I don't know what it is like to not have deep emotions. Even when I feel nothing, I feel it completely.
we're not kids anymore.
untitled
No title available

@theartofmadeline

izzy's playlists!
cherry valley forever

Origami Around

pixel skylines
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
Stranger Things
EXPECTATIONS
Today's Document

ellievsbear
Misplaced Lens Cap

gracie abrams
Sweet Seals For You, Always
icyghini twinkie

Jar Jar Binks Fan Club
Xuebing Du

bliss lane
seen from United States

seen from Russia
seen from Germany

seen from Venezuela
seen from United States

seen from Germany

seen from Spain

seen from United States

seen from United States
seen from Canada
seen from Brazil

seen from Germany
seen from Vietnam
seen from United States
seen from United States
seen from Canada

seen from Greece
seen from Türkiye
seen from United States
seen from United States
@xsgdfjg
I don't know what it is like to not have deep emotions. Even when I feel nothing, I feel it completely.
-Jest mi tak bardzo smutno.
Przycisnąłeś jej rękę do ust.
Potem odwróciłeś się i chciało ci się wyć- wyć tak głośno, żeby usłyszał to sam Pan Bóg i żeby za tę miłość, której nigdy nie mogłeś zatrzymać w dłoniach, nie próbował darować ci wszystkiego, co zrobiłeś i co zrobisz, bo i tak byłoby mało! Minęły lata od tamtego czasu. Przyjacielu mój, jaką idziesz teraz drogą na tym świecie, na którym tak często drogę wybierają drzwi a nie człowiek? Czy jeszcze zachowałeś pamięć o Niej? Jeżeli sam się zmuszasz do tego, to czynisz ogromny błąd. Nie musisz ocalać wspomnienia - jedynym obowiązkiem człowieka jest ocalenie własnych marzeń. Chyba, że marzenia i wspomnienie są tym samym.
Jeśli należysz do tych, którzy kochali tylko raz, to niewiele masz do powiedzenia. Ale jeśli to była prawdziwa miłość, to inni powinni milczeć w twojej obecności.
Ponieważ w środku jesteś spiętym, wystraszonym ciałem, które wolałby porozumiewać się z otoczeniem za pomocą dziwnych dźwięków a nie zdań wielokrotnie złożonych z orzeczeniem, bo przecież słowa nie oddają stanów emocjonalnych i nie są zdolne wyrazić tego, co najważniejsze, oraz ponieważ nie za bardzo masz z kim podzielić się tą refleksją.
"Najgorszy czlowiek na świecie " Małgorzata #Halber
Gdy pozwolimy, by nasze oko pochwyciło bądź zostało pochwycone przez piękno, objawiające się w kamieniu czy burzy z piorunami. Wystarczy uświadomić sobie, że materia to coś więcej niż zwykłe tłuczone ziemniaki.
James Finn Cotter (pejzaż wewnętrzny)
Oooo, męczy mnie już to wszystko, zbyt długo trwa ten sen. Przewędrowałem kawał świata, naznajdowałem kamieni, wrzuciłem je wszystkie do jednego worka, przyniosłem do domu i oto leży przed wami cały ten mętlik, który powinienem zapewne uporządkować, ale w drodze wymieszały mi się i wszystko zagubiło swój sens, którego zresztą wcale nie chciałem mu nadawać. Bo czy wszystko musi mieć sens? Wszystko?! Nie pytajcie mnie więc czego to wszystko dowodzi. Niczego. Niczego nie chciałem dowieść. Chciałem to przeżyć. Widziałem tylko to, czasem zamieniam się w ślepca, by na nowo odzyskać widzenie. Odprawiłam mszę poszukiwania, by zaspokoić jeszcze jedną z mych namiętności. Tak powinniśmy czynić. Oddając się wyłącznie pogoni za majątkiem, budujemy sobie więzienie; siedząc w nim ze złotem, które nie jest czymś, dla czego warto żyć (tylko jak żyć bez niego?), zapominamy o naszych innych marzeniach i ogród mistycznych wzruszeń staje się nam zakazany. Albowiem nic i nigdy nie zastąpi wędrówki zaułkami naszych irracjonalnych obsesji, nie ma ceny skarb tylu wspomnień, tylu godzin błądzenia po omacku i przebudzeń w cieniu spraw, które rodzi wyobraźnia. Kiedy szukam w pamięci tego, co dało mi poczucie trwałości w moim życiu i co usprawiedliwia moje istnienie, kiedy podliczam godziny, których na pewno nie zmarnowałem - odnajduję zawsze te wędrówki sekretnymi szlakami ścieżek donikąd, których nie mógłbym zawdzięczać największej fortunie i najwyższemu stanowisku. Wspomnienia odciśnięte na krawędzi obłędu i jawy - tego nie można kupić za żadne pieniądze...
Sądzę, że powinniśmy czytać tylko ten rodzaj książek, które nas ranią i przeszywają (...) Książka musi być siekierą dla zamarzniętego morza wewnątrz nas.
... pewnego ranka znalazł pod poduszką sztylet wraz z listem: Można było utopić w twym sercu to, co znalazłeś pod swoją głową.
„Byś serce moje rozkroił, nic w nim nie znajdziesz innego, jako te niepokoje: sromota, sromota, wstyd, palący wstyd; jakoweś fata nas pędzą w przepaść..."
Takich nocy los nie rozdaje na prawo i lewo, i niejeden chciałby móc tak wspominać choćby nieszczęście, byle było wielkie i byle była w nim odrobina miłości. Kiedy idziemy taką nocą, mówimy: „Cholera, ale zimno!", i przeklinamy uwierający but, nic więcej. Wbrew poetom noce są tak samo głupie, jak dnie. Czasami jedna zwyczajna noc w Wersalu pomaga wyzwolić wspomnienie, ale trzeba także pomóc tej nocy! Idzie się wtedy wolnym krokiem, bez pośpiechu - idzie się do tyłu. Mija się rogatki i zapuszcza w labirynt czarnych ulic. W oknach palą się lampy. Ktoś liczy jeszcze raz pieniądze, ktoś pisze nowy traktat o wolności, ktoś układa dwudziesty pierwszy pasjans, ktoś nienawidzi, ktoś inny otwiera serce dziewczyny wytartym kłamstwem, ktoś czeka... Coraz ciemniej. Lampy gasną niczym gwiazdy, dusze umierają na kilka godzin, w nagie ciała wchodzą tajemnicze sny, liliowa czujność drży pod zamkniętymi powiekami psów. Gdzieś tam, pod posępnym pokrowcem murów, w tysiącach męskich serc, w wychudłych klatkach piersiowych urzędników, w zwałach tłuszczu ministrów, w kudłatych torsach komandosów, w astmie starych Żydów, w baranach pastuchów, bańkach mleczarzy i różniczkach studentów, płonie stos Sardanapala, ogromny, wszechmocny i zwyrodniały, piękny jak szatan strącony z ieba w czeluść Onana, chociaż obok leżą kochanki i żony. Coraz wyżej sięgają płomienie, topi się świat, pękają okowy białego dnia. Mrok gęstnieje ciężkim oddechem, para z ust osiada między chmurami, zabarwiając niebo szarością przedświtu. Dopalają się stosy, marzenia biorą urlop, nie dmuchaj na wygasłe popioły - zaprószysz sobie oczy!
Przestał oddychać o godzinie siódmej rano 13 sierpnia 1863 roku. Do ostatniej chwili uśmiechał się, kopiując cesarza Oktawiana Augusta, który na łożu śmierci spytał dworaków: - Czy dobrze odegrałem swoją komedię? Klaskajcie! „Umieranie jest sztuką, tak jak wszystko". M W, Waldemar Łysiak
Aż przyszła ta chwila - jedna godzina, jeden wieczór, jedna noc w życiu - kiedy czuje się, jak bliski jest już koniec drogi i kiedy minione życie jawi się wielkim oceanem plazmy, w której pływa brylant co zostawił ślad na palcu. Wtedy człowiek zamyka oczy i przywołuje owo wspomnienie, bierze brylant w dłonie, delikatnie wydobywa go na powierzchnię i podnosi do ust, do oczu i wyżej, wysoko, jakby chciał prosić Boga o pozwolenie zabrania go ze sobą na tamten świat. Szczęśliwi, którzy mogą to uczynić, ileż jest bowiem wspomnień ulepionych z samej plazmy, gdzie nic nie świeci w oceanie szarego błota, nie nakarmionych żadnym obłąkaniem. M W, Waldemar Łysiak
Gdy mu padł wreszcie w ręce, spytał król, co
jest najlepsze dla człowieka.
Demon milczy drętwy i nieruchomy, aż zmuszony przez króla, wśród skrzeczącego śmiechu wybucha: O wy! Nędzny rodzaju jednodniowy, dziecię przypadku i mozołu, czemu mnie zmuszasz, bym ci rzekł, czegoby ci lepiej nigdy nie wiedzieć?
Co najlepsze, jest dla cię zgoła nieosiągalne: nie rodzić się, nie być, być n i c z e m.
Drugim najlepszym jednak jest
dla cię - wnet umrzeć.
Słyszę, jak deszcz po liściach coraz gęściej pluska. Tak mnie nuży zwłok moich w zaświaty wywózka Na kołach, co się kręcą, choć nie wiedzą drogi!... Dla mnie już tylko - mroki i mroków rozłogi! Boże, czemuś dał duszę, co snu musi żebrać - I życie, które można tak łatwo odebrać? I czemuś mnie z takiego utworzył marliwa, Że mnie w tę obcą ciemność byle noc porywa? Czemu nieśmiertelniejesz na moim pogrzebie? Czemuś zabił mnie jadem, co nie truje ciebie? Czemu nuży mnie zwłok mych w zaświaty wywózka, A deszcz po żywych liściach coraz gęściej pluska?... Leśmian - pogrzeb
Gdy tu mój trup w pośrodku was zasiada, W oczy zagląda wam i głośno gada, Dusza w ten czas daleka, ach, daleka, Błąka się i narzeka, ach, narzeka. Jest u mnie kraj, ojczyzna myśli mojej, I liczne mam serca mego rodzeństwo; Piękniejszy kraj niż ten, co w oczach stoi, Rodzina milsza niż całe pokrewieństwo. Tam, wpośród prac i trosk, i wśród zabawy, Uciekam ja, tam siedzę pod jodłami, Tam leżę śród bujnej i wonnej trawy, Tam pędzę za wróblami, motylami. Tam widzę ją, jak z ganku biała stąpa, Jak ku nam w las śród łąk zielonych leci, I wpośród zbóż jak toni wód się kąpa, I ku nam z gór jako jutrzenka świeci. A. Mickiewicz, Gdy tu mój turp...
And... it feels like somebody took my heart and dropped it into a bucket of boiling tears. And, at the same time, somebody else is hitting my soul in the crotch with a frozen sledgehammer. And then a third guy walks in and starts punching me in the grief bone. And I am cyring. And nobody can hear me, because I am terribly, terribly... terribly alone. The office, s3o4
Pośród ogrodu siedzi oblubieńców para; za nimi tło różowe - kolor łagodności, przed nimi - dołem - rosną drzewa kolorowe o liściach fioletowych, szkarłatnych, błękitnych... Na dłoniach - z łez odlana - biżuteria stara i twarze do uśmiechu widać nienawykłe; na głowach - dumnych smutkiem - korony miłości... Pośród ogrodu siedzi oblubieńców para. Pośród ogrodów siedzi... lecz chociaż są parą - nie siedzą razem: trony ich stoją osobno. Stąd - w górze - są dwa domki, miast jednego dworu - drzewami oddzielone i już nie tak zdobne... Pośród ogrodu siedzi ta królewska para: król niżej, lecz - choć piękny- nie ma dobrej twarzy; (najsilniejsze - czerń włosów, czerwień szarawarów) patrzy przed siebie, dłonie na kolanach złożył. Zda się nie widzieć swego przepięknego tronu, nie patrzeć na swe buty - zielone, jak drzewa, na pończochy swe - w pasy niebiesko-czerwone, na rój złotych guzików... Patrzy bez uśmiechu. Pośród ogrodu siedzi ta królewska para: królowa bardziej w głębi i koronach innych mleka, róży i złota, a tron - w nenufarach; również oczu niebieskość - nie tak, jak u króla. Siedzi niżej drzew rzędu: stąd - choć w krąg różowo - jasność barw stroju gaszą cieniste fiolety; kolory ulubione, lecz smutne niestety i głębsze. Szczupłe palce zaplotła nerwowo... Ona patrzy przed siebie, chociaż - gdyby chciała - mogłaby dostrzec króla plecy przygarbione... On - niebaczny na stroje, ogród i znużenie - z oczu ludzkich wygląda tego, co jest za nim... Jest jeszcze w tym obrazie zwykłych rzeczy kilka: miłość, zazdrość, cierpienie - wszystko jak świat stare - i szczęście, co w ich oczach rozbłysło na chwilkę... Pośród ogrodu siedzi ta królewska para... Opis obrazu - portretu niedoszłych małżonków - nieszczęsnego Króla Jakuba i pięknej Felicyty, Marek Koterski
niech ta woda, to błoto poprzez żebra ścieka piękne jest ciało w którym nie ma już człowieka a ten oset, ta trawa niech nam z dłoni pije piękne jest to co zgniło i to co wciąż gnije niech pająk przędzie sieci tam gdzie jest śledziona piękne jest co skonało i co jeszcze kona niech podziemny ocean w zimnej czaszce wzbiera piękne jest co umarło co jeszcze umiera piękne jest każde ciało które na wznak leży każda kość co wierzyła i już w nic nie wierzy niech leżą w gruczołach białych snów naloty piękne są tkanki w których nie ma już istoty niech w pustych oczodołach muchy się wyroją piękny jest ten mój pałac bo go wzniosłem z gnoju niech lirę siedmiu żeber wiatr pośmiertny trąca pomóż mi moja muzo panno pleśniejąca niech po białych kręgach czarny rak się wspina piękne są żebra w których chlupie żółta glina a jeszcze piękniejsze żebro co się zmienia w to czego już nie będzie w lotny cień istnienia