Paradoks żaby
Od dłuższego czasu obserwuję w mediach społecznościowych pewne zjawisko. Krąży ono niezmiennie wokół słowa "feminizm", którym coraz chętniej operują osoby nieznające nawet jego definicji słownikowej.
Zjawisko to początkowo uznawałam za po prostu irytujące – ot, dość głośne, jednostajne buczenie tłustej muchy, przekonanej o wyjątkowym znaczeniu siebie jako postaci dramatu w przestrzeni jednostek zajętych własnym życiem. W ostatnim jednak czasie irytacja musiała ustąpić w końcu uśmiechowi politowania. Bo oto naszą muchę połknęła urocza żabka z jeziora, i nakarmiwszy się przekonaniem o wyjątkowym znaczeniu swojej postaci, radośnie rechocze, napawając się echem własnego głosu. Dramat trwa, a postronni słuchacze rechotu niezbyt dobrze kumającej żaby mogą być coraz bardziej zmęczeni, kiedy na ich oczach po raz kolejny feminizm został przemielony na różowowłosą, wściekłą, cipkową papkę, doprawioną szczodrze ekstraktem z feminatywów. Nawet gdy próbują brać koncept feminizmu w obronę, ich argumenty odbijają się niczym groch od ściany, a żaba ze swojego liścia zagłusza protesty coraz głośniejszym rechotem.
Przyjrzyjmy się zatem naszej żabie. Kim jest ta wiecznie zdziwiona cudami tego świata istota, stawiająca siebie w kontrze do wszystkiego, co żyje? Zobaczmy.
Pozornie żaba jaka jest, każdy widzi: zielona w więcej niż jednym aspekcie, żyjąca w swoim małym świecie, okazjonalnie zasiadająca na liściu, z którego obserwuje małość otaczającej ją rzeczywistości. Pochodzi z jeziora na odległym, dzikim Podkarpaciu, choć sama często umniejsza swemu pochodzeniu twierdząc, że urodziła się w stawie. Twierdzi również, że w owym stawie, czy też jeziorze, panowała ciasnota - było ich co najmniej jedenaścioro, i w tym samym czasie starali się wyrwać z niewielkiego zbiornika do Wielkiego Świata, żywiąc się wiatrem pokrojonym przez zarobioną matkę.
Nie każdemu było dane opuścić jezioro. Udało się to jednak pewnej młodej, obiecującej, szalenie ambitnej żabie, która postanowiła zawojować świat dziennikarski, działając jako niezależny głos nowego pokolenia. I wszystko by jej się udało, gdyby nie fakt, iż przez większość czasu podejmuje się tematów, o których nie ma bladego pojęcia.
Żaba jednak na tekstach wszelakich zna się doskonale – a przynajmniej we własnej głowie. W niej jest bowiem ekspertką od zjawisk internetowych, sytuacji faktycznych i rozmaitych grup społecznych. Grupy te w jej mniemaniu sprowadzają się jednak do tych trzech osób, które miała okazję w swoim niezbyt jeszcze długim życiu spotkać – choć już niekoniecznie poznać. A szkoda, bo być może zaowocowałoby to choćby minimalnie pogłębioną analiza danego zjawiska bądź grupy społecznej. Niestety, w jej świecie nie dość czasu, by marnować go na takie szczegóły jak choćby zbieranie informacji na dany temat. Musimy pamiętać, że przeciętna żaba żyje około czternastu lat. Nieznane są co prawda dane dotyczące długości życia żaby nieprzeciętnej, jednak podobnie nieznane pozostają charakterystyki kategorii przeciętności i nieprzeciętności. Z tego względu pełna klasyfikacja naszej żaby nie jest niestety możliwa.
W swoim dążeniu do dziennikarskiego sukcesu żaba nie była na szczęście sama. Stopniowo zaczęły pojawiać się szanse zaistnienia, a także mentorzy gotowi służyć radą osobie stawiającej pierwsze kroki w świecie wielkich mediów. Jednak uważniejsze zlustrowanie tychże okazji czujnym żabim okiem w mig pozwoliło wychwycić ukryte pod płaszczykiem dobrej woli próby zawłaszczania osoby. Dzięki temu żaba zdążyła spalić mosty, nim te udało się zbudować, i odrzuciwszy zatęchły, ociekający obłudą świat stołecznego szołbiznesu oddała się w pełni prowadzeniu wywiadów z nieznanymi bądź zapomnianym jednostkami, pisaniu reportaży oraz analizie zjawisk.
Ulubionym zjawiskiem żaby, nad wyraz często poddawanym pobieżnej analizie, są baby. Powody tej podążającej w swoim ogromie fascynacji nie są do końca znane. Być może wynika ona z tego, iż żaba rymuje się z baba. Może z faktu przynależności płciowej. Może z powodu zazdrości. Albo dlatego, że bab jest więcej niż żab, i tego nasza bohaterka zrozumieć nie potrafi – w jej jeziorze bowiem niektóre formy przyjmowane przez baby nie były znane, więc żaba wkroczyła w ten wielki, babski świat z wyrazem zaskoczenia malującym się na pyszczku. Zaskoczenie przeszło jednak w grymas złości, gdy okazało się, że ogół bab nie przystoi do obrazu baby, który żaba miała zakodowany od czasów bycia kijanką.
Kolejnym zjawiskiem uwielbianym przez żabę są szeroko pojętej wczesne lata dwutysięczne. Moda, muzyka, ogół traktowane bardzo poważnie kiczu i szczerze w swym wymiarze nostalgia. Jest to jedną z niewielu naprawdę pozytywnych fascynacji w jej życiu, jednak specyfika osobowości żaby sprawia, że często używa kiczowatości tego okresu jako broni przeciwko babom, które mają czelność interesować się współczesnością. Żaba bowiem uwielbia pozostawać w kontrze do wszystkiego, zatem w jej świecie współczesna popkultura musi ustąpić miejsca wycinkom z Bravo, moda z sieciówek – kupowaniem okazjonalnie w second handach, a Netflix w sumie niczemu, gdyż wypożyczalnie video dokonały swego żywota ponad dwadzieścia lat temu. Zamknięta w śnieżnej kuli lat dwutysięcznych żaba uważa się jednak za koneserkę dobrego smaku, w przeciwieństwie do bezmyślnych konsumentek masowej papki serwowanej przez mainstream. Wyższość swoich fascynacji podsumowuje zawsze krótkim, acz treściwym: a wy co?
Podobnie wyższościowe podejście ma do kultury i literatury. Szczególnie ta druga nie może być łatwym i przyjemnym doświadczeniem. Nie, literatura powinna być wyłącznie intelektualną ucztą, z której wniesiemy nowe fakty na tematy, które chcemy zgłębiać – bądź na te, które sprawią, że będziemy prezentować się atrakcyjnie. Tak samo kultura, którą się interesujemy, powinna przyciągać, jednak nie nas, a osoby, które zobaczą zdjęcia z naszych zachwytów nad czymś, czego w gruncie rzeczy możemy nawet nie rozumieć. Ale jakie ma to znaczenie, jeśli zdjęcie prezentujące moment zauroczenia zdjęciem pięknego chłopca na cmentarzu pierwszowojennym wygląda dobrze?
Trzecim i być może najważniejszym zjawiskiem, będącym obiektem fascynacji żaby, jest szeroko pojęty internet. Dodajmy, bardzo szeroko pojęty – i wymieszany niczym swojskie danie typu chłopski garnek. Internet, w którym trzy losowe konta z portalu społecznościowego reprezentują całą wielomilionową grupę społeczną, zdanie kilku losowych osób na jakiś temat urasta do rangi zmasowanej nagonki, a grupka osób potakujących losowemu twórcy z miejsca zostaje ogłoszona sektą. Jednocześnie jest to pusty internet, pełen nieciekawych osób bez zainteresowań, które mogą zaprezentować co najwyżej swoje ciało, bo intelektu nie posiadają, a jednocześnie porywają się na klikalności poważne tematy, dla zasięgów spłacając je do kilku haseł. Tak się stało chociażby z feminizmem, który pozytywne internautki spłaciły podobno do prostych haseł. Te zaś zirytowały żabę na tyle, że myślała przez dwa lata, jak je podsumować. Gdy w końcu to zrobiła, internet zadrżał od rechotu żaby, pozornie zadowolonego, faktycznie jednak zagłuszającego głosy sprzeciwu, tak zwane nożyce, które żaba chciała owym podsumowaniem wywołać do tablicy. Głosy, do których dzielnie stanęła w kontrze. Głosy bab.
Nie było trudno wypłoszyć je z mrowiska, w które wsadziło się kij. Wystarczyło uszyć tezę na podstawie trzech kont z Instagrama, pojedynczych kontrowersyjnych happeningów, wyimaginowanych grup kobiet wykreowanych na podstawie kilku cech pojedynczych poznanych osób oraz własnych wyobrażeń, cytatów z książek z ubiegłego wieku, a także opinii białych chłopów z Wykopu. I to właśnie Mirki żabi manifest odebrały najlepiej. Zauważyli w nim bowiem dziewczynę taką jak oni. Tymczasem krytykujące manifest baby zauważyły w nim jedynie siebie.
Manifest feministyczny wywołał u mnie jedynie uśmiech politowania. Obnażył bowiem to, co osoby nie rozumiejące feminizmu, starają się na co dzień ukryć przed światem: zinternalizowaną niechęć do kobiet, zbudowaną na fundamentach chęci przypodobania się bardzo konkretnemu typowi mężczyzn. Na kanwie wyobrażeń o pewnych typach kobiet wykreowanych z pojedynczych cech dawnych koleżanek wyrasta potężna animozja do własnej płci oraz wszystkiego, co się z nią wiąże, od posiadania dzieci, przez pracę w konkretnym zawodzie (lub brak pracy), po konkretne cechy osobowości. Niestety, w świecie przeciwników feminizmu, kobieta nigdy nie będzie wystarczająca; chyba że będzie mężczyzną. Podobnie niewystarczające będą problemy kobiet, oraz to, o, co walczą – łącznie z feminizmem, który będąc domeną kobiet, musi być oczywiście infantylny, źle przez nie rozumiany i sprowadzany do głupotek, jak to zwykle bywa, gdy za walkę o lepsze jutro biorą się jednostki tak emocjonalne i niezrównoważone.
Z zainteresowaniem przyglądam się, jak jednostki społeczne typu żaba niemalże stają na rzęsach, by nie zostać uznane przez ogół za jedna z Tych Kobiet. Cokolwiek by się nie działo, żaba musi pozostać w kontrze. Nosić sukienki, gdy Te Kobiety zakładają spodnie, chlubić się naturalnymi włosami, gdy inne się farbują, demonstracyjnie nie znać się na kosmetykach do makijażu, myć włosy najtańszym płynem, który ostatecznie okaże się nadawać do mopwania podłogi, ale przecież żaba nie zna się na chemii, bo nie jest pustą babą bez zainteresowań. Typowa baba nie ma przecież pasji, a pustkę po nich wypełnia jej dziesięć szamponów. Typowa żaba ma z kolei zainteresowania liczne jak owieczki na irlandzkich wzgórzach. Co więcej, są to zainteresowania celowe i ukierunkowane. Może niekoniecznie na samorozwój, ale z pewnością na ogólnie rozumiana atrakcyjność.
I tylko żal braku chęci zrozumienia feminizmu przez mieszkańców jeziora. Żal budowanych murów, stawiania irracjonalnych granic, ciągnięcia narracji "ja kontra one". Żal oddzielania się od kobiet, budowania różowowłosego chochoła o imieniu Baba i stawania w kontrze do tego, co rzekomo robi. Żal odmawiania sobie przyjemności życia w imię idei, żal rezygnacji z ulubionych hobby w imię pogoni za legendarnym intelektualizmem. I żal utraconych szans, odrzuconych w imię niezależności, tudzież znajomości porzuconych z pogardy do stołecznego szołbiznesu.
Pozostaje jedynie obserwować, jak tęsknota za szczęściem utraconym w imię stania w kontrze powoli przeradza się we frustrację i zgorzknienie. I westchnąć z rezygnacją, gdy młoda, obiecująca i ambitna osoba w swoim zacietrzewieniu zaczyna zmieniać się w to, z czym zaciekle walczy: w internetowe zjawisko.
#piekłożabę
~Wilanowo











