Większość rówieśników, gdy jeszcze chodziłam do szkoły na pytanie o ulubioną porę roku wybierali wiosnę lub lato. Wiosna symbolizuje początek czegoś nowego wszystko budzi się do życia, a znów lato jest jak długie spacery wieczorem, czy też spotkania z przyjaciółmi jest ciepłe przyjemne i chcę się czasem, aby nie kończyło się nigdy. Jesień kojarzy mi się z umieraniem, ale takim powolnym najpierw pogoda stopniowo się ochładza następnie zaczynają umierać kwiaty, a zwierzęta, jak i owady szukają miejsca, by schronić się przed zimnem większość z nich umiera zimą, gdy nie znajdują schronienia lub jedzenia. Liście zaczynają zmieniać barwę i spadać, aż drzewo zostaję całkiem łyse. Z człowiekiem myślę, że jest podobnie pierw temperatura ciała znacznie spada zaczynają umierać komórki, a ciało zmienia barwę. Więc dlaczego ja wolę zimę? Zimą lubię jak biały śnieg otula wszystko, co na jesień umarło a na wiosnę ma się budzić do życia. Biały puch zakrywa brzydkie chodniki i puste pola. Jest strasznie zimno, ale przyjemnie, bo mogę zakładać moje ulubione dresy i zakrywać moje kompleksy jak duże uda, czy oponki na brzuchu. Najlepsze są poranki, kiedy biały szron osiada na wszystkim, a kiedy wstaje już słońce i świeci na sople lodu, czy szron na ogrodzeniu wygląda jak piękne drobne diamenty. Mogłabym patrzeć godzinami przez okno zakochana w tym, co się za nim znajduje zagłębiona w swoim pokoju zupełnie sama. Wtedy nie myślę o tym wszystkim co mnie przytłacza lub smuci właśnie za to lubię zimę.