Na temat marzeń
Pozmieniało sie dokoła, nie bede pieprzył o świecie bo z nim wszystko w normie. Mieszkam w tym Poznaniu, ale jakby poza, bo budząc sie gdzieś tak plus minus o szóstej nie muszę wzywać windy, tylko trzaskam nienaoliwioną furtką i idę przed siebie żeby pokonać 40 minut w jedną stronę, droga do szkoły, autobusy i tramwaje, głupie pizdy i bezdomni. Stojąc ramię w ramię ze smutnym tłumem w tym autosanie którym raczej nie jeździ eldo do meczetu, myślę o tym co ja tu robię, dlaczego tu jestem i jak wiele spierdolilem w międzyczasie. Dojeżdżam do tej szkoły gdzie powoli odzyskuje zaufanie do swojego intelektu, tylko cały czas z tyłu głowy mam myśl, że to moje brylowanie to takie trochę bramki Ronaldinho w lidze brazylijskiej, jeśli wiesz co mam na myśli. I w tym miejscu z przyjemnością bym sobie ponarzekał, ale nie zrobię tego, bo pamietam gdzie byłem, jak żyłem i jak się czułem rok temu. Wczorajsze marzenia to dzisiejsze marzenia, i to jest dobre, bo miedzy wczoraj a dzisiaj zdążyłem o nich zapomnieć. Wrócę o 17 do domu, rozpalę w kominku, obejrzę Ligę Mistrzów pijąc do niej dwa piwa zamiast ośmiu, poczytam i położe się spać z nadzieją że followup który jest myślą przewodnią tego wpisu wróci do formy pierwotnej tu propsy bierze Reno, la vida loca.














