Kolejna część mojej pierwszej powieści. Zapraszam do lektury i podzielenia się uwagami. ☺️
Wskoczyli więc na wóz i ruszyli razem w kierunku Torstad. Po drodze Dragor podziwiał krajobrazy, których nie dostrzegł kiedy maszerował. Lecz teraz kiedy ułożył się wygodnie na wozie przyglądał się wysoki skalnym ścianą po obu stronach, była to bajeczna dolina gdzie ogołocone pokryte śniegiem szczyty sięgały samego nieba, a z każdym odcinkiem ku dołowi można było zauważył pojawiającą się naturę. Po lewej stronie można było dostrzec na zboczu zieloną pokrywę mchu, powoli zanikającą za iglastymi drzewami, po prawej zaś stronie urwisko było surowe, dopiero od połowy zbocza zaczęły pojawiać się drzewa, brak zieleni nadrabiał widok kozic skaczących po skałach. Dragon patrzył raz na jedną raz na drugą stronę, sam nie wiedział co jest bardziej piękniejsze dla oczu. Z myśli o tym w jak pięknym miejscu jest mu dane być wyrwał go głos ojca.
-Widzę że podoba Ci się Dolina Kearn, inaczej zwaną „Cichą doliną” i wcale się nie dziwie nie jeden chciałby tu osiąść i mieć ten widok dla siebie każdego dnia. Musisz jednak coś wiedzieć o tym miejscu, kraina wygląda na spokojną i piękną lecz prawda o niej jest taka że grasują tu ludzie pozbawieni honoru. Byli wojownicy, którzy zostali wygnani ze swoich miast i wsi za zbrodnie.
Dopiero po usłyszeniu tych słów zauważył zarówno ojca jak i Agnara w pełnym skupieniu i gotowości by chwycić za broń. Otrząsnął się i porzucił myśli o wspaniałych widokach, chciał się przydać więc zaproponował że schowa się między towarami i będzie obserwował czy nikt nie chcę ich zaatakować od tyłu. Wskoczył między worki, zostawił sobie jedną małą szczelinę przez którą widział drogę którą zostawiali za sobą w podróży i obserwował. Wytężał swój wzrok jak tylko mógł, wodził nim od lewej to prawej strony, przyglądał się mijanym pniom drzew czy ktoś nie chowa się za którymś z nich. Nagle z lewej strony, kawałek w głąb leszczyny coś błysnęło, szybko poinformował dorosłych o zauważeniu podejrzanego odbicia światła. W odpowiedzi usłyszał ciche – dobrze, bądź spokojny. Jechali dalej chłopiec po chwili dostrzegł jeszcze dwie inne osoby czające się do ataku, o wszystkim co zauważył informował resztę. Czekali, nie chcieli walczyć, ale gdy nie będą mieli wyboru co innego zrobić? Byli już prawie przy wyjeździe z doliny, ich umysły zaczęły wierzyć że ominie ich niepotrzebny rozlew krwi. Wtedy wszyscy podskoczyli, z boku wozu sterczała strzała. W jednej chwili złapali za oręż. Ojciec Dragora poinstruował syna – Nie wychodź jeśli to nie będzie potrzebne, bądź w ukryciu! – Stanął ramie w ramie z Agnarem do walki z agresorami z Cichej doliny. Szansy nie były wyrównane ich dwóch w tym starzec na 5 żądnych krwi i grabieży łupów zbirów. Postawili na taktykę obronną, postanowili atakować tylko gdy przeciwnik odsłoni jeden ze swoich boków bądź opadnie z sił. Była to dobra strategia patrząc na przewagę sił jaką mieli, stanęli obok siebie z tarcz utworzyli małą ścianę i uzbroili się przede wszystkim w cierpliwość. Tarcze przyjmowały mężnie ciosy, a mężczyźni obserwowali, kto najszybciej opada z sił. Po chwili nieustannych ataków i mądrego bronienia pierwsza dwójka opadła z sił, wtedy Agnar krzyknął.
-TERAZ!
Opuścili tarcze i ruszyli na dwójkę zmęczonych, reszta kompanów nawet nie zdążyła zareagować. W oka mgnieniu stracili prawię połowę swoich sił. Teraz nie było już opcji o taktycznej obronie, zaczęła się otwarta walka na śmierć i życie. Agresorzy ruszyli w wściekłej szarży, lecz jeden zrezygnował zatrzymał się nieopodal wozu i chwycił za łuk. Walka wręcz dwóch na dwóch nie pozwoliła im dostrzec że ostatni z wrogów zamierza wypuścić strzałę w ich kierunku kiedy nadarzy się odpowiednia sytuacja. Agnar dzielnie parował ataki swojego przeciwnika, nadchodził atak od góry z pełną siłą. Blok tarczą. Wróg odsłonięty, Dragor spojrzał w tamtej chwili na staruszka, w jego oczach pojawił się nienaturalny niebieski błysk. Pchnięcie mieczem. Klinga przebija ciało, ocieka krwią, zbir upada w bezruchu. Ukrywający się chłopiec nie może wyjść z podziwu ile wigoru ma stary Agnar, jak to w ogóle możliwe żeby w taki wieku mieć siłę młodego mężczyzny?! Potrząsnął głową by skupić się na wydarzeniach które mają miejsce, pamięta o łuczniku który czeka na wypuszczenie swojej zabójczej strzały. Zauważa mały sztylet w rogu wozu, sięga po niego i wyskakuje z ukrycia by cisnąć go w łucznika. Ostrze wiruje w powietrzu, dla Dragora to pierwsza prawdziwa walka, oczywiście wcześniej szkolił się w orężu z ojcem nigdy za to nie rzucał sztyletem. Nie miał pewności czy zrobił to dobrze, działał pod chwilą impulsu. Agnar zauważył lecącą broń w stronę rzezimieszka, zmrużył oczy i w tej samej chwili broń którą rzucił Dragor jakby delikatnie zmieniła kierunek lotu. Ojciec młodego mężczyzny pokonał swojego przeciwnika, rozejrzał się dookoła i już miał ruszyć w kierunku ostatniego wroga, ale starzec zatrzymał go wyciągając rękę przed nim. Zobaczył syna stojącego na wozie zastygniętego w bezruchu i wpatrującego się w człowieka z łukiem. Jego wzrok również powędrował na niego. Stali w ciszy. Sztylet został wbity pod idealnym kątem w szyję. Dopiero po chwili ciało łucznika opadające z sił, wypuściło strzałę w niebo przewracając się do tyłu. Dragor wyprostował się drżąc lekko.
-To moja pierwsza ofiara. – powiedział krótko.
-Wielu wojowników waha się by zadać komuś śmierć. – odparł Agnar – Ty młodzieńcze nie zawahałeś się ani przez chwilę. Jesteś dzielny i silny, będzie z Ciebie doskonały wojownik jak i człowiek, potrafisz się dzielić z osobami którzy mają dużo, ale potrzebują tego by wyżyć. Rozumiesz istotę świata mimo tak młodego wieku, mimo że tego nie dostrzegasz.
-Co masz na myśli? – zaciekawił się ojciec Dragora.
-Twój syn Didriku będzie kimś wyjątkowym. Tak znam twe imię, mimo że rzadko komu je zdradzasz. Ale uwierz nie warto dopytywać kim naprawdę jestem, postępuj jak dotąd, wychowuj syna zgodnie z tradycjami by wyrósł na prawdziwego wikinga. A, i jeszcze jedno chciałbym coś podarować Dragnarowi, nie będziesz miał nic przeciwko?
-Cóż chcesz mu podarować tajemniczy kupcze? – Agnar gestem zawołał Didrika. Ten z niepokojem skąd kupiec zna jego imię, podszedł i spojrzał na otwartą dłoń. Leżał na niej pierścień z wyrytymi runami, biżuteria wyglądała na bardzo cenną. – Czy to wypada bym zgodził się na taki dar? Wygląda to na pierścień nie z tego świata, kto by potrafił zrobić coś tak pięknego?
-Powiedzmy że to podziękowanie za posiłek który dostałem od Dragora, jak i Twoją pomoc w odparciu tych drani wyjętych spod prawa.
Dragor podszedł do rozmawiających mężczyzn. Spojrzał na obu i rzekł.
-Ojcze, zabiłem swojego pierwszego przeciwnika, czy to nie czyni mnie mężczyzną który podejmuje decyzję za siebie?
-Yyy… Ahh chyba masz rację synu. Nie jesteś już dzieckiem, gdy dotrzemy do Torstad postanowiłem że złożysz przysięgę Jarlu. – opowiedział kładąc dłoń na barku Dragora.
-Agnarze. –zaczął – Przyjmę od Ciebie ten pierścień tylko wtedy gdy odpowiesz mi na jedno pytanie.
-Słucham zatem. –uśmiechnął się.
-Chcę poznać Twoją prawdziwą tożsamość. Podczas walki zauważyłem coś, najpierw tajemniczy i magiczny zarazem błękitny błysk w Twoich oczach, później zaś wydawało mi się że sztylet który cisnąłem, zmienił trajektorię lotu. Ty to zrobiłeś prawda? Nie jesteś zwykłym człowiekiem. Więc kim? Kim jesteś i co tu robisz?
Kupiec nabrał powietrza w płuca i wypuścił po chwili, przyklęknął na jedno kolano przed chłopcem i odparł.
-Wybacz mi Didriku ale odpowiem na to wszystko tylko Twojemu synowi. – I wyszeptał wszystko na swój temat Dragorowi do ucha.
























