SIEROTKA.
— Dla czegoś, papo, tak czarno ubrany?
Na gości czekasz dziś może?
Sukienkę wdzieję nowiutką, w falbany,
I włoski w loczki ułożę. —
«O będzie, dziecię, dziś gości tu wiele,
Lecz nikt ci bajki nie powie...
Ksiądź proboszcz przyjdzie, co chrzcił cię w kościele,
I czarni przyjdą panowie...»
— Dla czegoś, papo, tak smutny i blady,
A w oku twojem łza wieczna?
Czy po mnie idą ulicą te dziady?
Ach, przecież byłam tak grzeczna! —
«Z bezsennej nocy mam bladość u czoła...
Nie płaczę, ptaszko ma droga...
Dziadki zaś idą do kruchty kościoła,
By modły zanieść do Boga...»
— Dlaczego, papo, u mamy tak ciemno
I pachnie — jakby w kaplicy?
Dlaczego ręce łamiesz wciąż nademną,
Gdy dzwon zahuczy z ulicy? —
«Tam grządki twoje w ogródku, me dziecię,
Podlewać pewnie zaczęto...
Ztąd zapach kwiatów, zwyczajnie jak w lecie...
A dzwonią dzisiaj... bo Święto...»
— Ty milczysz, papo, i służba strapiona,
A chociaż płaczę od wczora,
Wpuścić mnie nie chcą do mamy — a ona
Samotna leży i chora! —
— Więc na paluszkach pójdź ze mną powoli:
Jej bóle pewnie ustały? —
«O tak, pieszczotko... już nic Ją nie boli...
Śpi cicho... skarbie mój mały...»
«A więc Jej nie budź... Wzbronione dziś krzyki...
A za to jutro, pieszczotko,
Zawiodę ciebie, gdzie czarne krzyżyki,
Gdzie ptaszki nucą tak słodko...»
«Tam przy sosence pagórek urośnie...
A ja cię wezmę na ramie...
Zaniosę jutro... Uklękniem przy sośnie
I gwarzyć będziem — o mamie...»









