was this the xx-lecie miedzywojenne equivalent of one direction breaking up

seen from United States
seen from Dominican Republic
seen from China
seen from China
seen from Venezuela
seen from Malaysia
seen from Australia

seen from Netherlands
seen from United States

seen from United States
seen from Japan

seen from Peru
seen from China
seen from United States

seen from Netherlands
seen from United States
seen from Norway

seen from United States
seen from Denmark
seen from China
was this the xx-lecie miedzywojenne equivalent of one direction breaking up
Ktoś bzu gałąź pod oknem poruszył liliową. To powiał wiatr wiosenny i okno odmyka. Stoję w oknie i słucham, jak płynie muzyka. Myślałem, że zapomnę. Pamiętam na nowo.
Jan Lechoń, Lutnia po Bekwarku, 1942
Jestem jak szampan lekki, doskonały, Jak koniak mocny, jak likier soczysty, Jak miód w szaleństwie słonecznym doskonały I wyskokowy, jak spirytus czysty.
Kazimierz Wierzyński, Wiosna i wino.
Plejady
I
Plejady to gwiazdozbiór już październikowy. Błyszczą jak winne grono wśród innych gwiazd roju, W ich świetle las pożółkły niby rumak płowy, Co polem do srebrnego biegnie wodopoju. I zdaje się, że w cieniu popielatym sarny Przebiegają przez ruczaj lub stojąc słuchają, Jak srebrne lustro wody brzeg odbija czarny I fletnie białych brzózek, gdzie liście śpiewają I opadając krążą. A namiętność moja Niby łania nad źródłem pochyla swą szyję I tylko jej odbicie lodowego zdroja Mówi, że chociaż wątła, ale jeszcze żyje.
II
Plejady to gwiazdozbiór już październikowy. Po szafirowym niebie płynie jak baranki, Ponad drzew skrytych nocą oniemiałe głowy, Ponad brzóz skamieniałych pozłociste pianki. Powracam do milczenia i słodyczy nieba, Które płaszczem jesiennym pełnym gwiazd połyska. Pełne stodoły złota, stoły pełne chleba I skrzypi na zawiasach gwiaździsta kołyska. Za chwilę i na ziemi wszędzie będzie biało. Lekki chłód noc cienistą jak igłą przenika. I śni mi się już tylko jakieś jasne ciało Przykryte złotą tkanką planet października.
III
Plejady to gwiazdozbiór już październikowy. Spokojnym tokiem płynąc losy twoje iści. Powoli wyjdź przed bramę, nie odwracaj głowy, I zerwij parę złotych, poranionych liści. Proch ci zostaje w dłoni, rozwiewa się, ginie, I słyszysz tylko ogród, co dyszy jak chory. Złociste liście zginą i jesień ta zginie, I złe — i dobre nawet — miną gwiazdozbiory. Więc po cóż nam — jak gwiazdom zagubionym w mroku — Spalać się ogniem wiecznie, kiedy chłód nas czeka? Po cóż świecą plejady i łzy w twoim oku, Gdy je ogarnia czarna przemijania rzeka?
IV
Plejady to gwiazdozbiór już październikowy. Październik to bezpieczna, zadumana pora. Na czarnej ścianie nieba ślad karabinowy: Blaski gwiazd pełne lęku i pełne wieczora. A my tu biegu ziemi ani przemijania Słowami nie wstrząśniemy. Stoimy bez siły. Noc czarnym płaszczem swoim ścieżkę nam zasłania, Wiara, nadzieja, miłość już nas opuściły. Odeszliście daleko. A ja, choć zostałem, Wydają się zgubiony wśród ciemnych gwiazd mżenia. I cóż nam pozostaje na okręgu całym? Już nic: zgasłe słowa i nieme spojrzenia.
V
Plejady to gwiazdozbiór już październikowy: Wypływa nad horyzont ciemno i okrutnie, I patrzy na schylone, zadumane głowy, Na połamane brzozy i pobite lutnie. Przechodzi i o świcie drży nad moim domem, Posyła promień cichy, ale przenikliwy, I głosem mówi do mnie, i takim znajomym, Że może jest kto jeszcze na świecie szczęśliwy. Szczęśliwy, który kocha; szczęśliwy, kto wierzy; Szczęśliwy… albo tylko tak jemu się zdaje… Szczęśliwy, który łąką o świtaniu bieży I na jesiennym niebie widzi gwiazdy maja.
Jarosław Iwaszkiewicz 1942
tamto głosowanie sie skończyło więc czas na nowe :p
ulubiony skamandryta
julian tuwim
antoni słonimski
jarosław iwaszkiewicz
kazimierz wierzyński
jan lechoń
I kiedy twoje usta ustami otwieram, Czuję jakbym mej duszy znów otwierał blizny, I piję z nich te słodkie, duszące trucizny, Z których moc mam do życia, od których umieram.
Jan Lechoń, Apokryf
Co noc, gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia, Gdy czczość jałową w myśli, w sercu pustkę mamy, Wypluwa nas na miasto knajpa lub kawiarnia I błądzimy bez celu po zamknięciu bramy. A potem: łomotanie czasem półgodzinne, Nim wreszcie stróż zaspany obudzić się raczy, I myśl: zabłądzić w końcu przed drzwi jakieś inne, Co prowadzą do "Lepiej" lub choćby "Inaczej".
Jan Lechoń, “Co noc, gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia”
W złotych strzępach liści drzewa noce stoją, Księżyc srebrne smugi po ziemi rozwłóczy, Nic mi nie pomoże na tęsknotę moje, Już mnie żadne szczęście od niej nie oduczy.
Jan Lechoń, “W złotych strzępach liści drzewa noce stoją”; Srebrne i czarne, 1924