Żeby Was chuj nie strzelił.
Ale narobiłem ambarasu!
Posłuchajcie:
No nie mam szczęścia. Chciałem dobrze, jak Gierek. A że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, tak też zrobiło się przez moment piekielnie.
Wczoraj przyszedł do nas facet. Magik. Chłop nawijał makaron na uszy jak mało kto. Sprzedawał te takie świecące po przełamaniu pałeczki. Wysłuchałem co miał do powiedzenia, między myślami o setkach innych rzeczy przemyślałem sytuację, i wziąłem opakowanie. Jedno, gdzie koleś upierał się przynajmniej na 6! No czaruś, a ja czarusi nie lubię. Myślałem tak: nic dla gówniarzy nie mamy, cena wychodzi znośnie, faktura od razu w srefie. Dobra, chuj, daj.
Dziś przyszedł SWS i się zaczęło. Wzięliśmy, dlaczego, jak... No ale dzień był jaki był, więc wszyscy byli jak na kacu. On miał do pogadania jeszcze z 2 osobami, więc poszedłem do domu. Wieczorem dostałem zdjęcie aukcji z Allegro.
Podzwoniłem po sklepach żeby wywiedzieć się z pierwszej ręki, co się odjebało. Bo głuchym telefonem to sami wiecie. Na końcu zadzwoniłem do SWS.
"Rozeszło się po kościach", można by rzecz. Mu głównie chodzi o to, że bierzemy towar od znanych firm, i to nie zawsze. Tu nagle pojawia się koleś znikąd i wszyscy od niego wzięliśmy bez konsultacji z SWS. I to starzy wyjadacze, jak ja, M. i E. Wszystko jest spoko, mam się nie przejmować, opierdolimy najwyżej po cenie zakupu i chuj. W tym momencie mnie uspokoił, ale...
Kiero mnie wpierdoli. Wyrwie mnie z korzeniami. Jak pomyślę... Przecież ona dojdzie na miejscu i to wielokrotnie. Będzie miała używanie jak pedofil w sierocińcu. Tego szczerze boję się najbardziej. To jej "aniemówienie", wymądrzanie. Dostanie kolejny kamień po wyimaginowany fundament własnej zajebistości, nieomylności i niezastępowalności. A że nienawidzi mnie całym sercem, no bardziej wymarzonej sytuacji mieć nie może. Bo resztę mam w dupie. Powiem szczerze, z czym się liczyłem, jak się nie sprzeda to wezmę to po cenie zakupu i rozdam gówniarzom po rodzinie. Majątku nie stracę. M. mówi dokładnie to samo.
Problem leży jednak w MST. Tu dziewczyna wzięła owe 6pudełek. Czyli wyjebała około tysiaka. Rozumem SWS. Też bym się wkurwił. Sam mi powiedział, że ja wziąłem tam jedno. M. i E. po 2, ale czemu ta zajebała 6?
Idę na urlop i znowu będzie gadane, że narobiłem gnoju i spierdalam, a oni niech sprzątają. Wiem, wiem... Niech gadają. Ale to gadanie bywa najcięższe. To jak słuchanie TV Republika i żartów z Tuska. Nieludzkie.
Biorąc te kijki kierowałem się logiką. Ratuje mnie to, że M. i E. kierowały się identyczną. Nie mamy nic dla dzieci. Niedrogi/"niedrogi" shit. Nie dzwoniliśmy do SWS, bo zawsze mówi "jak sprzedacie do weźcie". No i ja się kierowałem tym, że JEDNO a nie 6.
- Moja wina leży na dwóch słupach. Jednak nie zadzwoniłem i nie sprawdziłem ceny w necie, gdzie normalnie to robimy. Zgubił mnie nadmiar obowiązków: klienci, kilku przedstawicieli, towar i przemęczenie.
Moja wina, moja wina, moja wina. Ja chciałem dobrze.