trying on a metaphor
untitled

Janaina Medeiros
RMH

Origami Around
almost home
🪼

oozey mess

Love Begins

JVL
I'd rather be in outer space 🛸
h
$LAYYYTER
occasionally subtle

if i look back, i am lost
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open

titsay
wallacepolsom
Stranger Things

roma★

seen from Türkiye

seen from United States
seen from Russia
seen from United States

seen from United States
seen from Netherlands
seen from Malaysia

seen from Mexico

seen from Malaysia
seen from United States

seen from Spain

seen from United Arab Emirates
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
@importantartmagazine
THE LESBIAN POWER COUPLE
rozmowa Julianny Kulczyńskiej z Tyną Tokars i Nati Nadworną
Tyna Tokars i Nati Nadworna - artystki, partnerki. Rozkwitają w Poznaniu nie tylko jako twórczynie, lecz także jako potężna siła queerowej wspólnoty. Martyna Tokarska, znana jako Tyna Tokars, jest związana z Uniwersytem Artystycznym w Poznaniu gdzie kończy studia na wydziale Intermediów. Jej projekt dyplomowy, zatytułowany "Gay Best Friend", przeniósł nas w świat queerowej tożsamości i codziennych wyzwań, które stawiane są przed społecznością LGBTQ+. Nati Nadworna to absolwentka kuratorstwa na UAP-ie, a także studentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jednak jej pasja i zaangażowanie sięgają daleko poza mury uczelni. Wspólnie z Tyną stworzyły projekt "Prom Queens", w ramach którego zapraszają nas do świata utopijnych wizji lesbijskiej tożsamości. Jako dwie z czterech osób współtworzących kolektyw Sabina, łączą siły nie tylko jako artystki, lecz także jako twórczynie nowych przestrzeni społecznych. W trakcie naszej rozmowy, dowiecie się, jakie inspiracje leżą u podstaw ich dzieł, jakie wyzwania napotykają artystki queerowe i jak miłość do sztuki i siebie nawzajem napędza ich twórczą moc.
widok wystawy Prom Queens, autorki na tle wystawy, 2022, Poznań
W waszym pierwszym wspólnym projekcie “Prom Queens”, zdecydowałyście się na przeplatanie ze sobą roli kuratorskiej i artystycznej. Jak wyglądała wasza współpraca?
W sumie już wcześniej pracowałyśmy wspólnie przy projektach, Nati pomagała Marti przy dyplomie filmowym, Marti wspierała Nati przy tworzeniu wystaw. Czymkolwiek się nie zajmujemy, zawsze druga osoba towarzyszy przy procesie. Stworzyłyśmy również razem instalację z masy solnej na wystawę poznańskiego FAK’u (Feministycznej Akcji Kreatywnej). Istotnym dla nas wspólnym działaniem jest udział w projekcie 100lesb, w którym występowałyśmy jako para i w ramach którego Marti namalowała portret koleżanki lesbijki.
Przy PROM QUEENS (Poznań, 2022) nasza współpraca miała ogromne znaczenie, bo to była wystawa przede wszystkim o nas. Koncepcja naturalnie wyklarowała się z naszych luźnych rozmów. Nie było żadnych kompromisów, obie widziałyśmy wystawę tak samo. Ujawniały nam się identyczne wizje, pomysły w tym samym czasie pojawiały się w naszych głowach. O wystawie myślałyśmy jako o całości, instalacji, także podział na kuratorkę i artystkę by się u nas nie sprawdził. Ten sposób pracy wywołał głęboko skrytą w Nati żądzę malarską, stworzyła swoje pierwsze obrazy, mimo iż jeszcze niedawno wstydziła się pokazać Marti słodkie minki, które czasem rysowała.
widok wystawy Prom Queens (detal, fot. Kornelia Starczewska), 2022, Poznań
Wspieracie się w prowadzonych przez siebie nawzajem projektach. Nad czym pracujecie aktualnie?
Obie męczymy się z dyplomami. Mimo, że były tzw. wakacje, to ten czas był dla nas bardzo intensywny i pracowałyśmy nad projektami realizowanymi na studiach. Marti tworzy w ramach magisterki na Edukacji Artystycznej projekt o odlotowych agentkach, Nati pisze pracę licencjacką na kulturoznawstwie, miesiąc temu obroniła się na kuratorstwie. W ramach dyplomu kuratorskiego zorganizowała wystawę “Bubble” opowiadającą o queerowej utopii. Nati jest aktorką w filmie Marti, Marti pilnuje, żeby Nati ładnie pisała. I bierze udział w wystawie, hihi.
Nie możemy jeszcze pominąć istotnego aspektu naszych życiorysów - pracowaniu (nie nad projektami, a w nudnych pracach). Obie nie możemy sobie pozwolić na studiowanie i działania artystyczne na full etat, więc chcemy wykorzystać tą okazję, by poruszyć ten temat. Zauważamy, że pracujące osoby studiujące nie są w ogóle traktowane poważnie, zarówno profesorowie jak i pracodawcy myślą, że zbieramy sobie na wakacje, a nie na czynsz (co w pracy na niepełny etat jest bardzo trudne!) Problem ten poruszany jest zbyt marginalnie. Zaczęłyśmy pracę nad filmem o pracujących studentkach, ale życie pracujących studentek nie pozwoliło nam na jego ukończenie. Projekt jest w procesie, po naszych dyplomach na pewno do niego powrócimy. Notka od Marti: Nati studiowała dwa kierunki, pracując na ¾ etatu, czy możemy się zatrzymać i to docenić? Notka od Nati: Kupujcie Marti obrazy.
W swoich poszukiwaniach naukowych Nati, skupiasz się na badaniach kultury queerowej w Polsce. Akcentujesz, że jej ważnym elementem/medium są ziny.
Tak, analizuję sekretne gejowskie i lesbijskie publikacje z przeszłości oraz współczesne queerowe ziny. Szczególnie interesują mnie biuletyny, które były szybkim nośnikiem informacji ze świata lgbtq+, myślę, że ich teraźniejszym odpowiednikiem są infografiki. Poruszają mnie ziny lesbijskie z lat dziewięćdziesiątych, artykuły o poradach randkowych i kraszowanie sławnych postaci kobiecych takich jak Edyta Górniak albo Winnona Ryder.
Tyna, z treści tekstu na zbiórce, można dowiedzieć się o czym będzie Twój najnowszy film. Czy znasz już jego tytuł? Kiedy możemy spodziewać się premiery?
Film będzie fabularną opowieścią o trzech cool dziewczynach prowadzących podwójne życie. Jak już wspomniałam, są sekretnymi agentkami. Mają obcisłe kombinezony, pistolety z kryształkami i zwalczają przemocowych typów. Zorganizowałam zrzutkę, w celu zebrania na bardziej profesjonalne akcesoria, możliwość zamówienia fajnych gadżetów od osób artystycznych itp. Marzą mi się też efekty specjalne, których nie umiem zrobić 😩.
Heja! Z tej strony Martyna a.k.a. Tyna Tokars. Jestem w trakcie realizacji filmu krótkometrażowego, który tworzę w ramach dyplomowego projek
Jako kolektyw Sabina (współtworzony wraz z Klaudią Figurą oraz Adą Rakowską) zajmujecie się wydawaniem feministyczno-lifestylowego magazynu.
Oprócz działań indywidualnych i w duecie obie jesteśmy członkiniami kolektywu Sabina. Obok Klaudii Figury, Ady Rakowskiej i Sary Jaworskiej organizujemy eventy, projektujemy merch i, przede wszystkim, tworzymy “Tygodnik Sabina” - feministyczną reinkarnację Bravo Girl. Pierwszy numer dotyczył toksycznych przyjaźni, można w nim przeczytać osobiste historie z życia, wypełnić psychotest i dowiedzieć się garstki ciekawostek! Wywiadem numeru jest rozmowa z Julią Woronowicz o jej pobycie w NY. Krytykujemy też Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu.
okładka pierwszego wydania Tygodnika Sabina oraz zdjęcie z premiery w Zinku, 2023, Poznań
Podczas wydania pierwszego numeru magazynu towarzyszyły do tej pory organizowane przez Was wydarzenia. Zabawa andrzejkowa, wystawa, możliwość zakupu wyprodukowanego przez Was merchu. Czego możemy spodziewać się podczas kolejnej premiery?
Na pewno można spodziewać fantastycznych kolaboracji z osobami artystycznymi! Nasza nowa członkini, Sara Jaworska, zapowiedziała również kącik literacki. W planach jest linia odzieży wygodnej (T-shirtów), dużo bogatsza niż ostatnio! Jeśli chodzi o event, to jest to jedna wielka niewiadoma, obiecać możemy jedynie tort od Nati, która hobbystycznie zajmuje się wegańskim torciarstwem. Chciałybyśmy również stworzyć przestrzeń bardziej przyjazną integracji, nawiązywaniu nowych relacji, być może gry i zabawy?
Sabina to nie tylko nazwa kolektywu i tygodnika, ale także trzecie imię Nati. Czy wiecie jakie jest znaczenie waszych wszystkich imion?
Nati posiada trzy imiona: Natalia Ewa Sabina. Ostatnie przybrała podczas oficjalnej ceremonii katolickiej zwanej bierzmowaniem. Strona parenting.pl informuje, że surowość otoczenia zmusza Natalię do zaradności i oszczędnego korzystania z dobrodziejstw świata. Marti stwierdza, że to bardzo pasuje. Według parenting.pl szczęśliwym metalem Nati jest ołów, ale w szkodliwym dla zdrowia bezpośrednim kontakcie. Ewę również cechuje zaradność, a Sabina potrafi podjąć ryzyko, by zrealizować swoje plany.
Marti ma jedno imię, a zawsze chciała więcej. Do tego pamięta mnóstwo sytuacji szkolnych w których nauczycielki czytały znaczenia imion. Nigdy nie było Martyny i mówiły, że to w sumie takie samo imię jak Marcin. Marti nigdy nie utożsamiała się z imieniem Marcin i się wkurzała na te teksty. Marti wyznaje jedno źródło opisu imion: znaleziony w antykwariacie sennik współczesny z lat siedemdziesiątych. Tam też nie ma Martyny. Wniosek: każda Martyna jest po prostu sobą.
Gdzie będzie można zobaczyć Wasze prace w najbliższym czasie?
Ostatnie nasze działania nieco nas przebodźcowały. Na tę chwilę mamy ochotę porobić prace artystyczne dla siebie. Chcemy poeksperymentować, pobawić się technikami i mieć szczery fun z tworzenia. Zobaczymy, czy pojawią się jakieś okazje wystawiennicze, na razie nic nie planujemy, więc po prostu zapraszamy na nasze instagramy: @tynatokars @n.augh.ty @sabina.tygodnik
Tyna Tokars
ig: @tynatokars
portfolio: tynatokars.wixsite.com/tynatokars
Tyna Tokars/ Martyna Tokarska, she/her
Działająca w Poznaniu queerowa artystka. Zajmuje się malarstwem, filmem i instalacją. W 2021 roku ukończyła Intermedia na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. W ramach projektu dyplomowego zrealizowała mini-serial Gay Best Friend, który podczas obrony demonstrowała w specjalnie zaaranżowanej przestrzeni Pasażu Różowego oraz który był prezentowany w ramach odbywającego się w poznańskim Pawilonie pokazu filmowego Euroliquid. Obecnie kontynuuje naukę na drugim stopniu Edukacji Artystycznej i pracuje nad feministycznym, kampowym filmem akcji. W swojej praktyce artystycznej porusza tematy społecznie zaangażowane, oscylujące wokół nierówności społecznych, płciowych oraz dotykających problemów społeczności lgbtq+. W 2022 razem z Nati Nadworną zorganizowała pierwszą lesbijską wystawę w Poznaniu - Prom Queens, wspólnie tworząc w Galerii Na Wysokim Poziomie sytuację performatywno-malarską. Aktywnie działa w kolektywie Sabina, w którym funkcjonuje jako artystka, graficzka i kuratorka.
Nati Nadworna, she/her
ig: @n.augh.ty
Artystka, kuratorka, pracująca na etat studentka dwóch kierunków: kuratorstwa na Uniwersytecie Artystycznym im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu i kulturoznawstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W latach 2021 - 2022 koordynatorka galerii UAP Scena Otwarta. W 2022 roku w Galerii Na Wysokim Poziomie w duecie z Tyną Tokars stworzyła utopijną sytuację lesbijską Prom Queens. Współtworzy kolektyw Sabina, w ramach którego współorganizowała wystawę Kassandra, w galerii Łęctwo.
Nati Nadworna, Portret Marti i Nati, akryl na płótnie, 30x40cm
Ok boomer, move aside - młode pokolenie graficzek na progu świata sztuki
z Julią Olszewską rozmawia Michalina Janas
Proszę przedstaw się - kim jesteś, w jakich technikach pracujesz, na jakim etapie nauki/kariery jesteś.
Nazywam się Julia Olszewska, jestem studentką trzeciego roku grafiki projektowej na UAP’ie. Zajmuję się na co dzień grafiką (studia zobowiązują), ale moją drugą miłością jest również malarstwo, które praktykuję w wolnych chwilach. Do tworzenia moich projektów graficznych używam głównie komputera, ale uwielbiam też cienkopisy oraz szablony.
Ok Boomer, 2021, grafika komputerowa
Co zadecydowało o wybraniu grafiki, jako głównej przestrzeni wyrażania się?
W grafice bardzo interesuje mnie możliwość kreatywnego wyżycia się. Jest to dla mnie przestrzeń, w której zanim stworzę projekt zazwyczaj szukam, upraszczam, próbuję różnych form. Dzięki temu, poznaję samą siebie, jestem w stanie doskonalić swój warsztat artystyczny, ale nie tylko na polu graficznym, lecz również malarskim, czy fotograficznym. Uważam, że ścieżka, którą wybrałam, wyrabia moje „oko” i otwiera drzwi do innych dziedzin sztuki. Grafika przede wszystkim uczy myślenia w sposób niekonwencjonalny, co jest dla mnie ważnym wyznacznikiem jakości pracy.
Projekt opakowania mleka, 2021, grafika projektowa
Skąd bierzesz najwięcej inspiracji do tworzenia swoich grafik? Jakie sfery życia prowokują nowe pomysły?
Jedną z moich największych inspiracji w życiu jest moja Babcia - Babcia Halinka, która zaszczepiła we mnie pasję do sztuki już od najmłodszych lat. To zawsze u niej w domu podziwiam obrazy, które Babcia sama namalowała. Są bardzo awangardowe i pełne kolorów - obrazy, ale również jej grafiki. Myślę, że to one miały ogromny wpływ na wybór estetyki moich prac. Moda to kolejna ważna w moim życiu dziedzina, która oddziałowuje na to, co tworzę. Wydaje mi się, że oprócz tego dużo inspiracji czerpię z Internetu (kto dzisiaj tego nie robi?), który jest wspaniałym kompendium trendów. Staram się mieszać rzeczywistość wirtualną z codziennością i używać własnego języka wyrazu podczas eksperymentów z aktualną modą. Najwięcej pomysłów jednak wpada mi do głowy, gdy pracuję, ponieważ mój mózg to bardzo motywuje.
Fot.: Julia Grochowalska
Jacy artyści Cię najbardziej inspirują, prowokują kreatywny proces nad grafiką? Czy są może tacy, których dorobek porównałabyś do estetyki swoich prac?
Uwielbiam prace Joana Miró, które są przepełnione kolorami, dzikimi liniami, agresywnymi pociągnięciami pędzla. Doceniam jego swobodę w operowaniu tymi narzędziami (zwłaszcza kolorem i linią). Ze współczesnych grafików bardzo doceniam Christopha Niemanna, który wykorzystuje elementy z życia codziennego i wkłada je w nowy kontekst. Polecam jego konto na Instagramie „Abstract Sunday” - publikuje na nim swoje najnowsze prace, w których miesza fotografię z grafiką. Myślę jednak, że moje prace to mieszanka różnych stylów i inspiracji, dlatego trudno wskazać mi jednego konkretnego artystę.
Projekt opakowania herbaty, 2022, grafika projektowa
A co z innymi sferami kultury, popkultury? Jakie filmy, muzyka, książki ukształtowały Twoją artystyczną wizję świata?
Myślę, że największy wpływ ma na mnie film, głównie ze względu na to, że myślę obrazami, a kino daje mi taką możliwość. Jednym z moich ulubionych filmów jest „Amelia”. Wniósł dużo do mojego artystycznego życia, głównie w kwestii kolorów. Tytułowa bohaterka jest mi bardzo bliska, ze względu na jej percepcję świata. Amelia patrzy na otaczającą ją rzeczywistość i dostrzega to, czego nie zauważył wcześniej nikt. Uwielbiam też filmy Giuseppe Tornatore. Zdecydowanie moim ulubionym jest “Malena”. Malena to kobieta, która właściwie przez cały film czeka na powrót swojej wielkiej miłości, czyli męża. Myślę, że warto również wspomnieć o fantastycznym filmie Guillermo del Toro “Labirynt Fauna” - pokochałam go dzięki głównej bohaterce, która ucieka w świat fantazji. W dzieciństwie niezmiernie przerażał mnie jegomość z oczami w dłoniach, teraz wspominam tę scenę z nieco większym dystansem. Polecam obejrzeć teraz w kinach film pt. „Aftersun” reż. Charlotte Wells. To historia ojca i córki, którzy jadą na wakacje do Turcji, jednak pod spokojem błogiego lata, kryje się zadra, która ciąży na ojcu. To piękny i smutny obraz. Film bardzo mną poruszył i na pewno zostanie w mojej pamięci na długo, jako jeden z lepszych tytułów.
Booklet pt. “Czy wszystko stało się trendem?”, 2023, fot. Anka Rynarzewska
Jak uważasz, czy ważna jest działalność artystyczna poza murami Uniwersytetów/Akademii Sztuki? Co tobie dały takie projekty?
Uważam, że jest bardzo ważna, zwłaszcza dla młodych artystów, którzy dopiero odkrywają siebie. Jest to wspaniały sposób na poznanie ciekawych ludzi ze środowiska artystycznego. W moim przypadku był to też sposób na podbudowanie wiary w siebie i moje możliwości.
Wcześniej obawiałam się, że jako młoda dziewczyna, która dopiero co wkracza w ten świat (wciąż jeszcze czuję, że stoję na progu) nie będę brana na serio. Jednak okazało się, że po prostu trzeba przemóc w sobie ten strach i próbować ile się da.
Mój plakat wykonany w I Pracowni Plakatu pod kierunkiem dr. Marcina Markowskiego zakwalifikował się do wystawy “Synteza” w Muzeum Szczecińskim z czego oczywiście bardzo się cieszę. Wystawa ma charakter międzynarodowy i moja praca będzie wisieć w towarzystwie projektów profesorów i wykładowców z Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Mam nadzieję, że przede mną więcej sukcesów.
Plakat Miles Davis Festiwal, 2021, grafika komputerowa
Czy postrzegasz kolory jako osobne medium? Jaką rolę odgrywają w twojej twórczości? Czy posiadasz swoją personalną paletę barw, na której operujesz?
Zdecydowanie tak! Kolory są dla mnie bardzo ważne i stanowią osobną historię. Osobiście jestem fanką jaskrawych kolorów i zabawą nimi, widać to pewnie czasem po moim stylu ubierania się. Uwielbiam róże w połączeniu z brązami, zielenie oraz fiolety. Kolory wnoszą ogrom emocji, dlatego operując nimi staram się dobrać je tak, aby podbijały moc przekazu pracy.
Projekt opakowania czekoladek Domino, 2021, grafika projektowa
Fot.: Julia Grochowalska
Jak bardzo ważne miejsce w Twojej twórczości zajmuje oddawanie perspektywy dziewczyny wchodzącej w dorosłe życie w aktualnych czasach polityczno-ideologicznych?
Myślę, że bardzo ważne. Jak już wcześniej wspomniałam, bycie tak młodym i czasami niekoniecznie doświadczonym może powodować poczucie zagubienia w świecie dorosłości. Staram się być jak najbardziej autentyczna, opowiadać o swoich bólach, rzeczach, które mnie po prostu wkurzają, a ostatnio jest ich sporo, ponieważ żyjemy w niepewnych czasach, w których musimy walczyć ponownie o wartości, które jak się okazuje nie są nam dane raz na zawsze.
Make Peace Not War, 2022, grafika komputerowa
Łączenie się pępowiną, czyli koncept miłości rodzicielsko przyjacielskiej
na temat wystawy Babycraver | Dzieciochcij duetu artystycznego "Dublet" z Agnieszką Grodzińską, Przemysławem Piniakiem oraz Jagną Domżalską, rozmawia Julianna Kulczyńska
Kuratorowana przez Jagnę Domżalską wystawa Babycraver to multidyscyplinarny projekt Przemysława Piniaka i Agnieszki Grodzińskiej, w którym o posiadaniu dziecka spekulują nietypowi potencjalni rodzice: dwójka przyjaciół, gej i heteroseksualna kobieta. To wieloletnia, trwająca rozmowa. Pierwszą okazją by zaprezentować ówczesny etap przemyśleń artystów o rodzicielstwie była wystawa w Szczecinie. Utworzyli wtedy serię pamiątkowych talerzy Serwis Transnatalistyczny – Szczecin Floating Babies, zawiązując tym samym grupę Dublet.
Serwis Transnatalistyczny – Szczecin Floating Babies, Agnieszka Grodzińska i Przemysław Piniak, druk na porcelanie, obiekt metalowy, 2020.
Kontynuacją stała się wystawa prezentująca perspektywy dotyczące kreacji hipotetycznej rodziny i możliwości zajścia razem w ciąże. Koncept ten, objawił się artystom jako najbliższy ideałowi, rodzaj związku platonicznego, relacji rodzicielsko-przyjacielskiej. Postanowili zastanowić się, jakby to było mieć dziecko z kimś, kogo naprawdę bardzo się ceni i obdarza miłością inną niż ta romantyczna. Osią wystawy stała się praca Grodzińskiej i Piniaka: wielkoformatowe parawany z tkanin o długości ponad 40 m z wspólną kompozycją wykonaną w technice sitodruku. Wyprodukowanie kluczowej dla tej wystawy pracy stało się “skokiem na głęboką wodę”, ważną notatką z wejścia w następny etap relacji.
Babycraver|Dzieciochcij, Agnieszka Grodzińska i Przemysław Piniak, galeria Pragovka, widok wystawy, 2022.
Julianna Kulczyńska: Jagno, jak czujesz się w roli kuratorskiej, która przeplata się z rolą przyjacielską. Można Cię określić również mianem powierniczki czy matki chrzestnej projektu. Jak się odnalazłaś jako obserwatorka tego całego procesu, w jaki sposób towarzyszyłaś duetowi?
Jagna Domżalska: Hm, a może troszkę akuszerki, bo znalazłam miejsce, które chciało tę wystawę zrealizować. Bardzo ucieszyło mnie, że galeria, której zaproponowałam ten projekt wybrała go w konkursie. Jak poznałam przestrzeń Pragovki od razu wiedziałam, że chcę zaproponować artystom prezentację w trzyprzęsłowym paśmie pomieszczeń. To dało możliwość zarówno osobnego działania Agnieszki i Przemka jak i wspólnej, “splecionej” instalacji… Zależało mi na obserwacji osobnych procesów, zarówno każdego z nich w jednej części wystawy, oraz na wygenerowaniu przestrzeni, w której będą mogli się spotkać i zderzyć swoje spojrzenia. Ważna była dla mnie możliwość przyglądania się z dystansu, ale także aktywne uczestnictwo w tej dyskusji, może trochę facylitacja.
Wystawa w Pragovce to jednak dopiero początek Dzieciochcija, to projekt “ongoing”, bardzo żywy, tętniący, związany z bieżącymi zmianami w życiu każdego z nich, w ich relacji, przemianami wewnętrznymi itp. bardzo filozoficzny. Z pewnością będzie rozwijany i będzie pokazywany jeszcze wiele razy. Zagadnień i pojawiających się pytań jest wiele. To jak ustrukturyzowałam wystawę dobrze to zilustrowało, że obie przestrzenie, czyli osobne pomieszczenia Przemka i Agnieszki, były miejscem gdzie można było zapoznać się z rozmową Agnieszki z Agnieszką oraz Przemka z Przemkiem, a następnie zderzaliśmy się z miejscem spotkania obydwu głosów. Wprowadzeniem takiego podziału aranżacyjnego, chciałam to przemieszanie umożliwić.
Babycraver|Dzieciochcij, Agnieszka Grodzińska i Przemysław Piniak, galeria Pragovka, widok wystawy, 2022.
JK: Bardzo mocno czuję, że część Przemka jest pełna mięsistości, biologii, cielesności. Agnieszki natomiast jest geometryczna, usystematyzowana, kojarzy się z pracą w rękawiczkach, prowadzeniem obserwacji tematu z dystansem. Wizualnym elementem łączącym dla mnie obydwie perspektywy są przechodzące przez wszystkie trzy części wystawy struktury przypominające pępowiny.
Przemysław Piniak: Też tak właśnie tą różnicę rozpatruje. U Agnieszki czuję, że jej przemyślenia skupiają się nie tylko na lęku samym w sobie. Duże znaczenie ma inspirowanie się ilustracjami z dawnych podręczników i encyklopedii. Dzięki temu, przyglądając się schematom, Agnieszka przeprowadza analizę lęku, ale też społecznej potrzeby i jej sensu, produkcji, masowości, rozrodu rozdzielenia. Myślę, że to ważny punkt wyjścia do odczytywania jej wypowiedzi. Z kolei moje prace przerodziły się w manifest.
JK: Tak, właśnie, już sam Twój udział w tym projekcie wychodzi od zrozumienia, że jednak możesz zadawać sobie pytanie o rodzicielstwo, które wcześniej w pewnym sensie w sobie blokowałeś.
PP: W trakcie rozwoju projektu, jak w życiu, tak mi się wydaje, są dni, tygodnie kiedy bardzo chcemy dziecka, a potem następuje taki czas kiedy po prostu czujemy, że nie damy rady, albo że jednak to był głupi pomysł. U mnie przynajmniej tak było. Ze względu na różne powody. Aspekt ekonomiczny, polityczny, zmęczenie tematem i też przytłaczającą, polską rzeczywistością. Myślę, że znaczenie ma również to, że na co dzień żyję w Poznaniu, a nie w Warszawie. Tutaj moja społeczność queerowa jest bardzo malutka. Więc wydaje mi się, że nie mógłbym oczekiwać wielkiego wsparcia, które może łatwiej udałoby się osiągnąć w większym ośrodku. Obrazy i murale stały się manifestem o tym jak wygląda społeczeństwo i o tym, że ja mam prawo posiadać dziecko, być rodzicem. Wracając jeszcze do instynktu. Dopiero w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że ja mogę nadać sobie prawo, w ogóle do myślenia o tym, że mógłbym mieć dziecko. To było jak odkrycie jakiegoś takiego czipu w mózgu. Przez 33 lata życia w Polsce, byłem nauczony, nie wiem przez kogo, że ja się nie nadaję i jako gej nie będę miał nigdy dziecka. Nie mam w ogóle prawa, ani godności do tego. Wyswobodzenie się z takiego myślenia było dla mnie pewnego rodzaju odkryciem. Dzieciochcij jest próbą odnalezienia miejsca, w którym to dziecko mogę mieć.
JK: Kluczowym jest przecież temat podejmowania decyzji, samostanowienia o własnej roli.
Agnieszka Grodzińska: Dla mnie w tych wszystkich pracach niezwykle ważna jest dyskusja dotycząca autonomii. Tej, którą ja, w momencie zajścia w ciąże, tracę. To w moim ciele i z mojej krwi powstanie dziecko. Przez pępowinę będzie wysysać moją energię życiową i psychiczną. Już w latach 70., Shulamith Firestone pisała, że nie ma mowy o równości płci, póki kobiety rodzą dzieci. Zapewni ją tylko ciąża pozaustrojowa. To kobieta rodzi dziecko, to ona poświęca więcej. Myślę też o lęku nad utratą kontroli i nad zaufaniem właściwej osobie, która tę kontrolę będzie nad Tobą sprawować. W związku z tym rozmawialiśmy również o surogatkach, czyli temacie, który jest niezwykle dyskusyjny w obecnych czasach, kiedy płaci się kobietom za to, by rodziły dzieci. Zastanawiam się, na ile możliwość skorzystania z takiej usługi pozwalałaby nam tą sytuację rozegrać fair. Jeszcze dodam do tego, co Piniak powiedział, że dla mnie to też jest praca o rodzinie i o rodzicach, których sami mamy. Gdy myślę o ojcu, Piniak jawi mi się jako ciekawy przykład ojca. Jest totalnie takim typem rodzica, którego nie znam, wymyka się tej patriarchalnej strukturze.
Babycraver|Dzieciochcij, Agnieszka Grodzińska i Przemysław Piniak, galeria Pragovka, widok wystawy, 2022.
JK: Tak, w binarnym społeczeństwie bez przerwy toczymy walkę o utworzenie chociażby namiastki równowagi. Wykonujemy ogrom pracy by znaleźć się w tym miejscu.
JD: Tego właśnie według mnie dotyczy zabieg z obiektami - pępowinami, o których wspomniałaś. Agnieszka opowiadała o wiązaniu się, na całe życie, z człowiekiem o konkretnych cechach. Zależy jej na połączeniu się z osobą, z którą umie rozmawiać i nawzajem się rozumieją. Dlatego sięga po kogoś bliskiego, kto ma w sobie coś z kobiecego pierwiastka. Ciekawe dla mnie było również obserwowanie tego, jak szalenie osobiste ale też uniwersalne są wypowiedzi Przemka i Agnieszki. Piniak odnosi się do swojej społeczności, czyli nie mówi tak naprawdę tylko o sobie jako o geju, który chce mieć dziecko, tylko o tym, co geje mogą myśleć i jak się czuć w kontekście rodzicielstwa. Grodzińska cały czas wypowiada się przez pryzmat doświadczeń kobiet-przyjaciółek. Obserwuje co się z nimi działo, dzieje. Siłą rzeczy odnoszę swoje doświadczenia również do mojej rodziny, mojego życia, czy przyjaźni. Myślę, że nierówność, o której mówi Firestone ciekawie byłoby odwrócić. Istnieją przecież mężczyźni, którzy zazdroszczą kobietom, że rodzą. Są takie osoby, które myślą: “Kurczę, ja też bym chciał urodzić”. To właśnie w tym kontekście odczytuję pępowiny, które przenikają prezentację zarówno Przemka jak i Agnieszki. Oczywiście różnią się: u Agnieszki pępowiny są uporządkowanymi strukturami składającymi się z kratek i linii, które często odnajduję w jej sztuce, u Przemka te linie są giętkie, porozciągane, tworzą esy floresy. Jednak w obydwu przypadkach są pępowinami. Agnieszka, odwołując się do surogacji, zastanawia się czy ustąpienie z biologicznego rodzicielstwa, przywróciłoby symetrię, wyrównując też poziom zaangażowania.
AG: Tak, wtedy angażujemy się po równo, on daje swój plemnik a ja daję swoje jajo. Sytuacja jest klarowna.
JD: Właśnie tak i to pępowiny, które są wszędzie na tej wystawie, moim zdaniem, są wyrazem demokratyzacji.
Babycraver|Dzieciochcij, Agnieszka Grodzińska i Przemysław Piniak, galeria Pragovka, widok wystawy, 2022.
JK: Co zdecydowaliście się pokazać w środkowym, wspólnym pomieszczeniu? Czy jest to rodzaj kompromisu, wymieszania Waszych perspektyw? Do czego doprowadziła Was dyskusja?
PP: Tkaniny, nasza wspólna praca graficzna, stała się tłem dla całej ekspozycji. Ale nie jestem pewny czy możemy ją nazwać kompromisem, wspólną wypowiedzią. Bardziej mieszanką naszych przemyśleń. W jakimś sensie prowadziliśmy badania laboratoryjne, badaliśmy nasze odczucia. Przy pracach malarskich zdecydowanie pozwoliliśmy sobie na indywidualność, przedstawienie naszych punktów widzenia.
AG: To jest trochę tak, jakbyśmy się wprowadzili do domu w pośpiechu. W ciągu jednego dnia. I w kartonach odnajdywali podobne rzeczy. Coś w stylu: “O! Masz te same książki co ja!”. W naszych twórczościach można znaleźć punkty wspólne. Myślę na przykład o przedstawieniach płodu. U mnie pod postacią metalowych prac, skupiających się na biologicznych konstrukcjach i zależnościach symetrii i rozproszenia, a u Piniaka przyjmują zdecydowanie bardziej organiczną formę.
JK: Temat planowania posiadania potomstwa bywa tematem tabu. Interesuje mnie kontekst pokazywania “Dzieciochcija” w Pradze. Czy odnosicie się również do tego, że jest tam możliwe otrzymanie wsparcia aborcyjnego? Dla wielu Polek Czechy to bardzo ważne państwo z tego względu.
JD: Wybór Pragi nie jest przypadkowy, to bardziej liberalny kraj Poznając czeskie środowisko artystyczne, podziwiałam to, że dzieci są tu wszechobecne. Spotykałam na otwarciach całe rodziny. Były też takie sytuacje, że ktoś niemal wychodził na randkę na wernisaż razem z dzieckiem. Myślę, że z wielu powodów, Czechy to idealne miejsce na ten projekt.
Babycraver|Dzieciochcij, Agnieszka Grodzińska i Przemysław Piniak, galeria Pragovka, widok wystawy, 2022.
Konstruowanie homunkulusa
o Zuzannie Głuchowskiej pisze Kornelia Starczewska redakcja Julianna Kulczyńska
W oceanie twórczości uwikłanej w kontekst polityczno-społeczny, sztuka proponowana przez Zuzannę Głuchowską to ożywcze przeniesienie się do pełnego barw mikrokosmosu, w którym logika zostaje zawieszona w próżni. Na pozór oniryczne wizję mają w sobie pierwiastek codzienności.
Zapytana czym jest dla niej sztuka odpowiada krótko i przewrotnie:
„W sumie z obrazami to jest tak jakbyś próbowała skonstruować homunkulusa”. Patrząc na moją zdezorientowaną minę spieszy z podpowiedzią: „Homunkulus to jest rodzaj karła. Człowieczek, który miał wyglądać jak małe pomarszczone dziecko.”
Na swoim profilu na platformie Tellonym Zuzanna dzieli się tym, jakie odczucia towarzyszą jej podczas pracy twórczej.
Zapytana: Co dzieję się w tobie, gdy tworzysz?, odparła: Czuję jakby przede mną rozciągała się wielka siatka, gdzie rozmieszczam puzzle przestrzenne. Wielowymiarowe szachy – ma ktoś tę grę na tel? Spoko jest? Nie grałam jeszcze w szachy.
W ostatnim czasie wraz z Bianką Białasik, artystki podjęły się stworzenia pracowni przy Św. Marcinie 45.
Czy macie porady dla młodych artystów, którzy chcą wynająć swoją pierwszą pracownię w Poznaniu?
To nasze pierwsze miejsce, decyzja została podjęta w ciągu tygodnia. Obie potrzebowałyśmy miejsca do tworzenia. Bianka zajmuje się wizażem, co równa się przyjmowaniu różnych osób. Mieszkanie nie wchodzi w grę, przy intymnej przestrzeni pokoju 9m2, gdzie większość zajmuje łóżko, nie ma nawet gdzie przechowywać wszystkich kosmetyków, nie mówiąc już o osobie malowanej. Ja zajmuję się malarstwem. Od prawie pół roku mieszkam z chłopakiem w jednym pokoju, a właścicielka mieszkania, co jakiś czas przypomina mi, że nic nie mogę ubrudzić. Już jakiś czas nie maluję. Czuję, że nie mam swojego miejsca. Chcemy, żeby pracownia mogła często się zmieniać; przyjmować formę galerii, miejsca spotkań i warsztatów, a także przestrzeń do tworzenia. Co ułatwiło nam sytuację, to dogadanie się z właścicielem, że zrobimy remont w zamian za kilka miesięcy czynszu. Niestety mamy problem ze ścianą, bo pojawił nam się grzyb. Co miało być zaniedbanym wyciekiem okazało się większą sprawą. Zrozumiałyśmy wtedy, że nasza ciężka praca może pójść na marne, a co najpierw brzmiało jak dobry pomysł, okazać się mogło naszym koszmarem. Okazało się, że z drugiej strony budynku zbiera się woda z rynny, czego rezultatem jest wilgoć w naszej ścianie. Na szczęście dostałyśmy pozytywną odpowiedź od zarządcy. Umówi dekarza i poprowadzi rynnę inaczej. Na pewno przy wynajmowaniu dodatkowego pomieszczenia warto pamiętać, żeby sprawdzić wszystkie zakamarki. Również te wokół budynku. Dobrze jest poznać sąsiadów; wiedzieć na co przeznaczono przestrzenie wokół. Mamy tę przyjemność sąsiadowania z kilkoma pracowniami (Fajny Zinek, Maf), dzięki czemu jesteśmy częścią powoli rozwijającej się społeczności artystycznej pasażu „Pod złotą kulą”, na św. Marcinie. Organizowane są tu wydarzenia takie jak spotkania, koncerty i warsztaty dla zainteresowanych. Ważne przy wynajmie przestrzeni to rachunki. Na szczęście nie ma się czego bać. Jeśli nie jesteś w stanie pozwolić sobie na większe wydatki, spróbuj odezwać się do znajomych, może będziecie mogli wynająć przestrzeń w kilka osób. Dotychczas wszelkie koszty związane z naszą pracownią pokrywa zrzutka, którą rozpoczęłyśmy tydzień przed podpisaniem umowy. Wiele naszych bliskich, znajomych a także obcych nam ludzi dołożyło swoją cegiełkę, dzięki czemu mogłyśmy pokryć koszt remontu. Wiele osób zainteresowało się tym, co robimy i śledzą nasze poczynania związane z pracownią. Mam nadzieję, że rachunki nas nie przygniotą, a odpowiedzialność za miejsce nie skradnie nam snu z powiek. Damy radę.
Zuzanna Głuchowska (ur. 1999) – poznańska malarka, w swojej twórczości chętnie sięga po media takie jak malarstwo czy rysunek. Nie boi się eksperymentów z różnymi płaszczyznami tworząc projekty zarówno na karteczkach samoprzylepnych, jak i wykorzystując swoje ciało jako podłoże malarskie. Senne wizję często przedstawia w konwencji wpisu do dziennika, co nadaje charakterystyczny rys jej działaniom. Jej notatniki można było zobaczyć na wystawie „In the making..”, która odbyła się we pod koniec września 2020 roku w przestrzeni Inkubator Kultury – Pireus w Poznaniu oraz podczas wystawy ᴛʜᴇ ꜱᴇʀᴘᴇɴᴛ ᴅɪᴍᴇɴꜱɪᴏɴ ʀᴇᴊᴇᴄᴛꜱ ᴛʜᴇ ᴋɪɴɢᴅᴏᴍ w lipcu 2020 roku pod adresem Józefa Łukaszewicza.
Widzenie przedsenne
Z Mary Gryczewską rozmawia Zuzanna Wróblewska
Mary Gryczewska, Antybóg, cyjanografia, 2022
Z.W.: Kiedy myślisz o projektach?
M.G.: Jak zasypiam. Często nie pamiętam o co chodziło albo nie mam siły wstać, żeby zapisać kolejny projekt.
Z.W.: Jaka jest twoja najbardziej absurdalna notatka z etapu majaczenia?
M.G.: (wyciąga telefon i czyta:) Gość w kółku do pływania, wąsy, kostium w paski, nagle zdziwiona mina, patrzy w dół, a tam na każdym palcu ryba go gryzie u stóp.
Z.W.: Jakbyś dzisiaj zrealizowała ten projekt?
M.G.: Jako animację outlinową. Na pewno mężczyzna leciałby przez przełyk ryby razem z tymi paluszkami.
Mary Gryczewska, Antybóg, cyjanografia, 2022
Z.W.: Który twój projekt napawa cię największą dumą?
M.G.: Wideoart przedstawiający atak paniki pod tytułem Anatomia paniki. Nie jest na najwyższym poziomie, ale jestem szczęśliwa, że udało mi się to uchwycić, ale też pokazać. Teraz też jestem w trakcie robienia projektu, który też lubię. Wyszłam od całunu z Manoppello. Jednak z czasem projekt ewoluował i zaczęłam się zastanawiać, co jest dla mnie bogiem. Nie jestem katoliczką, więc ta definicja boga jest dla mnie czymś zupełnie innym. Skupiłam się więc na Matce Ziemi. W blachach miedzianych wycięłam twarz Jezusa z Obraz Zbawiciela Nie Ludzką Ręką Uczyniony (Ikona nowogrodzka z XII w.), i w otworze umieściłam zdjęcia nawiązujące do Matki Ziemi wykonane w technice cyjanotypii na płótnach. Technika ta jest uzasadniona kontrastem względem sakralnych, często niewyraźnych odbić na płótnach, które u mnie będą detaliczne. Wszystko przedstawię w formie tryptyku. Duma wynika z podejścia do tematu, który wydaje mi się dość oryginalne.
Z.W.: Długo myślałaś nad tymi projektami, czy same do ciebie przyszły?
M.G.: Wideo Anatomia paniki powstało bardzo szybko, bo materiały miałam gotowe. Nagrywałam wykorzystane sceny w celach terapeutycznych. Drugi projekt był dość bolesnym procesem. Szczególnie znalezienie postaci anty-boga, planowanie trwało około miesiąca.
Mary Gryczewska, Antybóg, cyjanografia, 2022
Z.W.: Czy wymyślając temat projektu masz w głowie jego wizualizację?
M.G.: Tak, to może wynikać z faktu, że o wszystkim myślę jakimiś obrazami.
Z.W.: Jakie zwierzę uważasz za najbardziej estetyczne?
M.G.: Krowy, biel i czerń bardzo dobrze działają w sztuce i chyba po prostu wpisują się w moją definicję estetyki.
Z.W.: Czy podczas treningów łyżwiarskich też myślisz o sztuce czy jednak skupiasz się na jeździe?
M.G: Na łyżwiarstwie, generalnie mam tendencję do skupiania się na czynnościach, które wykonuje w danym momencie. Zresztą jazda jest dla mnie trochę jak latanie, więc pozwala mi się oderwać od całego otoczenia.
Mary Gryczewska (ur. 2 listopada 1999 w Toruniu)- studentka drugiego roku Edukacji Artystycznej na Uniwersytecie Artystycznym im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu. Zajmuje się rysunkiem, animacją, wideoartem, sztuką konceptualną oraz hodowlą gryzoni. W wolnym czasie trenuje łyżwiarstwo figurowe. W lipcu 2021 roku, jej prace prezentowane były na wystawie monograficznej Świat nie jest prostą, która odbyła się w Fundacji Promocji Sztuki Współczesnej w Warszawie.
Więcej twórczości Mary możecie odkryć na jej instagramowych kontach: stocrotka i marcartoon 👀
Gradient, fala i niewiadoma
z Tomkiem Baranem rozmawia Aleksandra Zhuchko
Tomek Baran Dotknij jej szyi i sprawdź ile ma BPM, widok wystawy, Galeria Pani Domu, Poznań, fot.: Mateusz Piestrak
A.Z.: Czytając o twojej sztuce można natknąć się na zainteresowanie poszerzaniem granic malarstwa i relacjami przestrzennymi. Eksperymentujesz z różnymi materiałami, szukasz nietypowych efektów, skąd czerpiesz inspiracje?
T.B.: Najlepsze inspiracje zawsze łapię w drodze, jak się przemieszczam. Nie ma znaczenia czy chodzę piechotą po mieście, czy jadę autobusem, czy taksówką. Wtedy wytwarza się we mnie taka sytuacja skupienia, wpadają mi różne elementy do głowy i zaczynają się tam panoszyć, łączyć z tym, co robię, czyli właśnie z malowaniem obrazów. Na przykład jedna z prac jest sytuacją chodzenia do pracowni i z pracowni, oglądania kamienic, które remontują w Krakowie. Tak powstał pomysł na nią: znalazłem na ulicy krosno, na które to naciągnąłem, a poziomicę [część obrazu], podarował mi ojciec, przywiózł ją kiedyś z Moskwy. I tak od jednej sytuacji do drugiej nagle to się zaczyna ze sobą komponować.
A.Z.: Czyli przystosowujesz się do tego, co masz, do tego co się znajdzie, co ktoś przyniesie i to wszystko jakoś łączysz?
T.B.: Tak, sprawdzam co z tym można zrobić, jak to ze sobą gada.
A.Z.: Rozumiem. Ale jeżeli chodzi o całość praktyki - badasz granice malarstwa, czyli musisz je cały czas poszerzać?
T.B.: Tak mi się wydawało do pewnego momentu, ale ciągłe znajdowanie nowych materiałów czy używanie nowych elementów było bardzo wykańczające. Zrozumiałem, że już mam pewną paletę i teraz gdzie indziej jest to poszerzanie. Teraz zająłem się wyciągnięciem na powierzchnię treści, jeszcze tej dodatkowej historii.
A.Z.: Co w takim razie stanowi o ukończeniu dzieła? Wyczerpanie tematu czy może efekty wizualne? Czy to raczej intuicyjne?
T.B.: Wiele aspektów na to wpływa i wiele zbiegów okoliczności i wydarzeń. Samo to, że Mateusz [Piestrak] i Krzysiek [Mętel] z Pani Domu zaprosili mnie do wystawy, dało mi możliwość domknięcia sytuacji z tymi pracami. Skupiłem się na tym, jak między sobą rozmawiają w mojej pracowni, jak jedne wpływają na drugie i kiedy jakieś elementy się zaczynają przenosić, jak zarażają się nawzajem. Widziałem, że to już jest jakaś całość i można ją pokazać. Są tu dosyć szczególnie wyselekcjonowane prace z tego, co przez ostatnie dwa lata robiłem. Uszyta jest tu pewna narracja, historia, która wcześniej była dużo bardziej skryta i widoczna poprzez formalne zabiegi, więc ta wystawa jest dosyć nowym rozdziałem.
Tomek Baran Dotknij jej szyi i sprawdź ile ma BPM, widok wystawy, Galeria Pani Domu, Poznań, fot.: Mateusz Piestrak
A.Z.: Rozumiem. A jakie trzy cechy najlepiej określają sztukę, którą tworzysz? Nie koniecznie pytam o efekt końcowy, bardziej by mi chodziło o twój do niej stosunek, co cię ku niej popycha, jakie uczucia towarzyszą w procesie? Gdybyś miał to w pewien sposób podsumować w trzech słowach, co byś powiedział?
T.B.: To będzie na pewno: gradient, fala i niewiadoma.
A.Z.: By nawiązać do fali-odbywając staż w Galerii Le Guern miałam przyjemność przebywania wśród twoich prac, w których płótna naciągałeś na nieregularne blejtramy tak, że tworzyły się wklęsłości i wypukłości, ich powierzchnia falowała na różne sposoby. Kojarzyło mi się to z muzyką, która również operuje falą, tym razem dźwiękową. Dodatkowo trafiłam kiedyś na wypowiedź, że muzyka jest pomostem między zewnętrzną i wewnętrzna stroną świata i bardzo lubię w ten sposób myśleć o tych właśnie pracach. Mają ciekawą powierzchnię, ale pod nią też coś się dzieje. Czy ty sam w jakiś sposób łączysz swoje prace z dźwiękiem?
T.B.: Tak, tak, muzyka jest dla mnie bardzo ważna w procesie twórczym, dużo słucham podczas tworzenia i także na tej wystawie, którą otwieramy w najbliższą sobotę [22.01.2022] pojawi się tło muzyczne zrobione przez Łukasza Podgórniego. To będą jego autorskie utwory muzyczne, które zabrzmią wraz z moimi obrazami.
A.Z.: A co byś ogólnie powiedział o otwartości interpretacji? Chciałbyś, żeby każdy mógł znaleźć w twojej sztuce coś własnego, czy wolisz żeby odbiór był zbliżony do twoich zamierzeń?
T.B.: Nie, ja wypowiadam swoje na dany temat, ale moje zdanie nie jest ostateczne. Posiadanie własnej interpretacji i punktu widzenia jest wspaniałe.
Tomek Baran Dotknij jej szyi i sprawdź ile ma BPM, widok wystawy, Galeria Pani Domu, Poznań, fot.: Mateusz Piestrak
A.Z. Miałam okazję oglądać w wakacje wystawę WOW Marty Sali i Grzegorza Siembidy, którą kuratorowałeś. Z tego co pamiętam napisałeś też tekst i mimo, że był dość krótki mam wrażenie że jednocześnie wymowny, szeroki. Po jego przeczytaniu i znajomości twoich dzieł odniosłam wrażenie, że umiesz skumulować znaczenia, a proste gesty lub krótkie zdania wystarczą by porwać widza/ czytelnika. Kuratorzy z kolei zwykle czują niedosyt, jeśli tekst faktycznie zajmuje tylko kilka linijek. Można się złapać na myśli, że będzie to wyglądało na brak pomysłu. Więc moim pytaniem jest: czy Ty piszesz lub chciałbyś napisać coś o własnych pracach, o tym jak sam je postrzegasz?
T.B.: Nie wykonuje takich gestów, aby pisać o własnej sztuce. W sytuacjach kiedy to ja kuratoruję czy tworzę wystawę z innymi artystami, to z punktu widzenia artysty uważam, że tekst powinien być krótki. Przy wystawach sztuk wizualnych to jednak skupienie się na samej pracy jest kluczowe. W dzisiejszych czasach tracimy możliwość dłuższego skupienia się, jesteśmy przyzwyczajeni do skracania komunikatów, a więc tekst powinien tylko jakoś prowadzić w jakąś stronę ale nie doprowadzać do końca, nie wyjaśniać wszystkiego, zachęcić do własnego myślenia i odnajdywania.
A więc chodź, ,,Dotknij jej szyi i sprawdź ile ma BPM”, Galeria Pani Domu Poznań, 22.01-13.02.2022
Tomek Baran
Urodził się w 1985 roku w Stalowej Woli, mieszka i pracuje w Krakowie. Dyplom uzyskał w 2010 roku na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie na Wydziale Malarstwa. Tomek Baran w swojej praktyce artystycznej chętnie eksperymentuje z medium malarstwa, bada jego granice. Wykorzystuje różne materiały zarówno pod względem wykorzystywanych podłoży, rzeźbionych lub konstruaowanych krosien, jak również materiałów, które stosuje. Są to m.in. farby przemysłowe, różnego rodzaju emalie i lakiery. Istotnym zagadnieniem twórczości Tomka Barana jest przestrzeń rozumiana zarówno w ramach materialności obrazu, jak i relacji do otoczenia i widza. Zadebiutował w Galerii F.a.i.t. w 2008 roku podczas Akcji Rewaloryzacji Abstrakcji. Wystawy indywidualne jego prac odbyły się między innymi w Bunkrze Sztuki w Krakowie (2012), Galerii BWA w Olsztynie (2016), Centrum Aktywności Twórczej w Ustce (2015), Galerii Platan w Budapeszcie (2015) czy w Austriackim Forum Kultury w Warszawie (2014). Brał także udział w wielu wystawach zbiorowych w Polsce i za granicą takich jak: XVI Międzynarodowe Triennale Malarstwa ‘Nomadic Images’, Wilno 2016; A pudding that endless screw agglomerates, Instytut Polski, Berlin 2016; Artyści z Krakowa. Generacja 1980–1990, MOCAK, Kraków, 2015; Česko - polské hvězdy, Galeria Miroslava Kubika, Litomyśl, 2015; Czysta formalność, Galeria Labirynt, Lublin 2015; For Me, Abstraction is Real, Boccanera Gallery, Trento 2015; Polska sztuka dzisiaj, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa 2014. Jest laureatem stypendiów i rezydencji: 2010 roku odbył rezydencję w Montrouge, w 2012 otrzymał wyróżnienie międzynarodowej nagrody Strabag Artaward i odbył rezydencję w Wiedniu. W 2016 roku został stypendystą programu "Młoda Polska" Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Forward Tarot - konceptualna wystawa w formie kart tarota
Forward Tarot, wydawnictwo artystyczne w formie talii kart tarota wyprodukowane przez Galerię FWD: już dostępne! Jest to limitowana edycja jedynie 200 sztuk! Prawdziwa gratka dla miłośników sztuki współczesnej, karty projektowali znakomici twórcy.
Autorzy poszczególnych kart:
Piotr Bosacki, kolektyw DIS, Maciej Chorąży, Dominika Olszowy, Paweł Susid, Kasia Balicka, Kasia Przezwańska, Zbiok Czajkowski, Ewa Mrozikiewicz, Tymek Borowski, Gosia Bartosik, SIKSA, Aleksandra Liput, Jakub Paprocki, Adam Niklewicz, Jakub Woynarowski, Gregor Różański, Marta Węglińska, Mikołaj Sobczak, Przemek Matecki, Izabella Gustowska, Olaf Brzeski, Oleg&Kaśka, Inside Job
“Tradycyjna” działalność wystawiennicza jest wciąż bardzo ograniczona ze względu na pandemię, dlatego proponujemy ekspozycję adekwatną do obecnych czasów, która jednocześnie ma przynieść przepowiednię lepszej przyszłości. W naszym odczuciu wiara w artystyczne przesłanie może odmienić los i pełnić niezwykle ważną dziś funkcję terapeutyczną. W związku z tym wraz z najlepszymi twórcami sztuki współczesnej przygotowujemy gratkę dla każdego fana sztuki - artystyczną talię kart tarota.
Karty jako wydawnictwo użytkowe mają podkreślić ważną rolę artystów w społeczeństwie i profetyczny charakter ich działań. Ten komentarz jest niezwykle istotny w obecnej sytuacji politycznej naszego kraju, gdzie sztuka i dedykowane jej instytucje wykorzystywane są jako pola nadużyć i manipulacji. Dodatkową wartością jest fakt, że stworzona wspólnie z artystami talia będzie w sobie nosić nieskończony potencjał mini wystaw rozkładanych na stołach złaknionych ezoterycznych wrażeń odbiorców-kuratorów.
Karta X. Koło Fortuny, kolektyw DIS i Harry Griffin
Projekt będzie niskonakładowym artystycznym wydawnictwem w formie talii kart z opisem poszczególnych symboli. Do jego stworzenia przyłączyło się 24 artystów i kolektywów artystycznych, a także profesjonalna tarocistka Laurana. Dystrybucja kart odbywać będzie się za pośrednictwem strony internetowej galerii FWD:
Link do wsparcia projektu tutaj.
Karta VII. Rydwan, Mikołaj Sobczak
Grafika to kombinowanie
Z Filipem Radulakiem rozmawia Agnieszka Sukienniczak
Agnieszka Sukienniczak: Jak wytłumaczyłbyś to, czym się zajmujesz osobie niezwiązanej z grafiką?
Filip Radulak: Wydaje mi się, że mamy do omówienia dwie kwestie. Po pierwsze pytanie jak graficy są postrzegani przez osoby, które faktycznie się projektowaniem zajmują a jak przez resztę społeczeństwa. Dla tej drugiej grupy grafik zajmuje się wykonaniem, odwzorowaniem czegoś. Przywołam w tej chwili słowa wykładowcy Uniwersytetu Artystycznego - Szymona Sznajdera: my jesteśmy projektantami, nie operatorami programów. Operator to osoba, która odtwarza to, o co go poproszono. Projektant zajmuje się tym, żeby wymyślić to, przygotować (zaprojektować) i najczęściej na końcu wyprodukować.
A.S.: Podsumowując - zajmujesz się wymyślaniem, kombinowaniem.
F.R.: Tak, chciałbym żeby tak to się nazywało i w praktyce działało. Wydaje mi się, że nadal mamy ten problem, że grafik jest często traktowany jako osoba, która ma coś wykonać, a nie zaprojektować. Powoli zmierzamy w coraz lepszą stronę. Coraz częściej grafik jest uznawany za projektanta, to jest osobę kreatywną, która jest aktywnym twórcą a nie odtwórcą.
A.S.: W jaki sposób pracujesz?
F.R.: Szkice mam w głowie, rysując, zapisuje to co mam w głowie.
A.S.: A co skłania cię do myślenia o grafice?
F.R.: Idąc, staram się zahaczyć o coś co mnie porwie. Jeżeli dana rzecz jest odpowiednio ciekawa to ją zapisuję, zarejestruję albo przetrawię na swój sposób.
A.S.: Większość Twoich prac, o ile nie wszystkie ma bardzo optymistyczny wydźwięk. Przedstawiasz w nich pozytywny sposób postrzegania świata. Co sprawiło, że przyjąłeś taką konwencję?
F.R.: Nie narzucałem sobie tego stylu. Wydaje mi się, że taki właśnie sposób postrzegania jest dla mnie naturalny, nie zastanawiam się nad tym. Pojawia mi się więcej w głowie właśnie takich optymistycznych pomysłów. Cieszę się, kiedy moje prace wywołują u odbiorców miłe odczucia. Jesteśmy przytłoczeni ilością negatywnych informacji (w mediach i tak dalej) brakuje nam uśmieszków, pozytywnej strony codzienności. Jednocześnie nie chciałbym zamykać się na jeden sposób czy wydźwięk przekazu. Każdy z nas się smuci i takie emocje też należy zaakceptować. Czasem ten optymizm jest swego rodzaju odbiciem, dedykowanym odbiorcom.
A.S.: Podsumowując, budując pozytywny obraz dzielimy się nim i jest on w pewnym stopniu mnożony wewnątrz nas.
F.R.: Stworzyłem plakat „Support yourself”, dla kogo?Może on działać na każdego, na Ciebie, równie dobrze może wspierać mnie. Największą inspiracją powinniśmy być sami dla siebie i dla swoich myśli.
A.S.: Jacy graficy są dla Ciebie ważni?
F.R.: Każdy inspiruje w jakiś sposób. Tak samo jest ze smakami, czasem masz ochotę na coś zdrowego, a czasem produkty, które są nieodpowiednie dla Twojego organizmu.
A.S.: Z jakimi dyscyplinami łączysz grafikę?
F.R.: Z jazdą na deskorolce!
A.S.: W jaki sposób?
F.R.: Jazda na deskorolce wydaje się być bardzo banalną dyscypliną, jednak wiele jej zawdzięczam. Środowisko głęboko zakorzenione w kulturze deskorolki, inspiruje twórców. Osoby jeżdżące na desce są indywidualistami, również twórcami. Nikt Cię nie ogranicza, możesz jeździć jak chcesz, wymyślać swoje triki. Wydaje mi się, że ten styl bycia przekłada się na inne sytuacje życiowe. Pociąga mnie w tej kulturze to, że łączy się ona niesamowicie ze sztuką, projektowaniem, z fotografią, z filmami. Przykładowo, znani projektanci mody inspirują się„dziką” modą uliczną. Widać to po kolaboracjach różnych firm. Nie interesuje mnie to szczególnie, ale zauważam te połączenia i inspiracje.
A.S.: Wspomniałeś, że w naszej części świata grafik jest osoba odtwórczą, a gdzie nie jest?
F.R.: W niektórych rejonach świata jest większa świadomość estetyki. Uczą się tam zasad działania społeczeństwa i środowiska. Również tego, że design nie jest tylko po to żeby być estetyczny ale również praktyczny.
A.S.: Czy jest kraj, w którym szczególnie chciałbyś projektować? Ze względu na panującą tam estetykę, czy świadomość?
F.R.: Utopia.
A.S.: Jak wyobrażasz sobie kraj utopijny? Czy byłbyś tam sam?
F.R.: Wyobrażam sobie domy umieszczone na drzewach. Chciałbym być bliżej natury. Spośród dwunastu miesięcy w roku, chociaż dwa poświęciłbym na zmianę. Dwa zimne miesiące to czas tęsknoty za ciepłem. Wyobrażam sobie, że gdybyśmy mogli mieszkać na drzewach mielibyśmy lepszy kontakt z naturą, myślę że tego mi brakuje.
Filip Radulak - projektant graficzny, organizuje warsztaty projektowe łącząc grafikę z nauką jazdy na deskorolce. Jego prace można było spotkać na wystawach m.in. Międzynarodowego Konkursu Plakatów (Glasgow), MadridGráca18 "Human City/Ciudad Persona", zwycięzca konkursu Art of Packaging w roku 2016.
więcej prac: INSTAGRAM
IN VAGINA WE TRUST!
photo: Keymo
IWONA DEMKO Zrób sobie brzydkie zdjęcie, dziewczyno!
Z Iwoną Demko rozmawia Anna Walter
Anna Walter: Pierwsze opublikowane przez Panią zdjęcie odnoszące się do selfie feminizmu ukazało się w 2017 roku. W jednym z postów przyznaje Pani, że długo wahała się przed tą publikacją. Co było powodem tak długich rozterek?
Iwona Demko: Bałam się kilku rzeczy. Pierwszą z nich było opublikowanie własnego „brzydkiego” zdjęcia. Nie jest to zbyt częsta praktyka na portalach społecznościowych. Teraz chyba nie ma osoby, która robi sobie zdjęcie bez filtra upiększającego. Dziewczyny, które podobają się mojemu 24-letniemu synowi, są „zrobione” jak gwiazdy filmowe, z perfekcyjnym makijażem – spod którego już ich nie widać. Nigdy nie lubiłam robić sobie zdjęć, ani tym bardziej ich publikować. Wynikało to głównie z kompleksów, nieustającego braku zadowolenia z siebie, ze swojego wyglądu. Zawsze byłam zdegustowana kiedy oglądałam moje zdjęcia. Jednak oczywiście ćwiczona do bycia piękna, kiedy już wrzucałam jakieś zdjęcie, wybierałam to, na którym byłam możliwie najładniejsza. To jak wyglądamy na zdjęciach spędza sen z powiek właściwie każdej dziewczynie. Wiem też, że mężczyźni też o tym coraz częściej myślą. Bałam się, bo myślałam, że kiedy wrzucę takie „brzydkie” zdjęcie, to znajomi przestaną mnie lubić, że zrujnuję tym swój wizerunek, że przestanę być atrakcyjna dla mężczyzn. Długo też zastanawiałam się czy chcę wpuścić do internetu TAKIE moje zdjęcia, które zostaną tam na zawsze? I czy chcę zostawić po sobie, TAKI swój wizerunek?
A.W: Czy patrząc z perspektywy czasu Pani wątpliwości były uzasadnione?
I.D.: Z perspektywy czasu widzę, że moje obawy nie sprawdziły się. Ci, którzy mnie lubili, nie przestali mnie lubić :-) Mają do mnie taki sam stosunek jak mieli wcześniej. Zapewne są mężczyźni, którym się nie podobam, ale tacy byli zawsze, niezależnie od tego, jakie zdjęcia publikowałam. Ale są też tacy, którzy doceniają mój gest, którym to imponuje, bo to świadczy o moim dystansie do siebie. Jestem też w wieku, gdzie bardziej liczy się dla mnie moja własna aprobata, niż aprobata mężczyzn. Nie potrzebuję już od nich takiego komunikatu. Bardzo podoba mi się ten okres w życiu. Żałuję, że tak późno osiągnęłam ten stan umysłu. Ale pewnie taka jest kolej rzeczy…
A.W: Czy ten projekt wpłynął na Pani stosunek do swojego wyglądu?
I.D.: Zaczęłam publikować te zdjęcia również dlatego, że zaczęłam zauważać jak starzeje się moje ciało - wiotczeje, marszczy się, brzuch zaczyna odstawać. Przez 20 lat ważyłam 50 kg. Teraz zaczynam się zmieniać, robię się grubsza. Najtrudniej chyba jest mi przejąć właśnie odstający brzuch. Kiedyś leżałam na boku i czytałam książkę, gdy nagle zobaczyłam jak mój brzuch zwisa w stronę środka ziemi, jak poddaje się grawitacji. Byłam zszokowana tym widokiem. Mam problem z przyjmowaniem tych zmian. Pomyślałam, że nie chcę nie akceptować mojego starzenia się, że powinnam, że muszę się do tego przyzwyczajać. Zawsze też denerwowały mnie śliczne zdjęcia na FB czy Insta. Zastanawiałam się, ile dziewczyn się frustruje widząc swoją twarz w lustrze, a potem czyjeś piękne zdjęcia na Insta? Wtedy zdecydowałam się na publikowanie „brzydkich” zdjęć. Chciałam się znieczulić na taki widok. Początkowo czułam się bardzo źle. Kładłam się do spania, zamykałam oczy i widziałam swoją twarz ze zdjęcia na Instagramie. To nie było przyjemne. Ten stan trwał długo, myślę, że około trzech miesięcy. Potem stopniowo zaczęło działać to, co sobie założyłam. Stawałam się coraz bardziej obojętna. Teraz nie jestem zadowolona, bo chciałabym zrobić jeszcze brzydsze zdjęcie, a nie jest to teraz takie proste. Teraz jestem niezadowolona, że za ładnie wyglądam ;-) Byłam przekonana, że podobny proces będzie się odbywał u tych, którzy będą mnie obserwowali na Instagramie. Początkowa reakcja obserwujących to myśl: „o, fuj”, ale jeśli widzisz setne takie zdjęcie, już tak nie reagujesz, uodparniasz się, zaczynasz traktować to jako normę.
A.W: Pani profil urzekł mnie humorem i dystansem. Czy także one stanowią „broń” w repertuarze feministycznych strategii?
I.D.: Dystans połączony z humorem to jedna z najsilniejszych broni. Humor często rozładowuje atmosferę. Poza tym nic tak nie wyprowadza z równowagi jak uśmiech na twarzy niewzruszonego dyskutanta. Nigdy też nie lubiłam nadęcia. Chociaż nie zawsze potrafiłam reagować z humorem i nie zawsze jeszcze mi się to udaje. Ale cały czas się staram i uczę. Na początku to jest bardzo trudne. Na przykład wtedy, gdy dotyka nas internetowy hejt. Ale widzę już, że idzie mi coraz lepiej. Trzeba dużo ćwiczyć ;)
A.W: Czy któryś z feministycznych instagramowych profili był dla Pani inspiracją?
I.D.: Wtedy kiedy zaczęłam publikować swoje zdjęcia, to nie znałam dziewczyn, które wrzucałyby zdjęcia podobne do moich. Potem zobaczyłam stronę Alicji Gąsiewskiej, czyli @existinamoeby i stałam się jej totalną fanką. Uwielbiam właśnie jej dystans i poczucie humoru. Kocham jej zdjęcia i opisy. Ona jest moją ulubienicą :-) Zawsze gdy je oglądam to uśmiecham się do siebie.
A.W: Mam wrażenie, że na Pani profilu ogromną rolę odgrywają zamieszane obok zdjęć komentarze. Czy wstawiane zdjęcia są pretekstem do poszerzenia świadomości odbiorców odnośnie sytuacji kobiet?
I.D.: Komentarze od początku były dla mnie bardzo ważne. Na początku chciałam przemycić feministyczne treści z książek, które czytałam. Teraz są to bardziej luźniejsze opisy, moje refleksje. Zawsze dotyczą kobiety i jej perspektywy życia, widzenia, odczuwania. Edukacja to moje zboczenie zawodowe ;-) Bardzo lubię też hasztagi. Bo dzięki temu moje zdjęcia i opisy wpadają tam, gdzie nigdy by nie dotarły. Uwielbiam to działanie Instagrama. Początkowo dawałam dużo hasztagów w stylu #piękna czy #modelka, tak żeby te zdjęcia wpadały na strony gdzie są super ładne dziewczyny. Kręciła mnie myśl, że obok tych zdjęć będzie moje z opisem o feministycznej treści. Widownia świata artystycznego jest bardzo niewielka. A ja zawsze chciałam docierać poza ten świat. Instagram to rewelacyjny sposób, aby trafić do kogoś, kto nigdy nie zaglądnąłby do galerii sztuki.
A.W: Z jaką reakcją w kręgach uniwersyteckich oraz widzów Pani pozostałych prac artystycznych spotkał się projekt instagramowy?
I.D.: Jeden z wykładowców powiedział mi, że był zaskoczony, że mogę być taka aseksualna. Co po pierwsze znaczyło, że patrzył na mnie przede wszystkim z tej perspektywy. Dwa, że myślał, że w każdej sytuacji wyglądam pociągająco i pięknie - to trochę naiwne. To tak jakby myśleć, że dziewczynki nie robią kupy i jedzą tylko czekoladki. Z drugiej strony powiedział też, że to bardzo ważny projekt, bo obserwuje na przykładzie własnej córki, jak wielkie znaczenie dla dziewczyn ma wygląd. I jak bardzo może to rujnować im życie. Poza tym większość moich starszych kolegów z akademii nie ma Instagrama, to mi umożliwia pewnego rodzaju bezkarność. Zdarzyło mi się też, że jedna czy dwie bardzo młode dziewczyny napisały w komentarzu „fuj”. Bardzo mnie to zresztą ucieszyło. To była reakcja bardzo przewidywalna. Ale tak naprawdę nie miałam dużo negatywnych komentarzy. Być może jednak widać, że moje zdjęcia nie są „normalne”?
A.W: Czy i kiedy planuje zakończyć Pani swój instagramowy projekt?
I.D.: Chyba nie będę go kończyła :-) Zawsze kręciła mnie myśl o moim pomarszczonym, naprawdę starym ciele umieszczanym na portalach społecznościowych i w tak rozumianej przestrzeni publicznej. Chciałabym dokumentować zmiany jakie będą zachodziły. Starość to kompletnie nieprzerobiony temat. Kusi mnie też, żeby połączyć starość z nagością. Może seksualnością. Zawsze idę tam gdzie coś nie jest popularne, to wskazuje mi kierunek działania. Lubię tematy, które nie są przerobione. Do tej pory udawało mi się „pójść” tam, gdzie niewiele osób szło, ale potem to się zmieniało. Tak stało się z kolorem różowym, z wykorzystywaniem kiczowatych, błyszczących materiałów, tak teraz dzieje się z waginą, kobiecością, organizowaniem wystaw z udziałem samych kobiet-artystek… Kiedyś to wszystko nie było modne. Każdy boi się ryzyka. Ja idę za głosem serca i za wrodzoną, wewnętrzną przekorą. Nie przeszkadza mi bycie inną. Lubię iść swoją ścieżką, nawet (a może zwłaszcza wtedy), gdy nikogo na niej nie ma.
A.W: Odnosząc się do Pani polemiki z krytyką selfie feminizmu, czy instagrmowe „upiększanie” zdjęć, które pomaga zobaczyć się piękną/atrakcyjną (o którym pisze Pani w swoim tekście) nie jest potwierdzeniem zarzutu narcyzmu tego sposobu działalności?
I.D.: Raczej nigdy to nie jest narcyzm. Czytałam gdzieś, kiedyś jakieś badania, które mówiły, że mężczyźni którzy wrzucają takie zdjęcia mają skłonności narcystyczne, ale kobiety nie. Myślę, że w wielu przypadkach jest to bardziej próba samoakceptacji. Wiele dziewczyn nie jest zadowolonych ze swoich ciał, i chcą widzieć i pokazywać się piękne. Z drugiej strony czasami trudno rozróżnić narcyzm od afirmacji (zadowolenia z własnego ciała), przy czym jedno może być negatywne, drugie jednak jest pozytywne. Nie znam kobiet zadowolonych ze swojego wyglądu. Jeśli już, to pewnie jest ich tyle, że na palcach u jednej ręki można zliczyć. Polecam książkę „Mit urody” Naomi Wolf, ona tam dokładnie tłumaczy jak bardzo jesteśmy uzależnione od mitu urody i jaki wpływ ma on na nasze samopoczucie i życie generalnie. Wolf uważa, że mit urody został stworzony po to, żeby ograniczyć rosnącą emancypację kobiet, ponieważ negatywne nastawienie do własnego ciała odbiera nam pewność siebie. I to rzeczywiście tak działa.
A.W: Pochylając się nad falą krytyki, która spadła na selfie feminizm, w jakiś sposób trudno się z nią nie zgodzić, ze względu na brak jednoznaczności w intencjach niektórych instagramerek. Wydaje się, że bardzo łatwo pod płaszczykiem walki z męską perspektywą oglądu kobiecego ciała, tak naprawdę jej pragnąć. Sprowadza się to do tego, że musimy uwierzyć na słowo artystce, że pozując w erotyczny sposób próbuje wywalczyć władzę nad własnym ciałem, a komentarze ją dowartościowujące (które z pewnością pojawiają się ze strony osób przyzwyczajonych do patriarchalnej optyki) są tylko skutkiem ubocznym nie celem.
I.D.: Z estetycznego punku widzenia często nie ma różnicy w tych zdjęciach. Jednak ta różnica jest „na zapleczu”, w warstwie niewidocznej. Oczywiście często te dziewczyny są zakompleksione i tak naprawdę potrzebują podziwiania, lajków, akceptacji. Tyle, że równocześnie (niezależnie od zakompleksienia) łamią pewien społeczny nakaz mówiący, że szanująca się dziewczyna nie pokazuje się rozebrana. I w tym punkcie jest to emancypujące. W świat idzie bardzo ważny komunikat. Do tej pory ćwiczono nas w strachu; jeśli nie chcesz, żeby ktoś Cię zgwałcił - musisz się zakrywać i nie prowokować. A tutaj prowokujesz, ale jednocześnie nie można Cię zgwałcić. Mężczyźni mogą patrzeć, ale nie mogą dotykać. I to również jest dla nas emancypujące. Nagle okazuje się, że straszak używany na nas od wieków w ten sposób przestaje działać. To ważne.Zawsze zakazy i ograniczenia były łączone z nieobyczajnością. W ten sposób to najlepiej działa. Nie trzeba nikogo pilnować, bo wtedy ten ktoś pilnuje się sam. Kiedyś tylko nie szanujące się dziewczyny rozpuszczały włosy, albo ścinały je na krótko. Szanujące się kobiety nie podróżowały same, nie zapraszały mężczyzn do siebie bez przyzwoitki. Szanujące się kobiety nie przemawiały publicznie, nie kształciły się. Nie mogły odczuwać rozkoszy fizycznej. To zawsze tak działało. Tylko o tym nie pamiętamy. Bo wraz z coraz większym łamaniem tych zakazów, znikało równocześnie poczucie nieobyczajności. Będziemy niewolnicami dopóki będziemy się stosowały do tych zakazów – zwłaszcza tych dotyczących naszego ciała i seksualności. Ostatnio w książce „Prawda jest konkretna” trafiłam na tekst Inny Shevchenko z Femen, w którym mówi, że nagość stosowana przez kobiety to rodzaj broni do walki z patriarchatem. Uważa, że to nowy kobiecy aktywizm – sekstremizm – agresywny, ale bezprzemocowy, prowokacyjny, ale jednocześnie wyzwalający. „Zawłaszczanie seksistowskiej stylistyki działania jest sposobem niszczenia patriarchalnej interpretacji przeznaczenia kobiecej seksualności dla dobra rewolucyjnej misji. Sekstremistki są więc demonstracją intelektualnej, psychologicznej i fizycznej wyższości kobiet”. Jej tekst kończy się apelem: „Wychodźcie na ulice! Rozbierajcie się!”1.
Przypisy:
1. Inna Shevchenko, „Rozbieranie się”, w: „Prawda jest konkretna. Artystyczne strategie w polityce. Podręcznik”, Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana, s. 174-175.
Tekst Iwony Demko o selfi-feminizmie: https://selfie-feminizm.blogspot.com/2018/04/moge-sie-rozebrac-jesli-to-bedzie.html
Iwona Demko (ur. 7 sierpnia 1974 w Sanoku) –artystka wizualna, rzeźbiarka, waginistka, kuratorka, profesora na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Praktykuje empatię herstoryczną oraz sztukę partycypacyjną. W 2001 roku uzyskała dyplom z wyróżnieniem w pracowni prof. Jerzego Nowakowskiego na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie. Siedem lat później – w 2008 roku, rozpoczęła kontynuowaną do dziś pracę dydaktyczki na Wydziale Rzeźby ASP w Krakowie, gdzie w 2012 roku obroniła rozprawę doktorską na temat Waginatyzmu (rozprawa dostępna na stronie internetowej artystki). Pracy teoretycznej towarzyszyło dzieło rzeźbiarskie o tytule Kaplica Waginy.
W swojej twórczości od lat porusza tematykę kobiecej cielesności oraz kobiecej perspektywy oglądu świata. Gorąco wierzy w feminizm oraz stworzoną przez siebie religię – waginatyzm. Swój najnowszy artystyczny projekty poświęca badaniom losów pierwszych studentek krakowskiej ASP. W 2019 roku wydała na ten temat publikację pt. Zofia Baltarowicz-Dzielińska. Pierwsza studentka Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.
Wzięła udział w ok. 150 wystawach. Była kuratorka wystaw takich jak: Krzątaczki, HERstoria sztuki, Gastronomki, Decydentki, NiePOPprawna Lou Andreas-Salomé, 200 lat Akademii 100 lat Akademii Kobiet.
Uzyskała stypendia w École des Beaux-Arts et des Arts Appliqués w Tuluzie (Francji, 2000 r.) oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2019 r.).
więcej prac: http://www.iwonademko.art.pl/
New hundredth issue of the Important Art Magazine is now available!
BARTOSZ ZIMNIAK Made in Poland
Bartosz Zimniak od lat z uwagą i troską analizuje polską tożsamość. Zastanawia się czy “parawaning” powinien być ujęty na liście polskiego dziedzictwa narodowego i pisze piosenki disco polo. Jego sztuka z założenia jest kierowana do wszystkich Polek i Polaków. Poprzez swoje działania artysta pragnie otworzyć przestrzeń do dyskusji o współczesnym patriotyzmie oraz narzędziach budujących wspólny język. Język otwierający na słuchanie i zrozumienie punktu widzenia każdego z nas. Artysta swoją postawą zawsze podkreśla, że patriotyzm i historia narodu są rzeczą wspólną.
Piękno. Dobro. Disco polo. Przygotowując wspólnie z Moniką Borys wystawę "Disco relaks" w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie, szukałem pojemnego hasła, które w sposób nie-ironiczny wpisze zjawisko disco polo w szerszy, historyczny kontekst kulturowy. Greckie, antyczne pojęcie kalokagathia okazało się pomocne i trafne. W ten sposób odczytujemy też pracę Bartosza Zimniaka i stworzoną przez niego postać Polish Diwy - jako emanację piękna i dobra.
Bartosz Wójcik
Alter ego artysty - Polish Diwa - śpiewa najbardziej polską muzykę na świecie, jaką jest discopolo, teksty jej piosenek w lekki sposób poruszają ważne społecznie tematy. Bez pardonu przełamane zostają nie tylko tradycyjne podziały genderowe, ale też stereotypy rozdzielające przaśną pop kulturę i instytucjonalną sztukę współczesną.
W listopadzie 2019 Zimniak otwiera solowy projekt pt. PLaża. Zakłada on stworzenie tymczasowej, sztucznej plaży w galerii FWD: - w jednym z lokali w poznańskim Pasażu Różowym. Ekspozycja ma być kojącym komentarzem odnośnie sporu wokół projektu mającego powstać Muzeum Westerplatte. Piasek z plaży, na której rozegrały się ważne wydarzenia w historii naszego narodu i świata może znaleźć się nawet w centrum Poznania, bo należy przecież do każdego Polaka.
Bartosz Zimniak (ur. 1991) - artysta intermedialny, wykorzystujący w swojej twórczości performance, instalacje, video-art oraz sztukę społecznie zaangażowaną. Porusza tematy związane z tożsamością, tradycją, przynależnością oraz zadaje pytania wokół szeroko rozumianego patriotyzmu i polskości. Absolwent kierunku filozofia na poznańskim UAM oraz kierunku intermedia gdańskiego ASP, obecnie jest doktorantem na Uniwersytecie Gdańskim. Od 2014 roku nieprzerwanie mieszka, pracuje i tworzy w Gdańsku. W 2016 roku założył Galerię Społecznie Zaangażowaną MEWKA w nadmorskiej dzielnicy Gdańsk-Nowy Port, w której organizuje wraz z mieszkańcami oraz młodymi artystami i artystkami: wystawy, warsztaty oraz spotkania tematyczne. Laureat Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, 2016, Finalista 15. edycji Konkursu Artystyczna Podróż Hestii, 2016, Finalista 43. edycji Konkursu Czerwonej Róży, 2017, Wyróżnienie Prezydenta Miasta Gdańska za działalność artystyczno-społeczną, 2018, Laureat Stypendium Twórczego Marszałka Województwa Pomorskiego, 2019. Udział w wybranych wystawach i festiwalach: Bazylika Mariacka, Gdańsk 2015, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa 2016, Festiwal Młode Wilki, Szczecin 2016, V Dwubiegunowe Spotkania Performerów, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie, Sopot 2017, Europejska Noc Muzeów Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, Gdańsk 2017, Patriotyczny Parawaning, happening, Gdańsk 2017, Wystawa OCIEPLAMY, Gdańsk 2018, Zrozumieć Sierpień Europejskie Centrum Solidarności, Gdańsk 2018, Kaliskie Biennale A-kumulacje: Parawan Patriotyczny, Kalisz 2019, Motyw Rzeka, Bydgoszcz 2019, Wystawa Disco Relaks, Państwowe Muzeum Etnograficzne, Warszawa 2019.
WIĘCEJ PRAC: http://www.bartoszzimniak.pl/