Pierwsze urodziny Corteza
Zaczynam pisać ten post dwa dni przed powiedzmy siódmymi urodzinami Corteza. Powiedzmy bo przecież tak na prawdę nie wiem ile on ma lat. Ostatni rok spędziliśmy razem. Dziś gdy znów siedzę na podłodze gabinetu weterynaryjnego, a Cortez zalicza kolejną kroplówkę, zastanawiam się jaki był ten rok, co się wydarzyło, co się zmieniło i w końcu, czy było warto?
Zanim Cortez się uspokoił na tyle żebym mógł wyciągnąć z torby komputer, przeleciała jakaś 1/3 kroplówki. Dziś idzie całkiem szybko choć start był cięższy niż zazwyczaj. Znów wyciągnął z łapy wenflon i trząsł się na sam widok nowego. To już trzeci w ciągu trzech ostatnich dni. Chwilę mu zajęło zanim ogarnął sytuację. Teraz leży obok a ja klepiąc w klawiaturę, zerkam co chwilę czy kropelki nadal kapią w odpowiednim tempie, poprawiając czasem przewód łączący Corteza z przeźroczystą, plastikową butelką.
Siedzimy, piszemy, nic się nie dzieje, Cortez Was pozdrawia ;)
Od lipca 2014 Cortez ma tylko jedną nerkę. Musieliśmy ją usunąć po tym jak latem, wdało się w nią roponercze. Wtedy ledwo udało się go uratować. Po pół roku pojawił się problem z drugą nerką... Znów codziennie siedzę na podłodze tego samego gabinetu, obok tego samego psa, obserwując taką samą kroplówkę.
No bo co innego miałbym w tej sytuacji zrobić?
Tak Cortez wyglądał w styczniu 2014 r.
Cortez stał się nieodłącznym elementem mojego życia i mnie ogólnie. Razem mieszkamy, razem codziennie chodzimy do biura a gdy wszystko jest w porządku, razem biegamy treningi. Na zakupy nie chodzimy razem bo ciężko wejść do sklepu z psem. Może to i lepiej bo zbyt wielu ludzi nie ogarnia swoich czworonogów... Gdy dzwoni mama zawsze pyta "Co tam u Corteza?". Gdy przypadkiem pojawię się bez niego u znajomych psiarzy, zawsze pada pytanie "A gdzie Cortez?".
Ja i Cortez.
Czego się więc nauczyłem dzięki Cortezowi? Cofać gdy jego głowa zasłania mi całą tylną szybę i mnóstwa innych dziwacznych rzeczy. Najważniejsze są jednak przede wszystkim dwie sprawy:
Czytać psa i sygnały, które wysyła. Spędzając ze zwierzem tyle czasu, zaczynasz zauważać całą ogromną warstwę komunikacji, której nie widać na pierwszy rzut oka. Przypominam sobie teraz jak na początku po omacku próbowałem wyczytać co się dzieje w jego czarno-białej głowie - bezskutecznie bo do tego potrzeba czasu i to dużo. Pies uczy się pokazywać czego chce a ty uczysz się to dostrzegać. Dziś już mniej więcej wiem co i jak choć obserwując zdziwione miny "obcych", śmieję się, że rozumiemy się z Cortezem tak moja siostra rozumie nieogarnięty język mojego trzyletniego siostrzeńca Stasia. Tylko ona wie o co tak na prawdę mu chodzi ;)
Marzec 2014.
Nauczyłem się też wyznaczać granice, poza które pies nie może się posunąć i je egzekwować. To chyba najtrudniejsza ale też najważniejsza sprawa w posiadaniu psa - nie zapomnieć, że cokolwiek by się nie działo, to nadal jest "tylko" pies. To Ty za niego myślisz i odpowiadasz. To ty musisz go kontrolować a nie na odwrót. Niestety wielu psiarzy o tym zapomina. Psa można i trzeba traktować jak cześć rodziny. Nie można go jednak traktować jak człowieka bo... nim nie jest. Takie traktowanie przyniesie więcej szkody niż pożytku nie tylko psu ale też wszystkim dookoła niego.
Podczas wyjazdu w Beskid Śląski - Majówka 2014.
Czego nauczył się przez ten rok Cortez?
Szybko okazało się, że będzie musiał nauczyć się wielu, bardzo podstawowych rzeczy - dla niego całkiem nowych. Od biegania, przez jazdę tramwajem, chodzenie po schodach, śliskich powierzchniach no i oczywiście mostach, po całkiem zwyczajne psie komendy i zadania. Szczęśliwie okazał się bardzo inteligentnym psem (gdy tylko nie ma akurat ADHD) i szybko załapał, że z mostu nie da się aż tak łatwo spaść a tramwaj wcale nie chce nas zabić. Jest tego sporo dlatego tu chyba przyda lista. W ciągu tego roku Cortez nauczył się:
zostawać samemu w domu.
siadać i warować.
robić hop i łuf (choć motywacja musi być duża/smaczna).
jeździć w bagażniku samochodu.
jeździć tramwajem/autobusem MPK.
siadać przed wyjściem/podczas ubieraniu obroży i wychodzić dopiero na komendę.
no i oczywiście chodzić po mostach! :)
Podróż przez słoweńskie Alpy.
Po drodze było też mnóstwo wspólnych przygód. Razem pojechaliśmy autem do Rumunii i Słowenii. To prawie 4000 km i w sumie ze trzy tygodnie w aucie. Były też gorsze tygodnie, te spędzone w przychodni.
Wspólnie przeżyliśmy:
wyprawę autem do Rumunii.
dwutygodniowy wyjazd autem do Słowenii.
kilka wielodniowych wyjść w góry.
wyjazd pociągiem nad polskie morze.
wielką przygodę pod tytułem pół roku z jedną nerką.
Cortez poluje na kaczki w Jeziorze Bohnijskim.
To wszystko nie jest oczywiście takie kolorowe. Trzeba mieć w sobie mocną... bardzo mocną świadomość tego, że rzeczywiście chce się mieć psa. Trzeba być o tym przekonanym w 150% i cały czas umieć znajdować ku temu kolejne, nowe powody. Jeśli stracisz lub co gorsza, w ogóle nigdy nie miałeś w sobie tej motywacji, sprawy mocno się skomplikują, przede wszystkim dla psa. Gdy twój pierwszy poranny krok wyląduje w ciepłej kałuży, gdy spróbujesz wyciągnąć z pyska martwego (już) gołębia, gdy nadstawisz siebie żeby nie pogryzł weterynarza, gdy zobaczysz rachunek za operację... zwątpisz.
Siedzę więc dalej na podłodze u weta, kroplówka powoli się kończy a ja i myślę czy to wszystko jest warte tego całego zachodu?
Jest.
Cortez i Tybet.
Cortez i Zmora w jednym bagażniku.
Cortez przy obserwatorium na Lubomirze.
Nad Balatonem.
Cortez nad słoweńskim Adriatykiem.
Cortez na szczycie.
Na majówce w Beskidzie Śląskim.
Wyjazd do Rumunii 2014.
Cortez wielokrotnie udowodnił, że ma w... "poważaniu" sprawy, które go bezpośrednio nie dotyczą ;)
Wylegując się na gdańskim nabrzeżu.
Przed moim startem w Wielkiej Prehybie.
Niemcowa 2014.















