Ona nie miała kota w głowie cz. 3
Część 1 Część 2
Nie pamiętam jak wróciłam do domu. Na pewno nie sama. Na pewno nocą. Obudziłam się po południu w sobotę, z ogromnym bólem głowy, ale wyspana. Najpierw byłam przerażona, potem już było mi wszystko jedno. Nic się nie stało. Nikt za mną nie szedł. Nikt mnie nie znalazł. Byłam bezpieczna. Płakałam przez resztę dnia.
Październik i listopad minął na regularnych piątkowych wypadach z koleżankami. Czasami pamiętałam, gdy wracałam nocą, czasami nie. Często miałam koszmary, ale zagłuszałam je alkoholem. Dużo więcej piłam. Posypały się moje plany medytacyjne, uspokajające, porzuciłam wypracowaną rutynę. Było mi dobrze. Po raz pierwszy od długiego czasu czułam, że nie musiałam się ukrywać, wracać przed zmrokiem do domu. Nie musiałam nic. Mogłam żyć tak jak chciałam. Może w chaosie, może nie tak jak kiedykolwiek planowałam, ale byłam wolna. Niczym się nie przejmowałam.
W grudniu się nie spotykaliśmy - święta słyszałam i pytano mnie czy jadę do rodziny. Nie jechałam. Powiedziałam ojcu, że nie przyjadę, zamiast tego spotkałam się z matką na obiedzie. Spędziłyśmy razem cały dzień, a po tym jak upewniła się, że ze mną w porządku obiecała uspokoić ojca, wciąż jednak naciskała na wspólną wigilię. “Będą twoi bracia” mówiła, a ja nie miałam na nich ochoty. Żaden nie chciał się ze mną spotkać. Nie po tym co zaszło pięć lat temu. Nie po mojej porażce.
Im bliżej świąt tym czułam się mniej pewna swoich decyzji. Kupiłam drobne dekoracje świąteczne: na ścianach powiesiłam lampki, nad drzwiami wejściowymi jemiołę. Zaopatrzyłam się w zapas martini i kolorowych soków. Dobrałam szampana, wódkę, kilka smakowych alkoholi. Ogarnął mnie niepokój i nie chciałam zostać bez moich uspokajaczy. Czy się martwiłam - zdecydowanie. Najbardziej tego, że ojciec przyjedzie tu i wpakuje mnie do auta zmuszając do wspólnych świąt. Przez dwa tygodnie mi się to śniło. I nagle dostałam najlepszą wiadomość: rodzina spędza święta w Zakopanem. Wyjeżdżają tydzień przed Wigilią i wracają w Nowym Roku. Myślałam, że eksploduję z radości. Gdy matka wysłała mi widok z Gubałówki i fotkę uśmiechniętych braci na tle Giewontu podskoczyłam z radości. Byłam sama. Tego pragnęłam od tak dawna.
W ostatni piątek przed Świętami wszyscy pracownicy wyszli do pubu. Mieliśmy tam spotkanie świąteczne. Wymieniliśmy się prezentami. Szef postawił kolejkę i przekąski. Stęskniłam się za tym wspólnym siedzeniem w miejscu publicznym. Siedziałam znów z Klarą i śmiałam się z opowieści o jej przyszłej teściowej. Piłyśmy kolejnego drinka i zgryźliwie komentowałyśmy. Było cudownie, było wspaniale. Było dokładnie tak jak powinno być.
Po kilku drinkach zawędrowałyśmy z Kaśką do klubu, później kolejnego. Tańczyłam, piłam, śmiałam się. Byłam normalną osobą, która po prostu chce zabawić się jak każdy inny. Otumaniona alkoholem czułam ulgę, serce biło mi szybciej niż normalnie, a ja chciałam więcej. Czułam się najlepiej od co najmniej pięciu lat.
- Kurwa Monia, w życiu bym się po tobie nie spodziewała! - Kaśka krzyknęła, gdy szłyśmy z kolejnymi drinkami do stolika.
- Czego? - zapytałam.
- Tego Monia. Tego wszystkiego. - mówiła głośniej niż powinna. - Jak przyszłaś do pracy myślałam, że jesteś szarą myszką co tylko dom i kościół. A tu ani kościoła, ani szarej myszki. Pięknie to się układa…
Zaśmiałam się, gdy się do mnie pochylała, czułam jej alkoholowy oddech i gdzieś pojawiła się u mnie myśl o ilości wypitego przez nią alkoholu.
- Dobra Monia, ja muszę to zrobić - powiedziała dużo ciszej niż wcześniej,
Widziałam jak zamyka oczy i nachyla się nad moją twarzą. Pocałowała mnie, a ja oddałam pocałunek. Była ciepła, pachniała jak wanilia i miała miękkie wargi. Zakręciło mi się w głowie. Trwałyśmy tak chwilę po czym się odsunęła. Patrzyły na mnie wybałuszone oczy Kaśki. Miała rozchylone usta, wciągnęła szybko powietrze.
- Przepraszam! - odwróciła się na pięcie. Zanim zdążyłam zareagować ruszyła do drzwi i zniknęła w tłumie. Stałam zaskoczona.
Jednym haustem wypiłam cały drink. Patrzyłam zdumiona, czekając ale nic się nie wydarzyło. Ludzie tańczyli, pili, nikt nie nic nie zauważył. Dotknęłam swoich ust i skierowałam się w kierunku drzwi. Chciałam ją znaleźć. Jak najszybciej.
Przepychałam się między ludźmi, rozglądając się uważnie. Nie było jej. Sprawdziłam toalety, przyjrzałam się każdemu stolikowi. Stanęłam przy schodach prowadzących na zewnątrz. Jakby ktoś mnie zaprogramował. Metodycznie przyglądałam się ludziom, analizowałam twarze w poszukiwaniu Kasi. Nie było jej. Ruszyłam do wyjścia i kiedy już miałam przejść do szatni coś przykuło moją uwagę.
Wysoki mężczyzna stał tyłem do mnie, zwracał się do kogoś. Odwrócił twarz, a ja zamarłam. Rozmawiał z modnie ściętym blondynem o szczerym uśmiechu i wysportowanej sylwetce. Widziałam ich twarze, na tyle na ile pozwalało mi klubowe światło. Wiedziałam kogo widzę. Poznałam ich. Odskoczyłam pod ścianę. Nie zauważyli mnie.
Czułam jak bije mi serce. Patrzyłam przed siebie zastanawiając się co powinnam zrobić. Byli dosyć daleko, mogłam spokojnie przejść do wyjścia niezauważona, wychyliłam się - dalej rozmawiali. Wyjście, najpierw szatnia - nie, stali za blisko szatni. Telefon. Wyciągnęłam smartfona, mam zadzwonić do ojca? Teraz, gdy odzyskałam swoją wolność? Nie.
Znów na nich spojrzałam. Rozmawiali z mężczyzną w szatni. Byli tacy zaangażowani, normalni. Nie mogłam uwierzyć, że ich tu widzę. Poczułam wściekłość. No kurwa mać. Gdzie moje dwadzieścia lat? Gdzie ten spokój? Kto robił badania? Teraz żałowałam jak doskonale kryłam się przed ochroną ojca, jak triumfowałam, gdy mnie wreszcie zostawili. Nie chciałam być tu sama.
Kaśka! Kaśka musiała gdzieś tu być. Wybrałam jej numer. Był sygnał, ale nie odebrała. Spróbowałam kolejny raz. Odbierz Kaśka, odbierz - powtarzałam w myślach. Musiałam upewnić się, że wróciła do domu. Chciałam jej napisać sms, ale nie wiedziałam co. Hej Kasiu, wracaj do domu bo jest niebezpiecznie? No kurwa, kto by mi uwierzył. Co w ogóle jej odjebało by mnie całować. Akurat teraz. Akurat dziś.
Oceniłam, że jeśli chcę wyjść niezauważona z klubu musiałam się spieszyć. Dalej rozmawiali, ale wyglądało to na koniec szatniowej pogawędki. Już nawet nie liczyłam na kurtkę. Ruszyłam szybkim krokiem patrząc w ich stronę, blondyn odwrócił się. Mój umysł wykalkulował, że mnie nie widział, ale i tak zaczęłam biec. Schody pokonałam kilkoma skokami popychając kilka osób.
Na zewnątrz złapałam szybko oddech i popędziłam przed siebie. Czułam się okropnie, jakbym miała zwymiotować. Odwróciłam się, ale nikogo nie zauważyłam. Prawie na kogoś wpadłam. Zatrzymałam się dopiero za rogiem. Nie widzieli mnie. Nie wiedzą, że tu jestem. Wciąż jestem bezpieczna. Wokół było mnóstwo ludzi. Głównie pijanych. Wychyliłam się sprawdzić czy nikt za mną nie idzie. Z daleka widziałam wejście do klubu i ludzi czekających na wejście do środka.
- Nie jest Ci zimno, niunia? - zapytał zachrypniętym głosem jakiś facet przede mną - może cię rozgrzać? - uśmiechnął się, a ja zwymiotowałam pod swoje nogi. Odsunął się z obrzydzeniem. - Kurwa, wystarczyło powiedzieć nie. Ja pierdolę. Marcin! - zawołał do kolegi odchodząc.
Patrzyłam jak rozmawia z kolegą i idą razem do klubu. Stali przed wejściem. Cóż, skończyło się to lepiej niż myślałam, ale jego komentarz sprawił, że poczułam zimno. Musiałam wrócić do domu, a jednocześnie nie potrafiłam oderwać wzroku od klubu. Stałam tam chwilę, słyszałam ludzi wokół, słyszałam głosy. Ale nie mogłam się skupić na niczym konkretnym.
A co jeśli mi się wydawało, a co jeśli mój umysł płatał mi figle? Co jeśli jestem już doszczętnie pojebana? A jak to znów moja podświadomość postanowiła się ze mną zabawić? Co jeśli tam nikogo nie było, a jeśli byli to po prostu bardzo podobni mężczyźni? Co jeśli znów nic mi nie grozi. Serce kołatało mi w piersi, i nie dałam rady złapać oddechu. Czułam ucisk w klatce piersiowej, myślałam. że zemdleję. Nie. Musiałam się uspokoić, musiałam sobie poradzić. A co jeśli to prawdziwe zagrożenie? A co jeśli nie? Jeśli to mój mózg próbuje odreagować Kasię? Co się ze mną do cholery dzieje? Usiadłam na zimnej ziemi.
Tak bardzo nie chciałam tu być, tak bardzo chciałabym zniknąć i być w domu. Wyciągnęłam telefon. Żadnych nowych wiadomości, wybrałam numer Kasi i zadzwoniłam. Dalej głucho. “Mam atak paniki, proszę napisz czy jesteś bezpieczna w domu.” - wysłałam i od razu poczułam się głupio. To była najgłupsza wiadomość jaką mogłam napisać, a co dopiero wysyłać. Zaśmiałam się głośno - wysłałam ją. Kaśka mnie całuje, a ja jej piszę, że dostałam ataku paniki. Poczułam trochę luzu.
Znów spojrzałam na drzwi klubu, było tam dużo więcej ludzi. Coś sobie pokazywali. Bałam się, że mówią o mnie, więc wstałam i ruszyłam do domu. Kogokolwiek nie widziałam dopiero w domu będę bezpieczna. Rozejrzałam się po ulicy - ludzie nie zwracali na mnie uwagi. Było spokojnie. Nie pusto, ale spokojnie. Odetchnęłam i skierowałam się w stronę mojego mieszkania.
Część 4












