Mój problem polega na tym , że ja nigdy nie zdrowiałam. Ja po prostu szłam dalej.

Kaledo Art

Janaina Medeiros
Sweet Seals For You, Always
Stranger Things
sheepfilms

No title available
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year
Show & Tell
Mike Driver
Lint Roller? I Barely Know Her
Xuebing Du

No title available
Misplaced Lens Cap
ojovivo
No title available

JBB: An Artblog!
Sade Olutola
Monterey Bay Aquarium
RMH
Keni
seen from United States
seen from Brazil
seen from Greece
seen from Serbia

seen from United Kingdom
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from France

seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from United States
seen from Japan
@whorehurt
Mój problem polega na tym , że ja nigdy nie zdrowiałam. Ja po prostu szłam dalej.
“My darling, we do matter to each other, don’t we? However much our ways may have diverged. I think we have got something indestructible between us, haven’t we? A bond of childhood and subsequent passion, such as neither of us will ever share with anyone else. It has been a very strange relationship, ours; unhappy at times, happy at others; but unique in its way, and infinitely precious to me and (may I say?) to you. This is a sort of love letter I suppose. Odd that I should be writing you a love letter after all these years - when we have written so many to each other. Tell me if I write too often, I love you.”
— Vita Sackville West, from a letter to Virginia Woolf dated 29 January 1927. (via arrowsofsensation)
Kochanie, jesteśmy dla siebie ważni, prawda? Jakkolwiek nasze drogi mogły się rozejść. Myślę, że mamy między sobą coś niezniszczalnego, prawda? Więź dzieciństwa i późniejszej namiętności, jakiej żadne z nas nigdy nie podzieli się z nikim innym. To był bardzo dziwny związek, nasz; czasami nieszczęśliwy, czasami szczęśliwy; ale wyjątkowy na swój sposób i nieskończenie cenny dla mnie i (czy mogę powiedzieć?) dla ciebie. To jest chyba rodzaj listu miłosnego. Dziwne, że piszę do ciebie list miłosny po tylu latach - skoro pisaliśmy do siebie tak wiele. Powiedz mi, jeśli piszę za często, kocham cię.
"Napisze ci sercem bo jesteśmy moim powietrzem, napełniasz moje płuca jak tlen
Napisze ci ustami poezję piękną zostawiając ślad na twej duszy i ciele.
Napisze ci dłońmi zostawiając na tobie swój zapach i smak miłości o którą nie trzeba się prosić.
Napisze ci list miłosny pisany duszą, która pragnie twojej tak bardzo, że brakuje tchu, serce bije jak szalone jakby każdego dnia zakochiwało się w tobie od nowa.
Napisze ci oczami bo one widzą tylko ciebie i nie chcą widzieć nikogo innego.
Napisze ci szeptem jak bardzo cię kocham, jak moje dłonie szukają ciebie, moje usta pragną całować tylko ciebie, a moje ciało spragnione twojego pieszczenia,dotyku, pocałunków zostawiających mokry ślad na skórze.
Pozwól mi napisać naszą powieść, zróbmy coś szalonego, niespodziewanego tylko my i nikt więcej nie trafił tak w moje serce i jestem szalenie w tobie zakochana bo ty jesteś melodią którą słyszę każdego dnia..."
Dojrzałość jest kiedy zrozumiesz i pogodzisz się z tym, że:
Nie możesz zmienić kogoś, kto nie widzi nic złego w tym co robi.
Wszystkie moje negatywne myśli wypływają wciąż z tego samego źródła - poczucia niedocenienia.Mogę sprzątać i gotować przez pół dnia, ale i tak tego nie zauważysz. Będę oszczędzać, żeby dać Ci drogi prezent, którego i tak nie docenisz. Mogę wciąż stroić się bez sensu, chociaż Ty nawet tego nie skomentujesz. Czuję się... N i e d o c e n i o n a
Nie lubię dużo myśleć o miłości. Wtedy pojawiasz się Ty. Niby wiem, jak powinna wyglądać i ta właściwa nie powinna przypominać Ciebie. Sam mówisz: "Zasługujesz na kogoś lepszego". Nic nie boli jak te słowa, które chciałabym, żeby były kłamstwem lub choć zmienione: "Dla ciebie stanę się lepszym". Mimo to wolę tłumaczyć to niewłaściwym czasem, porą, lecz za to właściwą osobą. Bo czuję, że jesteś moją bratnią duszą. Poczekam. Zawsze czekam.
— naliyx
dbaj o swoje granice
bardzo często kiedy mówimy: "nie" otwieramy drogę do: "tak"
Around the house with Luana.
“Mam już taki charakter że aby coś zrozumieć, muszę najpierw spróbować to zepsuć.”
— Haruki Murakami „Norwegian Wood”
"Niektórzy ludzie mówią, że można robić wszystko, bo żyje się tylko raz i dlatego trzeba łapać każdą okazję. Natomiast ja uważam, że właśnie dlatego, iż żyje się tylko raz, nie można robić wielu rzeczy, na przykład zawstydzających lub niegodnych, bo już nie będzie się miało drugiego życia, aby to naprawić".
~Waldemar Łysiak
Kim jestem
Dzisiaj będzie trochę bardziej osobiście. Mianowicie będzie o tym kim jestem. Jednak w trochę inny sposób. Kim jestem?
Kimś, kto boi się opinii innych.
Na lekcjach, gdy jeszcze chodziłam do szkoły, prawie nigdy nie odzywałam się niepytana. Nawet jeśli wiedziałam, że odpowiedź jest dobra, wolałam siedzieć cicho w miejscu, nie wychylać się. Nienawidziłam wzroku innych na sobie. Czułam się oceniana. I zawsze bałam się, co inni mogą o mnie pomyśleć. A gdy już mnie spytano, zwykle odpowiadałam pod nosem i tak cicho, że nawet siedząca obok mnie w ławce osoba ledwo mnie słyszała.
Inna sytuacja. Nie lubię pokazywać ludziom mojej muzyki. Tylko najbliższym. Boję się, że wyśmieją mój gust, a potem obgadają mnie ze znajomymi. Moja odpowiedź na to czego słucham zawsze jest taka sama. Wszystkiego. Słucham wszystkiego, nawet jeśli od miesiąca podoba mi się nowy zespół i ciągle słucham ich piosenek, raczej tego nie powiem. Nie chcę zostać wyśmiana. Znowu..
Kimś, kto jest bardzo niepewny siebie.
Może to kogoś zdziwić, jednak na początek wyobraźcie sobie dziewczynę. Nikogo nie zdziwi fakt, że jest niepewna swojej figury (w tych czasach, nie oszukujmy się, to codzienność), ale jest jeden szczegół, mianowicie ta dziewczyna nienawidzi komplementów. Pytanie, dlaczego? Otóż, jej niepewność siebie sięga tego szczebla, że każdy komplement traktuje jako drwinę z jej osoby. Te, dla niej tylko z pozoru miłe słowa, brzmią w jej głowie jako wyznacznik tego, czego nie może osiągnąć. Ktoś mówi, że ładnie wygląda? Pewnie się nabija, że nigdy nie będzie tak wyglądać. Napisała dobry tekst? Drwina, że nie ma czego oczekiwać. I tak dzień w dzień. Mało które komplementy przyjmie, dziękując nieśmiało.
Kimś, kto jest niezwykle naiwny i mimo zranień wciąż ufa ludziom.
Jest to może dziecięce podejście do świata, znając jego rzeczywiste warunki, ale uważam, że każdy człowiek wokół mnie jest dobry. Przez to niezwykle łatwo jest innym nawinąć mnie sobie wokół palca. Nie raz już zdarzyło się, że ktoś oszukał mnie w mniejszy lub większy sposób. To źle, że moje zdanie wciąż się nie zmieniło. Nawet pomimo wielu zranień i naruszeń tego zaufania.
Kimś, kto kocha pisać, ale nie wie, czy mu to wychodzi.
Odkąd pamiętam uwielbiałam pisać. Kochałam to zarówno, gdy tekst wychodził spod mojego ołówka lub długopisu prosto na papier, czy wstukany na komputerze lub telefonie. Wiadomo, ze z niektórych czułam się bardziej zadowolona, a z niektórych mniej. Jednak zawsze towarzyszyło mi uczucie, że nie jest to tak dobre, jak mogłoby być i nigdy nie dorównam innym pisarzom. Mimo wszystko staram się w życiu kierować słowami: Zawodowy pisarz to amator, który nie rezygnuje (Richard Bach), więc oto jestem.
Kimś, kto ma wielkie marzenia, ale boi się ku nim podążać.
Często, gdy zastanawiam się nad tym, czego chciałabym w życiu, od razu łapię się też na myśleniu, że wydaje się to zbyt nierealne i nieosiągalne. Boję się ku nim podążać, ponieważ boję się porażki. Z góry zakładam, że łatwiej jest marzyć, niż przekonać się, że wszystko było zbyt wybujałe. Cóż może kiedyś zmienię to podejście…
Kimś, kto znajduje w książkach swoje miejsce.
Ostatnio odnoszę wrażenie, że dla wielu osób książka stała się elementem z automatu kojarzonym z moją osobą. Nawet jeśli wydaje mi się, że nie pojawiam się z książkami tak często w otoczeniu innych. Nawet jeśli w domu mam całkiem pokaźną biblioteczkę i jeszcze większą listę przyszłych dzieł, które koniecznie muszą wpaść w moje ręce. Dla mnie nie ma takiego czegoś jak za dużo książek. Cóż, zobaczymy, co powiem podczas przeprowadzki na studia, gdy całą tę kolekcję trzeba będzie przenieść ze mną.
Moją pierwszą książką (nie licząc lektur) był, uwaga zdziwienie, Harry Potter. I pomimo tego, że przeniosłam się na nieco inne rodzaje lektur, ta zawsze będzie tą pierwszą i tą, która sprawiła, że odnalazłam moją ucieczkę od świata, zyskałam wiele nowych żyć i nauczyłam się tylu rzeczy, i wciąż się uczę.
Kimś, kto nie umie rozmawiać z ludźmi.
Pewna dziewczyna uważa się za nieco aspołeczną. Bardzo też chciałaby umieć rozmawiać z ludźmi, jednak, gdy tylko poznaje nowe osoby ze stresu i strachu zapomina wszystkiego, w tym też języka w buzi. Stara się robić jak najlepsze wrażenie, jednak przez to, że często nie umie podjąć tematu, ewentualnie poprowadzić go w interesujący sposób, to w dodatku sama niczego nie narzuci, ponieważ boi się reakcji drugiej osoby i tego, co może o niej pomyśleć. A przecież boi się jej opinii.
Kimś, kto boi się powiedzieć o swoich uczuciach.
Pewna dziewczyna nie potrafiła nawet rozmawiać ze swoim chłopakiem o tym, co czuje. Boi się mówić o swoich uczuciach do tego stopnia, że woli się pokłócić z ukochanym, niż powiedzieć dlaczego jej smutno. Podczas rozmów zmusza się do powiedzenia czegokolwiek, co chociaż odrobinę nawiązuje do jej uczuć. Boi się też za głośno lub zbyt szeroko śmiać. Nie lubi ani swojego śmiechu ani uśmiechu i boi się, że inni pomyślą to samo.
Kimś, kto potrzebuje być kochanym, by czuć się dobrze.
Myślę, ze tak czuje się wiele osób. Ludzie po prostu lubią być kochani. Jednak u mnie warunkowane tym jest moje samopoczucie i szczęście. Przeraża mnie wizja bycia niekochaną, nieposiadania bliskiej osoby. Do tego nawiązuje nawet jednak z historii z mojego życia. Jednak ją opowiem może kiedy indziej, nie chcąc już więcej przedłużać.
Oto kim jestem, chociaż to wciąż nie cała ja.
Vic C.
Co zrobić kiedy czujesz się źle psychicznie, ale nikomu o tym nie mówisz, bo udajesz, że wszystko jest w jak należytym porządku?
Kiedy boisz się powiedzieć mamie jak się czujesz, bo boisz się jej reakcji, a co gorsza puszczenia mimo uszu?
Co zrobić kiedy czujesz, że każda Twoja bliska osoba jest coraz dalej, bo każdego od siebie odpychasz?
Kiedy tęsknisz za osobami, które były w Twoim życiu na co dzień i czułeś się dzięki nim mimo wszystko jakoś lepiej, bo oni Cię rozumieli, ale sam sobie odpuściłeś ze względu jak Cię traktowali, a teraz masz ochotę ich przeprosić, za coś, co było właśnie Twoją powinnością i jedynym wyjściem z problemu?
Co zrobić kiedy wszystko się w Tobie kumuluje, masz wszystkiego dość i nie chcesz wychodzić do ludzi, być od nich jak najdalej?
Kiedy przez swoje samopoczucie zawalasz wszystko co było da Ciebie ważne, swoje obowiązki?
Co zrobić kiedy chcesz się po prostu położyć spać i przespać ten najgorszy okres?
Kiedy czujesz w sobie rosnący niepokój, nie wiedzieć czemu, a nie masz siły już płakać?
Co zrobić kiedy patrzysz w ciemną przestrzeń pokoju i czujesz pustkę? ..tak, to jest pustka, obojętność, mimo że cierpisz jak cholera.
Kiedy już nic Cię nie uspokaja? Nie uspokaja Cię muzyka, cisza, spokój, ciemny pokój, brak ludzi, których tak naprawdę potrzebujesz, ale jednak nie. Rozumiesz to? Bo ja tak średnio, staram się rozumieć, ale nie rozumiem już niczego. Zastanawiasz się ‘Czy to ze mną jest coś nie tak, czy ze światem?’.
Czuję wszystko naraz: pustkę, obojętność, chęć bycia samym, ale jednak przytulenia się do kogoś i zostania zrozumianym, chęć krzyczenia, płakania, zapomnienia, ale też pamiętania, bycia niewidocznym, ale jednak dla kogoś ważnym, bycia.. jak to się mówiło? Ach, tak, szczęśliwym?
jednocześnie chcesz dużo mówić, masz o czym mówić, ale nie wiesz jak formułować myśli. masz złudne wrażenie, że mówisz to co naprawdę chcesz przekazać, ale zawsze trochę ci brakuje by być w pełni zrozumianym. nieustannie wpadasz we własne, nieumyślnie rozstawione sidła, które odbierają ci wiarygodności. czujesz się jak kaleka - zdrowy na umyśle, lecz podupadły na kondycji fizycznej. jesteś więźniem swojej samotnej wieży. przepełnia cię gniew, który przeradza się w rozpacz, którą dusisz, a ta kiełkuje jako nienawiść. zaczynasz się cofać, przestajesz zabierać głos. przestaje cię interesować to co niegdyś sprawiało ci przyjemność. aż pewnego dnia pojawia się - ta osoba. rozumie, nie do końca jesteś pewny jak, ale rozumie. pyta, interesuje się, docieka z fascynacją, próbuje pomóc. przepełniony myślami o lepszym jutrze żyjesz szczęściem na kredyt, żywisz się nadzieją, że kiedyś nastąpi pełne zrozumienie, już niedaleko, już tuż tuż. tyle, że ono nie nadchodzi. brak ci energii, wytrwałości, a może wszystko to od samego początku skazane było na fiasko. ranisz ją. choćby zadane nieumyślnie - rany to wciąż rany. z rany sączy się krew, a wszystko można znosić tylko do pewnego momentu. zabijasz swoje szczęście. cofasz się z powrotem w swój kąt. milczysz. ale problem nie leży w tej osobie. to twoja wina. zwyczajnie, jesteś zepsutym egzemplarzem i czeka cię to, co czeka każdy zepsuty egzemplarz. nie ma w tym krzty patosu. ponoć jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu - tak, co wcale nie ułatwia. pozostaje świadomość, ale wstyd się nawet tym dzielić.
przepraszam.
Nigdy nie byliśmy bliżej siebie niż w tej chwili. Każdego dnia, choć czasem na pozór się oddalaliśmy, tak naprawdę robiliśmy krok w swoją stronę. I każdy ten kolejny dzień jest tak różny od poprzedniego, na każdy czekam. Na nową myśl, gest, kolejne zaskoczenie, zdziwienie, momenty proste tak. Szczęśliwy jestem. I szczery wobec wszystkiego i wszystkich. I wszystko tak się układa i leczy. Uleczony się czuję. Fizycznie, psychicznie i duchowo. Nie boli już istnienie, a w sercu jest radość, miłość, tęsknota, zapał, wielka moc. Ale też spokój. Równowaga. Jak dobrze móc mówić o wszystkim, jak dobrze móc marzyć i wierzyć w te marzenia. Być zrozumianym i dzielić się myślą.
Za ciasno już mi było w tej doniczce. Korzenie mojego przyciśniętego „ja”ją rozepchały. Ale teraz mam nową ziemię, donicę wielką jak świat cały, mogę odetchnąć, dotknąć najdalszych krańców Ziemi. Rozwijać się, kwitnąć. Po prostu żyć. I moim największym zawsze marzeniem było życie. Zdmuchiwałem świeczki na torcie w styczniu i prosiłem o życie. I spełniło się. Dostałem całkowicie nowe. Wdzięczność tak często mi ostatnio towarzyszy. Chyba jestem jednym z najbardziej wdzięcznych ludzi na tej planecie.
P.
“Był taki czas w moim życiu, kiedy bez przerwy czułam niepokój. Chociaż moja codzienność była poukładana i dobra, wciąż mi czegoś brakowało. Zupełnie jakby mój umysł dawał mi sygnały, że coś jest nie tak, za czymś tęsknię, czegoś mi brakuje, coś jeszcze mam do zrobienia. Za każdym razem, gdy wydarzyło się coś dobrego ten cichy głos w mojej głowie podpowiadał, że nie ma co się cieszyć, za moment i tak wszystko runie. Trudno jest żyć w ciągłym poczuciu niezadowolenia, jeszcze trudniej, gdy nie rozumiesz źródła tego uczucia. Myślisz sobie: “co ze mną jest nie tak?”. I nie znasz odpowiedzi. A skoro nie znasz jej ty, to nie zna jej nikt inny. Prawdopodobnie w tamtym czasie moja samoocena spadła na dno i zaczął mi doskwierać brak samomiłości.”
— “Milczenie jest najgłośniejszym krzykiem każdego z nas.”
jeśli chodzi o moje zdanie, najgorszy etap uzależnienia wcale nie jest wtedy, gdy zaniedbujesz wszystkie swoje obowiązki i bliskie ci osoby, bo w kółko tylko ćpasz, albo zastanawiasz się jak szybko ogarnąć siano na ćpanie lub do kogo by się dziś nie wbić, by porobić się za darmo, a w długie bezsenne noce płaczesz po nocach, bo wiesz, że tkwisz w bagnie.
najgorszy stopień uzależnienia to dla mnie tkwienie w nałogu przy jednoczesnym "normalnym", a nawet lepszym niż "normalne" funkcjonowaniu. kiedy ludzie cię chwalą, bo tak świetnie sobie radzisz w życiu i odnosisz przecież takie sukcesy, a ty umierasz w środku wiedząc, że twoje idealnie wykreowane życie jest tylko przykrywką dla gnijącej duszy. oni myślą, że wszystko u ciebie dobrze, ale ty nigdy nie bywasz trzeźwy, bo tak bardzo od tego odwykłeś. umiesz ukrywać to już tak dobrze, że nikt nic nie podejrzewa. spotykasz się z ludźmi, chodzisz do pracy, rozwijasz się i to wszystko wydaje się tak piękne, ale ty jesteś już tym zmęczony. zmęczony uciekaniem od siebie i nakładaniem na siebie coraz to większej presji w dążeniu do bycia lepszym tylko po to, by udowodnić samemu sobie, że może wcale nie jesteś nikim.