can we'a skip the impeachment and just shoot him in the head
AND NOT MISS
Acquired Stardust
tumblr dot com
we're not kids anymore.

titsay
hello vonnie
Game of Thrones Daily

Kaledo Art

pixel skylines

roma★
will byers stan first human second
styofa doing anything
ojovivo
dirt enthusiast

★

shark vs the universe
Three Goblin Art

if i look back, i am lost

⁂
RMH
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ

seen from Germany

seen from Argentina

seen from Netherlands

seen from United Kingdom

seen from India
seen from United States
seen from Canada

seen from Australia
seen from Mexico

seen from Malaysia

seen from Malaysia

seen from Malaysia
seen from Spain
seen from Argentina

seen from United States
seen from Peru

seen from United States
seen from Ukraine
seen from Brazil
seen from United States
@north-channel
can we'a skip the impeachment and just shoot him in the head
AND NOT MISS
Is anybody out there?
It's just you and me, boy.
Watch out.
How certain temperaments being mishandled + chronic environmental failures can contribute to Szpd
-Treatment of Schizoid Personality, An Analytic Psychotherapy Handbook page 71-73 (available to read in full publicly on proquest)
Something that I don't see people talk about when it comes to ASPD is how jarring it is to exist in certain contexts when you're intrinsically hopeless.
I'm a strongly negative person. I didn't choose to be this way, it's just how I'm wired. At my core, I despise humanity, have no care for the planet, am completely unable to find beauty in small things (and most "big" things), believe there is no hope for society, believe people are inherently and irrevocably evil... I could go on and on.
But not everyone is like this, in fact, most people are not. Most people out there are the complete opposite, and even people who have lost this kind of appreciation for whatever reason tend to get it back at some point, which makes it hard to exist around them. I don't particularly care about their ideals as long as they don't try to impose them on me, it's moreso just another confirmation that there's this abyss separating me from the rest of the world.
I see posts about the beauty of just about anything and it perplexes me. It feels foreign and I can hardly bring myself to rationalize a lot of them because I don't see the point. I'm not ashamed of this, I don't feel like I'm missing out on anything, but it does make me mildly curious? I guess? I have no idea how they do it and sometimes it's hard to believe anyone would genuinely have that kind of mindset.
At the end of the day, and as I've already stated, I really don't care as long as they don't make it my problem. But I've noticed that it makes a lot of interactions harder to navigate. Not sure if other pwASPD experience this, but for me it's absolutely linked to it
i’ve seen that the term ai psychosis is hated (for good reason ofc), out of curiosity do you have any thoughts on a better term for the phenomenon?
If you were already psychotic or otherwise vulnerable to """AI Psychosis""" and talking to an AI sent you into an episode, then you had a psychotic episode or whatever else. If you DIDN'T have an episode of something else, you just talked to an AI and it lied to you and you believed it, I think at some point we need to call it Being Gullible. The AI lied to you and you believed it. You are not affiliated with me
Natural personal and emotional development is constantly devalued as the child is forced down contrived developmental pathways, the explicit purpose of which is to stunt and eventually overgrow any genuine identity the child might possess. As a result, the potential for a genuine identity atrophies until, eventually, no real self remains. Given such extended brainwashing, the young adult may be left with only a superficial sense of identity, one experienced as inauthentic to self and others. The cognitive architecture of the schizoid mind creates a vulnerability to distortions of consciousness. In normal individuals, a well-developed sense of identity functions as ballast, keeping the organism stable during periods of anxiety and stress. In contrast, schizoids have only a poorly cohesive, patchwork self, and readily experience altered perceptions of identity, estrangement from self, severe emptiness (Kumin, 1978), or depersonalization. Given their emotional impoverishment, they may also feel mechanical or even disembodied. Schizoid traits and dissociative experiences may also coexist in subjects who have experienced severe childhood abuse (Swett & Halpert, 1993), though borderline traits are probably more common.
Jeffery Seinfeld, The Empty Core
Flags :)
One time I had a really bad dysphoria episode, and said I didn't want any names to be used, honestly just don't refer to me at all. In a public server (within a group of friends as I was somehow mod, the owner liked me idk) and then immediately getting made fun of by some losers because.......I didn't want to be referred to???? My bad I guess. Weirdos
Kill them.
morality is such a headache to deal with.
i am amoral to the core, at least emotionally speaking. but cognitively i do understand its importance and i do try to value it accordingly , ,
but beyond the "do not hurt kids" and "do not sa people" stances, i genuinely dont care that much?
theres so many social stances with a lot of complicated definitions, and a lot of the time those definitions arent even consistent. or maybe its an umbrella term for all sorts of things, and despite it being a widely used term to summarize it all, i cant help but see the nuance within the category itself.
like this stuff is okay and this other stuff isnt, but its all summarized by the same community. so then i have to research even more for more words to use to describe my moral stance and,
i really do not know how it comes so naturally to other people. i do not have the chemicals in my brain to naturally click with a moral stance. so all of mine are usually logic based without feeling,
and not a whole lot of people like opinions that lack feeling, you know? but its like, i tried, okay! i really do try putting the pieces together and figuring out how to define what is good and bad. i suck at it, okay, and i know that.
im so frustrated. ive been reading up on so much and im so close to giving up and leaving it for another day to deal with
Schizoidia i schizoidzi. Czym jest osobowość schizoidalna?
„Zapytasz ją, gdzie jest sens wśród szarych dni szarego przemijania. Ona, Alicja, to wie. Szczęśliwa jest, choć żyje całkiem sama.
Jej oczy bramą na tamten świat, co się jak kameleon zmienia. Serce niezwykłe… Odczuwać tak… Jak struna drży, gdy grają jej marzenia.
(…) Opisujesz jej swój dziwny strach, który nie daje myślom odlecieć. Ona, uśmiechnięta, odpowie tak: – Po drugiej stronie lustra jest lepiej”
Closterkeller – „Alicja” [z płyty „Cyan”, 1996 r.]
Schizoid Personality Disorder (SPD) [F60.1 w klasyfikacji ICD-10]
Schizoidalne zaburzenie osobowości (chorobliwa schizoidia – styl charakteru) przejawia się nieodpartą potrzebą zachowania psychofizycznej przestrzeni osobistej oraz emocjonalnego dystansu wobec innych ludzi. Potrzeba ta skutkuje trwałą preferencją samotnictwa, niechęcią do budowania głębokich więzi międzyludzkich, nieangażowaniem się w istniejące relacje interpersonalne, a także tendencją do skrytości, tajemniczości, małomówności i bujania w obłokach. Jednostka schizoidalna jest nieprzystępna i introwertyczna – niemal zawsze zamyka się w sobie, męczy się podczas spotkań rodzinnych/służbowych, umyślnie izoluje się od otoczenia oraz nie znosi, gdy inni ludzie „zawracają jej gitarę”. Jak nietrudno odgadnąć, schizoid najlepiej czuje się we własnym towarzystwie i doskonale potrafi się sobą zająć. Do jego ulubionych aktywności należą: rozmyślanie, fantazjowanie i oddawanie się jednoosobowym pasjom, takim jak twórczość artystyczna, działalność badawcza czy spędzanie całych dni przed ekranem komputera (no-life). Mimo że czasem odzywa się w nim tęsknota za przyjaźnią, miłością lub odrobiną szaleństwa, prawie nigdy nie jest ona na tyle silna, żeby wychodziła poza sferę wstydliwych marzeń i abstrakcyjnych refleksji. Schizoid – chociaż niepospolicie wrażliwy – zazwyczaj zaspokaja swoje sekretne pragnienia w bogatym, acz niedostępnym dla innych ludzi królestwie wyobraźni. Jednostki dotknięte SPD zwykle nie mają żadnych przyjaciół oprócz krewnych pierwszego stopnia. I choć niekiedy czują się samotne, świadomie nie dopuszczają do siebie nikogo obcego.
Kryteria diagnostyczne ICD-10 [cyt. za: polskojęzyczna Wikipedia]
1. „brak lub znikome działania służące przyjemności” 2. „chłód emocjonalny” 3. „ograniczona zdolność wyrażania emocji wobec innych” 4. „niezainteresowanie pochwałami i krytyką” 5. „brak zainteresowania doświadczeniami seksualnymi” 6. „preferencja samotnictwa” 7. „pochłonięcie introspekcją” 8. „brak bliskich związków” 9. „niewrażliwość wobec norm społecznych”
Dwie twarze mizantropa
Dr n. med. Sławomir Murawiec, autor zwięzłego artykułu „Osobowość schizoidalna” opublikowanego w serwisie internetowym „Medycyna Praktyczna” (MP.pl), opisuje schizoidów jako outsiderów posiadających dwa oblicza. Jedno z nich istnieje na użytek świata zewnętrznego i pozwala chorym przetrwać w większości sytuacji społecznych. Drugie – ma charakter ściśle tajny i ujawnia się tylko wtedy, gdy schizoid przebywa w samotności lub w towarzystwie nielicznych zaufanych osób. Według dr. Murawca, jednostka dotknięta skrajną schizoidią „często robi wrażenie chłodnej emocjonalnie, pochłoniętej własnymi przemyśleniami i sprawami. W czasie spotkania nie wyda się kimś serdecznym i łatwo nawiązującym kontakt. Przeciwnie, najczęściej jest odbierana jako mało empatyczna i mało uczuciowa, jako emocjonalnie zdystansowana. (…) Jej ubiór będzie najczęściej poprawny, czasami może być ekscentryczny, ale nie będzie podążał za najnowszymi trendami mody”. Pod tą twardą skorupą i pozorną obojętnością na cudze dole-niedole kryje się jednak istota łagodna, marzycielska oraz skłonna do filozoficznych rozważań, która panicznie boi się naruszenia jej psychicznej i cielesnej integralności. Surowa maska, jaką nakłada na siebie schizoid, pełni funkcję czysto ochronną. Bo gdy nie można zamknąć się w czterech ścianach, trzeba po prostu zamknąć się w sobie… Tak jak to czynił Winston Smith, główny bohater powieści „Rok 1984” George’a Orwella (1949). „Nic nie było twoje oprócz tych kilku centymetrów sześciennych zamkniętych pod czaszką” – czytamy w owej literackiej antyutopii.
Pro publico bono
Mgr Katarzyna Synówka, twórczyni tekstu „Schizoidalne zaburzenia osobowości” (zamieszczonego na stronie ZaburzeniaOsobowosci.pl prowadzonej przez Fundację im. Boguchwała Winida na Rzecz Rozwoju Psychoterapii Psychoanalitycznej), próbuje scharakteryzować niespokojne wnętrze osoby schizoidalnej. Zdaniem autorki, schizoid jest człowiekiem niepewnym własnej tożsamości, pozbawionym zaufania do samego siebie, a zarazem podejrzliwym względem innych istot ludzkich. Obawia się on, że mógłby nieumyślnie skrzywdzić kogoś bliskiego lub samemu doświadczyć traumy wskutek toksycznej relacji interpersonalnej. Celowo wybiera więc samotność jako formę „mniejszego zła”. Jednostka schizoidalna czuje się niezręcznie z powodu faktu, że nie potrafi przezwyciężyć swoich dziwnych zahamowań. Martwi się, że coś z nią jest nie tak, a to prowadzi ją do konkluzji, iż powinna – dla dobra wspólnego – trzymać się z daleka od społeczeństwa (błędne koło!). Schizoid postrzega siebie jako osobnika groźnego i przypisuje tę cechę również innym przedstawicielom gatunku Homo sapiens. Trzymanie bliźniego na dystans i odgradzanie się od jego emocji daje choremu złudzenie bezpieczeństwa, ale w dłuższej perspektywie skutkuje poczuciem wyobcowania oraz wątpliwościami dotyczącymi sensu dalszej wegetacji. Człowiek schizoidalny odbiera sobie szansę na rozwinięcie wielu umiejętności społecznych i faktycznie czyni siebie niezdolnym do prawidłowego funkcjonowania w jakiejkolwiek wspólnocie. Konsekwencją takiego postępowania jest tylko pogłębienie alienacji i dylematów egzystencjalnych.
Aspołeczni i aseksualni
Todd L. Grande, Ph.D (pracownik naukowy Wilmington University w amerykańskim stanie Delaware, właściciel popularnego wideobloga o zdrowiu psychicznym – YouTube.com/user/RioGrande51) poświęcił jednostkom schizoidalnym kilka krótkich filmików. Jak wynika z wiedzy uczonego, schizoidzi są wybitnymi samotnikami, którzy „nie pragną” („no desire”) bliskich relacji z innymi ludźmi. Osobom tym jest po prostu wygodnie w stanie permanentnej izolacji i nie usiłują one zmienić swojego losu. Nie oznacza to bynajmniej, że wszyscy schizoidzi są ekonomicznie bezproduktywni. Przeciwnie, wielu z nich posiada stałe zatrudnienie (np. w charakterze stróża nocnego) i wzorowo wypełnia swoje obowiązki zawodowe. Wbrew obiegowej opinii, schizoidzi nie są pozbawieni życia emocjonalnego. Owszem, spektrum dostępnych dla nich uczuć jest węższe niż u większości społeczeństwa, lecz absolutnie nie czyni ich to lodowatymi biorobotami. Tym, co wielu schizoidom nastręcza poważnych trudności, jest wyrażanie własnych stanów wewnętrznych. Niektórzy zmagają się z tzw. płaskim afektem, czyli minimalną/zerową ekspresją odczuwanych emocji. Ludzie dotknięci skrajną schizoidią często bywają niewrażliwi na krytykę i pochwały ze strony otoczenia, a przynajmniej sprawiają wrażenie obojętnych cyników. Generalnie, nie zawierają oni małżeństw – decydują się na życie z rodzicami albo w pojedynkę. Wielu schizoidów nie chce nawet słyszeć o zdobywaniu jakichkolwiek doświadczeń erotycznych z innymi istotami ludzkimi (!). Ten specyficzny aseksualizm jest jednym z kryteriów diagnostycznych SPD.
Cluster „A” (DSM-5)
Ehsan Gharadjedaghi, Psy.D (działający w USA psycholog kliniczny, inicjator edukacyjnego projektu „TherapyCable” – YouTube.com/user/TherapyCable) omawia ekstremalną schizoidię w kontekście innych zaburzeń osobowości zaliczanych (w amerykańskim podręczniku diagnostyczno-statystycznym DSM-5) do klastra „A”. Wiązka ta obejmuje patologie charakteru postrzegane przez zdrową część populacji jako „dziwaczne” lub „ekscentryczne”. Należą do nich: osobowość paranoiczna – PPD, osobowość schizoidalna – SPD i osobowość schizotypowa – STPD (uwaga: w Europie schizotypia nie jest uznawana za zaburzenie osobowości, tylko za „zaburzenie typu schizofrenii”! Stary kontynent korzysta z międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10!). Jak podaje dr E. Gharadjedaghi, ludzie dotknięci zaburzeniami z klastra „A” egzystują w przewlekłej alienacji, lecz wynika to z różnych przyczyn. Jednostki paranoiczne zrywają kontakty z otoczeniem, bo są nadmiernie podejrzliwe wobec swoich bliźnich, czują się atakowane i zaszczute, mają głowy wypełnione niezliczonymi teoriami spiskowymi. Jednostki schizotypowe są wykluczane i stygmatyzowane, gdyż wypowiadają się w niezrozumiały sposób, myślą kategoriami magicznymi lub metafizycznymi, opowiadają o swoich rzekomych doświadczeniach ze sferą nadprzyrodzoną (tzn. o pseudohalucynacjach?). Jednostki schizoidalne wycofują się z życia towarzyskiego, ponieważ uzmysławiają sobie, że nie reagują tak jak większość ludzkości. Nie cieszy ich i nie porusza to samo, co innych ludzi, mają po prostu odmienne zainteresowania i wyobrażenia o świecie.
Dawniej i dzisiaj
Wielu ciekawostek o schizoidach dostarcza nam trzyczęściowa prezentacja multimedialna pt. „Schizoids” (YouTube.com/user/darknightseeker). Nie znam personaliów jej autora, ale wszelkie poszlaki sugerują, iż jest to jakiś nauczyciel akademicki – ścieżka dźwiękowa brzmi, jakby została nagrana podczas wykładu na wyższej uczelni. W materiale, o którym mowa, DarkNightSeeker informuje swoich słuchaczy, że pojęcie schizoidii istnieje w psychiatrii od dawna, jednak kiedyś było ono znacznie szersze niż obecnie. Przykładowo, w 1925 r. Ernst Kretschmer podzielił schizoidów na dwa typy: „nadwrażliwy” i „niewrażliwy”. Ten pierwszy odpowiada kryteriom diagnostycznym współczesnego „unikającego zaburzenia osobowości” (AvPD), które w tamtych czasach nie stanowiło odrębnej jednostki nozologicznej[1]. DarkNightSeeker podkreśla, że jeszcze w latach 70. XX wieku pojęcie schizoidii obejmowało też niektóre objawy zaburzeń schizotypowych. Gdy ukazał się rewolucyjny podręcznik DSM-III (1980), z osobowości schizoidalnej powstały następujące kategorie medyczne: SPD, STPD i AvPD. Twórca omawianej prezentacji podważa słynny aseksualizm schizoidów. Wysuwa hipotezę, iż chodzi w nim o odrzucenie aktów płciowych opartych na miłosnej namiętności, a nie o brak zainteresowania fizyczną przyjemnością (chociaż dorośli z SPD faktycznie są mniej hedonistyczni od swoich zdrowych rówieśników!). Niektórzy schizoidzi się żenią albo wychodzą za mąż, lecz nie potrafią zapewnić swojej żonie lub swojemu mężowi emocjonalnego ciepła. Nawet w takich związkach pozostają oziębli, szorstcy.
Pasywni nudziarze
Tematowi schizoidalnego zaburzenia osobowości przyjrzała się także psycholog kliniczna Kati Morton, LMFT (licencjonowana terapeutka małżeńsko-rodzinna z Kalifornii, która zamieszcza swoje audiowizualne miniprodukcje na kanale YouTube.com/user/KatiMorton). W filmiku poświęconym SPD kobieta raportuje, że – według aktualnej edycji DSM – skrajna schizoidia składa się z dwóch podstawowych elementów. Pierwszym z nich jest tendencja do nieangażowania się w relacje interpersonalne, natomiast drugi komponent to ograniczona ekspresja emocjonalna względem napotykanych istot ludzkich. Te dwie słabości natury psychicznej przekładają się na konkretne zachowania chorego: preferencję samotnictwa i powściągliwość w okazywaniu uczuć. Zgodnie z tym, co ustalili autorzy DSM-5, dojrzałe SPD zaczyna się zwykle we wczesnej dorosłości (aczkolwiek pierwsze anomalie mogą być widoczne już w okresie niemowlęcym, o czym wyraźnie mówił DarkNightSeeker!). Zdaniem mgr K. Morton, schizoidzi jawią się otoczeniu jako bierni flegmatycy, których trudno wyprowadzić z równowagi i którzy wiodą monotonne życie bez większych aspiracji. Zdecydowanie nie są oni karierowiczami uczestniczącymi w wyścigu szczurów. Nie są też rodzinni: nie pielęgnują więzi z własnymi krewnymi. W stresujących sytuacjach mogą popadać w kilkuminutowe/kilkugodzinne epizody psychotyczne, ale rzadko oznaczają one początek schizofrenii. Mimo licznych podobieństw osobowość schizoidalna nie może być mylona z zaburzeniami ze spektrum autyzmu (ASD). Ludzie cierpiący na SPD nie zdradzają pędu do powtarzalności.
Schizophrenia Spectrum Disorders (SSD)
Według jednej z teorii dotyczących zdrowia psychicznego, patologie charakteru z klastra „A” przypominają pewne aspekty zaburzeń schizofrenicznych. DarkNightSeeker zwrócił uwagę na fakt, iż schizoidia jest podobna do negatywnych/deficytowych objawów schizofrenii, a schizotypia – do symptomów pozytywnych/wytwórczych. Jak twierdzi psycholog kliniczna Ramani Durvasula, Ph.D (wykładowczyni Uniwersytetu Stanu Kalifornia w Los Angeles, która systematycznie udziela wywiadów dla wirtualnej telewizji „MedCircle” – YouTube.com/channel/UCyGOloOIJWt8NlE4tnejQeA), istnieją twarde dowody na genetyczny związek między schizofrenią a innymi zaburzeniami z tego samego spektrum psychopatologicznego. Badania empiryczne pokazują, że problemy spod znaku SSD często występują w obrębie jednej rodziny biologicznej. Jeśli jesteś schizofrenikiem, to masz spore szanse na to, iż Twoje dzieci okażą się schizoidalne bądź schizotypowe. Jeżeli zaś rozwinęło się u ciebie SPD lub STPD, musisz wiedzieć, że Twoje potomstwo będzie szczególnie zagrożone zapadnięciem na schizofrenię. Oczywiście, dziedziczna predyspozycja to jeszcze nie wyrok skazujący… Wracając do schizoidalnego zaburzenia osobowości: dr R. Durvasula poucza, że przeciętnemu zjadaczowi chleba schizoid może się jawić jako osoba pogrążona w depresji. Wygląda on bowiem na człowieka apatycznego, który stracił zainteresowanie całym światem. Ale to tylko pozory. W rzeczywistości jednostka dotknięta SPD wcale nie rozpacza z powodu swojej pustej wegetacji. Jej domniemana „pochmurność” to de facto bezbarwna indyferencja.
Karuzela tożsamości
Joanna Zbroniec, BSc [Hons] (absolwentka rozszerzonych, licencjackich studiów psychologicznych oraz studiów podyplomowych z zakresu psychologii stosowanej i coachingu, brytyjska twórczyni internetowa znana z branżowego kanału „MindMastery” – YouTube.com/user/1Eruanis), skłania się w kierunku ciekawej koncepcji dotyczącej umysłowości schizoidów. Koncepcja ta głosi, że „prawdziwe ja”, którego schizoid strzeże jak oka w głowie, tak naprawdę nie istnieje. Osoba z SPD nie posiada spójnej, klarownej, ugruntowanej tożsamości, a zatem nie wie, kim jest i dokąd zmierza. Schizoidalne „ja” wydaje się rozbite na drobne kawałki. Naturalnie, nie wygląda to aż tak drastycznie jak w przypadku schizofrenii czy DID/MPD. Powoduje jednak, że w zależności od etapu życia lub sytuacji zewnętrznej schizoid może różnie postrzegać siebie, innych ludzi i swoje miejsce we wszechświecie. Jednostka cierpiąca na SPD ma tendencję do występowania w czterech karykaturalnych rolach: jako Władca, Niewolnik, Zdrajca albo Wygnaniec. Żadna z nich nie jest pełna ani trwała. Zmieniają się one niczym pory roku i wpływają na stosunki chorego ze środowiskiem społecznym. Czasem schizoid bywa narcystyczny, apodyktyczny i egoistyczny, innym razem – bezradny, ofiarny i zahukany. Niekiedy ogarnia go mizantropia i bunt przeciwko ludzkości, a niekiedy pragnienie, żeby rzucić wszystko i udać się na emigrację wewnętrzną. Teorię czterech tożsamości, na którą powołuje się lic. J. Zbroniec, ukuły same osoby schizoidalne. Podano ją na stronie samopomocowej SelfInExile.com (red. nacz. Rachel).
Fritz Riemann o schizoidach
Dość nieprzychylny obraz schizoidów wyłania się z książki „Oblicza lęku. Studium z psychologii lęku” niemieckiego psychoanalityka Fritza Riemanna (wydanie oryginalne – 1961, wydanie polskie – 2005). Z poglądami wyrażonymi w tym dziele zapoznaje nas autor artykułu „Osoba schizoidalna a miłość” zamieszczonego w rzymskokatolickim[2] serwisie Opoka.org.pl (stopka pod tekstem: „opr. aw/aw”). Możemy tam przeczytać, że pierwsze oznaki schizoidii bywają widoczne już w dzieciństwie (gdy dziecko ewidentnie nie radzi sobie w kontaktach z rówieśnikami) albo w okresie adolescencji (gdy nastolatek ciągle filozofuje w samotności i nie wykazuje zainteresowania romantycznymi uniesieniami). Problemy jednostki schizoidalnej ulegają nasileniu u progu dorosłości, kiedy głównym dylematem schizoida staje się konflikt wewnętrzny między napięciem seksualnym a strachem przed bliskością z drugim człowiekiem. Część osób dotkniętych SPD sięga wówczas po najgorsze rozwiązanie: decyduje się na przypadkowe kontakty płciowe z nieznajomymi partnerami. Niektórzy schizoidzi tworzą sztuczne układy intymne, w których druga osoba jest dehumanizowana oraz traktowana jako instrument do zaspokajania własnych popędów. W tych atrapach związków osoby schizoidalne bywają podłe wobec swoich partnerów – nieczułe, podejrzliwe i sarkastyczne. Nierzadko wyżywają się na nich, jakby „druga połówka” stanowiła idealny obiekt do rozładowywania stłamszonego gniewu. Jednostka cierpiąca na SPD jasno oddziela uczucia od erotyzmu. Uważa, że można miłować bez spółkowania i spółkować bez miłowania.
Schizoidzi w kulturze
Stereotypowym, indyferentnym, cynicznym schizoidem, w dodatku mocno oderwanym od rzeczywistości, jest sławetny „motylek, co ma wszystko w d…” – antybohater wulgarnej, humorystycznej animacji internetowej z przełomu tysiącleci (albo z początku XXI wieku). Owad ten ujawnia 100% symptomów SPD podanych w oenzetowskiej księdze ICD-10. Rozpoznanie schizoidalnego zaburzenia osobowości można by także postawić 29-letniej Valancy Jane Stirling, protagonistce zakręconej powieści „Błękitny Zamek” Lucy Maud Montgomery (1926). Przywołana książka opowiada o losach aspołecznej, zakompleksionej, marzycielskiej starej panny, która na wieść o swojej śmiertelnej chorobie gwałtownie przechodzi z trybu Niewolnika w tryb Zdrajcy. Według twórcy trzyczęściowej prezentacji multimedialnej „Schizoids” (czyli użytkownika portalu YouTube.com o pseudonimie DarkNightSeeker), jednym ze schizoidów jest odważny Bruce Wayne – Batman, Człowiek-Nietoperz, Mroczny Rycerz. Myślę, że owa etykietka pasuje zwłaszcza do klasycznej, hollywoodzkiej wersji tego superbohatera, którą zaproponowano w filmach „Batman” (1989) i „Powrót Batmana” (1992) z Michaelem Keatonem w roli głównej. Przykład utworu muzycznego o fenomenie schizoidii? Piosenka „Gdybyś był” poprockowej grupy Łzy (2006). „Ale ty jesteś zimny jak lód, obojętny jak głaz. Wolisz być sam, zupełnie sam. Ale ty jesteś zimny jak lód, obojętny jak głaz. Nie sprawię, byś chciał dzielić ze mną świat” – śpiewa wokalistka Ania Wyszkoni. Osobą mówiącą w przytoczonym tekście jest uczuciowa kobieta zakochana w schizoidalnym mężczyźnie.
Natalia Julia Nowak, listopad 2019 roku
PS 1. Bonnie Evans, PhD – brytyjska historyk psychologii, badaczka sprzymierzona z londyńskim King’s College i Queen Mary University of London – pisze, że „w latach 40. i 50. XX wieku diagnozy schizofrenii, psychozy i autyzmu u dzieci były stosowane zamiennie” [źródło: „How autism became autism: The radical transformation of a central concept of child development in Britain”, Journals.SAGEpub.com]. Zdaniem uczonej, dopiero w latach 70. specjaliści nauczyli się odróżniać zaburzenia ze spektrum autyzmu (ASD) od zaburzeń ze spektrum schizofrenii (SSD). Nie zmienia to jednak faktu, że – jak donoszą lekarki Yael Dvir, MD i Jean A. Frazier, MD – „istnieją zarówno kliniczne, jak i biologiczne związki między autyzmem a schizofrenią” [źródło: „Autism and Schizophrenia”, PsychiatricTimes.com]. Jeśli zajrzymy do międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10, przekonamy się, że zespół Aspergera – uwzględniony w rozdziale F84 razem z autyzmem dziecięcym i zespołem Retta – obejmuje pojęcia „schizoidalnego zaburzenia wieku dziecięcego” („schizoid disorder of childhood”) i „psychopatii autystycznej” („autistic psychopathy”). Informacja dla niewtajemniczonych: księga ICD-10 jest ogólnodostępna online w języku angielskim [ICD.WHO.int/browse10/2016/en]. Funkcjonuje ponadto witryna internetowa ICD10.pl z rozpoznaniami wszelkich schorzeń w językach polskim, angielskim i łacińskim.
PS 2. Dotychczas znalazłam dwa amatorskie wideoblogi prowadzone przez osoby, które podobno zostały zdiagnozowane jako schizoidzi: „Queen Spacegoat” (YouTube.com/user/piikaachoo) i „Stuff and Stuff” (YouTube.com/channel/UCZXUs03Ayf1Wcb4DEkHMBhA).
PRZYPISY
[1] Człowiek z AvPD (rozwinięcie akronimu: „avoidant personality disorder”) świadomie izoluje się od społeczeństwa, ale postępuje tak na skutek zaniżonej samooceny i paraliżującego strachu przed wyśmianiem, upokorzeniem tudzież odrzuceniem. Taki ktoś cierpi z powodu swojego osamotnienia i zastoju życiowego, jednak nie potrafi się przełamać i wyjść ze swojej strefy komfortu. W praktyce trudno rozstrzygnąć, gdzie przebiega granica między schizoidią a unikaniem. Symptomy AvPD i SPD często idą ze sobą w parze… Anglojęzyczna Wikipedia zawiera nawet hasło „Schizoid avoidant behavior” („Zachowanie schizoidalno-unikające”). Przykładem postaci z przewagą cech unikowych jest podmiot liryczny z piosenki „Creep” artrockowej formacji Radiohead (1992). Cytuję fragment rzeczonego utworu: „Gdy byłaś tu wcześniej, nie mogłem spojrzeć ci w oczy. Jesteś jak anioł, twoja skóra doprowadza mnie do płaczu. Unosisz się niczym piórko w pięknym świecie. Chciałbym być kimś szczególnym, ty jesteś kimś cholernie szczególnym. Ale jestem oblechem, jestem dziwadłem. Co, do diaska, tutaj robię? Nie przynależę tutaj”. Pozwolę sobie zakpić, że młodzi dorośli z AvPD, fobią społeczną lub „chorobliwą nieśmiałością” to wymarzeni klienci dla różnej maści „coachów kariery” i „trenerów rozwoju osobistego”. Pytanie za sto punktów: po co wydawać pieniądze na jakichś nowomodnych „mistrzów motywacyjnych”, skoro można skorzystać z darmowej pomocy psychiatry albo psychoterapeuty?! Tego rodzaju usługi są w Polsce dostępne w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia.
[2] Warto wiedzieć, że Kościół rzymskokatolicki uznaje osoby schizoidalne za niezdolne do małżeństwa z przyczyn natury psychicznej. Oznacza to, iż nie mogą one wziąć ślubu wyznaniowego… przynajmniej dopóty, póki nie zostaną całkowicie wyleczone (a taki scenariusz wydaje się mało realistyczny, ponieważ zaburzenia osobowości z klastra „A” DSM-5 uchodzą za najbardziej oporne i niereformowalne!). „Nie może zawrzeć ważnego małżeństwa – które ze swej istoty jest międzyosobową relacją – osoba, która absolutnie nie jest zdolna wejść w taką relację ze swym współmałżonkiem. Osoby schizoidalne nie potrafią nawiązać międzyosobowej relacji polegającej na dawaniu siebie i przyjmowaniu” – pisze anonimowy adwokat kościelny na stronie Poradni Rodzinnej „Salomon” [„Osobowość schizoidalna a nieważność małżeństwa”, PoradniaSalomon.pl]. Wcześniej w tej samej notatce padają następujące stwierdzenia: „Schizoidia to brak syntonii. Syntonia zaś to cecha osobowości, która umożliwia współprzeżywanie, współodczuwanie (empatię) z innymi ludźmi. Ludzie schizoidalni mają nikłe możliwości nawiązania bezpośrednich kontaktów uczuciowych z innymi. Żyją w izolacji psychicznej, w swoim świecie przeżyć wewnętrznych. (…) Tego rodzaju zaburzona osobowość cechuje się brakiem potrzeby bliższych związków uczuciowych z innymi osobami, nie wyłączając członków rodziny, brakiem uczucia zadowolenia z kontaktów emocjonalnych z innymi. (…) Człowiek z osobowością schizoidalną żyje w swoim własnym świecie. Jego problemy i przeżycia są w centrum uwagi, nie zaś potrzeby drugiej strony czy też dziecka”. Z słów adwokata kościelnego wynika, że sakramentalne małżeństwo zawarte przez schizoida jest nieważne w oczach Boga i może zostać oficjalnie unieważnione przez sąd biskupi.
how do you tell the people you ″care″ about that you don't really care about them? it's a dilemma i can't exactly tell anyone about.
if i express this, it hurts peoples' feelings, but by not saying it i'm just lying. i don't mind lying, i am, however, interested in how someone would really react. my problems are usually from an excess— too many lies piling on top of each other until i can't take it anymore, that could've been solved if i could just be honest.
i want to be able to tell people that i don't really care about them but i'm not allowed, under ″friendship″ principles. i think that's how it works, right? i've learned how to be a ″friend″ well enough, but it doesn't subtract from the fact that i'm still me. i'm still me and i still only interact with people for entertainment, not necessarily connection's sake.
i don't know if everyone is ″too sensitive″ or if i'm just too ″insensitive.″ it's crazy to me that people genuinely care when people die. from the way i see it, mourning a death is just mourning the loss of opportunity. when someone dies, you are no longer able to create more memories with them; no longer able to learn more about them. that's unfortunate, sure, but... it's not that serious, is it?
i have no "self." my entire being is stolen traits from other people. behaviors i noticed people liked on others, i replicated, just to appear normal and to get by.
i do not have my own personality. i do not have anything that can piece together who i am. i have no ambition, no purpose, no feeling or desires.
i have no dream, no interest, no anything that brings purpose to my fleeting existence.
sometimes i wish i could erase everything on my canvas and create an entirely new person, a new identity. but how can i erase flesh and bones? how can i erase the trauma rooted inside of my brain that "shaped who i am"?
am i trauma? am i memory? am i nerves and tissue bundled up in a desolate husk that gave up on fighting long ago?
what shaped me again? who am i again? why am i like this? what does "i" even entail when theres nothing but a shell left behind?
when i died long, long ago. i am nothing more than a rotting corpse still holding onto its conscious mind without a soul. my existence is wrong and goes against the very laws of this world, so it hides behind an illusion of being alive--a trick on the eyes, it must be.
I want to take out my brain, lay it all out on the floor, put the torn pieces against each other where they match, and sew it all up. Make everything a single piece. But even if I do that there will be overlap. There will be holes where every stitch enters. It won't be the same as a piece that was woven correctly and never had anything wrong with it.
There's a repeating motif in the system's poetry of being a mosaic. But we're tired of it. We're tired of being pieces. Tired of being separated. But now that we're separate we can't ever be fully together the way we would have been if we hadn't developed separately.
I just wish we had developed correctly. I wish we were correct. I wish our brain was one thing.
~ idk
So tired of pretending that I'm alive and can talk to people. Stop looking at me, stop acting like I'm corporeal, just let me lay in my shallow grave and rot.
On People, Pancakes, Dissociation and the like
Its kind of funny right? When you're zooming through the world? A conversation here, a funfact there, oh look at the funny meme I sent you, of course I'm fine, banger joke you posted, bestie holy shit yes I love you, but actually I don't even fucking know who you are.
Do I need to repeat that? I don't know who you are. I love you, you're my best friend. I don't know your favorite color. I love you, I tell you all of my trauma. I have no idea what your last name is. I love you, I'd trust you with my passwords. I don't even actually know where you live. I love you, talking to you is so cool. I have no idea what you do on a daily basis or how you're feeling today. But hey I love you.
I don't know my mums favorite artist, or my dads childhood dreams. I have no idea what my youngest brother wants to do when he grows up and I don't know what kind of shows my other brother watches. I don't know when I've last seen my grandma and I don't know anything other than name and occupation of any of my other relatives.
Why? Because I didn't ask. Because I didn't listen. Because they stopped being people to me. Because even I stopped being a person to myself.
The world went all empty, all fluffy foggy fuzzy weird. NPC interactions, downloadable affection and reduction to the tiniest of matters.
Do I really need to know things about you, if I can click the button and send you all the memes, so you can like them and affirm that I remembered what three things you like to receive videos about? I have no idea if you might be d*ad tomorrow and if thats something I could have known, had I ever bothered to ask you anything, but look a silly cat, now like it and let me know I chose right.
God the chasing of shallow validation and affirmation is gonna be the death of me.
I don't stop to think if the person crossing the street right in front of my nose is...you know...a person. I don't know if they are anyone, or no one and oh look they got run over. Sack of meat is now a pancake and theres sauce all over the asphalt and thats all they are, because they aren't real. Another one will spawn eventually and maybe they'll be run over too, but thats okay because another one will spawn eventually.
If only they were a person to me, I might have thought about the family they'll never come home to, about the dreams they'll never get to fulfill and about the hundreds of belongings of theirs that'll end up in a landfill or a strangers home. But hey luckily they aren't a person to me, because that sounds exhausting and really I have a bus to catch and videos to watch, no time to dwell on that.
No wonder I never understood why people cry for strangers, if they're less than strangers to me. Can't grieve, what you don't perceive.
A professor is only there to hold the lecture for me, another student only there to provide short entertainment or company in the canteen, a coworker there to make the shift less boring and a neighbor there to make the neighborhood less empty.
Of course I'll be the surprised pikachu meme if they start talking about their feelings and worries and goals and hobbies, because what do you mean, you actually...exist? I forgot other people do that. I'm too baffled to really listen or care and I have no idea how the conversation ended, but you greet me the next day, so I'm sure I haven't said anything too rude.
Relearning again and again, that people are more than just two dimensional beings with a single purpose, kinda sucks and makes you feel like either you're an imposter or they are. Because how do I know this theoretically, but also never actually KNOW it?
Hey four limbed creature over there, what do you mean your thought process is different than mine? What do you mean you enjoy something I hate? What do you mean you experience emotions I can't even name? Are you sure you're not just a bug? I think you should have despawned long ago to save me from having to have the realization that I forgot again. How dare you and wheres my weapon to make you despawn a little faster? Oh I forgot to put it in my inventory again, but hey maybe you can walk into the road for me?
Insensitive thoughts, they say, absolutely inappropiate, but how am I supposed to know? You are the ones being buggy and weird, because NPCs don't care about that kind of stuff. Why is everyone forgetting their rules and roles???
Lights are flashing, fog is lifting, I want to cry, but I can't and I hear them scream, so I cover my ears, because this is wrong, oh so wrong.
Watch the videos, watch more, scroll further. Can't feel, can't think, people are just little characters on your screen. Theres no consequences, your best friends liked your memes, its okay you're chosing right.
Shit...people are people and they feel and they think and they want and I didn't know, how the fuck did I not know, this is too much, shut it off, shut it off, off I fucking said.
Look a silly little cat, they'll love that. Oh more cats, send send send, yes they liked it, more cats, god I'm excelling at this friendship thing, I'm amazing, they are just cat.
Right? No. Wait...no. They aren't just cat, fuck they're more, do I need to send anything else? How do you talk to people? What is people, what the fuck is people if not people being people, nothing makes sense, you need to shut it off.
Memories flood in. Moments in time where I knew it all. Moments where I obsessed and needed to know every detail, every little thing. I took notes, I remembered it all, I-....why did I ever stop? Right. Knowing people hurts, if they're just shadows they can't hurt you. Dissociate, push them away, prevent the hurt, its perfect, I feel so lonely - wait fuck no bad shit that wasn't supposed to happen.
How do I get it back? Right just choose one, 1...2...3...you. Tell me all about you, give me attention, watch all the things I give you, I love you, be mine, no stay away shit, don't be a person, you'll hurt me...but god I love you, but nope no I won't care, come closer, don't leave me, but stay a shadow, make it stop.
Memories, memories ah yes its always been this way right? People are people and I love it and I want to crawl into every crevice of their brain, but also no stop people from being people, because I can't take it if they are. Push and pull, shove and yearn, loop-de-loop, do a flip.
Imagine them d*ad until it doesn't bother you. Remember they're just a sack of meat, they'll be a pile of bones eventually, maybe another pancake, maybe in pieces, who knows, but you don't have to care, because they aren't people, except they are and it no longer vanishes forever.
I was so good at forgetting people are people and at making them just husks and shadows, but now they are flesh and blood and I forgot it all. I forgot what they like and who they are and how you crawl into their crevices and I know its my fault, but also fucking hell couldn't you have stayed a shadow? You had one job. Please don't make this harder for me, but also I know hard is the only way through, so please let me crawl inside of you.
I don't know who you are. I want to know. I forgot how to know. I was a terrible friend, terrible person to interact with, I still am sometimes, I forgot how not to be, but I want to learn. That counts for something right? Aren't I doing better? Asking more? I am, right?
Chasing the affection, chasing the validation, chasing the closeness, while being everything and nothing and remembering myself and forgetting some, but I'm chasing.
Its awkward, its uncomfortable, I care even though I don't want to, things affect me even if I don't understand how and still some things stay foggy and fuzzy and maybe thats a work in progress, but also I'm flipping out and I'm confused and I hate every part of this, but also I yearn and I'm lonely and I know I've been here before and I know I'm looping, but I wanna stay in this part of the loop this time.
I wanna feel pain, I wanna be uncomfortable, I wanna push the limits, I want more. I want to crawl into you and scan every corner of your brain and I want to let you in my mind and I'm afraid, but I don't wanna run and push and pull this time. I wanna be, I wanna see people, I wanna be people. Please?
Cool hypothetical poll: Do you automatically perceive everyone as inherently bad/worthless, and that they must prove themselves to you that they're good/useful before you could ever like/trust them?
Yes
No
No but in a concerned tone
Cool hypothetical poll: Do you automatically perceive everyone as inherently bad/worthless, and that they must prove themselves to you that they're good/useful before you could ever like/trust them?
Yes
No
No but in a concerned tone
four percent represent
4.6 percent gang rise up
4.9 percent lets go.
we don't know each other nor interact at all despite being mutuals for... a few years (I don't remember atp) but just seeing another schizoid's blog. the familiarity of something constant, somewhat, somehow reassures me
I think it's good to realize that there actually are other people who share your views and experiences in some way, even if there's no evidence of that in your daily life outside of tumblr (or whatever). I spent way too many long years thinking I was the only person in the world who was like this.
We are different from other humans. But we are real and valid and we are true to ourselves. Even if we are buried and hidden away so completely that no one else can ever see us.