205dzień, 205cud - Wyrzuciłam to z siebie ...
Wcześniej w momencie konfliktu nigdy nie mówiłam, co mnie boli. Wolałam zostać sama z tym problem, przemilczeć niż bez sensu rozpoczynać kolejną kłótnie. Tak wyglądał cały mój były związek. Ciągłe kłótnie i udawanie, że przecież nic się nie dzieje. Potem przerzuciło się to na moją przyjaciółkę. Nigdy nie mówiłam jej, co mi się nie podoba, co tak naprawdę uważam o jej zachowaniu itp.
W pewnym momencie te wszystkie niewyrzucone emocje tłumiła się w tobie i następuje tzw. katastrofa uczuciowa. Najczęściej wtedy po prostu siadam i płaczę. Nie potrafię nie raz powiedzieć czemu. Tylko w taki sposób usuwam z siebie to, co mnie boli, przez co cierpię.
W pewnym momencie, po kolejnej niewyjaśnionej sprzeczce z moją przyjaciółką, obiecałyśmy sobie, że od teraz otwarcie mówimy, co jest nie tak. Nie ukrywamy tego przed sobą, nie trzymamy tego w sobie, bo przez to jest jeszcze gorzej. Starałam się z tym walczyć i nawet powoli zaczęło mi to wychodzić. Mimo wszystko zawsze coś mi mówiło „Julia nie warto zaczynać, daj sobie spokój”.
Ostatnio mam trochę cięższy okres z moja kuzynką – przyjaciółką, tą, o której tak wiele wcześniej mówiłam. Ta, której tyle zawdzięczam. Niestety przez niektóre wydarzenia nasz kontakt trochę się urwał. Nie spotykałyśmy się już tak często, nie pisałyśmy. Dodatkowo miałam do niej żal za pewne zdarzenie. I mimo, że mi jej brakowało nie potrafiłam powiedzieć jej otwarcie, co mnie gryzie. Po paru dniach tak mnie to męczyło, że nie wytrzymałam. W momencie, kiedy chciałam już do niej pisać, dostałam wiadomość. Można się domyśleć, że była to wiadomość od niej.
Tej ulgi, kiedy wreszcie mogłyśmy sobie wszystko wyjaśnić, nawet nie da się opisać. Zrobiło mi się od razu lżej na sercu. Nie musiałam tego dalej trzymać w sobie. Ta chęć wygadania się jest moim cudem, ponieważ wiem, ile takie rozmowy mnie kosztują.












