Pierwsze miesiące życia - jesteśmy skuleni, bo tak się przyzwyczailiśmy przez 9 miesięcy okresu prenatalnego. Uczymy się przekręcać głowę. Motywowani chęcią poznania, gdy leżymy na brzuchu, unosimy główkę. 3 miesiąc życia - podpieramy się rączkami, unosimy klatkę piersiową, bo unoszenie samej główki jest przecież zbyt męczące i nawet my, niemowlęta - nieskończoności energii - męczymy się tym. 4 miesiąc życia, w końcu odkrywamy jak przeturlać się z pleców na brzuch i odwrotnie, teraz zyskujemy wybór, nie jesteśmy zdani na łaskę tego, jak dorosły nas położył. Zaczynamy pełzać. W tył. Po jakiejś chwili orientujemy się, że to nie ma sensu, bo chcemy dotrzeć do tego co przed nami. Siadamy i w po 7 miesiącu życia zaczynamy raczkować. I tak naprawdę staje się to naszą ulubioną pozycją. Nawet, gdy uda nam się wstać i przy osiągnięciu pełnego roku zaczynamy chodzić, to wciąż wracamy do raczkowania. Czworakowanie jest zawsze dobrym rozwiązaniem, póki nie nabierzemy pewności w staniu i chodzeniu. Mam wrażenie, że jestem na etapie 3, 5 miesiąca.









