Smrt u Sarajevu [Death in Sarajevo] (Danis Tanovic, 2016)
seen from United States

seen from Malaysia
seen from Malaysia

seen from Switzerland

seen from Malaysia

seen from Switzerland
seen from Algeria
seen from United States

seen from Switzerland
seen from United States
seen from India
seen from Germany

seen from Malaysia
seen from United States
seen from United States

seen from Switzerland

seen from Malaysia
seen from Australia
seen from China
seen from United Kingdom
Smrt u Sarajevu [Death in Sarajevo] (Danis Tanovic, 2016)
Smrt u Sarajevu [Death in Sarajevo] (Danis Tanovic, 2016)
Smrt u Sarajevu [Death in Sarajevo] (Danis Tanovic, 2016)
WYWIAD: Danis Tanovic o "Senadzie": "Jakimi staliśmy się ludźmi?"
Na polskie ekrany po dlugim oczekiwaniu wchodzi film skromny, ale niezwykły. "Senada" zdobyła już uznanie międzynarodowych publiczności i krytyków, triumfując m.in. w Berlinie. Nakręcona za maleńkie pieniądze opowieśc o dwójce bośniackich Romów borykających się z niesprawiedliwością systemu zdrowotnego to film, który porusza do głębi. Poniżej fragmenty wywiadu, jaki przeprowadziłam z reżyserem, Danisem Tanovicem, laureatem Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego za "Ziemię niczyją".
Anna Tatarska: Na trop historii Senady i Nazifa wpadłeś w nietypowych okolicznościach. Możesz o tym opowiedzieć?
Danis Tanovic: Spędzam życie na lotniskach, w samochodach, w hotelach. Ludzie myślą, że takie życie na walizkach jest ekscytujące, ale jestem tym już bardzo zmęczony. Dlatego kiedy jestem w domu, codziennie rano staram spotykać się ze znajomymi w pobliskiej kawiarni. To taki nasz rytuał. Czasami rozmawiamy, kiedy indziej po prostu siedzimy obok siebie milcząc, każdy z nosem w swojej gazecie. I to był jeden z tych cichych dni - na zewnątrz zima w pełni, trzaskający mróz... Nagle zacząłem przeklinać pod nosem, mówić rzeczy w stylu "Co się z nami stało! Gdzie zdąża ludzkość!". Moi znajomi nie rozumieli, co się ze mną dzieje. A ja zobaczyłem w gazecie artykuł [o historii, którą rekonstruuje w filmie] i coś we mnie pękło. Nie mogłem przejść obok tego obojętnie, jako ojciec, jako człowiek.
Przeczytałeś o parze bośniackich Romów, którzy z powodu braku ubezpieczenia nie mogli wykonać zabiegu aborcji, mimo że obumarły płód zagrażał życiu kobiety. Poruszyła cię ta sytuacja. I postanowiłeś zrobić z tym coś więcej, niż tylko przeklinać pod nosem system...
Kilka dni później zadzwoniłem do mojej producentki, Amry, i zaproponowałem, żebyśmy dokładniej zbadali tę sytuacje, sprawdzili czy jest prawdziwa. Bo na papierze wyglądała jak jak jakieś szaleństwo! Amra wysłała młodego dziennikarza do wioski Senady i Nazifa. Chłopak potwierdził, że sytuacja opisana w artykule rzeczywiście miała miejsce, dodał też, że wioska, w której mieszkają jej bohaterowie, jest w przerażającym stanie. Postanowiłem, że muszę tam pojechać, towarzyszył mi przyjaciel, fotograf pracujący dla Reutersa. Wtedy poznałem Senadę i Nazifa. Potem pojechałem tam po raz drugi, trzeci... To za trzecim razem powiedziałem im, że chcę nakręcić o nich film.
(...)
Podczas realizacji tego projektu miałeś szansę bliżej poznać Romską społeczność. Jak zmieniło się Twojej jej postrzeganie?
Romowie to w naszym życiu codziennym ludzie niewidzialni, na których zwracamy uwagę tylko, kiedy proszą o pieniądze lub myją nam szyby w samochodzie, gdy stoimy na światłach. Nie wiedziałem o nich wiele przed rozpoczęciem zdjęć. Dla mnie to było odkrycie. Moi bohaterowie zaprosili mnie do swojego domu, poczułem niezwykłe ciepło tego miejsca, i energię Senady, która zajmuje się wszystkimi dokoła. To niezwykła kobieta.
(...)
Kierunek w jakim zdąża kultura, odpowiada kierunkowi, w jakim zdąża cywilizacja. Jak go oceniasz?
Kręcę teraz kolejny film, o wielkich korporacjach. Są na świecie ludzie, dla których zysk jest wszystkim, ale wciąż są też tacy, którzy maja zasady, a to, co robią, ma znaczenie. Zresztą podobnie jest teraz z dziennikarstwem, gdzie w natłoku newsów zapomina się o tym, co naprawdę się liczy. Kiedyś dziennikarze jechali na drugi koniec świata, zbierali wrażenia, informacje i trzy miesiące później opisywali je starannie w formie artykułu. Opowiadali historie! Teraz nie ma już historii - są informacje. A informacja nic nie znaczy, to pusty komunikat, nie dający narzędzi do obsługi taczającego nas świata. Dorastałem w latach osiemdziesiątych i wiem, że świat może być lepszym miejscem jeśli tylko tego chcemy. A otacza mnie skrajny pesymizm. Tak długo uczyliśmy się, co właściwie oznacza być człowiekiem, a teraz pozwalamy sobie o tym zapomnieć? Nie czuję się związany z mentalnością dwudziestego pierwszego wieku.
Dlaczego?
Żyjemy w bardzo dziwnym momencie. Nagle, na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat, świat zmienił się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Zobacz: ja siedzę na lotnisku, rozmawiamy przez telefon za darmo, a ja jednocześnie sprawdzam twojego Twittera i googluję informacje o Tobie. Ta nagle dana nam możliwość wywołała chaos. Kakofonia mediów, nieustanny atak informacji - można się w tym zagubić. Kiedy byłem młody, świat wyglądał inaczej. A może po prostu się starzeje?
Cały wywiad z reżyserem "Senady" znajdziecie w listopadowym numerze magazynu KINO!
[Anna Tatarska]