Pairing: Chanbaek (Chanyeol x Baekhyun), Sekai (Sehun x Jongin), Xiuchen (Jongdae x Minseok)
Cast: EXO OT9, Jeon Jeongguk, others
Description: ,,How about your tongue skills, then? "
And that was it; the moment when Byun Baekhyun with his words signed the contract which messed his peaceful and perfect life up. And there was no way out.
Fanfiction inspired by baekyeolangst's thread (EXO as the rich kids of Seoul) on tt.
Warning: smut, M/M
A/N: English is not my native language. I'm really sorry for any mistakes.
Pairing: Ziam Mayne (Zayn Malik + Liam Payne), pobocznie Larry (Louis Tomlinson + Harry Styles), Zerrie (Zayn Malik + Perrie Edwards)
Bohaterowie: Zayn Malik, Liam Payne, Harry Styles, Louis Tomlinson, Niall Horan, Nick Grimshaw i inni.
Opis: Liam zostaje porwany; Zayn chce się go pozbyć. Mimo wszelkich starań, nie wychodzi mu to.
Ostrzeżenia: M/M, AU, przekleństwa, przemoc, sceny +16
A/N: -
Spis rozdziałów
Zayn przechyla głowę w bok i nieświadomie przygryza wargę. Obserwuje jak świeżo obcięte kosmyki sterczą na wszystkie strony zmierzwione głębokim snem, a pełne brwi nie marszczą się już w dziwny, niespokojny sposób. Liam oblizuje spierzchnięte usta i wzdycha cicho, zanurzając się głębiej w kanapie; Zayn czuje jak na ten minimalny gest jego krtań się zaciska, a serce wybija nieco szybszy rytm. Kręci głową, chcąc dać samemu sobie upomnienie. Wstaje szybko, gdy słyszy kroki w korytarzu i przechodzi do kuchni. Wyciąga z lodówki puszkę Pepsi i otwiera ją zwinnym ruchem. Siadając przy stole, obserwuje jak Harry sprawdza dłonią temperaturę czoła Liama; momentalnie Malik czuje ucisk w żołądku. Upija mały łyk napoju i stara się odwrócić wzrok.
Nie rozumie swojego zachowania. Wręcz pragnie pozbyć się tego dzieciaka z domu; najlepiej ze świata. Z drugiej strony jednak nie wyobraża sobie momentu, w którym miałoby go zabraknąć w ich załodze. Dlatego też milczy. Dosłownie. Ostatnie wypowiedziane przez niego słowa zabrzmiały w momencie, w którym postanowił odreagować kłótnię ze swoimi wspólnikami. Pamięta jedynie rozkaz obcięcia włosów Liama. Potem drogę do baru. Kolejno, już nic. Unosi głowę, usłyszawszy huk, gdzieś w pobliżu kuchenki gazowej. Wywraca oczami dostrzegłszy minę kolegi, który emanuje w jego kierunku mieszanką przeróżnych emocji.
- Jaśnie książę odezwie się łaskawie wreszcie do kogokolwiek, czy będzie tak milczał do grobowej deski?
Zayn wstaje i z obojętnym wyrazem twarzy chwyta swój napój i rusza przed siebie, co tylko spotyka się z westchnięciem przepełnionym irytacją i bezsilnością. Malik ponownie zajmuje miejsce naprzeciwko Paynea i wpatruje się w niego; bez mrugnięcia, tym razem zapominając całkowicie o otaczającym go świecie. Przesuwa wzrokiem po ostrych rysach szczęki szatyna, które stanowią doskonały kontrast wraz z jego pełnymi policzkami. Dłuższą chwilę poświęca jego kilkudniowemu zarostowi, który w dziwny sposób rozbudza w nim dziwne, nieznane uczucie; chce przebiegać opuszkami po ostrej teksturze bez przerwy. Podziwia jak długie rzęsy ozdabiają jego powieki oraz w jaki sposób brwi chłopaka zmieniają swój kształt, w zależności od obrazów przebiegających mu w głowie w trakcie snu. Wzdycha cicho; ze szczerym, doskonale słyszalnym zachwytem, gdyż chwilę później oddech więźnie mu w gardle. Zrywa się z fotela i ucieka na górę nim chłopak zdąży otworzyć oczy. Zostawia swoje picie na stoliku, a Harry, jako uważny obserwator całego zajścia, śmieje się cicho pod nosem i kreuje w głowie swój kolejny plan doskonały.
~ TG ~
Chłodne krople wody odbijają się od napiętej skóry Malika niczym drobinki rozbitego kryształu. Stoi bez celu pod prysznicem już dwudziestą minutę. Ma pustkę w głowie; nie myśli o niczym. Gdy postanawia sięgnąć po ręcznik, napotyka na swojej drodze ciepły dotyk, co zmusza go do zbyt gwałtownego wychylenia się zza zasłony. Przytrzymuje się szafki by nie upaść, tym samym strącając z niej kilka, prawie już wykorzystanych, butelek perfum.
- Nie rozumiesz co to jest przestrzeń prywatna?!
- Przynajmniej jej zaburzenie w końcu zmusiło cię do mówienia. – Odpowiada rozbawiony zdenerwowaniem Malika, podając mu ręcznik. – Wychodzę dzisiaj z Louisem. Nialla prawdopodobnie nie będzie do końca miesiąca, także pilnuj naszego jeńca tak, żeby nie wyparował w nadzwyczajny sposób.
- Chwila moment. – Marszczy brwi i owinięty w pasie frotowym materiałem, staje na wprost wyższego od siebie o głowę chłopaka, przez co musi spoglądać w górę. Przez tę różnicę wzrostu irytuje się jeszcze bardziej. – Ja chyba wyraziłem się jasno, co do sprawowania opieki nad tym…
- Mężczyzną, który podoba ci się tak bardzo, że zapominasz jak się oddycha? A no tak, coś tam chyba wspominałeś kiedyś. Ale czy w tym domu kiedykolwiek ktokolwiek wywiązał się ze swoich obietnic? Nie sądzę. – Dodaje szeptem i puszcza mu oczko. – Nie zniechęć go tylko do siebie tak od razu. O ile to w ogóle jeszcze jest możliwe. – Mówi nim opuszcza łazienkę.
Zayn przeklina pod nosem, a w myślach odlicza do dziesięciu, z każdą kolęjną liczbą biorąc coraz to głębsze oddechy. Sprząta bałagan, który zrobił na podłodze przez swój drobny poślizg i upewniając się, że ani z prawej ani z lewej nie widać Liama, zdecydowanym krokiem rusza do swojej sypialni. Opiera się o drzwi, gdy tylko je za sobą zamyka; jakby nogi nie były w stanie go utrzymać bez drewnianej podpory. Słyszy ciche chichoty dobiegające z pokoju naprzeciwko i przez chwilę się zastanawia jak to możliwe, że Louis wytrzymuje z Harrym, i na odwrót, już kolejny rok. Po chwili jednak uśmiecha się, nawet pomimo uczucia zazdrości, które towarzyszy mu wraz z myślą o szczęśliwym związku przyjaciół. Opada bezsilnie na łóżko i zamyka oczy. Jego oddech jest spokojny; umiarkowany. Kąciki ponownie unoszą się ku górze, gdy wspomina błogi wyraz twarzy Liama, pogrążonego w głębokim śnie. Nie stara się powstrzymać myśli o nim. Wręcz przeciwnie. Pragnie ich i pozwala każdej jednej przeniknąć do jego głowy. Nie rozumie dlaczego, ale traci nad sobą samokontrolę.
Nagle uderza go chłód pościeli. Wzdryga się i spogląda w suit. Ponownie tego dnia kręci głową, na znak protestu; zaprzeczenia sobie i swoim potrzebom oraz uczuciom. Chwyta uprzednio przygotowane, wygodne ubranie i gdy kończy osuszać włosy ręcznikiem, pozostawiając je w porządnym nieładzie, schodzi do salonu, w którym zastaje obiekt swojego zainteresowania.
Payne czyta książkę, skulony w kącie kanapy, z kolanami podciągniętymi niemalże pod samą brodę; nawet nie zauważa kiedy Malik się pojawia. Pociera wierzchem dłoni delikatnie swój nos, po czym pociąga nim kilka razy i zaczyna oddychać ustami. Zayn dostrzega jak kilka kropli ucieka spod jego powiek, wyznaczając sobie drogę wzdłuż rumianego policzka Liama. Mulat wzdryga się na głośny krzyk pożegnania i trzask drzwi, co jednoznacznie daje mu do zrozumienia, że został zupełnie sam z szatynem. Bierze głęboki oddech i pewnym krokiem rusza ponownie do kuchni. Stara się nie potknąć o własne nogi, kiedy czuje na sobie zamglone spojrzenie chłopaka; odprowadza go do momentu, gdy nie znika z pola jego widzenia. Zayn zatrzymuje się przed lodówką, gdyż starannie zapisane pismo przykuwa jego uwagę. Czyta z uwagą polecenia względem Liama zapisane przez Harrego i przechodząc przez mentalną sprzeczkę z samym sobą, mimo wszystko zaczyna przygotowywać lekarstwo, starannie odmierzając jego dawkę. W międzyczasie wstawia również wodę na herbatę i czekając aż się zagotuje, wychyla niepewnie głowę zza futryny, by móc bezkarnie obserwować chłopaka; zgłębiony w lekturze o ludzkiej anatomii, przeciera ci chwile zmęczone oczy, które wypełniają łzy od kataru oraz zbyt wysokiej gorączki. Nie daje jednak za wygraną i przewraca kolejną stronę, zaczynając przebiegać wzrokiem po zapisanych linijkach. Zayn marszczy czoło i zastanawia się, co do cholery może być ciekawego w szkolnym podręczniku o ludzkim ciele i organizmie. Po chwili jednak jego oczy otwierają się nieco szerzej, a policzki pokrywa delikatny rumieniec. Odrzuca jednak tę myśl nim zdąży się bardziej rozwinąć i zalewa herbatę. Chwyta kubek oraz lekarstwo. Bierze głęboki oddech i stawia obojętne kroki, które przynoszą mu więcej trudu niż kiedykolwiek. Stawia naczynia na stoliku przed Liamem i nim zdąży się wyprostować, napotyka ciepłe spojrzenie przepełnione zmęczeniem, tęsknotą, ale również odrobiną wdzięczności. Zayn oblizuje szybko usta, nie będąc w stanie zerwać kontaktu wzrokowego między nimi, na co Payne niespodziewanie unosi pytająco brew.
- To od Harrego. – Tłumaczy krótko i siada na drugim końcu salonu, by zachować jak największy dystans między nimi. Kątem oka obserwuje jak chłopak upija łyk gorącej herbaty, starając się dokładnie zapamiętać w jaki sposób oblizuje przy tym usta. Czuje się gorzej niż zakochana nastolatka i przyznaje się do tego sam przed sobą, co tylko bardziej go irytuje. Nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, na kogo jest zły bardziej; na siebie, czy Liama, który mimo sytuacji w jakiej się znajduje, zachowuje się całkiem normalnie, jak gdyby nigdy nic się nie stało.
Zayn wydyma w złości nieznacznie swoje policzki i zsuwa niżej na kanapie, prawie zjeżdżając z niej na podłogę, co spotyka się z cichym chichotem. Brunet unosi brew i ponagla Liama wzrokiem, oczekując wytłumaczenia. Ten jedynie wzrusza ramionami i powraca doczytania podręcznika biologicznego.
Malik jest bardziej niż wściekły w momencie, gdy mniejsza wskazówka po raz trzeci przesuwa się na kolejną liczbę. Irytujący dźwięk wiadomości cicho sączy się z telewizora powieszonego na ścianie, a wzrok Liama ani na moment nie opuszcza książki. A Zayn chorobliwie potrzebuje czyjejś uwagi w tym momencie. Kręci się niespokojnie na swoim miejscu, obserwując spod przymrużonych oczu chłopaka. Odwraca gwałtownie głowę w kierunku drzwi i odruchowo doskakuje do Liama, pociągając go za sobą w dół. Po chwili jednak żałuje swojej decyzji. Dom wypełnia donośny śmiech dwójki chłopaków, którzy ściągają w przejściu do salonu swoje kurtki obserwując Liama oraz Zayna z rozbawieniem.
- Zayn, mogłeś swojego chłopaka przynajmniej na kanapę zaprosić. Nie wspominając o tym, że najrozsądniej byłoby, gdybyście skończyli w pokoju któregoś z was. – Harry unosi brew. Po chwili zaczyna się śmiać jeszcze głośniej, gdy Mulat ze złości zaczyna niebezpiecznie czerwienieć, dając tym samym znak, że chłopak powinien się prawdopodobniej powstrzymać od dalszych komentarzy. W jednej sekundzie się podnosi i rusza do wyjścia pozostawiając zdezorientowanego Liama na podłodze w salonie.
Pairing: Ziam Mayne (Zayn Malik + Liam Payne), pobocznie Larry (Louis Tomlinson + Harry Styles), Zerrie (Zayn Malik + Perrie Edwards)
Bohaterowie: Zayn Malik, Liam Payne, Harry Styles, Louis Tomlinson, Niall Horan, Nick Grimshaw i inni.
Opis: Liam zostaje porwany; Zayn chce się go pozbyć. Mimo wszelkich starań, nie wychodzi mu to.
Ostrzeżenia: M/M, AU, przekleństwa, przemoc, sceny +16
A/N: Chciałabym przywitać wszystkich po naprawdę długiej przerwie (chyba rocznej, jak i nie dłuższej...). Dużo się działo u mnie przez ten ostatni rok i naprawdę strasznie dużo rzeczy się pozmieniało. Niektóre na plus, a niektóre niestety wręcz przeciwnie. Dodatkowo matura za miesiąc, więc chyba sami rozumiecie, że im mniej czasu do egzaminów, tym większa presja i nagonka ze strony nauczycieli. Nie trując tu dłużej, witam Was reaktywacją The Getaway.
Spis rozdziałów
Bolesne obrazy odtwarzają się w głowie Liama jeden po drugim niczym piosenka ustawiona na niekończące powtarzanie się. Drżący oddech ucieka spomiędzy spuchniętych warg, a koniuszek języka, który nieubłaganie domaga się kropli wody, cierpnie na metaliczny posmak, który przedostaje się wraz z kubkami smakowymi gdzieś w pobliże podniebienia. Chłopak stara podnieść się z ziemi, jednak nie jest w stanie się poruszyć, gdyż nawet mrugnięcie sprawia mu problem. Wbija tępo swój wzrok w szarą powierzchnię odrapanej ściany nieopodal okna. Stara się wykonać ruch, wpierw umysłem, potem ciałem, jednakże nadal pozostaje dociśnięty do podłogi niewidzialnym ramieniem, które powoli zaczyna uniemożliwiać mu swobodne oddychanie. Zamyka oczy. Zaczyna liczyć w głowie; od zera do stu trzy razy. Słyszy zgrzyt zamka i skrzypnięcie drzwi. Nie fatyguje się jednak, by otworzyć oczy; nie jest w stanie, do momentu, w którym strumień chłodnej wody ląduje na jego twarzy i spływa powoli pod brudną od potu i krwi koszulkę. Krztusi się, gdy siada z drobną pomocą pewnej dwójki. Odchyliwszy zbyt ciężką w tym momencie głowę w tył, zmusza się by spojrzeć na chłopaka kucającego kilkadziesiąt centymetrów przed nim. Jest jednak na tyle blisko, że Liam jest w stanie wyczuć zapach jego perfum, papierosów oraz mięty; tę samą mieszankę, która była ostatnią zapamiętaną rzeczą nim stracił przytomność.
- Spójrz na niego, Z… - Jeden pomocników, zaczyna swoją wypowiedź, jednakże krzyżując swoje spojrzenie z chłodnym rozkazem w oczach Mulata, w porę ją przerywa. – Nie sądzisz, że jesteś mu coś winien?
- Chyba tylko kulkę w łeb.
Liam czuje na swoim ubraniu, jak pięść chłopaka mocno się zaciska, a jego całe ciało nie komfortowo się spina. Słyszy jak wypuszcza ze świstem drżące powietrze i stara się uspokoić; według Liama, licząc w myślach co najmniej do dziesięciu. Wtedy uścisk nieco się rozluźnia. Jego dłoń wędruje na kark Paynea i po prostu tam spoczywa, dając tym samym szatynowi dziwne poczucie bezpieczeństwa. Czuje na sobie spojrzenie osoby siedzącej po jego lewej stronie; jest pewny, że nie jest ono przepełnione współczuciem. Przyprawia go jedynie o gęsią skórkę.
- Możesz przestać go dotykać? – Cicho wypowiedziane słowa odbijają się echem w głowie Liama głośniej niż by tego chciał. Ponownie zaciska powieki i czuje jak przyjemne ciepło dłoni znika z odkrytego kawałka ciała między linią jego włosów a kapturem bluzy. – Bo za chwilę podzielę jego zdanie na temat kulki w łeb.
Między ich dwójką następuje stanowcza wymiana spojrzeń i pomimo faktu, że Liam ich nie widzi, są tak ostre, że jest w stanie wyczuć je na swojej skórze. Drży, a jego ramiona pokrywa ponownie gęsia skórka. Wstrzymuje oddech gdy czuje chłodne opuszki przebiegające po jego czole, by odgarnąć przyklejone do niego ściemniałe od potu kosmyki. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki szatyn unosi powieki i napotyka twarz chłopaka z naprzeciwka tuż nad swoją. Przygląda mu się uważnie; tym razem nie widzi nic innego poza zdezorientowaniem zmieszanym ze zdenerwowaniem. Zayn jak oparzony odskakuje na swoje miejsce, usytuowane bezpiecznie z dala od Liama; patrzy na niego spod przymrużonych oczu, starając się uspokoić targające nim emocje. Normuje oddech i unosi głowę nieco w górę, by spojrzeć na dwójkę chłopaków, których niema kłótnia trwa w dalszym ciągu.
- Wygląda jak dziecko. – Mulat w końcu postanawia przykuć ich uwagę.- Spójrzcie tylko na niego. Na jego włosy, ubrania. Zanim wszystkie rany i sińce się zagoją minie sporo czasu. I co, ma być do tego czasu na moim utrzymaniu? Nawet nie wiem jak ma na imię. Nie wiem czy w ogóle nam się do czegoś przyda. Nie potrzebuję pod swoim dachem kolejnego darmozjada. Mam już dwóch, tyle mi wystarczy. – Posyła im, szczególnie temu sympatyczniejszemu, stanowcze spojrzenia, po czym sięga do tylnej kieszeni spodni.
- Ani mi się waż! – Krzyczy i przyciąga do siebie Liama, nie zwracając uwagi na jego bolesne jęki, czy też głośne przekleństwa szatyna, który pilnuje lewej strony Paynea. – Co on ci takiego zrobił? To nie jego wina, że się tu znalazł! Jedyną osobą, która powinna zarobić tę twoją złotą kulkę w łeb, to ty, Zayn. – Przeciąga jego imię w głupkowaty sposób, gdyż wie, że sam fakt jego ujawnienia, nie wyprowadzi go dostatecznie z równowagi. – Na słówko was proszę. Już. – Dodaje stanowczo, po czym wstaje i jako pierwszy opuszcza pomieszczenie. Liam uważnie mu się przygląda, chcąc zapamiętać każdy jego szczegół. Wie, że to nie on dowodzi grupą; tytuł szefa bez pudła można przypisać Mulatowi, gdyż ma to wręcz wypisane na twarzy. Jest natomiast najwyższy z całej trójki; zgrabny, jednak dobrze zbudowany. Jego włosy w tym momencie sterczą we wszystkie możliwe strony, przez zbyt częste i nerwowe przeczesywanie ich palcami. Liam dostrzega kilka sygnetów na szczupłych, długich palcach chłopaka. Wędruje wzrokiem wzdłuż jego przedramienia i wstrzymuje oddech na widok przeróżnych, wytatuowanych obrazków na wyraźnie zarysowanych mięśniach ramion;. Nim chłopak zdąży zniknąć za drzwiami, Payne najlepiej zapamiętuje jego twarz, kiedy odwraca się i patrzy przez dłuższą chwilę na dwójkę kolegów, którzy nie zdążyli się jeszcze ruszyć ze swoich miejsc. Kilka sekund później Liam ponownie zostaje sam. Słyszy ich głośną kłótnię, nawet pomimo faktu, iż znajdują się w salonie, piętro niżej. Wychwytuje w szczególności dwa głosy, wcześniej wspomnianego Zayna oraz tego Miłego. Trzeci z nich prawie w ogóle nie zabiera głosu, z wyjątkiem momentów, w których powstrzymuje któregoś z nich od rękoczynów.
- W porządku! – Zayn wykrzykuje ostatecznie, czym ucisza wszystkich. Nawet Liam wstrzymuje oddech. – Niańcz go jak długo ci się podoba, byle by tylko nie puścił pary z ust! Ale jeśli tylko usłyszę ,,Zayn, możesz dzisiaj się nim zająć, bo chciałbym wyjść gdzieś z Louisem” lub jeśli piśnie chodź jedno słowo nieodpowiedniej osobie o tym co wie, pamiętaj, że mój pistolet jest naładowany o każdej porze dnia i nocy. Wystarczy go odbezpieczyć, umiejętnie wycelować i pociągnąć za spust. Dwa razy, bo w tym momencie za twoje życie nie ręczę jeśli cokolwiek pójdzie nie tak. – Dodaje i rzuca plik kluczy na stół. – I zetnij mu te cholerne włosy. – Syczy, jednak na tyle głośno, że Liam doskonale odczuwa te słowa głęboko w kościach.
Nie mija minuta jak drzwi magazynu ponownie się otwierają; Payne mruży delikatnie oczy na kontakt ze zbyt jaskrawym światłem. Dostrzega w progu tę dwójkę, która pomogła mu się utrzymać w pionie podczas spotkania z Zaynem. Wymieniają między sobą po raz kolejny tego dnia sprzeczne spojrzenia, który wyższy z nich jako pierwszy postanawia przerwać.
- Cześć, jestem Harry. – Przedstawia się, gdy kuca przed materacem i pomaga szatynowi usiąść pod ścianą. – Zostaniesz z nami przez jakiś czas… - Urywa i przygryza nerwowo wargę. – Przez dłuższy czas.
- Uświadom go od razu, że nigdy stąd już nie wyjdzie. Zaoszczędzisz mu głupich nadziei na lepsze życie. – Szatyn prycha i krzyżuje ramiona na wysokości klatki piersiowej. Opiera się o framugę i przechyla lekko głowę, przyglądając się uważnie Liamowi; prycha ponownie. – Zayn ma racje. Po co on ma żyć? Nie będzie pracował, nie znajdzie sobie dziewczyny, nie ożeni się, nie będzie miał dzieci. Spędzi w tym odrapanym magazynie wieki. I to wszystko dzięki tobie, Harry.
- Zamknij się Louis! – Podnosi głos i Liam aż otwiera szerzej oczy ze zdziwienia na jego reakcję. – Po prostu się zamknij! Wyjdź, idź gdzieś do pubu, klubu, napij się; po prostu wyjdź.
Louis patrzy na niego zdezorientowany; mruga szybciej, kilka razy, jakby chciał się upewnić, czy to wszystko aby na pewno dzieje się naprawdę. Liam dostrzega jak policzki szatyna pokrywają się różanym odcieniem, powoli przechodząc w kolory dorodnego pomidora. Czoło zdobi milionami cienkich linii, których marszczenia powodują, że brwi niebezpiecznie wędrują w dół, przysłoniwszy wystarczająco cienkie już oczy chłopaka. Otwiera usta by coś powiedzieć, jednak wstrzymuje swoje słowa głęboko w gardle. Odwraca się, zbiega na dół pokonując co drugi stopień na schodach i głośnym trzaskiem drzwi oświadcza, że w budynku nie ma nikogo oprócz Harrego oraz Liama.
Wysoki brunet pomaga stanąć Payneowi na nogach. Powoli wyprowadza go z chłodnego pomieszczenia; idą przez długi korytarz, który wydaje się być Liamowi w zupełnie innym miejscu, w porównaniu do magazynu, w którym zagrzewa miejsce. Ściany pokryte są przyjemną dla oka, kremową tapetą z drobnymi detalami w odcieniu mocnej kawy. Podłoga wykonana jest z drewna; pokryta ciemnobrązowym lakierem. Drogę oświetlają im lampy, zamocowane w regularnych odstępach do ścian. Szatyn rozgląda się dokoła, zainteresowany wystrojem przez co zapomina o synchronizacji kroków wraz z wystarczająco już wolnym tempem Harrego. Mamrocze wstydliwie ‘Przepraszam’ za każdym razem, gdy potyka się o własne stopy, co za dwudziestym razem szczerze zaczyna bawić bruneta.
Wchodzą do łazienki; pierwsze co uderza Liama to, niemalże duszące, ciepło grzejnika, jednakże nie przeszkadza mu to. Bez słowa zaczyna ściągać swoje ubrania, z drobną pomocą Harrego; gdy ten uprzednio dokręca ciepłą wodę, by napełnić nią wannę. Strumień wypełnia krystalicznym dźwiękiem przestrzeń białej łazienki; wyłożona jest połyskującymi płytkami w kształcie dużych prostokątów na całej powierzchni ścian oraz podłogi.
- Będę na dole. – Wyrzuca z siebie Wysoki Brunet i rusza do wyjścia, po drodze zbierając brudne ubrania.
- Czy on… To twój chłopak? – Liam zdobywa się na odwagę i w końcu się odzywa, czym zaskakuje Harrego.
Chłopak potrząsa głową; wybudza się z kilkusekundowego transu i unosi delikatnie kąciki ust ku górze, ukazując delikatne zarysowania dołeczków w policzkach.
- Taa. – Potakuje i śmieje się cicho pod nosem. – Nie przejmuj się nim. To specyficzny charakter.
- Przepraszam. Nie chciałem być przyczyną waszej kłótni.
- Liam, my się nigdy nie kłócimy. – Oznajmia rozbawiony i posyła chłopakowi ciepłe, przyjazne spojrzenie. – Weź kąpiel. Będę na dole, w kuchni. Zrobię coś do jedzenia i ciepłego do picia. A i przyniosę ci jakieś ubrania. – Dodaje i przygryza wargę, uważnie przyglądając się szatynowi, chcąc oszacować jego wymiary. Marszczy nos, gdy przypomina sobie po chwili, że w dłoniach trzyma jego ubrania, które mają na sobie metki z rozmiarem. Wywracając oczami na swoją głupotę, znika za drzwiami.
Liam otwiera oczy na dźwięk rozbijanego szkła. Wzdryga się w chłodnej wodzie, część z niej wylewając poza ramę wanny. Siada zbyt gwałtownie; podpiera się dłonią o powierzchnię lodowatych kafelek, gdy obrazy przetwarzane w jego głowie zaczynają wirować. Mruga szybciej i dostrzega jak Harry zbiera ostrożnie pozostałość po szklance strąconej z umywalki.
- Naprawdę starałem się być cicho. – Mamrocze niezrozumiale pod nosem, co Liam uznaje za zabawne. Chichocze cicho, czym przykuwa uwagę bruneta. – Przyniosłem ci ubrania i herbata czeka już na dole. Kolacja jeszcze się gotuje.
- Dlaczego mi pomagasz? Dlaczego nie jesteś tego samego zdania co oni?
Obydwoje milczą. Payne dostrzega jak pod wpływem jego spojrzenia, chłopak kurczy się nieznacznie; jakby w zamiarze samoobrony. Po chwili jednak wstaje; z gracją, jednym zwinnym ruchem i podchodzi z odłamkami szkła do wyjścia, patrząc na szatyna po raz ostatni.
- Bo ja nie jestem taki jak oni. – Odpowiada i wychodzi.
W-O-W. Ciężko coś wykrztusić po tak ekscytującym i zarazem ciekawym,wspaniałym rozdziale. Ciekawe jak rodzinka Malika na to zareaguje. Liam będzie top? A Zayn Bottom? Czy na odwrót? Mruu... Juz wyobraziłam sobie parę scenek z ich wykonaniem. *-*
Jeśli mam być szczera, to nie planuję takich scen w tym opowiadaniu. 😂
Ale jeśli cię to pocieszy, mam w planach napisać je od początku, jednak w formie mini serii (ponieważ okazało się, że jednak nie mam aż tyłu pomysłów, by zrobić z niego dłuższe opowiadanie).Dla zainteresowanych: to samo tyczy się I Need a Job. :)
It’s YoU - Official Music Video (Ziam Edition)
So yeah, I made a thing. And I don’t regret it. AT ALL!
P.S. I had a story on my mind when I was making this edit, so forgive me leaving one scene with the blonde gurl xd.
Enjoy x.
Nie jestem dobry w pisaniu tego typu wiadomości, tak mi się wydaje, ale stwierdziłem, że nie zaszkodzi. Jak byś pisała jakieś opowiadanie o Ziamie to proszę mnie poinformować, bo czuję, że będzie świetne :)
Mam kilka pomysłów i mam w planach jeden z nich dokończyć przez ferie :) i dziękuję, że tak we mnie wierzysz hah x. Kiedy będzie gotowe z pewnością do ciebie napiszę :)
"Never. Forever." to... to jest cudne. Nawet nie wiem, co powiedzieć, ale... dziękuję, że to napisałaś, że chciało ci się to dokończyć x
Jejku, dziękuje bardzo za tak motywującą opinię. Bardzo się cieszę, że długość tego jednopartu jednak nie zawadziła na jego jakości. Mam cichą nadzieję, że reszta moich prac będzie równie ciekawa, a nie nudząca. Zwłaszcza opowiadania, gdzie już po pierwszym rozdziale ja sama nie mam ochoty ich czytać dalej haha :DDziękuję ci jeszcze raz baaaaaardzo bardzo za te kilka słów. Że w ogóle chciało ci się do mnie napisać. Całuję i ściskam mocno x.
Opis: Odchyla głowę w tył, przełykając gorzki smak porażki, i przechyla ją, aby wlepić spojrzenie w fotografię zakochanej dwójki siedemnastoletnich chłopaków, goniących się w kulisie Londyńskiego studio X Factor.
Odgłos nerwowego stukotu opuszków o parapet rozchodzi się w gęstej ciszy wypełniającej pogrążany w mroku apartament. Wypuszczony z ust dym papierosowy odbija się od szklanej powierzchni okna i uderza wprost w twarz chłopaka, jednak ten, nie zwraca na to uwagi. Wbija chłodne spojrzenie w ulicę, na której pojawia się samochód. Gasi niedopałek w kryształowej popielniczce i odkłada ją na niskim stoliku, w drodze na drugie piętro. Sięga do swojej torby i wyciąga kolejny skręt tytoniu, jednak nie odpala go. Zwinnie pozbywa się bawełnianej koszulki, zwisającej swobodnie z jego smukłej postury i odwraca głowę w kierunku, drzwi, słysząc chrzęst zamka. Siada na krawędzi posłanego łóżka, tyłem do wejścia i nasłuchuje uważnie nerwowych kroków Liama.
A/N: ten jednopart leżał już bardzo długo niedokończony gdzieś w folderze w moim komputerze, jednak dopiero teraz jakoś znalazłam ochotę i słowa na jego dokończenie. Inspiracją do niego był słynny i przypadkowy pocałunek Lilo na jednym z koncertów oraz stała zazdrość Zayna o Liama, o której doskonale wiemy i niejeden raz zdołaliśmy się o niej przekonać (Zen od zawsze lubił podkreślać czyj jest Liam xd)
Mam nadzieję, że powoli jakoś powracam do rutyny. Pozdrawiam.
Ostrzeżenia: M/M, +16
Krystaliczny dźwięk wody wlewanej do szklanki odbija się echem w przestrzeni pustej rezydencji. Szatyn staje, opiera biodra o kuchenny blat i upija spory łyk, twarz przecierając wierzchem drżącej w panice dłoni. Dopija napój do końca, a jego miejsce zajmuje ostra, szkocka whisky o delikatnym posmaku herbaty, który łagodzi alkoholową gorycz. Przekrwione oczy ponownie zachodzą się łzami, a wzrok wędruje w dół, uważnie zakreślając niedbałe kształty na dłoniach, klatce piersiowej oraz brzuchu. Odchyla głowę w tył, przełykając gorzki smak porażki, i przechyla ją, aby wlepić spojrzenie w fotografię zakochanej dwójki siedemnastoletnich chłopaków, goniących się w kulisie Londyńskiego studio X Factor.
Odgłos nerwowego stukotu opuszków o parapet rozchodzi się w gęstej ciszy wypełniającej pogrążany w mroku apartament. Wypuszczony z ust dym papierosowy odbija się od szklanej powierzchni okna i uderza wprost w twarz chłopaka, jednak ten, nie zwraca na to uwagi. Wbija chłodne spojrzenie w ulicę, na której pojawia się samochód. Gasi niedopałek w kryształowej popielniczce i odkłada ją na niskim stoliku, w drodze na drugie piętro. Sięga do swojej torby i wyciąga kolejny skręt tytoniu, jednak nie odpala go. Zwinnie pozbywa się bawełnianej koszulki, zwisającej swobodnie z jego smukłej postury i odwraca głowę w kierunku, drzwi, słysząc chrzęst zamka. Siada na krawędzi posłanego łóżka, tyłem do wejścia i nasłuchuje uważnie nerwowych kroków Liama, który przeskakując co drugi stopień, w tempie ekspresowym znajduje się w sypialni.
- Co do cho…
- Powinienem zapytać dokładnie o to samo. – Przerywa mu bez większego namysłu, zaciągając się ostrą goryczą papierosa. – Co do cholery, Liam?
Otwiera usta, stara się coś powiedzieć i naprawdę tego chce. Ale nie potrafi. Żadne słowo nie przeszywa ciężkiej atmosfery, która szybko opada na ich dwójkę. Szatyn wbija wzrok w wykładzinę, podczas gdy Zayn w dalszym ciągu wpatruje się tępo w jeden punkt gdzieś przed sobą. Trwają tak przez dłuży czas, do momentu, w którym popiół nie opada na dywan.
- Co do cholery, Liam?! – Wstaje gwałtownie. – Było miło? Było przyjemnie? Lepiej niż ze mną? No powiedz. – Mruży oczy stając twarzą w twarz ze zdezorientowanym chłopakiem, paląc łapczywie papierosa.
- A…
- Nie pierdol głupot! – Unosi się i ponownie mu przerywa. – Jak jest z Tomlinsonem, co? Lepsze doznania? Bo chyba na publicznym całowaniu nie zakończyliście. – Uśmiecha się z ironią i odchodzi na świeże powietrze, jednocześnie opierając się o chłodną barierkę balkonu.
Payne wzdycha cicho i przeciera wilgotne od łez oczy. Zmęczony odstawia walizkę w kącie i opada bezsilnie na łóżko, chowając twarz w dłoniach, gdy zanosi się płaczem. Po chwili czuje za sobą obecność Zayna, na co instynktownie napina mięśnie. Jednak nie trwa to długo, gdyż Mulat sięga pamięcią doskonale do wspólnie spędzanych momentów, które poświęcali lepszemu poznawaniu siebie. Zaciska swoje szczupłe palce delikatnie na ramionach szatyna i masuje je, ostrożnie ku górze na linii karku. Liam poddaje się dotykowi.
- Odszedłeś. – Zaczyna, odchyliwszy głowę nieznacznie w tył. – Zostawiłeś chłopaków. Mnie. Tylko i wyłącznie dlatego, że miałeś za mało uwagi medialnej. Postawiłeś wszystko na jedną kartę, bo nie chciałeś być jednym z pięciu. A z tego co pamiętam, zawsze miałeś być przy mnie. – Wypomina mu obietnicę, co niespodziewanie uderza Mulata w policzek. – Od tamtej pory nic nie było takie samo. Ty wiesz, do cholery, jak samotnie się czułem na scenie? W życiu? Kiedy pomimo trójki wspaniałych przyjaciół, nie miałem przy sobie tej jednej najważniejszej osoby, której oddałem całe swoje serce? Nawet zadzwonić nie raczyłeś. Ale, przecież nie miałeś czasu. – Śmieje się desperacko. – Kluby w Los Angeles aż płonęły od twojej obecność. Niejedna dziewczyna, z którą cię widziano, też. – Dodaje i wyszarpuje się ze zbyt mocnego uścisku. – A po dwóch miesiącach samotności w końcu zacząłem ponownie się śmiać i uśmiechać. Bo to właśnie Louis postawił mnie z powrotem na nogach. Nawet nie zdajesz sobie sprawy przez jak długi czas upijałem się nocami do nieprzytomności tylko po to, aby zapomnieć. Nie zdajesz sobie sprawy, Zayn. – Wyrzuca i spuszcza wzrok, gdy wstaje, ponieważ doskonale wie, że nie przeżyłby wyrazu rozdartego Malika, którego dręczy sumienie. Powoli się rozpakowuje i nasłuchuje uważnie. Nie słyszy nic poza ciszą, przerywaną co jakiś czas przyśpieszonym oddechem bruneta.
- Ja… Zerwałem zaręczyny.
- Nie czyni cię to bohaterem. Za chwilę znalazłeś sobie nową. – Kończy za niego, wzruszywszy ramionami. – Przestało mnie to interesować, od kiedy ty uznałeś, że o mnie pamiętać nie warto. – Kłamie, ponieważ jego pamięć doskonale sięga do przykrych momentów, które w ostatnim tygodniu nie jeden raz złamały mu serce. – Zayn, naprawdę jestem zmęczony. Mieliśmy ciężki okres i po powrocie z ostatniego koncertu na najbliższy rok, naprawdę nie marzę o niczym innym jak o wygodnym materacu, poduszce i ciepłej kołdrze. Dlatego bardzo cię proszę, jeśli chcesz dalej robić mi wyrzuty o moją przyjaźń z Louisem, tam są drzwi. – Wskazuje dłonią w otwartą przestrzeń, odwracając się przodem do chłopaka, który nie daje oznak życia.
Zayn siedzi nieruchomo i zawiesza intensywne spojrzenie na sylwetce Liama. Chce coś powiedzieć, jednak nie jest w stanie otworzyć ust, więc wysyła chłopakowi nieme znaki, ponieważ to jedyne co może zrobić.
Chwyta jego dłoń, gdy Payne przechodzi obok niego z kupką ubrań w ramionach. Pociąga go na swoje kolana, a cichy pisk przerywa w końcu gęstą ciszę, co rozbawia Malika i szokuje Liama. Zamiera, dostrzegłszy uśmiech, którego brakuje mu codziennie. Zaciska palce na bawełnianym t-shircie i wciąga gwałtownie powietrze, czując pełne wargi, wyznaczające sobie swobodną ścieżkę na jego szyi. Kocha to i zbyt bardzo tęskni, aby zachować zdrowy rozsądek.
- Z-zayn, nie chcę tego tak załatwiać. – Wzdycha cicho i przesuwa się do przodu, aby znaleźć się jeszcze bliżej. – Ja nie chcę być twoją zabawką, której potrzebujesz tylko od czasu do czasu.
- A ja nie chcę, żebyś tak o sobie myślał. Żebyś tak siebie nazywał. Zasługujesz na więcej. – Szepcze i składa delikatny pocałunek w kąciku ust szatyna.
Liam popycha chłopaka na łóżko i całuje zachłannie, co wprawia Mulata w przyjemne zaskoczenie. Przesuwa dłonie po bokach ciała szatyna, wyczuwając napięte mięśnie, wytrenowane o wiele lepiej niż pamiętał. Rozchyla usta i zahacza koniuszek języka o ostrą płytkę zębów Liama, na co ten chwyta w nie nabrzmiałą wargę Mulata i pociąga, ssąc tak leniwie, że doprowadza tym Malika do szału. Zmienia ich pozycję, przekręciwszy Paynea na plecy, tym samym znajdując swoje miejsce na jego biodrach. Szarpie się przez chwilę z jego górną garderobą, jednak po chwili już zajmuje się mechanizmem dwóch guzików i zamka ciemnych, dżinsowych spodni, usta rozpraszając w niedbałym pocałunku. Paznokcie pozostawiają po sobie czerwone ślady, które doskonale odznaczają się kontrastem z bladą skórą Liama. Drży, gdy Zayn szepcze jego imię tuż nad uchem i przygryza skórę, która łączy je z delikatnym zarysowaniem szczęki. Zsuwa dłonie na pośladki w dalszym ciągu okryte dżinsowym materiałem i ściska je, wyciągając z ust bruneta cichy, przeciągły jęk. Tęsknił za tym. Tęsknił za nim.
- Przestałem mieć nadzieję, że wrócisz. – Oblizuje spierzchnięte usta, zwinnym ruchem zsuwając spodnie chłopaka, wraz z bokserkami, gdy dostrzega, że sam jest już całkowicie nagi. – Myślałem, że wolisz zapomnieć.
- Ćśi. – Ucisza go drobnym pocałunkiem. – Nie myśl tak nigdy więcej. Przepraszam.
- Wiem. – Odpowiada cicho, niemalże bezdźwięcznie i przyciąga go za włosy, dociskając mocno ich usta, poruszając nimi leniwie i gwałtownie zarazem.
Zayn całuje wygłodniale klatkę piersiową i podbrzusze szatyna, pozostawiając na skórze odznaczającej kość biodrową przekrwioną malinkę, na co Liam chichocze przez urywany oddech, ponieważ wie, że to już ich drobna tradycja. Jęczy i zaciska powieki, czując ciepły oddech w miejscu wrażliwym na dotyk, a zwłaszcza ten delikatny, który należy do Malika. Biodra wykonują niecierpliwy i niekontrolowany ruch, co brunet doskonale wykorzystuje. Przytrzymuje je w powietrzu i wsuwa powoli wskazujący palec w Liama, który wygina się w łuk na dawno zapomniane doznanie. Podwija palce u stóp i zaciska dłonie na pościeli, wychodząc naprzeciw ruchom chłopaka, który nie odrywa od niego wzroku, uważnie skupiając się na każdym szczególe, przypominając sobie reakcje szatyna na każdy, nawet ten drobny dotyk. Przygryza mocno wargę, czując jak gorące dreszcze przebiegają wzdłuż kręgosłupa, rozgrzewając każdy zakamarek ciała. Próbuje dołączyć kolejny palec, jednak z transu wybudza go jego imię, cicho wyskomlane z ust Liama.
- Zayn, już. Chcę już. Nie mogę czekać dłużej, mając cię tak blisko.
- Jeszcze nie jesteś gotowy. Li, to będzie boleć.
- Nie interesuje mnie to. Poza tym ci ufam. Wiem, że mnie nie skrzywdzisz. W końcu zawsze mi o tym przypominałeś. – Dyszy i przełyka ciężko ślinę, chcąc przyciągnąć chłopaka do siebie, jednak ten zdecydowanie mu to ułatwia i po chwili sam nachyla się nad nim i całuje czule, jedną dłoń wsuwając pod jego plecy. Drugą z kolei sięga do stolika nocnego po prawej stronie łóżka i wyciąga małą butelkę żelu, z której wyciska końcówkę lubrykantu i rozsmarowuje dokładnie na swoim członku, podnosząc głowę, gdy czuje na sobie palące spojrzenie szatyna. Układa go wygodnie na poduszkach i odrzuca plastikowe opakowanie na bok. Podpiera dłonie po obu stronach twarzy Liama i zaczyna na niego napierać, tłumiąc głośny krzyk w nieruchomym pocałunku. Nie rusza się. Czeka aż Liam poczuje się komfortowo i rozluźni na tyle, aby nie był w stanie zadać mu większego bólu. Zayn muska delikatnie jego czoło i uśmiecha się, gdy czuje jak szatyn powoli uwalnia napięte mięśnie. Porusza się niepewnie i drży na cichy jęk wyrzucony z ust Liama. Wykonuje leniwe pchnięcia i wypuszcza drżący oddech, pochyliwszy głowę w dół, gdy zatacza biodrami kółka. Obejmuje mocno szatyna i uśmiecha się szeroko, wiedząc, że ma przy sobie wszystko, czego mu potrzeba.
Ich ciała leżą splątane w bezsilnym uścisku; palce znajdują swoje miejsce w sterczących na wszystkie strony kosmykach włosów, a spokojne spojrzenia przeszywają się wzajemnie ciepłym uczuciem otaczającym ich dwójkę. Uśmiechają się; szczerze i leniwie, wypełniając oczy szczęśliwym błyskiem, którego brakowało im od kilku miesięcy.
Zayn przymyka powieki i wzdycha cicho, czując jak jego ciało rozluźnia się pod wpływem dotyku Liama. Rozkoszuje się delikatnie kreślonymi liniami na jego plecach i chichocze po chwili, gdy szatyn trafia na to jedno, nadzwyczaj wrażliwe miejsce.
- Czyli jednak absolutnie nic się nie zmieniło. – Uśmiecha się szeroko i zsuwa niżej, by przyciągnąć podbródek Mulata i złożyć delikatny pocałunek na pełnych wargach. Smakuje miętą, tytoniem i gorzką czekoladą; przywraca tym nagle wszystkie wspomnienia, które ukazują się jedno za drugim w głowie Paynea. Z każdym kolejnym jego oczy zachodzą się coraz to gęstszą, szklistą powłoką. Obdarza Malika spojrzeniem wypełnionym potężnym uczuciem i wyczuwa pod swoim dotykiem, że nieco to przytłacza chłopaka, zajmującego miejsce przy jego boku. Jednakże lęk całkowicie znika, gdy ten mimo wszystko ponawia pocałunek i pogłębia go, chcąc nim rozwiać wszelkie wątpliwości.
- Kocham cię Liam. – Szepcze po chwili i opiera czoło na ramieniu szatyna. – Tak bardzo mocno. I to absolutnie nie twoje uczucie mnie przytłacza. To… To ja. Ale później patrzysz na mnie w ten sposób i nagle wszystko się rozpływa. I nie widzę nikogo poza tobą i nie czuję niczego poza czystą, cholernie intensywną, pieprzoną miłością, którą darzę tylko ciebie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem i to mnie po prostu trochę przeraża. – Wzdycha. – Bo nie chcę cię stracić. Te samotne miesiące były koszmarne.
- Ale już nie jesteś sam. – Uspokaja go delikatnym pocałunkiem tuż nad skronią. Kładzie się na boku tak by spojrzeć mu w oczy i gładzi jego policzek, po chwili przyciągając do siebie i wtulając w swoją klatkę piersiową. – I nie będziesz, Zayn. Jesteś dla mnie wszystkim. Jesteś jedyny. Jesteś tylko ty. Na zawsze. Tylko już nigdy więcej mi nie uciekaj.
- Na zawsze. – Powtarza i zasypia spokojny, otulony ramionami, które już na zawsze będą kojarzone z najwspanialszym miejscem na świecie. Domem.
@larrymyluf asked: Okej, w takim razie poproszę Larry'ego. Harry jest około siedemnastoletnim chłopakiem, który tuż przed świętami dostaje swojej pierwszej gorączki. Jest wtedy na ostatnich zakupach po prezenty. Starszy Louis (może mieć np. 23 lata) też jest wtedy w galerii i nie mogąc się powstrzymać, zabiera chłopaka do domu. Spędzają święta na tyle tradycyjnie, na ile to możliwe. Gdy gorączka Harry'ego mija, a on wraca do domu, jego rodzice zabraniają mu kontaktów z Louisem, mimo tego, że są już połączeni. Dopiero, kiedy okazuje się, że Harry jest w ciąży pozwalają mu spotykać się z nim raz na tydzień (przy nich), ponieważ dajmy na to ciąża może rozwijać się nieprawidłowo, jeśli partnerzy nie będą mieć kontaktu (wymyśliłam to na szybko, ale przecież to tylko ff, dlaczego by nie?). Na wizycie u lekarza (jest też tam Lou i matka Harry'ego) okazuje się, że są to trojaczki. Rodzice chłopaka muszą mu wtedy pozwolić na zamieszkanie z Louisem, ponieważ nawet lekarz, który wie, że rozdzielenie partnerów jest niebezpieczne dla dzieci, wstawia się za nimi i grozi sądem. Para zamieszkuje razem i już w spokoju oczekuje swoich dzieci.
A/N: po naprawdę baaaaardzo długiej przerwie (cóż, ponoć po pewnym czasie człowiek upodabnia się do swojego idola... xD) powracam. Jest to pierwsza rzecz, którą napisałam chyba od dwóch miesięcy, jak nie dłużej. Mam również w planach skończyć pewną pracę przez ferie, więc osobiście ja mam nadzieję, że będę się nią mogła tu z wami podzielić :) co do prompta, autorce pomysłu już pisałam, że jest to mój pierwszy raz z takim rodzajem miłości/pairingu... sama nawet nie wiem do czego to zaliczać xd jeśli natomiast po propozycji liczycie na dwustu stronicową scenę stosunku płciowego, zwanego potocznie seksem, to ZDECYDOWANIE się przeliczacie. AUTORKA POZWOLIŁA MI ZNIEKSZTAŁCIĆ TEN POMYSŁ DO POZIOMU RACZEJ FLUFFU NIŻ SMUTU! Pozdrawiam i całuję wszystkich x.
swoje propozycje na prompty możecie składać tutaj.
Harry od rana zachowuje się dziwnie; inaczej i Louis nie wie o co chodzi. Uważnie obserwuje siedemnastolatka, jednak nie pyta co się dzieje, gdyż zdaje sobie sprawę jak długie referaty potrafi snuć. A w tym momencie nie mają na to czasu.
Szatyn prowadzi młodego Stylesa na dział cukierniczy, by rezolutnie ocenił czego im jeszcze brakuje do zaplanowanych na święta ciast. Sam przegląda uważnie listę zakupów, którą sporządzili wspólnie dzisiaj rano, tuż przed wyjściem, i drapie się po głowie, kiedy podnosi wzrok, by odnaleźć Harrego. Unosi wysoko brew w zdziwieniu, gdy chłopak potyka się o swoje nogi, w ostatnim momencie łapiąc równowagę.
- J-ja, ja przepraszam. Zamyśliłem się. – Mamrocze i staje dalej niż zazwyczaj. Stara się uważnie przyglądać produktom ustawionym na półkach, jednak Louis doskonale wie, że myślami jest zupełnie gdzie indziej; zdradza go zbyt nerwowo przygryzana warga oraz błysk w szmaragdowych tęczówkach, który zazwyczaj dedykowany jest tylko i wyłącznie jednej osobie.
- A nie produktom do pieczenia. – Myśli zirytowany. – Co się dzieje, Harry. Od rana w ogóle nie uważasz. Nie słuchasz mnie. Nie rozumiem co ci się nagle stało. – W końcu decyduje się rozpocząć temat. Staje przed skruszonym chłopakiem i krzyżuje swoje ramiona na klatce piersiowej. Prostuje się; zadziera głowę ku górze, chcąc sprawić wrażenie wyższego, gdyż nawet pomimo różnicy wieku, sięga nastolatkowi zaledwie do podbródka. Piszczy cicho i łączy zirytowany brwi poprzez marszczenia powstałe na jego czole i już chce zacząć karcić chłopaka za jego zachowanie, gdy ten, zupełnie niespodziewanie, całuje Louisa na tyle zachłannie, że szatyn przez moment zapomina swojego nazwiska.
Szarpie mocno za kręconą czuprynę nastolatka i mruczy głośno, przerywając nieśmiałe jęknięcia wydostające się spomiędzy ich warg.
- Louis, - szepcze poważnym tonem – tak bardzo cię pragnę. Od samego rana. Ja naprawdę nie wiem dlaczego. Nigdy się tak nie czułem. – Kontynuuje wraz z łańcuszkiem mokrych pocałunków, składanych na szyi niższego mężczyzny. – Potrzebuję cię. Inaczej zwariuję. Szybciej niż zdążę mrugnąć.
I wszystkie pytania Louisa nagle dostają prostą i jasną odpowiedź. Złość znika, a oczy szatyna rozszerzają się do granic możliwości, gdy piękny uśmiech ozdabia jego usta. Bez wyjaśnienia odrzuca koszyk i ciągnie Harrego za sobą do wyjścia. Odnajduje na parkingu swój samochód i mało ostrożnie wpycha go do środka, samemu biegnąc na swoje miejsce, po drodze starając się zminimalizować zadyszkę; przeklina pod nosem na wyrzuty sumienia, które siedzi z założoną nogą na nogę i przypomina mu o niedawno złożonej propozycji Harrego na temat porannych, wspólnych joggingów.
Do domu dojeżdżają w zaledwie dziesięć minut. Normalnie Louisowi zajmuje to około pół godziny, jednak łamiąc po drodze każdy możliwy przepis i jeszcze kolejne kilka na zapas, tym razem zajmuje mu to trzy razy mniej.
Wszystko dzieje się szybko, gdy tylko drzwi frontowe zatrzaskują się za ich dwójką. Ubrania zrzucane zostają już w przedpokoju, droga po schodach na górę wydaje się być istnie bolesnym koszmarem, gdy na zmianę obijają się o chłodne ściany. Opadają w końcu na miękki materac łóżka ich wspólnej sypialni i jęczą cicho przez pocałunek.
Słońce znika za horyzontem, a jego miejsce na niebie zajmują gęste, ciemne chmury, jedynie potęgując mrok nocy. Sklepy zostają zamknięte, lodówka Tomlinsona pusta, a Harry wraz z Louisem kochają się bez końca.
A Gorączka Harrego nie mija.
- Harry, nie mamy absolutnie nic, a twoi rodzice będą tu za trzy godziny. – Mamrocze, gdy nerwowo ubiera swoje spodnie. Fuka pod nosem, gdy spogląda na chłopaka, który jedynie leniwie się uśmiecha i patrzy na niego spod delikatnie przymrużonych oczu. – Wstawaj, dziecko, wstawaj!
- Ale ja nie chcę. Jedyne czego chcę, to ty. – Mruczy i przeciąga się, z wyciągniętą dłonią w kierunku mężczyzny. – Wracaj tu do mnie. Ale już.
- Po pierwsze, dostałeś swoje w nocy, po drugie, nie odzywaj się tak do mnie. To ja jestem tym, który rozkazuje. Ty się mnie jedynie słuchasz.
- Tak proszę pana. – Szepcze i przysuwa z tryumfalnym uśmiechem bliżej krawędzi łóżka, zachwycony reakcją Louisa na jego słowa.
~*~
Mężczyzna krząta się po kuchni i przeklina średnio co pięć sekund; jednak na tyle cicho, by goście w salonie nie byli go w stanie usłyszeć. Przekłada indyka z naczynia żaroodpornego na porcelanowy, ręcznie zdobiony półmisek. Wykłada ziemniaczane puree oraz groszek z marchewką do miseczek dołączonych do kompletu i ustawia na wielkiej tacy, by móc zanieść wszystko jednocześnie na stół. Stara się nie popełnić żadnego błędu, gdy od samego powitania mama Harrego nie spuszcza oka ze starszego od jej syna mężczyzny; obserwuje go uważnie i Louis jest przekonany, że w przeciągu wspólnie spędzonej godziny zdążył już popełnić z milion wykroczeń, które mama bruneta notuje na niewidzialnej kartce papieru, jedno po drugim. Obiad jedzą w ciszy; w towarzystwie zagęszczonej atmosfery, która sprawia, że Louis nie czuje się komfortowo; zwłaszcza z dłonią Harrego na kolanie, który cały czas dotyka go w sposób w jaki nie powinien. Przynajmniej nie w towarzystwie jego osobistych rodziców.
- Dziękujemy za pyszny obiad. Nie zostaniemy jednak na deserze. – Kobieta dziękuje z lekkim uśmiechem i wyciera serwetką usta. – Louis, pozwolisz, że… Zabierzemy naszego syna na kilka dni do domu.
Szatyn mruga szybciej kilka razy, by przetworzyć wypowiedziane przed chwilą zdanie. Wypuszcza drżący oddech i potakuje powoli.
- Oczywiście. Nie mogę Herremu zabraniać kontaktu z rodzicami. To byłoby nie na miejscu. Moje siostry będą zawiedzione, że nie spotkają się z nim w tym roku, ale na pewno to zrozumieją. – Uśmiecha się niemrawo i zaczyna sprzątać ze stołu, zrzucając uprzednio ze swojego kolana dłoń nastolatka.
Ta rozmowa zdecydowanie wyprowadza go z równowagi.
- Posłuchaj, Lou – zaczyna, gdy ubiera w przedpokoju swój płaszcz. Upewnia się, że siedemnastolatek siedzi spokojnie w samochodzie i kontynuuje. – Nie będę ukrywać, że nie do końca jestem zadowolona z waszego związku. Tak, wiem, że zostaliście sparowani i osoby trzecie nie mają tu nic do powiedzenia. – Uprzedza jego argument. – Jednak mimo wszystko, to ja jestem jego matką, a Harry nie jest jeszcze pełnoletni, dlatego dopóki nie skończy osiemnastu lat, nie pozwolę mu na związek z tobą. To tylko dwa miesiące. Jeśli ci na nim zależy, będziesz w stanie na niego poczekać. Jeśli nie, wystąpisz o ponowne dobranie. Bardzo mi przykro, ale mam nadzieję, że to zrozumiesz. – Dodaje i rusza do drzwi, zatrzymując się w progu. – Oh, i wszystkiego najlepszego, Louis. Przepraszam, że robimy ci to w tak ważny dzień. Ale postaw się w sytuacji rodzica swojego dziecka i postaraj się nas zrozumieć. – Szepcze i czym prędzej kieruje się do samochodu, w którym czeka na nią mąż wraz z synem.
Po miesiącu rozłąki, Tomlinson dostaje małpiego rozumu.
Po raz kolejny wybiera numer Harrego i liczy na cud, że tym razem brunet jednak odbierze. Mężczyzna nie skupia się na niczym. Na pracy, na samotnym prowadzeniu domu, na relacjach ze znajomymi oraz rodziną. Jedynym obiektem wokół którego wirują jego myśli jest siedemnastoletni, prawie osiemnastoletni, chłopiec o nieskazitelnej urodzie, która urzeknie najbardziej bezdusznego zbrodniarza we wszechświecie. Chłopiec o wielkim sercu, w którym znajdzie miejsce dla każdego człowieka na tym świecie, a w szczególności dla Louisa.
Szatyn zatrzymuje się w pół kroku i otwiera szerzej oczy na pytanie, które pojawia się w jego głowie.
- A co, jeśli to on już mnie nie chce?
W tym momencie dociera do niego, że ich dwójkę nigdy nie łączyło tylko formalne dopasowanie; połączenie, ale i potężne uczucie, które było w ich dwójce od pierwszego spotkania. O którym Louis wiedział, jednak nie chciał się do niego przyznać, podczas gdy roześmiany siedemnastolatek powtarzał mu te dwa słowa każdego ranka przed wyjściem do szkoły.
- A ja to wszystko zaprzepaściłem. – Wzdycha i opiera się o ścianę, wzrok tępo wlepiając w kuchenne okno, naprzeciw niego. Z ledwością wybudza się z zamyślenia, w które zupełnie nieświadomie popada. Zrywa się z miejsca, gdy natarczywe dzwonienie do drzwi zamienia się w donośne uderzanie o ich powierzchnię. Gdy je otwiera musi zrobić krok w tył, by nie zostać uderzonym przez zbyt gwałtowny ruch mamy swojego chłopaka. Łapie ją, kiedy ta traci równowagę i uśmiecha się mimowolnie pod nosem, na jej ciche dziękuję. Zaprasza ją do środka i chce zaproponować herbatę, jednak ona jak zwykle go uprzedza.
- Powiedz mi, moje drogie dziecko, czy w szkole uczęszczałeś na coś takiego jak Edukacja Seksualna? – Unosi brew z pytaniem, na które Louis ze strachu jest w stanie jedynie skinąć głową. – Bo właśnie ja mam inne wrażenie. Gdybyś nie miał braków w wiedzy do czego służy prezerwatywa, nie byłoby teraz tego całego zamieszania.
- Przepraszam bardzo, – zbiera się w końcu na odwagę, by zabrać głos – ale nie bardzo panią rozumiem. Obydwoje z Harrym zrobiliśmy badania i ani u niego ani tym bardziej u mnie nie znaleziono śladu jakichkolwiek cho…
- Nie chodzi o choroby, Louis, do jasnej cholery. – Chowa twarz w dłoniach i bierze głębszy oddech. Szatyn podchodzi do niej ostrożnie; zdezorientowany, zaskoczony, ale i skruszony, ponieważ szczerze jest mu przykro na widok załamanej matki swojej największej miłości życia. Nawet mimo faktu, że ta nie wróży ich dwójce wspólnej przyszłości. Obejmuje ją niepewnie ramieniem, jednak gdy ta go nie odrzuca, przysuwa się jeszcze bliżej. – On ma dopiero siedemnaście lat. – Szepcze, gdy kręci głową z niedowierzaniem. – Dobrze, prawie osiemnaście. – Wywraca oczami, ponownie uprzedzając mężczyznę, który pragnie wtrącić swoje trzy grosze. – Ma szkołę do skończenia, ale w tym momencie już zero perspektyw na przyszłość. Louis, on jest w ciąży. I na pewno ty jesteś ojcem. Mój syn nie miał nikogo na boku.
Szatyn otwiera szerzej oczy i wpatruje jedynie w kobietę przez kilka minut, starając się złożyć wszystkie informacje w jedną całość. Harry, szkoła, przyszłość, dziecko. To jedyne co w między czasie przeplata się w jego myślach. Kręci głową, otrząsając się z ciężaru powstałego na jego ramionach. Mruga szybciej i bierze głęboki oddech.
- Ostatnio nic nie je. W ramach protestu. – Śmieje się cicho i Louis jest w stanie powiedzieć z dłonią na sercu, że to pierwszy raz, gdy widzi taką reakcję u mamy bruneta. – Sam widzisz, jest taki młody i jeszcze taki… Nieświadomy. Głupiutki. – Dodaje rozczulona. – Ty prowadzisz swój biznes, na swój sposób również jesteś młody. – Oznajmia z przekąsem. – Dopiero co zadebiutowałeś na rynku, wszystkie drzwi stoją przed tobą otworem, al…
- Ja chciałbym go teraz przytulić. – Kończy za nią, tym samym urywając zaskoczoną kobietę w połowie zdania. – Możemy do niego pojechać? Albo najlepiej przywieźć go z powrotem do domu? Bo naprawdę mam wielką potrzebę g.. ich – poprawia – przytulić.
Louis poprawia niecierpliwie materiał swojej koszuli, oczekując w szpitalnym holu na Harrego wraz z mamą.
Stara się zdobyć zaufanie kobiety od momentu, w którym podyktowała mu warunki jego tygodniowego widzenia z chłopakiem, dopóki ten nie stanie się pełnoletni i nie zadecyduje sam o swoim związku. Nie podoba mu się fakt, że nie może go chociażby pocałować bez dziwnego uczucia przytłoczenia przez osoby trzecie, ale uznaje, że miłość Harrego jest warta wszystkiego. Tym bardziej, że za chwilę będą musieli stawić czoło wychowaniu ich dziecka.
- Które dzisiaj zobaczę pierwszy raz. – Szepcze podekscytowany i uśmiecha się mimowolnie na wyobrażenie chłopaka, czule gładzącego swój brzuch, czy też ganiającego za małym szkrabem, który ledwie co nauczył się chodzić, a już próbuje uciec rodzicom.
Mężczyzna wstaje gwałtownie na dźwięk swojego imienia, które oplatają pełne usta; swoim kształtem sprawiając, że brzmi ono zupełnie inaczej. Wtula w siebie młodszego bruneta i przeczesuje mu z uśmiechem włosy, dodatkowo zaciągając ich zapachem. Wita się z kobietą skinieniem głowy i natychmiast odwraca wzrok, nie chcąc przedłużać kontaktu. Wymienia szeptem kilka czułych słów z Harrym, po czym wpuszcza go do gabinetu lekarza. Czeka aż jego mama zajmie swoje miejsce po drugiej stronie monitora, na co jedynie cicho wzdycha i udaje się pod ścianę, by również mieć w miarę dobry widok na obraz wyświetlony na ekranie. Dostrzega, że siedemnastolatek momentalnie się spina; posyła mu tym samym uśmiech oraz delikatny pocałunek w powietrzu, przypominając, że nie musi się niczego obawiać, ponieważ w dalszym ciągu tu jest. I to pomaga.
- Nie chcę państwa niepokoić, - tłumaczy lekarz, uważnie przyglądając się zdjęciom, które wykonuje specjalnym urządzeniem – ale pani syn ostatnimi czasy dużo się stresuje i denerwuje. To przez jakieś egzaminy? – Pyta i przenosi wzrok na bruneta.
- Nie. Moja mama nie pozwala mi żyć jak normalny człowiek, który kocha ojca swojego dziecka. I to z wzajemnością. – Dodaje i unosi brew, co rozbawia lekarza. – Powiedziała, że muszę skończyć osiemnaście lat, żeby o sobie zadecydować. Został mi jeden tydzień. A to tylko siedem dni. Męczę się tak bez Louisa już od prawie dwóch i pół miesiąca. Codziennie boli mnie brzuch i chce mi się wymiotować. Tym bardziej teraz. To nie jest przyjemne. – Marszczy czoło i przenosi wzrok na szatyna, który otwiera szerzej oczy na wyznanie chłopaka. Spogląda również na jego mamę i nie widzi nic poza czystym zaskoczeniem.
- Rozumiem troski o syna, pani Styles, ale sama pani słyszała o dolegliwościach. One są normalne w ciąży, ale nie tak często. To może bardzo poważnie zagrozić dzieciom. Stres nie wpływa dobrze na rozwój człowieka. Harry to na pewno rozsądny chłopak, a nawet jeśli nie, to w swoim stanie i tak nie może już niczego złego zrobić. Poza tym znam trochę pana Tomlinsona. I to w dodatku ze szkolnych lat. I proszę mi zaufać, że nawet pomimo faktu, że nie sprawia takiego wrażenia, jest jedną z najbardziej odpowiedzialnych osób jakie znam.
Kobieta wzdycha cicho i podnosi się. Gładzi delikatnie policzek syna i całuje go, kolejno przenosząc wzrok na szatyna, przekazując mu niemo, by zajął jej miejsce.
- Pojadę po jego rzeczy i przywiozę je do ciebie. – Szepcze gdy się mijają i wychodzi, zostawiając szczęśliwą dwójkę jedynie z lekarzem. Louis od razu chwyta dłoń chłopaka i składa na jej wierzchu kilka pocałunków, nie odrywając tym samym oczu od obrazu na monitorze.
- A tutaj jest wasza mała, zdrowa trójeczka i mam nadzieję, że nic w tej kwestii się nie zmieni. – Uśmiecha się i udaje do biurka, by wypisać kilka recept.
- Louis, będziemy mieć trójkę takich samych maluszków. – Szepcze, gdy odkręca głowę w kierunku zdjęcia. – O mój Boże, Lou, jak my je odróżnimy?
- Na razie zajmijmy się tym, aby wyrosły na duże, silne łobuziaki o niewinnym spojrzeniu po tatusiu. – Kręci rozbawiony głową i przysuwa bliżej. Całuje delikatnie bruneta, w nagrodę dostając najpiękniejszy uśmiech świata. – A twoja mama prędzej czy później i tak mnie zabije za luki w Edukacji Seksualnej. – Dodaje rozbawiony i całuje go ponownie.