RMH

if i look back, i am lost
todays bird
EXPECTATIONS

Origami Around
Cosmic Funnies
untitled

❣ Chile in a Photography ❣
Monterey Bay Aquarium
sheepfilms
KIROKAZE
Claire Keane

pixel skylines

No title available
YOU ARE THE REASON
The Bowery Presents

Andulka
Cosimo Galluzzi
Today's Document

No title available

seen from United States

seen from Malaysia
seen from United States
seen from T1
seen from Guatemala

seen from Singapore

seen from United Kingdom

seen from Mexico

seen from United States

seen from United Kingdom
seen from Chile
seen from Türkiye

seen from Maldives

seen from Türkiye
seen from Australia
seen from Iraq

seen from Netherlands

seen from Ireland

seen from United States
seen from United States
@verveij
Jestem największym idiotą na całej galaktyce. Amen. Idźcie w pokoju Chrystusa.
Juan Carlos Cano & Monika Pilarczyk. So cool. Rock”n’roll!
Wylewa się ze mnie. Wszystko. I żal i niedowierzanie. I tyle emocji, że plączą się między sobą i więcej papierosów i wszystko. I jeszcze raz niedowierzanie. Bo poznać kogoś tak wspaniałego. Uczucie. Najmocniejsze i najpiękniejsze, gdy nie poznajesz samego siebie. I czyny i słowa, o które nigdy się nie podejrzewałeś. Uzależnienie. Opętanie. Tak bardzo długo. Intensywność tak silna. Naćpanie wręcz. Wariacja. I zakochanie. I fascynacja ogromna. I stop. Cisza. I przeprosiny. Rozbudzone uczucia na nowo. Fikcyjny ślub. I przyjaźń. Nie, coś więcej niż przyjaźń. I najpiękniejsza osoba, którą poznało się, zarówno na fikcji, jak i w realu. Prawdziwie. Coś silniejszego. Ale już nie zakochanie. Nie w ten sposób. Zawsze obok, mimo milczenia. Odpychanie. I złe wybory i kolejne powroty. I złość. Obrabianie dupy. A mimo tego szacunek. I zmartwienie. O stan ducha, o samopoczucie. O wszystko. I anonimowe wiadomości. Odezwij się, bo będzie za późno. Niepotrzebnie. I smsy w chwilach słabości i strachu. I telefon, jeden. I tchórzostwo. A jednak pierdolona tęsknota. Do czasu. Kończy się obrzydzeniem. Wstrętem i nienawiścią tak silną, że sam zastanawiam się, skąd jej tyle we mnie. By udowodnić swoją siłę? Udało się. I koniec. Totalny, definitywny. Obojętność. Niedowierzanie. Bo przecież najpiękniejsza. Najczystsza, najważniejsza, mimo innych osób. Gotowość do rzucenia wszystkich i wszystkiego, żeby móc być obok. Jakkolwiek. I dążyć do zapomnienia. Całkowitego. Puf. Nie ma, nigdy nie było.
Nienawidzę pierdolonej fikcji. Ale jest jak fajki. Nie mogę rzucić.
Sypię się. Najpierw nerki, teraz płuca. Po prostu się rozpadam. W wieku dwudziestu dwóch lat.
Tak kurewsko się jeszcze nie balem.
Nie wiem ciągle dlaczego zaczęło się tak. Czemu zgasło też nie wie nikt.
Tak, mat-fiz zrył mi psychikę i dobrze mi z tym :D
PRIMA APRILIS JEST DZISIAJ XD
Zjada mnie tęsknota.
Jolka, Jolka, pamiętasz lato ze snu,Gdy pisałaś: "tak mi źle,Urwij się choćby zaraz,Coś ze mną zrób,Nie zostawiaj tu samej, o nie".
Piękna.
i przyszedł kwiecień. i wszystko wróciło.
Gdy przyjdziesz...
Gdy przyjdziesz mnie już tu nie będzie, znajdę swoje miejsce, mroczne i niechętne obcym.
Powiem wtedy, że ogłupiałem z samotności, z pieprzonej roztropności.
Przyjaźń? Bajka dla naiwnych.
Zaufanie? Przecież mi nie ufasz…
Tęsknota? To dla słabych…
Więc dlaczego tęsknie? Jesteś głupi.
Dlaczego ufam? Jesteś naiwny.
Dlaczego wierzę w przyjaźń? Bo jesteś samotny.
Dlaczego ja? Nie wiem...