Śniło mi się, że szukałam ostrzynki w całym domu. Nie wiem, ile czasu mi to zajęło. Wiem, że było ciemno, a ja denerwowałam się, że nigdzie jej nie mogę znaleźć W końcu znalazłam ostrzynkę w puszcze na herbatę mojej babci, ale nie mogłam jej wziąć, ponieważ kobiecina upierała się, ze jeśli zabiorę tę ostrzynkę to huragan Ksawery wywieje jej herbatę i co ona, biedna, starsza kobieta, bedzie wtedy piła? W końcu obwiniłam babcię za to, ze nie zdam matury z chemii, ponieważ nie mam ołówka, którym powinnam robić zadania z zasad i kwasów Brónsteda, hydrolizy, redoksów i miareczkowania ze zbioru zadań Witowskiego. A co jest najlepsze? Że naprawdę nie mogę znaleźć nigdzie tej ostrzynki i nie mogę robić zadań, ponieważ dysponuje dwoma, lekko zużytymi ołówkami.
Huragan źle na mnie działa. Podobnie jak świadomość, że moja podróż do L musiała zostać przełożona na inny dzień.