Strategia nie do przejścia, czyli K&M
Poza grami RPG, których wartość jest oczywista, jest jeszcze jeden dla mnie ciekawszy, bardziej nawet wymagający gatunek: strategie. Wymagają bowiem one nie tyle zdolności manualnych (chociaż czasami ich również - sprawne, czyt. szybkie zarządzanie wojskiem jest nieocenione), ale przede wszystkim właśnie odpowiedniej strategii i taktyki. Wśród nich jest taka jedna mała gra, która powstała wieki temu, bo w 1998 roku.
Jest to gra zatytułowana Knights and Merchants i śmiało mogę stwierdzić, że jest to najtrudniejsza strategia w jaką kiedykolwiek grałem. Na tyle trudna, że nigdy nie udało mi się jej przejść. Na tę osobistą porażkę składała się czasochłonność kolejnych misji, dość skomplikowany system ekonomiczny i bitwy, które trzeba było rozgrywać w odpowiedni sposób, bo zazwyczaj przewaga wroga bywała miażdżąca. Ale da się to nadrobić ustawieniem jednostek, które, jak na tamte czasy, miały całkiem nieźle poukładane zależności, co jest dość ciekawe. Zdarza się, że w grach strategicznych wystarczy postawić wyłącznie na ilość i niczym więcej się nie przejmować. W tym wypadku może być ciężko.
Gospodarka jest zaskakująco skomplikowana i zbudowana z wielu faz, jak na taką grę dość realistycznie i prawdopodobnie przedstawione. Stąd też wymaga ona sporo czasu, żeby zbudować i wyprodukować wszystkie potrzebne rzeczy, co nie jest łatwe. Przy okazji trzeba pamiętać, żeby poddani i wojsko nie poumierali z głodu. Oczywiście gra posiada trochę błędów, jak choćby tragicznie odbywające się kolizje jednostek i ich głupota. Ostatecznie jednak to wszystko składa się na bardzo trudną grę, przejście której jest nie lada wyzwaniem, a dorzucony w trzy lata po podstawowej grze dodatek jeszcze potęguje poziom trudności.
I tym więcej czasu potrzeba na przejście każdej misji. A to wciąga, jak każda gra zresztą. I zabiera cenny surowiec, którego brakuje zawsze, niczym kiełbasy w spichrzu...