Widzisz dzieciaku... Nikt nie przyjdzie cię uratować.
Nie zrobi tego miłość. Nie zrobi tego przyjaźń. Ani cokolwiek innego.
Jedyną osobą, która może cię uratować, jesteś ty sam. Nikt i nic więcej.

roma★
Not today Justin
No title available

@theartofmadeline
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
he wasn't even looking at me and he found me
NASA
cherry valley forever
Today's Document

Origami Around
trying on a metaphor
PUT YOUR BEARD IN MY MOUTH
dirt enthusiast
Lint Roller? I Barely Know Her

No title available

No title available

#extradirty
Mike Driver
KIROKAZE

祝日 / Permanent Vacation

seen from United States
seen from United States
seen from Italy
seen from United States

seen from Singapore

seen from Pakistan

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from Malaysia

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from Germany
seen from Brazil
@zoyaspoetry
Widzisz dzieciaku... Nikt nie przyjdzie cię uratować.
Nie zrobi tego miłość. Nie zrobi tego przyjaźń. Ani cokolwiek innego.
Jedyną osobą, która może cię uratować, jesteś ty sam. Nikt i nic więcej.
Cześć moi drodzy.
Dziwnie jest mi się odzywać po niemalże 3 miesiącach ciszy, probuję to zrobić jakoś sensownie od kilku dni, ale wszystko i tak opowiem dopiero jak moje życie wróci trochę do normy.
Nie wszyscy jeszcze to wiedzą, ale los postanowił mi dokopać w bardzo poważny sposób, a mianowicie w kwietniu brałam udział w wypadku samochodowym. Poważnym. Tak bardzo poważnym, że kisnę od kilku tygodni w prywatnej klinice rehabilitacyjnej i uczę się chodzić na nowo.
Tego nie spodziewałam się w żadnym scenariuszu. Dlatego nie jestem nigdzie aktywna, po prostu nie mam na to siły.
Mam kilka rzeczy do powiedzenia.
Po pierwsze moje życie jest zupełnie inne. Jeszcze nie wiem jakie. Inne i dziwne. Jakbym zaczęła je na nowo i teraz już zupełnie nie wiedziała gdzie iść… bo nie wiem. Skupiam się na najbliższym czasie, nie planuję nic, ten rok i jak jest już skreślony. Ale mam wiele przemyśleń, podzielę się nimi na pewno, tylko nie mam dostępu do swojego macbooka i ciężko pisać mi na telefonie. Więc jak wrócę do domu.
Prawda jest taka, że nie byłam gotowa na taki obrót spraw i jest to dosadne dobicie. Finał epizodu depresyjnego w którym jestem od uwaga listopada 2025. Nie umiem nawet tego logicznie wytłumaczyć ani opisać. Po prostu nie mam siły.
No ale mam nadzieję, że chociaż wy trzymacie się lepiej. I że dla was to lato jest lepsze.
To jeden z tych wieczorów, podczas których jestem już prawie pewna, że napiszę o Tobie książkę.
Nawet już wybrałam Ci imię.
Ja pierdolę, ale to będzie bolało, jeśli kiedykolwiek się rozpadnie…
Powoli przestaję wyobrażać sobie swoje życie bez Ciebie.
Ciągle się wzruszam, bo nie mogę uwierzyć, że los postawił na mojej drodze tak wspaniałego człowieka.
Szkoda, że to historia bez happy endu, i to na dodatek licząca tylko 120 stron, chociaż mogłoby trwać przez co najmniej 700.
Świat mi nie uwierzy, gdy opowiem tę historię oraz gdy opublikuję te wiersze…
Świat mi nie uwierzy jak opowiem w jaki sposób to się zakończyło.
A wiedziałam, że się zakończy, bo w moim życiu nie może być inaczej.
To jeden z tych wieczorów, podczas których jestem już prawie pewna, że napiszę o Tobie książkę.
Nawet już wybrałam Ci imię.
Ja pierdolę, ale to będzie bolało, jeśli kiedykolwiek się rozpadnie…
Powoli przestaję wyobrażać sobie swoje życie bez Ciebie.
Ciągle się wzruszam, bo nie mogę uwierzyć, że los postawił na mojej drodze tak wspaniałego człowieka.
Szkoda, że to historia bez happy endu, i to na dodatek licząca tylko 120 stron, chociaż mogłoby trwać przez co najmniej 700.
Świat mi nie uwierzy, gdy opowiem tę historię oraz gdy opublikuję te wiersze…
jak spędzasz wielkanoc?
Właściwie to siedzę i zastanawiam się, bo wydaje mi się, że nie ma opcji, by DRAPIEŻNIK był ostatnią częścią z uniwersum Staszewskiej.
Tylko nie mam zielonego pojęcia jak to ogarnąć.
To, co jeszcze chcę opowiedzieć.
Przecież tego nie da się tak łatwo opisać…
KORONA Z PAPIERU — IV tomik poezji Zoi Marii Staszewskiej
KORONA Z PAPIERU - IV tomik poezji Zoi Marii Staszewskiej
To jeden z tych wieczorów, podczas których jestem już prawie pewna, że napiszę o Tobie książkę.
Nawet już wybrałam Ci imię.
Ja pierdolę, ale to będzie bolało, jeśli kiedykolwiek się rozpadnie…
Powoli przestaję wyobrażać sobie swoje życie bez Ciebie.
Ciągle się wzruszam, bo nie mogę uwierzyć, że los postawił na mojej drodze tak wspaniałego człowieka.
Szkoda, że to historia bez happy endu, i to na dodatek licząca tylko 120 stron, chociaż mogłoby trwać przez co najmniej 700.
Zawsze będziesz tańczyć samotnie, księżniczko (część II)
Ta rozkmina popchnęła mnie w kierunku kolejnej. Już w zeszłym roku usłyszałam coś podobnego w podcaście Agi Wojciechowskiej, którą kocham całym swoim sercem i to dla mnie jedna z największych inspiracji forever. A mianowicie, Aga zarzuciła w nim właśnie taką rozkminkę: Z twojego sukcesu bardziej cieszą się obcy ludzie, niż ci najbliżsi. I wiecie, dopiero całkiem niedawno zrozumiałam sens tych słów. Nie macie pojęcia, jakie to zjawisko jest powszechne.
Gdy zaczynałam swoją karierę jako pisarka, większość moich znajomych była, jak: o jej, jak super, dasz nam jakiś egzemplarz z autografem. Nie dałam. Nie dałam, bo dać to ja mogę dupy po siedmiu drinkach jakiemuś przystojniakowi w barze, a nie swoją książkę i to za darmo. Ludziom, którzy znają mnie ze szkoły, latami się nie odzywali, a oczekują specjalnego traktowania. Niektórzy pisali do mnie wiadomości z zapytaniem, jak można nabyć moją książkę, a ja zawsze wysyłałam im link do księgarni albo pisałam, ile kosztuje autorski egzemplarz z autografem, i zgadnijcie co? Nigdy nie doczekałam się odpowiedzi. Zostawiano mnie na wyświetlonym, no bo jak to tak, w dupie mi się poprzewracało, bo chcę hajs od ZNAJOMYCH. A rabacik to nie łaska dać? Ja często robiłam to specjalnie, bo doskonale wiedziałam, jak to się skończy. Żadne z nich by jej nie kupiło. Mój target to obcy ludzie. OBCY, KURWA, LUDZIE. Serio, wiadomo, że daję te książki bez pobierania opłat. Mojej rodzinie, komuś naprawdę bliskiemu. Albo, gdy widzę, że ktoś kupił coś w księgarni internetowej, więc mogę wysłać coś totalnie za free, bo w całej tej przygodzie naprawdę nie chodzi mi o hajs. Serio. Chodzi o to, co reprezentują sobą ludzie. O ile moja debiutancka książka była jeszcze kupowana przez pojedyncze osoby z realnego świata, w którym żyję, to każda kolejna absolutnie nie. To jest śmieszne w chuj, naprawdę. Ostatnio wypierdoliłam ze znajomych na fejsie ponad 300 osób, które ciekawsko podglądały moje życie, ale tylko po to, by je podglądać, a nie by ze mną pogadać od czasu do czasu. Zablokowałam profil tak, by nikt obcy nie widział tego, co publikuję. Mam nadzieję, że im wszystkim pęknie dupa na samą myśl o tym, że nigdy się tego nie dowiedzą. To samo zrobiłam ze swoim prywatnym kontem na insta. Chuja się dowiecie, dopóki sama tego nie powiem, a że ostatnio nie mam w ogóle ochoty mówić, to możecie się domyślać do usranej śmierci.
Ja naprawdę jestem lekko zszokowana tym zjawiskiem o niewspieraniu bliskich. Wszyscy oglądają moje relacje na insta. Widzą, co się u mnie dzieje. Ale lawiny słów uznania dostaję od obcych ludzi. Randomowe osoby piszą mi, że mam wspaniałego bloga, że zajebiście piszę, że moje wiersze dotykają tych części duszy, o których istnieniu nie mieli pojęcia. Jestem przekonana, że nikomu, kto zna mnie na żywo, to nie przeszłoby przez gardło. A wiecie dlaczego? Bo mentalność ludzi z bliskiego otoczenia jest taka, że tobie ma się nie wieść. W żaden, kurwa, sposób. A jeśli już, to tylko gorzej. Ludzie są z natury wrednymi łajzami i wierzcie mi, jakakolwiek wiara w to, że ktokolwiek z nich chce dla ciebie dobrze, jest zwyczajnie naiwna. Mam na to milion dowodów. Ty nie masz prawa wychodzić przed szereg. Masz wieść standardowe, smutne i szare życie. Nie możesz mieć odwagi odstawać od reszty, bo jeśli odstajesz, to na bank jest coś z tobą nie tak. To bardzo płytkie oraz krótkowzroczne myślenie, które ma 90% naszego społeczeństwa. Podobnie jak niska samoocena, brak jakiejkolwiek charakterystycznej cechy/talentu/umiejętności. Jakby wszyscy byli wyprodukowani w fabryce, jakby zeszli z jednej taśmy. Czasem zdarzy się taki uszkodzony egzemplarz jak ja. Z wadą fabryczną. A przecież takie się odrzuca, prawda? Co z tego, iż ta wada w gruncie rzeczy jest błogosławieństwem. Jest niepożądana. Inna. Takich jak ja się nie chce. Nigdy się nie będzie chciało.
I w jaki sposób ja mam ludzi brać na serio, skoro sami się ośmieszają swoim istnieniem? Nie mówiąc o darzeniu ich jakąkolwiek sympatią. Sympatią to ja mogę darzyć jakiegoś aktora/aktorkę z serialu na Netflix, a nie obcych lub ledwo znanych mi ludzi. A nic mnie tak nie wkurwia, jak to pierdolenie w stylu: Musisz być miła dla każdego, bo może ta osoba ma gorszy dzień i pasowałoby być miłą. Błagam was. Ja niczego nie muszę. Ja mogę chcieć. I prawdopodobieństwo, że będę miła dla kogoś obcego, wynosi równe 0,1%. I nic mnie nie przekona do zmiany zdania. Zaraz ktoś zacznie drzeć na mnie papę, że wtedy dla mnie ktoś też nie będzie miły, ale w porównaniu do was, moi ukochani hejterzy, jebie mnie to. Nie podbijam sobie humoru ani ego tym, że obca baba w sklepie będzie dla mnie miła. Wręcz przeciwnie. Niech będzie wredna. Będę mogła się jej odwinąć. Zawsze to jakaś rozrywka. Pamiętam jak raz w Auchan, gdy pojechałam z Niko po kilka rzeczy do firmy i braliśmy na fakturę towar za prawie 5k, jakiś dziad się do mnie spruł, że go nie przepuściłam w kolejce. Odważnie. Kazałam mu zamknąć mordę, bo za chwilę kupię go razem z tymi produktami, które mam w koszyku. Specjalnie zapłaciłam gotówką, dwa razy wolniutko licząc każdy banknot. A że akurat miałam dużo 20 zł i 50 zł, no to... Właśnie dlatego nie zaczyna się ze mną słownych przepychanek. Zgniotę cię, jak karalucha i nawet nie będę miała wyrzutów sumienia.
To wszystko znowu sprowadza mnie do jednego. Do tej postawy, która wychodzi mi najlepiej. I choćbym tupała nóżką i chciała być inna, nie ma na to szans. A próbowałam przecież i to jak widać, nie zdało egzaminu. Nie ma co z tym walczyć. Ja nie urodziłam się po to, by być do rany przyłóż dla ludzi. Bo jak taka właśnie jestem, to potem ruchają mnie bez mydła i próbują mnie zniżać do swojego poziomu. Dlatego postanowiłam sobie jedną rzecz. I to już chyba w zeszłym tygodniu. Jeśli wyznaczę sobie jakiś poważny cel, nikomu o tym nie powiem. No i na pewno nie będę już tak szastać prywatą w necie, bo to nie ma żadnego sensu, ale o tym akurat wiecie, bo od jakiegoś czasu mało się odzywam na ten temat gdziekolwiek. Jedyne, czym będę się dzielić to moja poezja i inne literackie fiksacje. To wszystko pokazało mi po raz kolejny, że jedyną osobą, na którą zawsze będę mogła liczyć, jestem tylko i wyłącznie ja sama. I szczerze mówiąc... Jakoś tak wyjątkowo jest mi z tym dobrze.
Zawsze będziesz tańczyć samotnie, księżniczko (część I)
Spędziłam dwa dni w towarzystwie najstarszego z naszego rodu i najstarszego z naszego rodzeństwa, robiąc fuchy remontowe u ich klienta. A może tak naprawdę, zamiast zaciągania gładzi i malowania okiennic, potrzebowałam skonsultować się z jedną z najmądrzejszych osób, jakie znam i pobyć z daleka od social mediów. Nie wiem, dlaczego zamiast posłuchać mojego brata, to ciągle próbuję zdać się sama na siebie, a przecież serio, to jeden z najmądrzejszych ludzi, jacy w ogóle istnieją. Towarzyszył mi tak wiele razy w moich pojebanych pomysłach i jeszcze bardziej pojebanych rozkminach i kłopotach, że już powinnam wiedzieć, iż niczego mądrzejszego nie usłyszę OD NIKOGO.
Wszyscy wiedzą, że mam za sobą jakieś setki nieudanych związków, romansów i sytuacji do tego podobnych i za każdym razem jedyne, co od niego słyszałam to: On cię nie kocha. Jedno proste zdanie. JEDNO PROSTE ZDANIE. Czasami oburzałam się na te słowa, ale im jestem starsza, tym bardziej widzę, jakie one są prawdziwe. I umiem je uzasadnić. Właściwie to nie mogę się pozbierać po tej rozmowie. Standardowo usłyszałam: On cię nie kocha. A potem zobaczył moją zatroskaną minę i dodał: Oho, widzę, że tym razem zaboli. Wymruczałam tylko coś w stylu, że jestem kretynką i pokręciłam głową. Zebrało mi się nawet na płacz. Powiedział, że w busie są chusteczki i fajki, gdybym chciała na pięć minut wyjść. Wyszłam.
Akurat zbliżała się pora śniadania, więc przyszedł do mnie, gdy siedziałam na otwartej pace busa i w sumie paliłam już drugiego papierosa. Usiadł obok mnie. Znowu poczułam się tak, jak po śmierci Ce — tylko my, dwójka geniuszy, która kompletnie nie radzi sobie z relacjami międzyludzkimi. To znaczy, on radzi sobie o wiele lepiej, ale może ma po prostu więcej szczęścia. Albo robi to w zupełnie inny sposób niż ja. Widzisz, Zo — powiedział. - Twój największy problem polega na tym, że masz ogromne serce, tylko okazujesz je totalnie nieodpowiednim osobom. Wiem, że ogląd na świat masz ostatnio zaburzony, bo depresja, bo jesteś osłabiona, ale szczerze już mnie to martwi. - przyznał. Wyburczałam tylko coś w stylu, że sama jestem zdziwiona swoją naiwnością. Jakby ktoś wyłączył mi mózg po tej śmiesznej relacji z Hunterem. Jakbym nagle zrobiła się miękka jak ciepłe masło. I nie podoba mi się to ani, kurwa, trochę. Szczerze mówiąc, cały tydzień chodziłam podminowana, ale wczoraj i dzisiaj to jakieś apogeum mojego wkurwienia. Co ja, na litość boską, odpierdalam? Jak mogłam choć na chwilę uwierzyć w to, że ludzie są dobrzy? XDDD Przecież to jest, kurwa, jakiś absurd. Od jakiegoś czasu już czułam w kościach, że zaczyna mnie to wszystko po prostu irytować. A najbardziej na świecie jestem wkurwiona na samą siebie, że znowu dałam się nabrać. Znowu pozwoliłam sobie uwierzyć w to, że mogę być kochana. Kurwa mać, serio? Czy poprzednie siedemnaście razy nie pokazało ci dosadnie, że kurwa, miłość nie jest dla ciebie? Żeby była jasność — każdy kolejny przypadek jest o wiele brutalniejszy niż poprzedni, więc może to najwyższa pora przestać udawać, że chce się od życia tego wszystkiego, czego chce przeciętny członek otaczającej mnie społeczności. Za to właśnie nienawidzę depresji. Zawsze wmawia mi, że jestem, kurwa, jak każdy i że chcę tego samego co, kurwa, każdy.
It's not gonna happen. Never.
A pozwoliłam na to, by w ciągu ostatnich 6 miesięcy dojechała mnie moja własna łepetyna. Pozwoliłam sobie uwierzyć w coś, co brzmi jak jeden wielki absurd. Więc, do diabła, koniec z tym. Ja się nie urodziłam po to, by poniżać się w imię jakiejś skurwiałej miłości. Uczucia, które tak naprawdę nawet nie istnieje. I jak, było warto? Złamać swoje własne zasady w imię kilku uniesień? Bez jaj. Zaledwie rok temu cały świat padał mi do stóp, a dzisiaj nie umiem wstać z kolan. To znaczy... Wstaję, powolutku. Albo zacznę wstawać, taką mam nadzieję. Mam po prostu serdecznie, kurwa, dosyć ludzi, którzy wiecznie trują mi dupę jakimiś prozaicznymi rzeczami. Naprawdę, w piździe mam kolejną sukienkę, którą sobie kupisz na shein, kolejne narzekanie o twoim kochanku sprzed 2 lat, nawet twoja papuga mnie już nie obchodzi. Nie, bo od co najmniej trzech lat próbujesz mnie sprowadzić do swojego żałosnego poziomu. A ja nie będę się wzorować na ludziach, którzy nie reprezentują sobą NICZEGO, poza gównianymi wartościami, które reprezentuje dzisiaj jakieś 90% społeczeństwa. Ja naprawdę nie urodziłam się po to, by wysłuchiwać od ciebie wiecznego „a po co ci to? nie dasz sobie rady??? daj se spokój, to jest straszny pomysł?”, jakbyś na siłę chciała sprawić, bym nie ruszała z miejsca, bo nie daj boże, będzie mi lepiej w życiu niż tobie. To jest dosłownie idealny przykład osoby, którą za miesiąc wypierdolę ze swojego życia z wielkim hukiem. Już i tak za długo pozwalałam na to, by mnie truła swoim pesymizmem i zjebaną filozofią życiową. Nie myślcie, że wpadłam na to dopiero dzisiaj. Trzymam rękę na pulsie od co najmniej 2024. Palcem mnie nie robili. Przetestowałam tę znajomość setki razy i wiecie co? Każdy test był oblany. A to zasiało we mnie bardzo ciekawą rozkminę, która nie chce wyjść mi z głowy od jakichś dwóch tygodni. Serio.
Bo spójrzcie, czy to nie jest tak, że ludzie, którymi się otaczamy, na poziomie energii nie są odpowiedzialni za to, że coś nam w życiu nie wychodzi? Żebyście mnie źle nie zrozumieli, oczywiście, że odpowiadamy za swoje życia i swoje decyzje i to, co się dzieje w nich, jest finalnie naszą sprawką, ale czy czasami nie jest tak, że mamy w swoim życiu jednostki, które chyba prędzej by się udławiły, niż cieszyły z naszego sukcesu? I może właśnie te jednostki wcale nie życzą nam wszystkiego najlepszego? Może właśnie te jednostki drżą na samą myśl o tym, że nasza sytuacja życiowa mogłaby być lepsza i choć nie przyznają tego głośno, coś na poziomie energii sprawia, że faktycznie nie wiedzie nam się najlepiej, by nie odstawać od tej osoby? Weźcie sobie to rozkmińcie. Bo ja, gdy tylko sobie to rozkminiłam, nie mogę wyjść z szoku. Tak wiele wypadkowych się potwierdza w tym jednym, konkretnym przypadku, że to jest jakiś hit. A wiecie, co to oznacza? Że takie osoby wypierdala się ze swojego życia z wielkim hukiem i nawet nie ogląda się za siebie. A wierzcie mi kto jak kto, ale ja akurat potrafię komuś zamknąć drzwi przed nosem i nieważne, czy kumplujemy się dwa lata, czy piętnaście, jak w tym przypadku.
Limit znaków zaraz mi się skończy, więc za jakiś czas wrzucę wam drugą, a może i nawet trzecią część tego wpisu.
Zoya's Poetry - I tomik poezji Zoi Marii Staszewskiej
@zoyastaszewska
@zoyaspoetry
Zoya's Poetry - I tomik poezji Zoi Marii Staszewskiej
@zoyastaszewska
@zoyaspoetry
Zoya's Poetry - I tomik poezji Zoi Marii Staszewskiej
@zoyastaszewska
@zoyaspoetry
KORONA Z PAPIERU — IV tomik poezji Zoi Marii Staszewskiej
KORONA Z PAPIERU — IV tomik poezji Zoi Marii Staszewskiej
KORONA Z PAPIERU — IV tomik poezji Zoi Marii Staszewskiej