roku. Natura, zepchnięta przez postęp, nie pozwala ujarzmnić się całkowicie - w zależności od czasu cedzi ilość światła słonecznego (wiadomo, mamy elektryczność, ale to nie to samo), reguluje sposób ubierania się, zrywa dachy i zatapia statki. Gwoli ścisłości: nie, nie chcę wracać do życia w lepiance i zwariowałabym chyba, gdybym podczas biegania nie mogła słuchać muzyki z telefonu. Ale każdy z nas ma oczy i widzi, co się dzieje z klimatem, pogodą. "Co s i ę dzieje?". Raczej co my uczyniliśmy z tego, co nam ofiarowano za dom, jedzenie, odzienie. 'Therefore, people/Hold me dear', takimi słowami kończy się inskrypcja anonimowego autora z XVII w., znaleziona na drzwiach chaty leśniczego w Dolnej Saksonii. Żyjąc na ekologicznym kredycie, który to wydaje się ostatnim przebłyskiem dobrej woli naszej planety, doświadczamy skutki ohydnego, abnornalmego zachowania: rodzicielskiej zemsty.
Terryfying Yule everyone. 21. grudnia, przesilenie zimowe, nadejście najkrótszego dnia i najdłuższej nocy. W przeszłości były to godziny pełne tajemnic i strachu. Wierzono, że - tak, jak to miało miejsce podczas Samhain, Halloween - granica pomiędzy światem doczesnym a zaświatami była bardzo cienka i wszystko mogło się zdarzyć - nie bez powodu duchy odwiedzają Scrooge'a właśnie w tym okresie; to teraz należy się wystrzegać nocnych wędrówek, ponieważ można zostać porwanym przez Dziki Gon, watahę duchów szaleńczo przemierzającą niebo. W przeszłości całe rodziny zbierały się wokół paleniska, którego sercem była kłoda dębu, yule log (słowo "yule' prawdopodobnie wywodzi się z staronorweskiego iul, oznaczającego koło). Pośród gęstego mroku słuchano opowieści o duchach, o przerażających stworach rodem z folkloru, które zostaną wplecione w okolicznościowe przedstawienia, a wieki później będą przeżywać swój renesans na internetowych platformach typu Instagram/Pinterest/Tumblr. Płomienie wydobywały z ciemności zarysy porozwieszanych gdzieniegdzie wieńców, obrazujących cykliczność natury oraz gałązek ostrokrzewu. Zanim chrześcijaństwo nadało im symbolikę kropel krwi i korony cierniowej Chrystusa, poganie utożsamiali je z Oak King'em - personifikacją kolejnego obrotu Koła Życia, który zabija swoje poprzednie wcielenie, "stary rok", Holly King'a. Adwersarz weźmie odwet za pół roku, w czasie Lithy, czyli przesilenia letniego. Odwieczna walka pomiędzy dwoma aspektami jednego Boga - władcą ciemności i bogiem płodności, zimą a latem - jest podstawą mummers plays, uwiecznionych w utworze Loreeny McKennitt.
The mummers, czyli kolędnicy. Pomimo że wszelki Dębowy Król jest obcy naszemu folklorowi, to jednak rdzeń kolędowania - piszę o jego formie nietkniętej przez chrześcijańskie “aniołki” - pozostaje ten sam: podkreślenie wegetacyjnych sił przyrody. Specjalne stroje, muzyka, odgrywane scenki miały za zadanie przyniesienie urodzaju w nowym roku. Dokładnie to samo, co porozrzucane wokół domostwa popioły ze spalonego yule log.
Choć grupy kolędników są bardzo zróżnicowane, to jednak występuje wśród nich pewien wspólny atrybut: gwiazda, przez Kościół przemianowana na Gwiazdę Betlejemską. Niegdyś symbolizowała słońce, z każdym dniem coraz silniejsze. Narodziny Sol Invictus, który to był zlepkiem wielu bóstw solarnych (z perskim Mitrą na czele) starożytni Rzymianie świętowali 25. grudnia, natomiast dniem mu przeznaczonym była niedziela.
Pisząc o obchodach Dies Natalis Solis Invicti nie można pominąć uroczystości, które miały miejsce na tydzień przed urodzinami bóstwa, mianowicie Saturnaliach. Od 17. do 23. grudnia hierarchia społeczna ulegała odwróceniu: niewolnicy mogli jadać przy jednym stole wraz z panami lub też nawet byli przez nich obsługiwani. Rzymianie porzucali togi na rzecz synthesis, greckiego kolorowego stroju ubieranego tylko i wyłącznie do ucztowania bądź też w domowym zaciszu - w normalnych warunkach żaden szanujący się mieszkaniec imperium nie wyszedłby w tym na ulicę (czyżby przodek świątecznych sweterków?). W oczekiwaniu na narodziny Słońca Niezwyciężonego zapalano świece i pochodnie (dalekie echo kalendarza adwentowego?) oraz rozdawano prezenty (ważne było, aby ich wartość nie kłóciła się z atmosferą ogólnej jedności i sprawiedliwości. Innymi słowy, podarki nie mogły być zbyt drogie). Co upamiętniały te uroczystości? Mityczny Złoty Wiek, czas pod panowaniem Saturna. Legendarną Arkadię, w której wszyscy ludzie byli sobie równi i żyli w zgodzie ze sobą i ziemią, rodzącą obfite plony.
Bogini rodzi Boga, utożsamianego ze słońcem, jasność powoli, powoli zostaje z nani na dłużej. Rodzina i znajomi otrzymali kartki z małokatolickimi królikami i pingwinami. Pomiędzy zwyczajowymi życzeniami, były i te typowo "yulowe": aby noce, które nadejdą - ponieważ one przyjdą, nie ma od tego ucieczki, Koło Życia znów zatoczy pełen obrót - nie były tak długie i straszne jak w 2017 roku.
"ZAWSZE PIERWSZA, ZAWSZE DRUGA" INDOKTRYNACJA LEVEL ONE INVICTA EST
Bogini rodzi Boga. Ten sam Bóg ją później zapładnia, historia niemalże jak z "Gry o Tron". Tak wygląda symbolika. Wiccanie wierzą, że świat urządzony jest z pierwiastków żeńskich i meskich, do prawidłowego funkcjonowania natura potrzebuje tych dwóch sił. Ziemia przyjmuje promienie słoneczne i ponownie rodzi życie; Bogini jest równa Bogowi i na odwrót. Jak sprawa wyglądała w katolicyźmie, wszyscy wiemy.
Pomimo, że Kościół, w większości złożony z rodzaju męskiego, miał straszny problem z istotą płci żeńskiej i naturalnym funkcjonowaniem człowieka w ogóle, nie udało mu się wyrugać archetypu Bogini do końca. Owszem, zrzucił na nią winę za wszelkie nieszczęścia, jakie spotkają rodzaj ludzki i odebrał jej ciału i psychice ludzki wymiar, to jednak tak w Ewie jak i w Maryi wciąż można odnaleźć jej ślady. Ot, choćby taki księżyc, podstawowy symbol Bogini, symbolizujący trzy fazy kobiecego życia, Dziewicę, Matkę i Staruchę:
Maryja, Królowa Niebios, często jest przedstawiana jako stojąca na półksiężycu, a u jej stóp znajduje się wąż (atrybut słynnej miniońskiej "wężowej bogini", później cechujący świątynię Ateny Partenos). Jej nimb składa się z 12 gwiazd, tylu, ile jest znaków zodiaku. Szaty są koloru niebieskiego. U wiccan barwa ta symbolizuje wodę (element żeński) oraz przypisuje jej się właściwości uspokajające, kojące - a to przecież do Matki Boskiej chrześcijanie modlą się "teraz i w godzinie śmierci naszej" szukając pocieszenia i wsparcia.
Byłam w Polsce na urlopie i udało mnie się "załapać" na rzecz zwaną święceniem tornistrów. Wraz z siostrzenicą, lat 6, w ciepły wrześniowy poranek dziarsko poszłyśmy do świątyni. Maluchy zostały ustawione w dwa szeregi, te najbardziej gorliwe dzielnie walczyły o pierwszą parę. Jeszcze tylko wyplucie Huby-Bubby w chusteczkę i zaczęła się ceremonia. Dzieci miały frajdę (chyba), dorośli dowiedzieli się, że nadchodzący rok będzie Rokiem Maryi. Ucieszyła się ciotka-tak-jakby-poganka, że w końcu Kościół zaczyna dostrzegać potencjał Maryi, Bogini, kobiety.
Powtórzę: absolutnie nie idę na wojnę z Kościołem i własną religią "z urodzenia". Jakże bym mogła, mając szacunek dla rodziny i wspomień oraz pamięć przeczytanych wywiadów takich jak J. Podgórskiej z E. Adamik lub artykułów A. Szostkiewicza (linki na końcu wpisu). Ale też nie będę się godzić na nadawanie sensu czemuś takiemu jak święcenie tornistrów czy pierwsza komunia święta z tego prostego względu, że człowiek ma inne reczy wtedy w głowie i w sercu (duszy?) niż świadome przeżywanie religijnego obrzędu (tego drugiego wręcz zdzierżyć nie mogę, ale to właściwie ludzie uczynili z niego pokaz tego, kto ma większy portfel. Podobnie zresztą ze Świętami Bożego Narodzenia, co wywołuje moje autentyczne współczucie dla wierzących, praktykujących znajomych). Zdaję sobie sprawę, że są ludzie, którym takie ułożenie życia (zresztą, Koło Życia też porządkuje rok), wskazówki, co wolno a czego nie, takie święcenie tornistrów, odpowiada i respektuję ich stanowisko. Mimo wszystko, Kościół głównie jawi mnie się jako instytucja polityczna, prężnie działające przedsiębiorstwo, w którym p r a w d z i w a wiara jest na jednym z ostatnich miejsc. "Bez względu na to, jak daleko uciekamy od wojny, ona zawsze nas dogania". Mam też w głowie i ten cytat; teraz, gdy świat stoi na jej krawędzi, to będzie znak przynależności, identyfikacji, schronienia.
Nie będąc hipokrytą: i mój pokój przemienił się w Room Baratheon na cztery dni
Wicca jest bardzo dowolnym systemem wierzeń - można go praktykować indywidualnie lub być częścią konwentu, można wyobrażać sobie postacie bóstw, ale nie trzeba, nie ma sztywnych reguł i doktryn (stąd też raczej nie ma mowy o popularności na miarę jednego z "wielkiej trójki", tj. chrześcijaństwa, islamu i judaizmu) - to jest również bardzo "babską" religia i, w mojej opini, każda kobieta, niezależnie od wyznania i kręgu kulturowego powinna zaczęrpnąć choć garść informacji o kulcie Bogini i jej relacji z Bogiem. Nie piszę tego w celu werbowania kogokolwiek, ponieważ nachalne narzucanie czegokolwiek jest obce pogaństwu. Odnaleźć w swej geograficznej religii korzenie prastarej Gai, Isztar, Astarte, Diany, Dodoli. I pamiętać, że Bogini, pomimo, że bywa Staruchą i ma swoje mroczne, negatywne wcielenie, to nigdy nie umiera; umiera jej towarzysz, lecz ona pozostaje niezwyciężona.
'I noticed that the divers in their routine were not speaking at all. To me, they were like priests preparing for mass. Under the ice the divers find themselves in a separate reality where space and time acquire a strange, new dimension. Those few who have experienced the world under the frozen sky often speak of it as going down into the cathedral'.
W. Herzog, 'The encounters at the ends of the world'
Wicca nie twierdzi, że jest jedyną, słuszną religią. Postuluje szukanie absolutu samemu poprzez przeróżne praktyki (o ile "nie czuje się" go naturalnie) takie jak medytacja, taniec, śpiew i inne. Zaleca dążenie do rozwinięcia swojej świadmości, nauczenie się siebie i tym sposobem jak najlepsze (co dla każdej osoby oznacza coś innego), jak najpełniejsze przeżycie życia ('All we have to do is to decide what to do with time which is given to us', szepce gdzieś z boku mózgu J. R.R. Tolkien poprzez usta Gandalfa). Dlatego właśnie w pentagramie najwyższy wierzchołek jest duchem, górującym nad materią. Ogromną rolę, tak jak i w chrześcijaństwie, odgrywa podświadomość i zaufanie. Bóg i Bogini nie są Chrystusem Pantokratorem o srogim spojrzeniu ani odległą Królową Niebios; oni są w każdym z nas. Święta jest ziemia i jej każde stworzenie.
"Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar
W godzinie - nieskończoność czasu".
William Blake, frag. "Wróżb niewinności"
Rzecz jasna, są w wicca rzeczy, z którymi się nie zgadzam i sama też nie jestem żarliwą wyznawczynią. Jestem przeciwniczką podtrzymywania życia za wszelką cenę (a w wicca życie jest wartością nadrzędną); nie jestem wegetarianką (mam dość pokątne wytłumaczenie, że człowiek jako gatunek od początku był mięsożerny, lis zjada królika, łańcuch pokarmowy i te sprawy; a prawda jest taka, że po prostu lubię jeść), zasady do what you want, as long as you harm none; do nothing that will harm yourself średnio mi wychodzą (nie odpisywanie na smsy siostry; posiadówy do godziny 2 nad ranem, w sytuacji, gdy za kilka godzin idzie się do pracy; zbyt dużo kawy i czekolady).
Czyli czego w końcu zazdroszczę innym religiom? Wypadałoby w końcu odpowiedzieć na pytanie. Zazdroszczę im sacrum i tabu. W katolicyzmie już dawno go nie ma. Zazdroszczę im tego, że ich bogowie i prorocy nie są bohaterami memów, sakralne posągi nie są używane w teledyskach Pharella Williamsa na równi z męskimi narządami i nie są też orężem politycznym do zaznaczania terenu, Że nikt nie przebiera psów za święte postacie, bo to nawet przez głowę by wyznawcom nie przeszło. Ktoś powie, że usycham z tęsknoty za skostniałą, poważną, nudną religią. Może tak. I może też dlatego odwracam się od murów katedry i wstępuję w zarośla. Bo choć urodziłam się pod znakiem krzyża, to jednak podwójna ziemia i ogień wydają się być we mnie silniejsze.