Z ŻYCIA SAMOTNIKA - wpis 30 (31.05.2025)
-> Moja ulubiona "zabawka" znów w domu!
Dokładnie tydzień i dwa dni temu przyszła ta niefortunna i przykra chwila, w której nie zdołałem uruchomić swojego komputera. Komputera, z którym związany jestem zdecydowaną większość życia i trudno mi wyobrazić sobie codzienne funkcjonowanie bez niego, będąc przede wszystkim miłośnikiem starszych gier wideo, ale i ogólnie zwolennikiem wykonywania na nim swoich prac. Od dłuższego czasu mój "pecet" borykał się z pewnymi problemami, aż w końcu koniecznym stało się opuszczenie przez niego swego ciepłego gniazda i zaniesienie go do naprawy. Jak radziłem sobie bez mojego "potworka"? Co zaplanowałem po jego wczorajszym odzyskaniu i nad czym myślę? O wszystkim rozpiszę się poniżej.
Zapewne nie wzbudzę ogromnego zaskoczenia jeśli powiem, że dni bez jednego z najważniejszych w mym życiu przedmiotów, mijają u mnie z pewną dozą "pustości" i smutku. Zwłaszcza, jeśli mowa o kilku dniach z rzędu, albo, co gorsza, ponad tygodniu, tak jak w tym przypadku. Chociaż brakiem komputera nie przejmowałem się szczególnie mocno, wszakże czułem, że oddałem go w dobre, fachowe ręce i że lada moment wróci do mnie cały i "zdrowy", to mimo wszystko ten krótki, acz ważny okres bez "peceta" wymusił na mnie odejście od rutynowych czynności i spędzenie wolnego czasu w nieco inny sposób. Niewątpliwie przetrwać pomogła mi praca, kiedy to mogłem na czymś się skupić, w czymś zagłębić, przeżyć przygodę (jak np. trzy dni temu na planie filmowym nieopodal twierdzy Modlin), zyskać nowe doświadczenia, jednocześnie pogrubiając delikatnie swój portfel i odpoczywając od rodziców. Idealny scenariusz? Na pewno tak, jednak niestety nie zawsze udawało mi się coś złapać na konkretny dzień. Pamiętam, że zdecydowanie najgorzej minął mi wtorek, kiedy miałem wolne, leżałem głównie w łóżku i... nie wiedziałem, co ze sobą zrobić! Nie miałem przecież z kim się umówić, spotkać, pogawędzić, ani jakkolwiek spędzić czas z jakąś bliższą mi osobą, gdyż nie mam przyjaciół (a przeważnie jestem akurat skłonny do spotykania się) i większość czynności w czasie wolnym wykonuję alone, na komputerze. Na szczęście, po zmarnowanym drugim dniu tygodnia zapewniłem sobie kilka dodatkowych robótek (tym samym wyjść z domu) i dalsze dni zleciały o wiele pożyteczniej. W czwartek podniosłem zieloną słuchawkę i usłyszałem od fachowca, że komputer jest gotowy do odbioru. Zgodnie z moimi przewidywaniami! Pozbyłem się dwustu złotych (spodziewałem się, że będę musiał wysupłać więcej), a tata, pseudonim "nerwus", pomógł mi odebrać ten ciężki, acz niezwykle dla mnie ważny prostopadłościenny, srebrny sprzęcior. Chwilę później nie zostało już nic innego jak podłączenie do niego wszelkich kabli, ustawienie i ogarnięcie go tak, jaki był przedtem. Mój "potworek" niestety ma już swoje lata (konkretnie posiadam go od 2013 roku), ale gdy uporałem się ze wszelkimi procedurami - nacisnąłem guzik, włączyłem monitor, wtedy gałki oczne jednoznacznie stwierdziły, że komputer działa, więc wszystko poszło dobrze! Jest nawet o tyle dobrze, że zachowały się bardzo liczne moje dane (pliki), na czym bardzo mi zależało, a to dodatkowo spowodowało na mojej twarzy uśmiech! A może bardziej ulgę?
Pierwsze od czego zacząłem w momencie powrotu komputera do życia, to uzupełnienie notatek i statystyk (czym zajmuję się hobbistycznie od lat). W dalszej kolejności zamierzam wypełnić i odesłać otrzymany na początku tygodnia wniosek w sprawie kupna trzech archiwalnych odcinków starego, dobrego teleturnieju "Koło Fortuny" z lat 2007-2009 (kontynuując w ten sposób realizację mojego wielce ambitnego celu, o którym wspomniałem trzy wpisy wcześniej). Myślę też nad tym by coś podziałać na swoim gierkowym kanale na YouTube, który w ostatnich miesiącach strasznie zaniedbałem, a też nie ukrywam, że troszkę tęsknię za nagrywaniem, aczkolwiek nie mam za bardzo kiedy sięgnąć po mikrofon i to jest najgorsze. Nie w tych warunkach, które mam... Wprawdzie skończyłem z seriami "Zagrajmy w" (które stanowią większość mojego kanału), ale chciałbym m.in. pociągnąć jeszcze mój własny teleturniej p.t.: "Wyzwania widzów", dlatego rezygnacja z nagrywania byłaby dla mnie odrobinę przykra. Trzymam za siebie kciuki by w czerwcu udało się jak najwięcej zrealizować. Póki co cieszę się chwilą i oby był to tylko wstęp przed jeszcze lepszymi wydarzeniami!













