Postanowienia noworoczne:
Schudnąć.
Nie „dla zdrowia”, nie „dla formy”. Po prostu przestać wyglądać, jakbym spasł się przed snem zimowym i nigdy się z niego do końca nie obudził.
Napisać doktorat.
Ten sam. Tak, ten. Przestać mówić „jestem w trakcie” i w końcu doprowadzić tę akademicką telenowelę do finału.
Znaleźć dziewczynę.
Bonusowe punkty, jeśli nie ucieknie po słowie „doktorat”, „depresja” itp.
Więcej sportu.
Tyle, żeby wejście po schodach nie brzmiało jak scena z filmu katastroficznego.
Siłownia.
Miejsce, gdzie będę chodził regularnie, a nie tylko opowiadał, że „mam karnet”.
Czytać więcej książek.
Takich z papieru. Zapuściłem się ostatnieata z czytaniem.
Więcej czasu dla siebie.
Legalnie. Bez poczucia winy. Bez tłumaczenia się komukolwiek, nawet własnej głowie.
Podróże.
Po doktoracie. Bo nagrody za przetrwanie powinny być konkretne i najlepiej w innym kraju.


















