“Przede wszystkim nie mam już czasu. Nie mam czasu na to, by zastanawiać się gdzie jesteś, bo wyszedłeś bez słowa. Nie mam czasu na trwające całe noce dramaty, bo idę rano do pracy i chcę być wyspana. Nie mam czasu na wątpliwości. Nie mam czasu nie wiedzieć. Nie mam czasu bać się, że następnego dnia znikniesz, odejdziesz, wyparujesz, wyjedziesz i wymienisz mnie na młodszą. Nie mam czasu nie ufać. Nie mam czasu odchodzić i wracać. Nie mam czasu czekać na znak, na telefon, chęć spotkania, rozmowy, wyjaśnienia. Nie mam czasu na ciche dni. Potrzebuję stabilności, ciszy i spokoju. Potrzebuję wiedzieć, że będziesz tu wieczorem, jutro i za miesiąc. Że będziesz tu zawsze. Że nie pójdziesz mówić innej, że w sumie to nie wiesz, jesteś ogromnie zagubiony, a ja Cię w ogóle nie rozumiem i bardzo źle traktuję, przypadkiem nie wspominając o tym, że jak idiotka wierzę w każde słowo i właśnie czekam z w domu z obiadem, przekonana, że pojechałeś do matki. Potrzebuję. Oczekuję. Wymagam, bo naprawdę nie mam już czasu. Oczekuję, że będziesz szczery, że nie będzie chciało Ci się grać, manipulować, kłamać i zdradzać. Że będę mogła na Tobie polegać. Nie chcę już z miłości urywać sobie głowy, tylko czuć się dobrze. Nie chcę już z miłości popełniać samobójstwa i oddawać życia, tylko żyć z radością tym co jeszcze przede mną. Bo miłość to dobro. To spokój. To pewność. To nie zdrady, oszustwa i ciągłe wahania. Miłość to przyjaźń. Zaufanie. Spokój. Miłość to pewna przyszłość.”
— Marta Kostrzyńska; fragment czegoś, co powstaje




















