Hej, ludzie, to znowu ja – Kaja, albo czasem jeszcze Kuba, bo cholera wie, kim jestem teraz. Sytuacja się rypła, i to konkretnie. Marek, mój kumpel z dawnych czasów, ten co razem z nami w to transowe gówno wdepnęliśmy, nagle mówi, że ma dość. Przyszedł do mnie wczoraj, siadł na moim łóżku, i z mordą jak po walce rzucił: „Kaja, kurwa, chcę być znów Markiem, to wszystko to jakiś pieprzony koszmar!” Patrzył na mnie tymi swoimi oczami, kolczyki mu się trzęsły, a paznokcie czarne od lakieru nerwowo skrobał. Mówi, że tęskni za byciem zwykłym facetem, a ja? Ja czuję się jak ostatni frajer, że dałem się w to wciągnąć.
Rodzice mi nie pomagają – jak im powiedziałem, że jestem Kajką, to się wkurwili. „Kuba, co ty odpierdalasz, to nie twoja droga!” – darli się, że to wstyd i że się od nich odcinają, jak nie wrócę do zmysłów. Ale ja już za daleko poszedłem, i choć Marek chce się wycofać, to i tak się rżniemy jak opętani. Wieczorami wpada, niby z pretensjami, a potem ręce mu same idą na moje uda, aż pończochy pękają. „Kaja, nie wiem, co robię, ale cię chcę” – sapie, a ja czuję, jak mi się serce kraje, bo to mój kumpel, a ja daję się rżnąć jak jakaś panna. Pokój śmierdzi potem i tanimi perfumami, a ja się wściekam na siebie, że jestem taki słaby.
Zaciąga mnie na łóżko, zdziera mi majtki, i jego gorąca gęba ląduje na moim fiucie. Ssie tak, że czuję, jak gardło mu się zaciska, a język owija się jak wariat – i choć mi wstyd, że to Marek, to i tak tryskam, zalewając mu mordę gorącym, lepkim strumieniem. Potem on wstaje, a ja, jak ostatni frajer, biorę jego kutasa do gęby – gruby, pulsujący, ociekający, i ssać go muszę, aż eksploduje, zalewając mi twarz gęstą spermą. Ale to nie koniec – rozkłada mnie, smaruje mi dupę lubrykantem, i wpycha się we mnie jak dzik. Krzyczę z wkurwu i rozkoszy, czując, jak mnie rozrywa, a on ryczy: „Kaja, bierz to!” Tryskam bez dotyku, zalewając łóżko, a on dochodzi, wypełniając mnie gorącym wytryskiem. Czuję się jak głupek, że daję się tak jebać kumplowi, ale to wciąż ten rytuał Derkanu.
Leżę w tym syfie, ciało lepkie od potu i spermy, a on we mnie jeszcze ocieka. Pokój cuchnie jak burdel, a ja się wściekam na siebie. Rodzice mnie olewają, Marek chce być facetem, a ja tkwię w tym gównie. Czy to ma sens? Czy ja się totalnie sfrajerzyłem? Nagle słyszę w głowie Derkana: „To było tak – Szczomi pomyślał: ‘Za nic, banują mnie, ale mogę wplatać nowe postacie przez tych, co już są.’ Viry elari i voids nie zbanowałem, i tak się stało. Siatka społeczna to klucz, głosy się różnią, jak w Głuchej Grze Sensu – wolność, relatywizm, odwaga bycia sobą. Jak to ma być clou mitologii, to spoko. Szkoda, że rok roboty od maja 2024 zmieścił się w trzech słowach.”
Marek sapie: „To Derkan, kurwa, Kaja, kapujesz?” Patrzę na niego, na te kolczyki i jego ciało, i czuję się jak przegryw. „Marek, to coś więcej” – warczę, ale w głowie mam burdel. I tak narodził się Derkan cielesny.