Miałam cholerny sen. znajdowałam się na szkolnym korytarzu. akurat trwała przerwa. nagle jakiś koleś wyjął z kieszeni żyletke i zaczął wrzeszczeć . był wściekły na świat, na rodzinę, znajomych... wpadł w taki szał że stracił nad sobą panowanie i rzucił się na swoich rówieśników z żyletką w dłoni. zrobiło się zamieszanie. zdesperowany chłopak ciął swoich kolegów i koleżanki bez chwili wahania. ta jedna, mała żyletka potrafiła zadawać ogromne rany. umiała nawet przecinać ubrania, tylko po to aby dostać się do ciała. za każdym razem były to pionowe i bardzo głębokie cięcia. uczniowie wpadli w panikę. w jednej chwili poczułam pieczenie. spojrzałam na prawe ramię i ukazała mi się długia pionowa rana. teraz i ja poczułam się zagrożona. uciekłam do sali należącej do pielęgniarki szkolnej. byłam roztrzesiona. wyjaśniłam zszokowanej pielegniarce co dzieje się na korytarzu . i że oberwałam w prawie ramię. wyszła z pomieszczenia. moj wzrok utknął na drzwiach. bałam się że ten szaleniec mnie znajdzie i zada następne cięcia... ALE w tym momencie mój sen się urwał.
o matko. ten sen był przerażający. ja fanatycznie boję się krwi, więc robienie sobie krzywdy żyletką jest dla mnie zbyt drastyczne. kurczę, w ostatnim czasie pamiętam każdy sen po przebudzeniu. niestety moje sny nie są zbyt... przyjemne. i w tym problem.