[ENG] Blog with my drawings, computer graphics, a lot of rants and/or opinions on some topics and more. Shitpost in general.
[PL] Blog z moimi rysunkami, grafikami, dużą ilością rantów i/lub opinii na różne tematy, i tak dalej. Generalnie shitpost w sumie.
[EN] I forgot to add this yesterday, so I'm going to post this today. Anyway, I really like diamond painting; it's sooo relaxing to me. And since I was at my summer house for a week and I found this mandala, I decided to make it. It took sixteen hours but was definitely worth it. :D
[PL] Zapomniałam dodać tego wczoraj, więc dodam dzisiaj. W każdym razie, naprawdę lubię haft diamentowy, jest dla mnie meeega relaksujący. No a skoro byłam w mym domku letniskowym na tydzień oraz znalazłam tę mandalę, postanowiłam ją zrobić. Zajęło mi to szesnaście godzin, ale ewidentnie warto było. :D
[EN] Yesterday I finally finished drawing her, shading was pure pain. 😩 Anyway, I don't have much lore for her. When I started creating her three years ago, she was for my fanfiction of one analog horror that was promising but turned out to be irritating thanks to the main evil creature. I wanted to make this whole story less irritating, and she was meant to be one of three of my original characters. Right now I'm focused on my other fanfictions, so I don't use her yet, but I think one day I'll find a place for her. No matter which story I ever use her in, she is from a world where the multiverse exists, and she created our universe. She's still not the most powerful being in this multiverse; above her is an entity called the Overgod, who created the first few universes, making the multiverse possible, and a few Universes Gods to create and oversee other universes. Plus, with only an Overgod, the multiverse would become unstable, so no matter what, he had to create some gods. And she is simply one of his creations. And no matter how disturbing she may look, she's really kind, as most of my characters that look disturbing. 😊
[PL] Wczoraj w końcu skończyłam ją rysować, cieniowanie to był prawdziwy ból. 😩 W każdym razie, nie mam zbyt wiele lore dla niej. Kiedy zaczęłam ją tworzyć te trzy lata temu, była do mego FanFiction do jednego analogowego horroru, który był obiecujący, ale okazał się irytujący dzięki głównej złej istocie. Chciałam uczynić tę historię mniej irytującą i ona miała być jedną z trzech mych oryginalnych postaci. Obecnie jestem skupiona na mych innych FanFiction, więc jeszcze jej nigdzie nie użyłam, ale sądzę, że któregoś dnia znajdę dla niej miejsce. Niezależnie od tego, w jakiej historii ją kiedykolwiek użyję, jest ze świata, w którym multiwersum istnieje i ona stworzyła nasz Wszechświat. Nadal nie czyni to jej najpotężniejszą istotą w multiwersum, nad nią jest istota zwąca się Nadbogiem, który stworzył kilka pierwszych wszechświatów, czyniąc koncept multiwersum możliwym oraz kilka Bogów Wszechświatów, którzy mieli tworzyć i nadzorować inne wszechświaty. Dodatkowo, z obecnym jedynie Nadbogiem multiwersum stałoby się niestabilne, więc bez względu na wszystko musiał stworzyć jakichś bogów. No i ona jest po prostu jednym z jego tworów. No i też niezależnie od tego, jak niepokojąco może wyglądać, w rzeczywistości jest naprawdę miła, tak jak większość moich postaci, które wyglądają niepokojąco. 😊
[EN] The humanoid version of VAL from WBRB that I created for one of my fanfictions in which, for some period of time, she was ruler of the world. 😊 Drawing her took me longer than I expected because of the colors of her crown. But the most important thing is that I really like the final result. :D
[PL] Humanoidalna wersja VAL z WBRB, którą stworzyłam do jednego z mych FanFiction, w którym, przez pewien czas, rządziła światem. 😊 Narysowanie jej zajęło mi dłużej, niż się spodziewałam, ze względu na kolory jej korony. Jednak najważniejsze jest to, że naprawdę lubię efekt końcowy. :D
[EN] Two days ago, at night, I went outside because it was a really nice-looking night. When I was searching in my phone's camera for night mode to take some pictures of nature, I found Super Moon mode. I decided to try it, and this is the best photo of the moon I took. I never expected a regular smartphone to be able to take such a cool-looking photo.
[PL] Dwa dni temu, w nocy, wyszłam na zewnątrz, gdyż była naprawdę ładna noc. Kiedy w aparacie telefonu szukałam trybu nocnego, aby zrobić parę zdjęć krajobrazu, znalazłam tryb Super Księżyc. Uznałam, że go przetestuję i to jest najlepsze zdjęcie księżyca, jakie zrobiłam. Nigdy nie podejrzewałabym, że taki przeciętny telefon może zrobić takie fajne zdjęcie.
[EN] Zardonic as a ruler of the world because honestly, I'm just planning a fanfiction in which Zardonic will be ruler of the world, so I decided that I'll draw this fanart. Drawing and shading this, especially the background, was a real pain, but the most important thing is that I finished this artwork, and I really like the final result. I'll probably draw more drawings related to said fanfiction, but I don't know when.
[PL] Zardonic jako władca świata, ponieważ szczerze, planuję po prostu fanfiction, w którym Zardonic będzie właśnie władcą świata, więc uznałam, że narysuję ten fanart. Rysowanie i cieniowanie tego, szczególnie tła, to był na serio ból, no ale najważniejsze, że skończyłam ten rysunek oraz naprawdę lubię efekt końcowy. Prawdopodobnie narysuję więcej rysunków (#sens) związanych ze wspomnianym fanfiction, no ale nie wiem jeszcze kiedy.
[ENG] I don't know if anyone will care, but whatever, I'm going to post it anyway. I just wanted to show off my fourth Photoshop photomontage. I originally created it without this text because I wanted to add it to Nonsensopedia (this website can be described as the Polish version of the Uncyclopedia), when I was writing an article about Yuri from Red Alert 2, and in the gallery section I was making a short story by using photomontages with Psychic Dominators put into photos from real world. However, I liked this particular photomontage so much that I decided to add text to it and set it as my computer wallpaper. But after adding the caption, I liked it EVEN MORE, so I decided to show it here. If you want, you can set it as the wallpaper on your computer/phone/tablet/other device without any problem.
[PL] Nie wiem czy kogokolwiek to obejdzie, ale co tam i tak to opublikuję. W każdym razie, chciałam się pochwalić moim czwartym w życiu fotomontażem z Photoshopa. Pierwotnie stworzyłam go bez napisu, gdyż chciałam go dodać na Nonsensopedię, bo pisałam artykuł właśnie o Yuriju z Red Alert 2, no i w szablonie umożliwiającym dodanie galerii robiłam taką krótką historyjkę złożoną z naniesionych na naszą rzeczywistość Psychicznych Dominatorów. Jednak ten konkretny fotomontaż spodobał mnie się na tyle, że uznałam, że dodam do niego napis i ustawię sobie jako tapetę na komputerze. No ale po dodaniu napisu spodobał mnie się JESZCZE bardziej, dlatego uznałam, że pochwalę się nim i tutaj. Jak chcecie, to możecie sobie bez problemu to na tapetę komputera/telefonu/tabletu/innego urządzenia ustawiać.
[ENG] The only thing that I want to say is the fact, that I'm really unsatisfied by the fact, that Backrooms Level ! was deleted from Backrooms Fandom Wiki and on Wikidot it was replaced by this piece of shit. *Leaves without elaborating.*
[PL] Jedyne co chcę powiedzieć, to fakt, że jestem bardzo niezadowolona faktem, że Backroomsowy Level ! został usunięty z Backrooms Fandom Wiki, a na Wikidot zastąpiony tym gównem. *Wychodzi bez rozwijania wypowiedzi.*
[ENG] I honestly think that these teenagers, mostly girls for some reason unknown to mankind, who write comments under at least the Pins of other people on Pinterest like ‘digital footprint 💀’ the only thing they want to achieve with this is to get rid of people with opinions different to theirs and people who like dark humour. The digital footprint exists, sure, you can't argue with the facts, but do you really think an employer is going to look for your account on Pinterest, Tumblr, Reddit and so on? No, employers only look at employees' Facebook and LinkedIn because it's easier to find employees there, as people use their first and last names and their real face in their profile pictures. On Instagram, Twitter, Pinterest, Tumblr, Reddit and sites like these, people mostly use nicknames and have, for example, fictional characters as profile pictures. The most toxic people on Twitter have normal jobs and no one kicks them out of those jobs for being toxic on Twitter. I know this personally, because my mother is on the management of the company she works for and accepts people for work in this company. The only portal on which she reviews candidates' profiles is LinkedIn and only LinkedIn. It makes sense, because, what the part of teenage girls I'm writing about at the moment may not know, but employers have a lot of work to do, so do you really think they would want to waste their time to find an account on Pinterest or Reddit of one of their employees? You guys don't even know how time-consuming it would be for the average employer to find someone by their nickname and a fake profile picture, especially if the candidate in question on Facebook or LinkedIn hasn't added a link to their Pinterest account on their profile. I would also kindly ask the teenagers who constantly write ‘digital footprint 💀’ all over the place to let people like dark humour, because there's absolutely nothing wrong with dark humour and everyone knows it, and to learn that not everyone has the same opinion as them. Scaring people with digital footprint is so childish that the level of childishness has broken through the decency barrier and flies further.
[PL] Szczerze i uczciwie sądzę, że te nastolatki, głównie dziewczyny z jakiegoś nieznanego ludzkości powodu, które wypisują pod chociażby Pinami innych na Pinterest komentarze w stylu "digital footprint 💀" jedyne co chcą tym osiągnąć to pozbyć się ludzi z odmiennymi opiniami niż ich oraz ludzi lubiących czarny humor. Ślad cyfrowy istnieje, jasne, nie da się kłócić z faktami, jednak czy wy naprawdę sądzicie iż pracodawca będzie szukał waszego konta na Pinterest, Tumblr, Reddit i tak dalej? Nie, pracodawcy jak już to przeglądają jedynie Facebooka i LinkedIn pracowników, bowiem tam owych łatwiej jest znaleźć, gdyż na owych portalach ludzie używają imion i nazwisk oraz na zdjęciach profilowych mają swoją faktyczną twarz. Na Instagramie, Twitterze, Pinterest, Tumblr, Reddit i tym podobnych portalach ludzie w znacznej większości stosują nicki oraz jako zdjęcia profilowe ustawiają sobie chociażby postacie fikcyjne. Najbardziej toksyczni ludzie z Twittera mają normalną pracę i nikt ich za bycie toksycznymi na Twitterze z owej roboty nie wywala. Osobiście to wiem, bowiem moja mama jest w zarządzie firmy, w której pracuje i przyjmuje ludzi do pracy. Jedyny portal, na którym przegląda profile kandydatów to LinkedIn i tylko LinkedIn. Ma to sens, bowiem, czego może ta część nastolatek, o której obecnie piszę, nie wiedzieć, ale pracodawcy mają bardzo dużo pracy, także naprawdę sądzicie, że chciałoby im się marnować czas, aby na takim Pinterest czy Reddit znaleźć konto jednego ze swych pracowników? Wy nawet nie wiecie jak czasochłonne by to było dla przeciętnego pracodawcy odnaleźć kogoś po jego nicku i nieprawdziwym zdjęciu profilowym, szczególnie jeżeli dany kandydat na Facebooku czy LinkedIn nie dodał na profilu linku do swego konta na Pinterest. Także ładnie proszę nastolatki, które ciągle wypisują wszędzie "digital footprint 💀", aby dały ludziom lubić czarny humor, bowiem owy nie jest absolutnie niczym złym i każdy to wie oraz aby nauczyły się iż nie każdy ma taką samą opinię jak one. Straszenie ludzi digital footprint jest tak dziecinne, że poziom dziecinności przebił barierę przyzwoitości i leci dalej.
[ENG] Honestly? When I was drawing FanArt of GLaDOS, which I added somewhere in this blog earlier this year, I started to think why I exactly like GLaDOS. And did you know to what conclusions I got? I don't like her. I sincerely don't like her, heck, I can say I hate her. The only things that are cool in her are her voice, design and abbreviation of the full name. That's it. Maybe one day I'll write why exactly I hate her, today I just don't have energy for this, I just wanted to share these quick thoughts with y'all, but I just honestly hate her. She's so cringe spoiled brat that I just cannot like her.
[PL] Szczerze? Jak rysowałam FanArt GLaDOS, który dodałam na tego bloga jakiś czas temu to podczas procesu rysowania zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak w ogóle lubię GLaDOS. Wiecie do jakich wniosków doszłam? Nie lubię jej. Szczerze jej nie lubię, ba, wręcz można powiedzieć, że jej nienawidzę. Jedyne co jest w niej fajne to jej głos, wygląd oraz skrót od pełnej nazwy. Tyle. Może kiedyś napiszę pełnoprawny post dlaczego tak w zasadzie jej nie lubię, dzisiaj po prostu nie mam na to za bardzo energii, chciałam po prostu podzielić się z wami tymi krótkimi przemyśleniami, jednak po prostu jej nienawidzę wręcz. Jest takim cringe rozwydrzonym bachorem, że po prostu nie potrafię jej lubić.
[ENG] You can seriously get irritated. Holy shit, I seriously don't have a clue anymore what to do on YouTube to become popular. I'm systematic, it's bad, I'm not systematic, not good either. I tried over videos, they barely got any recognition, only one video had more than a hundred views. I do not try over videos and just add a compilation of memes, also bad. I use AI when making videos, seemingly some recognition I gain, but not even half as much as I expected. I don't use AI, it's even worse. I leave YouTube for eight months without announcement and come back suddenly, it is even worse. Plus it doesn't matter what kind of videos I add, it still doesn't gain even half as much popularity as I would like. It's seriously really discouraging to create and add videos to YouTube.
[PL] Serio wkurwić się można. Ja pierdolę, ja już na serio nie mam zielonego pojęcia co mam na YouTube robić, aby stać się popularna. Jestem systematyczna, jest źle, nie jestem systematyczna, też niedobrze. Staram się nad filmikami, ledwo zyskują jakąś rozpoznawalność, jedynie jeden filmik miał ponad sto wyświetleń. Nie staram się nad filmikami i dodaję po prostu kompilację memów, również źle. Używam przy tworzeniu filmików AI, niby jakąś rozpoznawalność zyskuję, jednak nawet nie w połowie taką jaką oczekuję. Nie używam AI, jest jeszcze gorzej. Odchodzę na osiem miesięcy z YouTube bez zapowiedzi i wracam nagle, jest jeszcze bardziej tragicznie. Plus nie ważne jaki rodzaj filmików dodaję, to i tak nie zyskuje nawet w połowie takiej popularności, jakiej bym chciała. To serio mega zniechęca do tworzenia i dodawania filmików na YouTube.
Y'all alyx is a whole ass woman a 24 year old ass woman she's not some uwuw niece omfg. Yes she's 19 in HLA but in HL2 she's a whole ass woman. If I see any more so and so white man is her uncle besides kliener who canonly.has a reason in lore I will break my arm.
ITS NOT EMPOWERING ITS DEMEANING AND HURTFUL TO OUT HER IN SITUATIONS WHERE SHES TREATED AS A CHILD AS A FUCKING ADULT
[ENG] Am I the only one who thinks blogs whose authors merely reblog the posts of others are Tumblr definition of laziness? Really, blogs where authors also add their posts are more interesting, because they just show that their authors take their blogs seriously. Really, put a little bit of effort.
[PL] Czy tylko dla mnie blogi, których autorzy jedynie reblogują posty innych to Tumblrowa definicja lenistwa? Serio, blogi, na których autorzy też dodają swoje posty są o wiele ciekawsze, bowiem po prostu pokazują, że autorzy traktują swoje blogi na poważnie. Trochę wysiłku, no.
[ENG] Am I the only one who finds these types of posts quite annoying? Random pictures, probably from Pinterest, of a particular aesthetic, not even any description, and if some post from this category has some description then it's some really popular quote that fits a particular aesthetic. And such a thing garners so many likes and reblogs, and from what I can see on the main page collages and posts in general, where effort has been put in, most of the time barely gets any attention. It's terribly sad and annoying as if to think about it.
[PL] Czy tylko dla mnie tego typu posty są dość irytujące? Losowe zdjęcia, zapewne z Pinteresta, danego aesthetic, nawet brak żadnego opisu, a jeżeli się zdarza to jest to jakiś mega popularny cytat pasujący do danego aesthetic. I takie coś zgarnia tyle like oraz reblogów, a z tego co widzę na głównej kolaże i ogólnie posty, w które został włożony wysiłek, ledwo zdobywają jakąś uwagę, najczęściej przynajmniej. Jest to strasznie smutne i irytujące jakby się nad tym zastanowić.
[ENG] Professional exam results will come today at around 10 AM (I guess, you can never be sure). Will these results be as always or will a miracle (or something beyond miracle, I can say) happen and I will pass? Stay tuned. 🤞
[ENG] Wyniki egzaminu zawodowego pojawią się dzisiaj około 10 (chyba, nigdy nie można być pewnym). Czy te wyniki będą takie jak zwykle, czy zdarzy się cud (lub można wręcz powiedzieć, że coś ponad cudem) i zdam? Oczekujcie na dalsze informacje. 🤞
– Eeej, Ziemia do Mateusza! – powiedział w pewnym momencie Patryk do swego kolegi, kiedy podgłośniłem nieco głośność, sens, wiem, bowiem sądziłem, że może teraz wydarzyłoby się coś istotnego lub chociaż ciekawego – Żyjesz ty tam? – spytał, gdy jako iż wiedziałem, że mieli jeszcze trzy i pół godziny do dotarcia na Antarktydę po prostu usiadłem na krześle przed monitorami, bowiem wiedziałem, że dzisiaj jeszcze bym się nastał i nachodził – Mówię do ciebie od dwóch minut, a ty nie reagujesz. – dodał, kiedy ujrzałem, że Mateusz rozejrzał się.
– A, sorki, zamyśliłem się. – odpowiedział Mateusz i w sumie aż mnie zaczęło ciekawić o czym on tam tak myślał, bowiem fakt, zwykle z tego co ich obserwowałem to aż tak się nie zamyślał.
– O czym ty tak myślałeś od bodajże momentu naszego wystartowania? – zapytał Patryk i miło wiedzieć, że nie tylko mnie to ciekawiło, to może bym się dowiedział nad czym Mateusz się tak zastanawiał – Wyjątkowo do tego momentu siedziałeś cicho, ba, nawet TV w telefonie nie oglądałeś, co jest nietypowe jak na ciebie podczas tej podróży. – stwierdził ten fakt, kiedy usłyszałem za sobą kroki, jednak jako iż nie zmierzały w moją stronę to nie zwróciłem na nie uwagi.
– Zastanawiałem się nad tą całą sytuacją. – zaczął swoją opowieść, kiedy założyłem nogę na nogę – Bowiem nie sądzisz, że to wszystko jest wybitnie podejrzane? – zapytał i WOW, JEDNAK MIAŁ JAKIEŚ WĄTPLIWOŚCI?! To cud, spodziewałem się po nich, że do końca żaden z nich by nawet wątpliwości nie zaczął mieć.
– Co masz na myśli? – spytał Patryk, z tego co widziałem na chwilę zwracając wzrok w bok.
– Bowiem chociażby to przebiegunowanie. – zaczął swe tłumaczenia, gdy oparłem się bardziej o oparcie krzesła i zacząłem czekać na to, jakie on tam wnioski wysnuł – Dobra, jestem w stanie uwierzyć, że może się wydarzyć w tym roku, bowiem to cholernie nieregularne zjawisko – mówił, ej, ale co by nie mówić to mi zaimponował, bowiem nie podejrzewałem, że którykolwiek z nich wiedziałby coś więcej o przebiegunowaniu, bowiem to też nie tak, że to jakiś mainstreamowy i ogólnie debatowany temat – jednak kurwa, przecież tego nie da się nie przeżyć, nasi przodkowie to i podobne rewelacje przeżywali. – kontynuował i w sumie liczyłem, że nie udałoby mu się przekonać swego kolegi do tych na dobrą sprawę faktów, bowiem podczas tegorocznej akcji nie chciałem używać swej inokinezy, wolałem aby wszystko szło własnym torem. No ale jeżeli Patryk by mu uwierzył to musiałbym tej inokinezy użyć, bowiem plan by się poszedł pierdolić – Jedyne co to nam Internet, GPS-y i inne takie padną na jakiś czas. – kontynuował swe wyjaśnienia, kurna, skąd on tyle o przebiegunowaniu wiedział, z tego co ja wiedziałem to oni nie interesowali się takimi obskurnymi tematami – A poza tym, to generalnie ten Globus też się jakoś tak podejrzanie zachowuje. – nie przestawał wypowiadać swych wyjaśnień, nie mogę z tym ich opóźnionym zapłonem, to powinno wydawać się oczywiste od początku – No bo chociażby jak jakiś cep nam przeciął przewód paliwowy to „magicznie” – mówił, przy tym ostatnim słowie robiąc cudzysłów z palców wskazujących i środkowych obu dłoni – nie zadzwonił wtedy, kiedy miał, mimo iż na przykład po zamontowaniu impulsatora odezwał się od razu. – rzekł, Boże, dlaczego nie mogłeś mi dać jakichś bardziej sensownych wrogów, naprawdę, to powinno od początku się takie wydawać no – No i też typ podejrzanie dużo o Grzegorzu wie, na przykład jak rozjebać jego maszynę, którą chciał nas ustrzelić na początku chociażby. – kontynuował swoją sensowną argumentację, jasne, jednak i tak komentarze mnie się kończyły na to, jak opóźniony zapłon oni mieli – A, no i jeszcze w sumie próby zniszczenia Miejsc Przeznaczenia przez cieci Grzegorza są bez sensu, bowiem aby impuls z impulsatorów wpłynął na pole magnetyczne Ziemi to musi dotrzeć do jądra naszej planety i chuj, także nawet jak część terenu pójdzie się jebać, to impuls i tak by dotarł. – wypowiedział to skandalicznie długie zdanie, kiedy westchnąłem z zażenowaniem nad ich opóźnionym zapłonem oraz przewróciłem oczami.
– Ty to masz kurwa opóźniony zapłon. – powiedziałem do siebie równie zażenowanym głosem, no ale w sumie dzięki temu mój plan w ogóle mógł iść w takiej formie, w jakiej sobie to wszystko zaplanowałem, więc wszystko miało swoje zalety jak widać.
– Kto? – usłyszałem obok siebie głos jednego z członków mej armii.
Słysząc go, od razu wyciszyłem głośniki, po czym odwróciłem się w jego kierunku. Kompletnie nie spodziewałem się, że ktoś z nich niedaleko mnie stał, bowiem nie słyszałem też, aby ktoś do mnie podchodził. Jasne, najbardziej skupiałem się na obserwacji tego jak daleko Patryk i Mateusz mieli jeszcze do Antarktydy oraz generalnie czy na przykład nie ogarnęli, że ich cały czas oszukiwałem aby wiedzieć czy musiałem użyć inokinezy, czy nie. Niemniej poza tym zdawałem sobie sprawę z kroków, które ewentualnie dało się słyszeć w tle, wszakże zawsze któryś z żołnierzy również stacjonujących w mej bazie mógł chcieć mi coś istotnego przekazać.
– Długo już tu stoisz? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie, niekulturalnie, wiem, zwracając wzrok w jego kierunku.
– Kilka minut. – odrzekł, gdy na chwilę zwróciłem wzrok w kierunku ekranu.
– Pozostawię to bez komentarza. – rzekłem nieco zażenowanym głosem, przy okazji słysząc, że zaśmiał się – W każdym razie Mateusz, bowiem dopiero teraz zaczął mieć wątpliwości na temat tego czy czasem nie są oszukiwani. – odpowiedziałem na pierwotne pytanie, nieco obracając się na krześle w prawo i lewo.
– Szczerze obstawiałem, że jak na początku się nie zorientowali, że coś jest nie tak, to się w ogóle nie zorientują. – powiedział w sumie nieco zdziwionym głosem i nie dziwne, ja na dobrą sprawę znając ich też podejrzewałem, że za cholerę by się nie zorientowali, że cały czas zostawali oszukiwani.
– Też nie podejrzewałem, że któryś z nich jakiekolwiek wątpliwości by miał. – rzekłem, ponownie na chwilę zwracając wzrok w stronę monitora, jednak ujrzałem, że Patryk i Mateusz nadal jedyne co to rozmawiali ze sobą podczas lotu – W końcu miałem okazję poznać ich w dwa tysiące dziewiątym i potem, od dwa tysiące dziesiątego do tego roku, więc wiem, że do zbyt inteligentnych to oni się nie zaliczają. – powiedziałem tym skandalicznie długim zdaniem, odwracając się w kierunku monitora i ponownie włączając głośniki, bowiem musiałem kontrolować jak im szło, no – Anyway, wypadałoby wiedzieć, o czym tam dalej oni gadają i czy czasami nie zorientowali się jak sytuacja się na serio prezentuje. – stwierdziłem, opierając nogi o blat, nad którym zwisały monitory komputera i wpatrując się w nie.
– Niemniej, nawet mimo iż niby nie da się tego nie przeżyć, to skąd wiesz czy Grzegorz nie znalazł jakiegoś sposobu, aby zamienić to zjawisko w katastrofę na skalę globalną? – zapytał swego kolegi Patryk, ujawniając mi, że trafiłem gdzieś w, zapewne, środek jego wypowiedzi oraz udowadniając, że on wątpliwości jeszcze nie miał – Nie zdziwię się, jeżeli by coś takiego umiał osiągnąć plus też nie wiemy czym dokładniej jego żołnierze mieli zniszczyć Miejsca Przeznaczenia. – kontynuował swoją argumentację i kurna, owa miała na dobrą sprawę sens bowiem wiadomo, że nie zgrywała się z rzeczywistością, to jednak na stówę by się na to dało coś wymyślić, gdyby impulsatory faktycznie nie miały odpowiadać za wywołanie przebiegunowania – Może czymś, co zakłócałoby działanie impulsatorów i ich impuls nie mógłby dotrzeć do jądra Ziemi lub dotarłby niepełny. – wysnuł ten wniosek, ja jebe, co to się z nimi nagle stało, że zaczęli na ten temat nie dość, że dyskutować to jeszcze sensownymi argumentami?
– Ja nie mogę, co im się stało, że zaczęli sensowne argumenty mieć? – zapytałem zdziwiony, bowiem szczerze mówiąc to nigdy nie podejrzewałem, że wykazaliby się większą ilością inteligencji niż posiadali na co dzień.
– Może masz rację, niemniej i tak mam wrażenie, że Globus to może być jakiś sojusznik Grzegorza, tylko pod przykrywką. – wysnuł tę hipotezę Mateusz, unosząc wzrok znad ekranu, bowiem dopiero teraz się zorientowałem, że od jakiegoś czasu miał go spuszczonego w kierunku telefonu – Nigdy nie możesz wiedzieć czy na przykład te impulsatory to nie pic na wodę fotomontaż, który ma odciągnąć naszą uwagę od czegoś większego. – stwierdził, z tego co widziałem na moment patrząc w prawo.
– W sumie tutaj ma rację, patrząc po tym, co tworzysz w laboratoriach. – skomentował jego wypowiedź mój obecny towarzysz, kiedy kątem oka spojrzałem w jego stronę.
– Szczerze powątpiewam, że chciałoby mu się sobie cel utrudniać. – mówił i akurat celu sobie nie utrudniałem, jednak fakt, nie mógł wiedzieć co tworzyłem w laboratoriach i jakie to miało powiązanie z mym celem – Prędzej obstawiam, że w tym czymkolwiek jego niewolnicy mieli niszczyć Miejsca Przeznaczenia jest coś, co by po prostu zakłócało działanie impulsatorów. – wysnuł ten wniosek, który prawdopodobnie bym wykorzystał, gdyby impulsatory faktycznie zostały stworzone przez kogoś innego, kto me plany chciał pokrzyżować – Wiadomo, skoro normalnie przebiegunowanie Ziemi da się spokojnie przeżyć, to na sto procent coś przy nim namieszał, aby zniszczyło naszą planetę, skoro wiadomo jaki cel ma. – dodał i tak, to akurat fakt, bowiem nie samym przebiegunowaniem Ziemi chciałem zrobić rozpierdol na tej planecie, bowiem wiadomo, że dla żadnych gatunków ziemskich to zjawisko nie stanowiło zagrożenia – Ale swoją drogą kurna, na chuj on chce tę Ziemię zniszczyć? – spytał i jakie kurna założenie, że mi o planetę chodziło, bardzo gratuluję normalnie.
– Jakie kurna z góry założenie, że mi o planetę chodzi, gratki. – powiedziałem, odruchowo wskazując dłonią w kierunku widocznego na monitorze Patryka.
– W sumie chce zniszczyć świat, a nie wiadomo czy przez świat nie rozumie na przykład jedynie ludzi. – stwierdził Mateusz, no on przynajmniej logicznie pomyślał, gratuluję, któryś musiał i najwidoczniej padło na niego – To by dało się usprawiedliwić, może na przykład jest nazi ekologiem czy kimś w tym stylu. – rzekł i w sumie kinda dało się mnie tak określić, jednak na dobrą sprawę też nie w stu procentach, tylko najpierw by musieli znać podłoże mojej motywacji, hehe – Oczywiście wiadomo, zakładając, że faktycznie jest człowiekiem. – powiedział i hej, to, że chciałem zniszczyć świat nie sprawiało automatycznie, że pochodziłem z innej rasy.
– Jakby okazał się nazi ekologiem to należałoby go zajebać podwójnie. – skomentował hipotezę swojego kolegi Patryk, co w sumie miało sens, bowiem takich stuprocentowych nazi ekologów z wiedzą ekologiczną wyniesioną jedynie z Reddita to jasne, należało ogniem atomowym palić. Tacy powodowali więcej szkód niż pożytku po prostu – Kurwa, słowa nie są w stanie opisać jak ja tych śmieci nienawidzę. – powiedział, z tego co widziałem zerkając na nawigację, co w sumie sensu nie miało, bowiem mieli lecieć prosto przez cały czas, z tego co kojarzyłem.
– JAK. – skomentowałem zażenowanym głosem drugą część jego pierwszego zdania, kiedy mój towarzysz zaśmiał się.
– Akurat takich argumentoopornych idiotów chyba nikt z funkcjonującym mózgiem nie lubi. – skomentował wypowiedź swego przyjaciela Mateusz, z tego co widziałem obserwując co działo się na dole – Chociaż jebać nazi ekologów, nazi feministki mnie najbardziej wkurwiają, o ja jebe, takie to tylko spalić na stosie jak kiedyś palono czarownice. – dodał i dobrze gada, polać mu, nazi feministki jedyne co robiły to dawały sporej rzeszy facetów złe zdanie o kobietach, aniżeli im pomagały.
– TAK, DOBRZE PRAWI! – skomentował nieco głośniej wypowiedź Mateusza mój towarzysz, gdy odwróciłem się w jego kierunku – Też tych podludzi nienawidzę! – dodał, opuszczając rękę, którą dotychczas zapewne odruchowo wskazywał w kierunku widocznego na ekranie Mateusza.
– Też nienawidzę nazi feministek, jak chyba każdy człowiek z poprawnie funkcjonującym mózgiem. – stwierdziłem, na chwilę wyłączając głośniki, bowiem podejrzewałem, że wywiązałaby się nasza rozmowa na ten temat – One jedyne co robią to tak naprawdę szkodzą kobietą aniżeli im pomagają. – mówiłem, przy okazji na ten moment zdejmując nogi z blatu – Normalne feministki są OK i potrzebne, jednak ich nazi wersje powinno się palić ogniem atomowym. – stwierdziłem, zakładając ramię na ramię.
– Wiem, bo moja była to nazi feministka, między innymi dlatego ją rzuciłem. – odpowiedział i kurna współczułem, nie chciałbym mieć jako partnerki takiego śmiecia społecznego – Nie mam zielonego pojęcia jakim cudem się we mnie na początku zakochała, skoro utrwalała ten toksyczny pogląd, że kobiety są ponad mężczyznami, a nie na równi. – kontynuował, gdy usłyszałem niedaleko nas kroki, jednak jako iż nie zmierzały w naszym kierunku to zbytniej uwagi na to nie zwróciłem.
– Ja jebe, współczuję, dobrze, że mi w czasie mego życia się taka pojebka nigdy nie trafiła. – stwierdziłem, na chwilę odruchowo zwracając wzrok w kierunku monitora, jednak nie działo się tam nic ciekawego, ot Patryk i Mateusz nadal ze sobą gadali – Niemniej jak na przykład wchodzę na Pinteresta, to mnie szlag trafia jak natrafiam na takie kurwidołki mentalne. – rzekłem, szykując się na prawdopodobne wyjaśnianie czym jest Pinterest, bowiem owy powstał ledwo cztery lata temu i mimo iż sporo osób z niego korzystało, to nie wszyscy musieli wiedzieć co to za serwis.
– Czym jest Pinterest? – zadał to oczekiwane przeze mnie pytanie, kiedy przy okazji założyłem nogę na nogę.
– Taka strona internetowa, powstała cztery lata temu. – zacząłem to wyjaśnienie, na chwilę zwracając wzrok w kierunku monitora, jednak nie działo się u Patryka i Mateusza nic ciekawego, ot dalej lecieli w kierunku Antarktydy – Generalnie zawiera ona wiele przeróżnych zdjęć, grafik i tak dalej, które można zapisywać na tak zwanych tablicach. – tłumaczyłem, na nowo odwracając się w stronę mego obecnego rozmówcy – No i na tych tablicach można też tworzyć sekcje na powiązane tematycznie zdjęcia. – mówiłem, patrząc na zegar na ekranie, jednak według niego miałem jeszcze spoooro czasu do momentu, w którym Patryk i Mateusz dolecieliby do celu – Można również zdjęcia i filmy, bowiem filmy też się na tej stronie znajdują, dodawać samemu, a także komentować poszczególne Piny, bowiem tak się nazywają zdjęcia i filmy dodane na tę stronę. – wyjaśniłem i szczerze nie sądziłem, że kiedyś bym komuś tłumaczył czym jest jakaś strona ze zdjęciami, jednak ewidentnie jeszcze nie raz życie mnie zaskoczy – To co mnie w niej wkurwia to jej zasady, są strasznie nazi lewicowe. – wyjaśniłem, przy okazji waląc oksymoronem na koniec, ale co to kogo obchodziło – Tak, wiem, że to ostatnie określenie to cholerny oksymoron, jednak rozumiesz o co mi chodzi. – dodałem, a mój rozmówca przytaknął głową na znak, że rozumiał – Serio, za napisanie czegokolwiek możesz mieć wyjebany komentarz lub Pin albo najazd wkurzonych lewicowych nastolatek. – stwierdziłem i na dobrą sprawę tak się działo, przynajmniej z tego co dotychczas zauważyłem, w angielskiej części Pinteresta, jednak tam najczęściej siedziałem, więc no – Na szczęście lewicowe nastolatki w większości są w angielskiej części Pinteresta, w polskiej części jest w znacznej większości przypadków normalnie i po prostu dodawane są memy. – dodałem tym skandalicznie długim zdaniem, ponownie patrząc w stronę monitora, wiecie, musiałem co jakiś czas sprawdzać co się działo u Patryka i Mateusza skoro ich wykorzystywałem jako darmową siłę roboczą.
– Aż muszę kiedyś sprawdzić tę stronę, bowiem lubię wkurwiać lewicowe nastolatki w necie. – odpowiedział, kiedy spojrzałem w jego kierunku z zażenowaniem – Fajnie się wkurwiają. – powiedział, po czym, widząc moją reakcję, szeroko uśmiechnął się – Hehe. – skomentował mą reakcję.
– Czy ty jesteś normalny? – zapytałem również zażenowanym głosem, wciąż patrząc takim wzrokiem w jego stronę – Mnie lewicowe nastolatki wkurwiają i gdybym był moderatorem Pinteresta to komentarze i Piny takich kretynów bym masowo usuwał za debilizm. – powiedziałem, kiedy teraz to on spojrzał w moim kierunku zażenowanym wzrokiem, no cóż, obaj do zbyt normalnych się nie zaliczaliśmy – Właśnie dlatego z tej roboty by mnie wyjebano po jednym dniu. – podsumowałem swoją wypowiedź, obracając się na krześle nieco w prawo i lewo.
– I kto tu jest nienormalny? – zapytał zażenowanym głosem, gdy teraz to ja szeroko uśmiechnąłem się.
– Ty – odpowiedziałem, wskazując w jego stronę.
– Nie no, sorki, ale to ty tutaj chcesz zniszczyć świat. – stwierdził, zakładając ramię na ramię.
– Na dobrą sprawę ty też musisz tego chcieć, skoro sam do mnie przyszedłeś swego czasu. – storpedowałem jego argument, normalnie wysadzając go jak islamski terrorysta siebie.
– Spier… – powiedział niezadowolonym głosem, kiedy zaśmiałem się.
– No co, tylko prawdę mówię. – dodałem, odwracając się w stronę monitora – Anyway, sprawdźmy o czym teraz ci dwaj popierdolce gadają. – stwierdziłem, na nowo włączając głośniki.
– Spierdalaj, po prostu zazdrościsz mi, że umiem niemiecki, którego ty do dzisiaj nie umiesz się nauczyć nawet na podstawowym poziomie. – powiedział Mateusz do swego kolegi, udowadniając nam, że ominęliśmy znaczną część ich rozmowy oraz przy okazji ujrzałem, że Mateusz znowu obserwował to, co działo się na dole.
Szczerze to nie spodziewałem się, że Mateusz znał niemiecki. Nie, serio mówiłem, bowiem z tego co się swego czasu dowiedziałem, to angielski znał na meh poziomie, no a niemiecki jednak należał do języków trudniejszych niż angielski. Znaczy istniała opcja, że po prostu z jakiegoś powodu bardziej lubił niemiecki od angielskiego i nauka tego pierwszego języka przychodziła mu z łatwością. Szczerze mówiąc to miałem trochę podobnie, tylko z angielskim i aramejskim swego czasu. Wiadomo, że ten drugi język należał do o wiele trudniejszych od angielskiego, jednak jego nauczyłem się znacznie szybciej i miałem z tym mniej problemów, niż z nauką angielskiego. Obecnie oba te języki znam na poziomie C2, jednak nie zmieniało to faktu, że aramejskiego nauczyłem się znacznie szybciej i łatwiej, bowiem kiedyś miałem fazę na ten język, w sumie do dzisiaj nie wiem czemu. Obecnie jasne, nadal lubię ten język, jednak mnie aż tak nie jara jak kiedyś.
– Dobra, to wymieńmy: ja znam angielski, rosyjski, czeski i chiński, a ty jedynie hiszpański i niemiecki, a angielski znasz na poziomie meh. – wyjaśnił, a gdybym obecnie coś pił to prawdopodobnie bym ze zdziwienia monitor opluł, bowiem NIGDY bym nie podejrzewał, że któryś z nich zna chiński – Także ja po prostu w tej kwestii jestem lepszy od ciebie, pogódź się z tym. – stwierdził, z tego co zauważyłem ponownie spuszczając wzrok w stronę wskaźnika paliwa, hehe.
– Prosił ktoś o dodatkowy komentarz? – zapytał niezadowolonym głosem Mateusz, przy okazji poprawiając sobie czapkę i nie dziwne, bowiem tak patrząc w dół mogła mu w pewnym momencie spaść.
– Kurwa, od kiedy Patryk zna chiński?! – zapytałem ze zdziwieniem, wyłączając głośniki, bowiem na razie już o niczym innym nie gadali – Jasne, wiem, że ja też znam ten język, jednak nigdy bym nie podejrzewał, że on dałby radę nauczyć się takiego cholernie trudnego języka. – dodałem tym mega długim zdaniem, na nowo odwracając się w stronę mego obecnego towarzysza.
– Już się boję zapytać jakie jeszcze języki znasz. – powiedział mój obecny rozmówca, kiedy szeroko uśmiechnąłem się.
– Poza polskim to angielski, niemiecki, hiszpański, włoski, rosyjski, chiński, aramejski, suahili, francuski, japoński, norweski, koreański, hausa, język tocharski A, kapadocki, litewski, łacinę, czeski, słowacki i kaszubski. – pochwaliłem się moją znajomością języków i wiem, że to może brzmieć nierealistycznie, jednak na tym świecie akurat żyłem tyle, że bez problemu miałem możliwość nauczyć się tyle języków, szczególnie, że nauka języków ogólnie jest przyjemna – A na stan obecny uczę się języka bułgarskiego, ukraińskiego, duńskiego i szwedzkiego. – dodałem, kiedy mój rozmówca patrzył się na mnie tak jakby się zastanawiał czy dobrze zrobił stając po mojej stronie – No co? – spytałem jak gdyby nigdy nic.
– Po pierwsze: JAKIM KURWA CUDEM?! – zapytał, te ostatnie trzy słowa mówiąc głośniej – A po drugie czym do chuja jest język tocharski A i kapadocki? – spytał i to pytanie mnie nie zdziwiło, bowiem obecnie te języki od dawna należały do wymarłych, więc miał prawo nie wiedzieć o ich istnieniu.
– Po prostu mega lubię się uczyć języków, przyjemne to jest, a że żyję już bardzo długo to miałem mnóstwo czasu na to. – odpowiedziałem, wzruszając ramionami, jakby nauczenie się dwudziestu języków na poziomie C2 należało do powszechnie normalnych – Ot co. – powiedziałem, zwracając wzrok w stronę zegara na monitorze – A co do tego drugiego pytania, to są to dwa z języków obecnie wymarłych. – zacząłem wyjaśnienia na temat tychże języków, co w sumie lubiłem, bowiem zajebiście jest wiedzieć coś, czego inni nie wiedzą – Język tocharski A jest, a właściwie był, jednym z języków należących do grupy języków tocharskich, ku zaskoczeniu nikogo. – stwierdziłem, na nowo zwracając wzrok w kierunku mego rozmówcy i zakładając ramię na ramię – Występowały na obszarze wschodniego Turkiestanu Chińskiego i Azji Środkowej, język tocharski A występował na wschodzie. – wyjaśniłem i szczerze to w sumie cieszyłem się, że znałem dwa języki wymarłe, bowiem mogłem w nich pisać w swym pamiętniku i nie musiałem się obawiać, że ktokolwiek by odczytał co tam napisałem, hehe – Języki tocharskie wymarły wiek po tym, w którym ja się urodziłem, bowiem kultura Tocharów też strzeliła kopytami po tym jak owi zostali najechani i podbici przez Ujgurów, taką turecką grupę etniczną. – kontynuowałem tym niemoralnie długim zdaniem, kiedy z zewnątrz dało się usłyszeć dźwięk zatrzymującej się ciężarówki oraz tego, że ktoś z mej armii szedł w kierunku owej – A język kapadocki, jak nazwa wskazuje, używany był w Kapadocji w pierwszym wieku naszej ery. – dodałem tym krótkim w cholerę wyjaśnieniem, jednak o tymże języku generalnie wiele powiedzieć się nie dało.
– Czekaj, czekaj kuźwa. – powiedział wyjmując telefon, a ja lekko uśmiechnąłem się wiedząc o co mu chodziło.
No to by się zdziwił i to na stówę, gdyby się dowiedział, że powiedziałem, iż języki tocharskie wymarły wiek po moim urodzeniu, co znaczyło, że wymarły w ósmym wieku. Dobrze, że zawsze miałem przy sobie dowód osobisty, to na sto procent by mi uwierzył, bowiem w sumie bez owego to tak właściwie uwierzyć się w to, że urodziłem się w siódmym wieku naszej ery, nie dało. Oczywiście na zaś już tenże dowód wyjąłem i, jak się potem okazało, słusznie zrobiłem.
– Nie no, musisz mnie wkręcać. – powiedział, chowając telefon.
– Kiedy nie. – rzekłem, pokazując mu mój dowód osobisty – Na serio urodziłem się w siódmym wieku naszej ery. – dodałem, kiedy ze zdziwieniem spojrzał na mój dowód osobisty.
– Kurwa, faktycznie. – powiedział zszokowanym głosem, patrząc w stronę mej daty urodzenia – Jakim cudem?! – zapytał nadal takim samym głosem, unosząc wzrok znad dowodu.
– Genetyka – odpowiedziałem, chowając dowód osobisty – Po prostu mam taki gen, a właściwie zestaw genów, które sprawiają, że jasne, da się mnie zabić, jednak można mnie też i wskrzesić plus ze starości nie umrę ani się nie zestarzeję. – wypowiedziałem to skandalicznie długie zdanie, kurde, chyba dzisiaj mieliśmy dzień takowych, bowiem już któryś raz mega długie zdanie wypowiedziałem – Od momentu, kiedy miałem dwadzieścia pięć lat wyglądam z zewnątrz tak samo aż do dzisiaj. – rzekłem i tak, zgadliście, temu konkretnemu członkowi mej armii ufałem, bowiem od dwa tysiące dziewiątego stał po mojej stronie jako jedyny i nawet po akcji z dwa tysiące dziewiątego nie odszedł – Jednak odziedziczenie tego genu to jak wygrana w Totka, bowiem z tego co wiem to żaden z mych dzieciaków, które w całym swym życiu miałem, nie odziedziczył tego genu. – dodałem znowu mega długim zdaniem, ja nie mogę, musiałem zacząć je jakoś ograniczać – Chyba, pewności stuprocentowej mieć nie mogę. – zakończyłem, na moment odwracając się w stronę monitora.
– Zazdro – powiedział i miałem dziewięćdziesiąt dziewięć procent pewności, że zazdrościł mi tylko dlatego, że sam takich genów nie miał.
– Zazdrościsz mi tego, bo sam takiego zestawu genów nie masz. – rzekłem, odwracając się w jego kierunku, bowiem na monitorze nie działo się nic ciekawego, ot Patryk i Mateusz dalej lecieli w kierunku Antarktydy – Uwierz, że jasne, ma to sporo zalet, jednak nie jest takie fajne jak może się wydawać. – stwierdziłem, prostując ręce i opierając je o podłokietniki – Po pierwsze i najważniejsze, mega chujowe i nieprzyjemne ogólnie jest patrzenie jak twoi bliscy umierają na twoich oczach, a ty wiesz, że nigdy na stałe do nich nie dołączysz. – mówiłem tym wyjątkowo długim zdaniem i szczerze nie podejrzewałem, że udałoby mnie się przekonać go do mego punktu widzenia, bowiem szczerze to jeszcze nikogo, kto o mnie to wiedział, nie udało mnie się przekonać do tego, że nieśmiertelność NIE JEST aż tak fajna jak przeciętny człowiek by sądził – A po drugie to po śmierci nadal posiadam aktywną świadomość, więc tak, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie żyję i nie mogę z tym nic zrobić. – wyjaśniłem jedną z najgorszych rzeczy w posiadaniu takich genów jakie ja miałem, bowiem na serio, wyobraźcie sobie wiedzieć, że się nie żyje i nie móc z tym nic zrobić, to jakąś masakrę stanowiło – No i też wiadomo, możliwość zobaczenia jak świat się zmieniał na przestrzeni wieków jest spoko, jednak ze względu na historię chociażby takiej Polski, w której żyłem od urodzenia, nie należało to do stuprocentowo przyjemnych. – dodałem, odwracając wzrok w stronę ekranu, jednak ujrzałem, że Patryk i Mateusz na razie o niczym nie gadali, ot lecieli przed siebie oraz na zegarze widziałem, że sporo czasu im jeszcze pozostało do dotarcia na Antarktydę.
– Do tego pierwszego na stówę da się przyzwyczaić, w sumie tak jak i do wszystkiego, nawet jeżeli zajmuje to dużo czasu. – zaczął kontrargumentację, no mówiłem, że tak się to skończy i proszę bardzo, miałem rację – To trzecie to faktycznie szczególnie w czasach rozbiorów, obu wojen światowych i tak dalej musiało być do dupy. – mówił i miło, że chociaż w tym się obaj zgadzaliśmy, bowiem na dobrą sprawę nie miałem zielonego pojęcia kto chciałby żyć chociażby w czasach drugiej wojny światowej – A to drugie brzmi zajebiście. – powiedział, kiedy walnąłem facepalma nad jego logiką, a kiedy to zrobiłem on zaśmiał się.
– Gdzie ty zgubiłeś mózg. – powiedziałem zażenowanym głosem, opuszczając rękę – Uwierz mi, że to NIE – mówiłem, to ostatnie słowo wypowiadając znacznie głośniej – jest przyjemne ani zajebiste, na serio. – dodałem, jednak on nie wydawał się przekonany, no co za typ – Wiesz, że nie żyjesz, jednak nie możesz otworzyć oczu, nie możesz nic usłyszeć, poczuć, nie masz poczucia czasu oraz nie wiesz czy zostaniesz wskrzeszony w tej dekadzie czy może za czterdzieści lat. – wypowiedziałem to, co się…odczuwało? To dobre słowo w tej sytuacji? No cóż, inne mi nie pasowało, także no, to co się odczuwało w takiej sytuacji – Nie brzmi to zbyt przyjemnie, prawda? – zadałem to retoryczne pytanie, stawiając prawą nogę normalnie.
– Może i nie, ale ciekawie to już tak. – dodał, gdy przewróciłem oczami.
– Prawdopodobnie musiałbyś tego na własnej skórze doświadczyć, aby przekonać się, że to nie jest takie fajne jak myślisz. – stwierdziłem, całkowicie odwracając się w stronę monitora, bowiem jednak obecnie musiałem kontrolować jak im szło oraz jak daleko od Antarktydy się znajdowali – Czego ci oczywiście nie życzę, pomijając fakt, że oczywiście jako iż takiego zestawu genów nie masz, to nigdy cię to nie spotka. – podsumowałem tym tragicznie długim zdaniem, ewidentnie wyjątkowo dużo ich dzisiaj wypowiadałem, przy okazji na nowo włączając głośniki i na stan obecny nieco je ściszając, bowiem nic ciekawego nie dało się z nich usłyszeć.
Jednak, po tej wybitnie długiej rozmowie, nastała cisza, bowiem na dobrą sprawę nie mieliśmy pojęcia jak mieliśmy ją dalej kontynuować. Po prostu dalej obserwowaliśmy jak Patrykowi i Mateuszowi szedł lot do celu oraz czasami jeszcze krótko o czymś porozmawialiśmy. Nie należało to jednak do niczego aż tak ciekawego, abym was tymi krótkimi rozmowami zasypywał.
Ja obserwowałem ich do momentu, kiedy na zegarze pojawiła się informacja, że do ich dolecenia do celu pozostało pięćdziesiąt minut. W czasie obserwacji ich tak na dobrą sprawę obecnie to się wynudzić dało, bowiem wyjątkowo nic ciekawego się nie działo. Kiedy jechali na lotnisko oraz lecieli samolotem na początku tej całej akcji to przynajmniej miałem na co popatrzeć, plus przez większość czasu musiałem sterować maszyną, którą niby chciałem ich zestrzelić. Oczywiście w rzeczywistości wtedy to nie stanowiło mego celu, skoro to oni mieli za mnie rozstawić impulsatory. Dziwne, że się nie zorientowali, że ta maszyna miała coś zwalonego cela i, że coś jest nie tak. W rzeczywistości bowiem aż tak nieistniejącego aimu to ja nie miałem, mimo iż wiadomo, że do idealnych nie należał, szczególnie bez celownika. Potem na pustyni przynajmniej miałem na co popatrzeć jak się napieprzali z częścią mej armii, plus wiadomo sam się też tam udałem aby im trochę życie utrudnić, żeby przy okazji mieć pewność, że się nie zorientują iż tak naprawdę ich wykorzystywałem. W katakumbach przynajmniej musieli ciągle na coś uważać oraz też mieli trochę problemów z dostaniem się do Miejsca Przeznaczenia, więc również miałem co pooglądać. A teraz? Niestety, najwidoczniej droga w ostatnie Miejsce Przeznaczenia musiała się okazać najnudniejsza i po prostu musiałem to wytrzymać. No ale obserwować ich musiałem, wszakże nigdy nie mogłem mieć stuprocentowej pewności, że faktycznie się w stu procentach nie zorientują, że zostawali wykorzystywani lub czy po prostu podczas drogi coś by się nie wydarzyło, przy czym wymagaliby mojej pomocy.
No ale kiedy na zegarze ujrzałem, że do celu pozostało im pięćdziesiąt minut po prostu wstałem i rzekłem do mego obecnego towarzysza:
– Pilnuj ich, a jak pozostanie pięć minut do ich dostania się na Antarktydę to mnie o tym poinformuj. – rzekłem, kiedy odwrócił się w moim kierunku, a ja już powoli zacząłem iść tyłem – Będę w mym głównym pojeździe Black Light. – dodałem, kiedy z zewnątrz dało się usłyszeć dźwięk przelatującego helikoptera, jednak wnioskując po dźwięku jego silnika to nie jeden z tych należących do mnie.
– OK – odpowiedział krótko, po czym stanął naprzeciwko monitora.
Po tej jakże ekscytującej i emocjonującej jak zbieranie grzybów debacie udałem się najpierw do zbrojowni. Uznałem, że dzisiaj w sumie wezmę inną broń niż mój standardowy dezintegrator, aby po prostu sobie urozmaicić życie. Dodatkowo też co by nie mówić, po zamontowaniu przez Patryka i Mateusza ostatniego impulsatora musiałem ich spowolnić na tyle, aby nie zdążyli na czas jakoś dezaktywować tych impulsatorów. Co prawda nie wiedziałem jak by to osiągnęli, wnioskując po tym jak owe urządzenia działały, jednak po wydarzeniach sprzed trzech lat wiedziałem, że wbrew pozorom wiele mogłem od nich oczekiwać. Można powiedzieć, że w jakimś stopniu należeli do sprytnych osób, bowiem umówmy się, to zwykli cywile, więc można by oczekiwać, że pokonanie ich stanowiłoby jedynie kwestię formalną. No a tymczasem zawsze jakoś potrafili wybrnąć nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji co jasne, dla nich stanowiło zaletę, jednak mi tak jakby trochę przeszkadzało. Niemniej szczerze mówiąc nadal wierzyłem, że w końcu udałoby mnie się ich pokonać, bowiem co by się nie stało to nie istniały rzeczy niemożliwe. W końcu nawet chociażby przypadkiem powinno mnie się udać zabić jednego z nich, a wtedy drugi tym bardziej nie stanowiłby problemu.
Dłużej jednak zastanowić się nie mogłem, bowiem doszedłem do zbrojowni, która znajdowała się na dobrą sprawę niedaleko głównego pomieszczenia. Po wejściu do niej i zapaleniu światła rozejrzałem się za najbardziej zajebistą bronią i jednocześnie nie dezintegratorem, którą mogłem dzisiaj użyć. Nie mogłem się zdecydować co wziąć, normalnie jak kobieta w sklepie z ubraniami, bowiem na dobrą sprawę to każdą swoją broń lubiłem na jakimś poziomie. Kiedy jednak się rozglądałem, w pewnym momencie w kącie ujrzałem stojący miecz, który miałem od czasów średniowiecza. KUŹWA, TO ON STAŁ TU? Ja jebe, od jakichś dwóch lat wszędzie go szukałem i mam prawie stuprocentową pewność, że w ten kąt również patrzyłem, jednak go znaleźć nie umiałem. Od bardzo, baaardzo dawna nim nie walczyłem, w sumie nie mam zielonego pojęcia czemu i dwa lata temu, jakiś czas po mym ponownym wskrzeszeniu, sobie właśnie o nim przypomniałem, jednak znaleźć go nie mogłem. Szczerze podejrzewam, że przestałem nim walczyć, bowiem po prostu miecze wyszły z mody i zafazowałem się na inne bronie, a kiedy powstały te palne to już w ogóle. No ale korzystając z faktu, że najciemniej pod latarnią, po prostu podszedłem do niego i wziąłem go, bowiem na sto dziesięć procent ową bronią masowej zagłady udałoby mnie się Patryka i Mateusza pokonać.
Jak coś, to fakt, który wyróżniał ten miecz od każdego innego, to taki, że podnieść go mogła jedynie osoba posiadająca nadprzyrodzone zdolności oraz jednocześnie znająca język aramejski, w sumie cholera wie czemu. Nawet na tym mieczu znajdowało się zdanie po aramejsku, które, w sposób edgy, bo edgy, ale jednak, informowało o tym fakcie. Z kolei owo zdanie, jak to miało w zwyczaju po podniesieniu tego miecza, zabłysło na jasnobrązowy kolor. Tak, oznaczało to, że na świecie tylko ja mogłem ten miecz podnieść, bowiem jasne, po tymże globie chodziła poza mną jeszcze jedna istota posiadająca nadprzyrodzone zdolności, ale aramejskiego to on nie znał, więc miecza by nie podniósł. To też stanowiło powód, dla którego, szczególnie dawniej, lubiłem ten miecz, bowiem tak właściwie tylko ja mogłem go podnieść, no a zawsze fajnie jest wykazywać się oryginalnością w nie ważne jakiej dziedzinie.
No ale obecnie po wzięciu tegoż miecza i przełożeniu go sobie za plecy ruszyłem w stronę hangaru. Tak, wiem, mógłbym bezproblemowo się przeteleportować na Antarktydę, w końcu skoro na Saharę mogłem to tym bardziej na drugi koniec świata też bym dał radę. Jednak po pierwsze i najważniejsze, jeżeli dzisiaj bym zginął to nie wiedziałem w jakim stanie znajdowałbym się po wskrzeszeniu mnie. Może nie miałbym siły aby używać me nadprzyrodzone zdolności, nie wiedziałem tego, bowiem ani wiedzy absolutnej, ani jasnowidzenia, ani jasnosłyszenia* nie posiadałem. Także no, wolałem udać się tam którymś z moich pojazdów latających, bowiem lepiej zapobiegać niż leczyć. No a po drugie to moje pojazdy, a te typu Black Light to już w szczególności, potrafiły poruszać się z prędkością światła, więc i tak, i siak w sekundę dostałbym się na Antarktydę, także no. Zdążyłbym bezproblemowo, a obecność tego pojazdu na tamtym kontynencie mogłaby mnie się przydać. Plus też w sumie tym konkretnym pojazdem z tej serii dawno nie latałem, na dobrą sprawę nie miałem zielonego pojęcia czemu. Także no, wypadało z niego skorzystać, aby tak po prostu nie stał i kurzu nie zbierał.
Także no, po jakimś czasie doszedłem do hangaru i wsiadłem do odpowiedniego pojazdu. Po zrobieniu tego, odblokowałem go, bowiem tak, został dodatkowo zablokowany poza faktem, że do startu potrzebował kluczyków. Zablokowałem go za pomocą mającego sto znaków hasła, wzorca głosu oraz skanera siatkówki oka. Wiem, zajebiście mocne zabezpieczenia, mimo iż taki przeciętny człowiek i tak, i siak prawdopodobnie miałby problem z ruszeniem tym pojazdem. Specjalnie zrobiłem go inaczej niż wyglądała dzisiejsza technologia w kwestii prowadzenia pojazdów, aby na sto dziesięć procent nikt mi go nie podprowadził. Wiedziałem co prawda, że taką weryfikację głosu oraz skanowanie siatkówki oka ciężko jest obejść, szczególnie, jeżeli nie jest się jakimś nie wiadomo jak bardzo zaawansowanym hakerem, jednak przezorny zawsze ubezpieczony. Lepiej dodać dodatkowe utrudnienia, niż potem mieć problem, bo ci ktoś statek kosmiczny podpierdzielił. No ale po odblokowaniu pojazdu, kiedy przy okazji światła w pojeździe włączyły się, uznałem, że włączę ostatnie nagrania z czarnych skrzynek, bowiem serio ciekawiło mnie, dlaczego od bardzo dawna nie używałem tego pojazdu. Jak dzisiaj uznałem, że może nim polecę na Antarktydę to serio zacząłem się zastanawiać co skłoniło mnie do tego, że od naprawdę wieeelu lat nie używałem tej maszyny. Dało się owy zapis włączyć dzięki wbudowanemu w pojazd sterowaniu głosem, jednak uznałem, że zrobię to normalnie. To nie taka mega super hiper skomplikowana czynność, wyglądało to właściwie podobnie jak włączenie filmu w Windowsie, więc nie widziałem sensu używania do tego możliwości sterowania głosem. Wiem, że kiedyś wręcz nagminnie korzystałem z tej możliwości mego pojazdu, jednak kiedyś po prostu z jakiegoś powodu byłem ową funkcją zajarany, więc no. Czemu? Nie wiem, kiedyś miałem wiele faz na różne rzeczy, których dzisiaj po prostu nie rozumiem.
No ale kiedy włączyłem zapis z czarnych skrzynek, na początku na owym nie widziałem nic niepokojącego czy niecodziennego, ot leciałem przed siebie z jakiegoś powodu nie korzystając z możliwości podróżowania z prędkością światła. Zapewne się nigdzie nie spieszyłem bądź nie musiałem zrobić nic ważnego, bowiem w przeciwnym wypadku bym z ową prędkością światła popierdalał. W sumie ciekawe gdzie wtedy leciałem, osobiście nie pamiętam już, więc podejrzewałem, że po prostu wracałem do bazy czy coś. Nie, serio, tamten dzień musiał należeć do wybitnie nudnych, bowiem wiele to z niego nie pamiętałem. No ale na samym nagraniu ujrzałem, że w pewnym momencie kokpit zaczęło oświetlać migające, czerwone światło oraz z głośników usłyszałem iż pojazd przeszył hałas alarmu. Kiedy to nastąpiło, na samym nagraniu dostrzegłem, że rozejrzałem się z niepokojem.
– Brak paliwa w obu zbiornikach. – dało się słyszeć dochodzący oczywiście z owego nagrania głos systemu.
A po chwili jedyne co usłyszałem to świst, a następnie huk i ekran zaczął się śnieżyć.
Aaa, to już wiedziałem, dlaczego od tamtego momentu w ogóle nie używałem tego pojazdu oraz nie pamiętałem praktycznie niczego z tamtego dnia. Po prostu z jakiegoś powodu, w sumie to też cholera wie czemu, skończyło mnie się paliwo w zbiornikach, mimo iż pamiętałem, że przed wystartowaniem pojazd miał pełne baki. No i rozbiłem się na pustyni i aby wrócić do bazy musiałem w serio do dupy stanie odbudować ten pojazd, co zajęło mi na dobrą sprawę nie pamiętam już jak długo. No i też kiedy już ostatecznie do bazy wróciłem sporo mi zajęło powrócenie do zdrowia. Miło się dowiedzieć, dlaczego pozornie ot tak o jak musiałem raz na jakiś czas udać się gdzieś jakimś pojazdem, to zawsze wybierałem moje inne powietrzne środki transportu. No ale też dzisiaj miałem użyć możliwości lotu z prędkością światła, a w takim wypadku na stówę w najmniej odpowiednim momencie paliwo by się nie skończyło w całości, to niemożliwe po prostu. Wiem, że w wypadku podróży z prędkością światła owy tryb zżerał więcej paliwa niż normalny, jednak nie przesadzajmy, też nie aż tyle. Plus osobiście bym się nie zdziwił, gdybym więcej nie odważył się ruszyć tego pojazdu, jeżeli bym się na to dzisiaj nie zdecydował. No ale też co do samego tego statku kosmicznego, a właściwie jego komputera, to w oczekiwaniu na moment, w którym miałem wystartować, uznałem, że trochę go uprzątnę od wewnątrz po prostu. Ot po prostu zacząłem nikomu niepotrzebne nagrania z czarnej skrzynki usuwać zostawiając jedynie te, które jakkolwiek kiedykolwiek mogłyby się przydać, także posprzątałem nawigację wywalając miejsca, do których od dosłownie dekad już nie latałem, bowiem na przykład nie istniały lub nie miałem potrzeby. Również wywaliłem starą muzykę, bowiem to chyba logiczne, że temu pojazdowi wbudowałem możliwość odtwarzania owej i zaktualizowałem tenże zbiór na muzykę, którą w obecnych czasach lubiłem słuchać. Odinstalowałem też kilka programów, które kiedyś mnie się przydawały podczas lotu, jednak obecnie wiedziałem, że praktycznie wcale bym z nich nie korzystał. Dodatkowo również zaktualizowałem programy pobrane z neta, bowiem tak dawno nie korzystałem z tego pojazdu, że jak wszedłem w aktualizacje to widziałem wybitnie długą listę. Generalnie po prostu zrobiłem takie porządki, które technicznie powinno się wykonywać regularnie, jednak to chyba logiczne dlaczego tutaj tego nie robiłem. Osobiście nie wiedziałem ile mi to zajęło, ale chyba serio długo, bowiem w pewnym momencie z zewnątrz pojazdu usłyszałem kroki. W sumie na początku nie przejąłem się nimi, bowiem zawsze któryś z członków mej armii mógł z jakiegoś powodu tutaj przyjść. Jednak okazało się, że to do mnie, bowiem szybko usłyszałem, że ktoś wchodził do pojazdu.
– EEE! – usłyszałem głos Sebastiana, czyli tego członka mej armii, z którym gadałem przy monitorach jakby co, tak miał na imię, a że to w przyszłości okaże się istotne, to wam już mówię jego imię.
– Czego chce? – zapytałem, odwracając się w jego kierunku.
– Za pięć minut Patryk i Mateusz będą na Antarktydzie. – poinformował, gdy nieco skrzyżowałem nogi.
– OK, dzięki za info. – podziękowałem, odwracając się w kierunku panelu – To jeszcze otwórz mi dach. – powiedziałem, bowiem po cholerę miałem wychodzić i sam to robić, skoro on się nawinął.
– K – odpowiedział tak krótko i mega ambitnie się dało, że to aż szok, gdy odwróciłem się w jego kierunku i spojrzałem zażenowanym wzrokiem w jego stronę.
– Jakim cudem ty maturę z polskiego zdałeś, debilu? – zapytałem równie zażenowanym głosem, kiedy ten szeroko uśmiechnął się widząc i słysząc moją reakcję.
– Bowiem zajebisty temat rozprawki się trafił. – odpowiedział tak szczerze, że to aż szok i w sumie nie dziwne, jak czasami patrzyłem na arkusze maturalne to dziewięćdziesiąt osiem procent maturzystów zdawało zapewne właśnie jedynie dzięki pomocy rozprawki.
– Wnioskując po tym, jak czasem się wypowiadasz, to chyba w OKE byli najebani jak ci tę maturę sprawdzali. – powiedziałem nadal zażenowanym głosem, kiedy Sebastian szerzej uśmiechnął się – Anyway, wytrąbiaj sufit otwierać, bo jeszcze nie zdążę. – rzekłem, odwracając się w kierunku panelu.
– Pomińmy fakt, że te gruchoty potrafią latać z prędkością światła. – powiedział, z tego co słyszałem wychodząc z pojazdu.
– Jeszcze raz nazwiesz Black Light gruchotem, to jak wrócę, to zamiast komunistów ty zawiśniesz na drzewie zamiast liści. – rzekłem, a w odpowiedzi usłyszałem jedynie, że Sebastian zaśmiał się, a po kilku sekundach usłyszałem i ujrzałem, że otworzył dach.
Serio, dalibyście wiarę, że on stoi po mojej stronie tak właściwie to od dwa tysiące szóstego roku, bowiem wtedy zaczynałem przygotowania do tego, co miało się wydarzyć trzy lata później? Też mnie to zdziwiło, jak w roku dwa tysiące dziesiątym powróciłem i po powrocie do bazy ze wszystkich mych ówczesnych sojuszników zastałem jedynie jego. Wiadomo, nie narzekałem na to, bowiem zawsze warto mieć chociaż jedną stuprocentowo wierną osobę, jednak w wolnej chwili musiałem się dowiedzieć, co się w jego przeszłości dokładnie zadziało, że się na to zdecydował. Mniej więcej znałem jego przeszłość, to wiadome, abym mógł próbować przeciągnąć go na swoją stronę, jednak też owej nie znałem w nie wiadomo jakich detalach.
Obecnie jednak, po otworzeniu sufitu, wyleciałem z bazy i, po znalezieniu się poza nią, w nawigacji ustawiłem jako cel lotu Antarktydę, po czym włączyłem dodatkowe dwa silniki umożliwiające lot z prędkością światła. Kiedy natomiast to zrobiłem, rozpędziłem się i ruszyłem w dosłownie sekundę znalazłem się na drugim końcu świata i, gdy wyłączyłem silniki po prostu zauważyłem przed sobą ten lodowy kontynent. Mega dużo hajsu kosztowało mnie stworzenie tych pojazdów, jednak nie żałowałem, to oszczędzało tyle czasu, jeżeli nie mogłem lub nie chciałem się gdzieś teleportować, że to aż szok. W sumie tak teraz zacząłem się zastanawiać czy może by nie sprzedać tego patentu do NASA, to bym w cholerę hajsu zarobił, jednak szybko uświadomiłem sobie, że nie dla psa kiełbasa. Nie zasługiwali, aby móc podróżować z taką prędkością, sorki, musieli dealować z tym, co obecnie mieli.
W kaaażdym razie, po znalezieniu się nad Antarktydą, kiedy dwa silniki całkowicie wyłączyły się, schowałem je i po prostu wylądowałem. Kiedy to zrobiłem, upewniłem się jeszcze, że miałem przy sobie telefon. Na szczęście okazało się, że go wziąłem, bowiem gdybym tego nie zrobił, to miałbym przejebane. W końcu dzięki niemu wiedziałem, kiedy Patryk i Mateusz zamontowali dany impulsator i mogłem zareagować. No i też za pomocą owego telefonu się z nimi kontaktowałem, bowiem to w nim znajdował się używany przeze mnie modulator głosu. Jasne, gdybym go zapomniał to bym się do bazy po niego przeteleportował i na nowo wrócił na Antarktydę, taka zaleta posiadania tej nadprzyrodzonej zdolności, jednak warto jest mieć najważniejsze rzeczy zawsze przy sobie. No ale skoro go miałem, to po chwili po prostu wyszedłem na zewnątrz.
Jako iż posiadałem atmokinezę to chyba nie dziwi was fakt, że bezproblemowo wytrzymywałem w płaszczu przy takich temperaturach, jakie na tym kontynencie panowały, co nie? Po prostu ten mróz odczuwałem jako przeciętne chłodne, jesienne popołudnie. Oczywiście logiczne, że w drugą stronę też tak miałem, więc mógłbym nawet w Słońce wpaść i bym nie spłonął. Lubiłem tą nadprzyrodzoną zdolność, pomijając odporność na wszelkiego rodzaju temperatury znacząco ułatwiała życie. Dodatkowo dzięki temu pogoda nigdy moich planów zepsuć nie mogła, bowiem zawsze mogłem zmienić ją na taką, jakiej w danym momencie potrzebowałem. Szczerze? Jeżeli miałbym zrobić ranking mocy, które najbardziej lubiłem, to, co zapewne was zdziwi, atmokineza zajęłaby pierwsze miejsce, a teleportacja drugie. Po prostu atmokineza niejednokrotnie podczas przeciętnego dnia mnie się przydawała i nie wyobrażałem sobie mego obecnego życia bez niej. Wiadomo, gdybym urodził się bez supermocy to bym się przyzwyczaił do ich braku, jednak mówię to wszystko z perspektywy osoby, która od urodzenia je posiada. Technicznie, bowiem wiadomo, że ujawniły się one u mnie, gdy miałem czternaście lat. Co do samego rankingu, to na trzecim miejscu umiejscowiłbym swoją inokinezę, na czwartym chronokinezę**, na piątym Crash!***, a na szóstym nullify****. Nullify to praktycznie wcale nie używałem, bowiem i niby JAK. Jedyne kiedy tej nadprzyrodzonej zdolności używałem to jeżeli musiałem się napieprzać z jednym z mych wrogów, które supermoce również miał, jednak on generalnie nawet jakby to rzadko używał ich w walce. Także no, na co dzień nie uważałem za potrzebne nullify, skoro urodziłem się w świecie, w którym poza mną tylko jeden ziom miał nadprzyrodzone zdolności. Ba, typ urodził się w dziewiętnastym wieku, a pierwszy raz styczność z nim miałem wiek później, więc przez większość życia ta moja zdolność po prostu istniała, ale nawet nie miałem jak jej użyć. Generalnie najczęściej to stosowałem atmokinezę, inokinezę i teleportację, można powiedzieć, że te trzy moce stanowiły dla mnie takie podstawowe trio. Chronokinezy na poziomie absolutnym nie miałem jak coś, za jej pomocą mogłem zatrzymywać czas, zapętlać go oraz skakać w przyszłość jedynie. Niemniej często ją używałem, bowiem posiadałem wszystkie potrzebne jej funkcje, chociaż tej ostatniej rzadko używałem, bowiem nie chciałem sobie przyszłości spoilerować. A Crash! to w sumie najczęściej używałem jak się nudziłem i uznałem, że wywołanie paniki na przykład na ulicy to zajebisty pomysł na nudę. Czasami wiadomo, stosowałem to aby się gdzieś dostać, coś podpierdolić i tak dalej, jednak głównie stosowałem ją z tego pierwszego powodu. Hmmm…W ogóle to może by użyć chronokinezy aby sobie skoczyć nieco w przyszłość i przyspieszyć napierdalanie się z Patrykiem i Mateuszem? Eee, nie, uznałem szybko, że nie. Jak wspominałem wcześniej, wolałem aby przy tej akcji wszystko szło swoim torem, jeżeli oczywiście nie stanowiłoby zagrożenia dla powodzenia mego planu. Wszakże jak na razie wszystko szło idealnie, ba, nawet nie miałem potrzeby używania mych supermocy, no poza teleportacją i atmokinezą, aby utrudnić życie Patrykowi i Mateuszowi na pustyni. Swoją drogą co do nich to też nie potrafiłem uwierzyć w to, jakim cudem w ogóle się nie zorientowali w stu procentach, że coś działo się nie tak jak powinno. Jasne, Mateusz od jakiegoś czasu zaczął mieć słuszne wątpliwości, jednak i tak nastąpiło to cholernie późno. Przeciętny człowiek chyba już na początku lub praktycznie na początku się by zorientował, że chyba jednak coś jest nie tak. Znaczy wiedziałem o nich od dawna, że do specjalnie inteligentnych się nie zaliczali, ale nie sądziłem, że mogli okazać się aż takimi debilami, aby nie załapać tak prostych sygnałów na to, że chyba jednak są wykorzystywani.
Me wyjątkowo długie przemyślenia, podczas których po prostu rozglądałem się po okolicy, przerwał dźwięk powiadomienia w mym telefonie. Słysząc to, od razu wyjąłem owo urządzenie z kieszeni płaszcza, bowiem to mogło się okazać istotne. Faktycznie, nie myliłem się, bowiem gdy odblokowałem telefon ujrzałem informację, że Patryk i Mateusz zainstalowali ostatni impulsator. Widząc to, od razu, po upewnieniu się, że modulator głosu został włączony oczywiście, zadzwoniłem do nich. Szybko odebrali, w sumie nie dziwne w obecnej sytuacji.
– Gratulacje. – pogratulowałem im ich debilizm, widząc ich na ekranie, kiedy przy okazji dotychczas padający śnieg zaczął padać nieco bardziej – Właśnie zamontowaliście ostatni impulsator – mówiłem, w tym samym czasie używając mej inokinezy i na razie po prostu sprawiając, że nad częścią Antarktydy, w której oni się znajdowali, zrobiło się nieco ciemniej – dzięki czemu przebiegunowanie nie będzie już problemem na długie lata. – powiedziałem, widząc, że Mateusz uniósł wzrok znad telefonu i rozejrzał się po ewidentnie ciemniejszej okolicy – Aha i zanim zapomnę! – powiedziałem, teleportując się niedaleko miejsca, w którym się znajdowali, jednak swoją inokinezą sprawiając, że na razie nie mogli mnie ani dostrzec, ani usłyszeć – Mam do was jedno pytanie. – dodałem, jednak na razie owego pytania nie zadałem, bowiem swoją inokinezą sprawiłem, że ich połączenie zaczęło się śnieżyć i przerywać, aż w końcu ekran ich telefonu zaczął śnieżyć się całkowicie, tak jak stare telewizory, kiedy zerwało zasięg.
Kiedy zaś to nastąpiło, chowając telefon swoją inokinezą zamknąłem ich w całkowicie czarnym cylindrze. Oni przez jego ściany widzieć nie mogli, jednak ja cały czas mogłem obserwować ich, znajdujących się w środku tegoż walca, w którym ich oraz stojący impulsator oświetlało takie światło, jakby od góry włączyć skierowany w ich stronę reflektor. Co do impulsatorów to na razie i ten obecny tutaj, i pozostałe dwa zatrzymałem w czasie, abym miał możliwość bezproblemowo przekazać im, że ich debilizm dawno wystrzelił poza ustalone przez siebie granice i leciał dalej.
– Jak to jest żyć bez mózgu? – zapytałem, widząc, że słysząc mnie w tym momencie zdziwili się.
– Co? – spytał zdziwionym głosem Patryk, rozglądając się, mimo iż na sto procent wiedział, że akurat oni przez te ściany nic by nie dostrzegli – O co ci chodzi? – zapytał, wiadomo czemu nie dostrzegając mnie.
– To banalnie proste i dziwi mnie, że ty, Patryku, w ogóle się w tym nie zorientowałeś, a ty, Mateuszu, zorientowałeś się tak późno. – zacząłem swoją przemowę, teleportując się bardziej na bok, a Patryk i Mateusz, zapewne odruchowo, odwrócili się w tym kierunku – Było właśnie na odwrót. – rzekłem pozornie nie na temat, teleportując się nieco w lewą stronę niż dotychczas stałem i tak, jak coś to teleportowałem się tak aby dodać zajebistego efektu, jak się urodziłem z prawie pełną inokinezą oraz pełną teleportacją to zamierzałem korzystać z pełnych możliwości teleportacji i prawie pełnych inokinezy – Żadne przebiegunowanie nie miało się wydarzyć, naturalnie jest na to jeszcze ZA wcześnie. – tłumaczyłem, to przedostatnie słowo wypowiadając głośniej i teleportując się w miejsce za mymi dwoma wrogami – To właśnie impulsatory MAJĄ do niego doprowadzić. – kontynuowałem, to czwarte słowo ponownie mówiąc głośniej, kiedy Patryk i Mateusz odwrócili się za siebie – Tak, wiem, że przebiegunowania nie da się nie przeżyć, wy nawet nie wiecie ile ja takowych w swoim życiu przeżyłem i w żaden sposób nie wpłynęło to ani na ludzkość, ani na pozostałe gatunki. – wypowiedziałem to mega długie zdanie, teleportując się w prawą stronę i to akurat fakt, że dużo przebiegunowań przeżyłem, w końcu przypominam, że urodziłem się w siódmym wieku, a to zjawisko w sumie często występowało jakby się tak zastanowić – Jednak właśnie to też był cel impulsatorów. – ciągnąłem dalej, kiedy dało się usłyszeć, że rozpętała się arktyczna wichura, super, akurat tego nie lubiłem – Mają wysyłać cyklicznie na tyle silne impulsy elektromagnetyczne, aby podczas wywołać przebiegunowanie oraz podczas niego kompletnie zdestabilizować pole magnetyczne Ziemi do tego stopnia, że całkowicie zaniknie. – wyjaśniłem to, w jaki sposób impulsatory miały w ogóle działać, teleportując się w miejsce naprzeciwko mych dwóch wrogów – No i bez pola magnetycznego Słońce was wszystkich spali i problem z głowy. – dokończyłem i tak, wiedziałem, że obecnie Słońce tak nie za bardzo miało szansę spalić życie na Ziemi, jednak chyba nie myśleliście, że na to nie miałem planu – I wiem, że Ziemia nie jest aż tak blisko Słońca, aby owo spaliło to, co na niej jest, jednak chyba nie myślicie, że nie planowałem w tym samym czasie sposobu aby tego dokonać. – dodałem, teleportując się nieco na prawo od miejsca, w którym do tej pory stałem – A po co ja miałem się wybierać i rozstawiać te impulsatory, skoro mogłem wykorzystać bodajże najbardziej łatwowierne osoby w kraju? – zadałem to retoryczne pytanie, kiedy ujrzałem, że nawet we wnętrzu walca dało się dostrzec rozpoczynającą się śnieżycę, no serio trochę do dupy, bowiem w śnieżycy czy ulewie nie lubiłem walczyć, no ale jak mus to mus – A i jak coś to Globus nie istniał, to cały czas byłem ja, tylko używałem modulatora głosu. – dodałem, aby na sto procent mieli pewność, że przez ten cały czas zostawali oszukiwani – I wiecie co wam jeszcze powiem? – zapytałem, gdy ujrzałem, że do wnętrza walca zaczęło wpadać więcej śniegu, normalnie prawa Murphy’ego pełną parą – Jesteście debilami. – odpowiedziałem na to pytanie, teleportując się tym razem za Patryka i Mateusza – Tak bardzo chcieliście ratować świat, a przez swoją naiwność doprowadziliście do jego zagłady. – podsumowałem swoją mega długą wypowiedź, dawno takich kloców tekstu nie wypowiadałem w sumie, widząc, że moi wrogowie odruchowo odwrócili się w kierunku źródła dźwięku.
– Ty Grzegorz też zbyt inteligentny w tym wszystkim nie jesteś. – zaczął Patryk, nieco cofając się, mimo iż na razie nie zamierzałem ich atakować i nie, naprawdę nie obchodzi mnie to, że mógł tego nie wiedzieć – W końcu w takim razie po cholerę bezcelowo wysłałeś tylu ludzi na pewną śmierć? – zaczął, kiedy po tym idiotycznym pytaniu zaśmiałem się.
– Oj Patryku, Patryku, myślałem, że to oczywiste, jednak ty pokazujesz, że w waszym wypadku mogę się absolutnie wszystkiego spodziewać. – powiedziałem, teleportując się za nich, jednak jeszcze pozostając na zewnątrz walca i nieco podchodząc do ściany – Po pierwsze, to chyba logiczne, że skoro chciałem abyście rozstawili impulsatory, to musiałem udawać, że w rzeczywistości gryzło się to z mymi planami co do zagłady świata. – rzekłem i serio nie sądziłem, że musiałbym komuś coś tak prostego tłumaczyć, ewidentnie moi wrogowie jeszcze niejednokrotnie by udowodnili, że absolutnie wszystkiego mogłem się po nich spodziewać – Także wiadomo, że musiałem udawać, że chcę owe trzy miejsca świata zniszczyć, mimo iż, co powinno być oczywiste, chuja by to zdziałało w kwestii funkcjonowania impulsatorów. – tłumaczyłem, kiedy śnieg zaczął jeszcze mocniej padać, kurde, chyba dzisiaj pogoda z jakiegoś powodu mnie nienawidziła, jednak mimo iż nie lubiłem w takich warunkach walczyć, to uznałem, że zostawię ją jak jest, bowiem klimatu trochę to dodawało – Po drugie, ilość osób, na których mi zależy i które nie są mną wynosi równo jedną sztukę… – mówiłem, jednak zastanowiłem się, bowiem istniała szansa, że druga osoba, na której również mi zależało, jeszcze żyła, chociaż to trochę jak wygrana w totka – Lub dwie, jeżeli miała szczęście. – rzekłem nieco ciszej – Także naprawdę sądzicie, że to czy zginą, czy nie mnie obchodziło? – zadałem to retoryczne pytanie, swoją inokinezą dzieląc ściany na mniejsze prostokątne panele oddzielone od siebie za pomocą nieco świecących na żółto linii – Nie rozśmieszajcie mnie, po prostu uznałem, że po co ja miałem się z tym pieprzyć, skoro mogłem wysłać innych i sam zająć się ważniejszymi sprawami związanymi z mym planem. – podsumowałem, rozsuwając część paneli ściennych, tak, jak coś to lubiłem grać w Portal 2, stąd uznałem, że wykorzystam tutaj ten efekt, bowiem gdyż dlatego że kto mi zabroni – Ale obecnie najważniejsze jest to, że kiedy znowu puszczę czas, w którym owe impulsatory na razie zostały zatrzymane, to wreszcie zrealizuję swój cel. – mówiłem dalej, wychodząc przez otwartą część ściany, a Patryk i Mateusz odwrócili wzrok w moim kierunku.
Przed przekroczeniem paneli oraz w ogóle przed otwarciem ich również zdjąłem kaptur. Uznałem, że co mi szkodziło, skoro i tak by niedługo zginęli to mogli dowiedzieć się, z kim mieli do czynienia drugi raz w swym życiu. Szczególnie, że ja sam nie wyglądałem nie wiadomo jak, jedynie miałem całkowicie bladą skórę oraz całe żółte, świecące się oczy. Tak naprawdę pod względem wyglądu zewnętrznego to jedyne, co wyróżniało mnie od przeciętnych obywateli. Widziałem jednak, że zdziwili się faktem tego, iż ujrzeli mnie bez kaptura, co mnie osobiście nie zdziwiło. W końcu wątpiłem aby sądzili, że kiedykolwiek ujawnię im jak wyglądałem. Przynajmniej jakoś specjalnie nie zdziwili się moim wyglądem. Jasne, jak dotąd nikt, kogo spotkałem nie wydawał się zdziwiony mymi świecącymi się oczami, mimo iż do naturalnych to nie należało, jednak nigdy nic nie wiadomo. Przez całe moje życie przekonałem się, że absolutnie wszystko wydarzyć się mogło.
– Grzegorz? – spytał nieco zdziwiony Patryk, widząc mnie bez kaptura – Ty tak wyglądasz bez kaptura. – spytał, nieco cofając się, zapewne odruchowo.
– Tak – odpowiedziałem krótko, zamykając panele za sobą – Uznałem, że co mi szkodzi pokazać wam, z kim macie do czynienia ten…drugi raz. – wyjaśniłem, podchodząc nieco bliżej, jednak na razie jeszcze nie wyjmując zza pleców mego miecza – W końcu i tak zaraz zginiecie, więc co mi szkodzi. – zakończyłem i wzruszyłem ramionami, jakby kompletnie nic się nie wydarzyło.
– Nie byłbym tego taki pewien. – odezwał się dotychczas milczący Mateusz, a ja zwróciłem wzrok w jego kierunku – Najpierw zajebiemy ciebie, a potem wyłączymy te twoje impulsatory i tyle. – dodał, kiedy słysząc to nieco szyderczo uśmiechnąłem się.
– Jesteś taki naiwny, że to jest aż śmieszne. – powiedziałem, na chwilę patrząc w bok – Co do mnie, to możesz mnie spalić, utopić, powiesić, zdezintegrować czy zabić w jakikolwiek inny sposób, ale ja i tak zawsze wrócę. – mówiłem, patrząc w stronę mych przeciwników z wyższością oraz dostrzegając, że ci patrzyli to w prawo, to w lewo, byle nie nawiązać kontaktu wzrokowego – Po prostu, mnie się na zawsze nie pozbędziecie i jedyne co to pozostało wam się z tym pogodzić. – powiedziałem, powoli zaczynając przywoływać moją atmokinezę – Oczywiście wiadomo, zakładając, że będzie wam to dane. – doprecyzowałem, że Patryk sięgnął po sztylet, który zdobyli w katakumbach, jednak zapewniam, że owym za cholerę by ze mną nie wygrał – A co do impulsatorów – kontynuowałem, przesuwając dłonią w powietrzu jakby coś odgarniając – to ich nie wyłączycie, nie łudźcie się. – mówiłem, odsłaniając fragment centrali, która owymi impulsatorami sterowała – Aby to zrobić potrzebowalibyście próbki mego DNA, a chyba nie myślicie, że wam ją dam. – kontynuowałem, sięgając po mój miecz – Najpierw pozbędę się was, a potem po prostu dokończę mego dzieła. – dodałem, po czym chciałem ich zaatakować.
Na samym początku zacząłem walczyć z Mateuszem, bowiem po pierwsze walka z dwoma celami należała do wybitnie trudnych oraz mega ryzykownych. Niejednokrotnie w czasie mej działalności musiałem walczyć z kilkoma przeciwnikami jednocześnie i mega tego nie lubiłem. Nie dość, że to mega trudne, niezależnie od tego jak umie się walczyć, to po prostu tak łatwiej przegrać, a szczególnie teraz nie zamierzałem do tego dopuścić. No a po drugie sądziłem, że Patryk by mi nic nie zrobił oraz wiedziałem, że nie miał jak zawinąć się z tego miejsca, bowiem przez ściany cylindra by nie przeszedł. Także no, mógł zaczekać. Ja na samym początku walki wyskoczyłem w powietrze i chciałem Mateusza przebić swym mieczem. Jemu jednak udało się na bok odsunąć, dlatego kiedy opadłem na ziemię jedyne co to wbiłem w śnieg ostrze. Szybko jednak mą inokinezą musiałem zablokować w powietrzu strzał, który w mym kierunku oddał Mateusz. Sorki, jednak może nie posiadałem nadludzko wyostrzonych zmysłów, właściwie miałem je normalne, to po latach, a nawet wiekach prób zniszczenia świata orientację miałem znacznie lepszą, bowiem przypominam, że niejednokrotnie z mymi innymi wrogami musiałem się napierdalać. No ale po zrobieniu tego, gwałtownie odwracając się, wystrzeliłem zablokowanym pociskiem w jego stronę, ale ten ponownie dał radę uchylić się od postrzału. No to skoro zastrzelenie go skutków nie przynosiło, to powróciłem do prób przebicia go mieczem. Przez to też ta walka należała do jednej z najnudniejszych jaką przeprowadziłem kiedykolwiek. Ot przez większość czasu mieczem bądź atmokinezą próbowałem pozbyć się Mateusza, a temu na różne sposoby udawało się uniknąć zostania zamordowanym. Szczerze nie spodziewałem się, że należał do aż tak dobrych w unikaniu ciosów. Jak kiedyś wspominałem, wiedziałem, że i on, i Patryk to zwykli cywile, także raczej nie powinien mieć możliwości tak łatwo i absolutnie od każdego ciosu się uchylić. Typek legitnie nawet uniknął deszczu dosłownie ognia, serio coś nie tak się działo, no, nie powinien mieć po prostu takiej możliwości. Ewidentnie musiałem się o nich jeszcze wiele dowiedzieć. Jednak to nawet nie należało do szczytu dziwnych sytuacji na dzisiaj.
W pewnym momencie, kiedy chciałem przebić Mateusza mieczem teoretycznie mnie się to udało, bowiem jemu nie udało się odsunąć. Jednak nawet, gdy gwałtownie wyciągnąłem miecz z jego brzucha, ten miał na to dosłownie i w przenośni wyjebane. Nawet wydawało się, że nie odczuł w żaden sposób tego, że przebiłem go NA WYLOT. Jego, z tego co widziałem, również to zdziwiło, miło wiedzieć, że on też nie wiedział o co chodziło. W końcu wiedziałem, że nadprzyrodzonych zdolności obaj nie posiadali, a co za tym idzie Mateusz nie powinien mieć Healing Factor***** czy innej zdolności w tym stylu. Coś dziwnego się tu działo i niezbyt podobał mnie się fakt, że nie wiedziałem co.
– Mógłbyś łaskawie zdechnąć? – zapytałem zdziwionym głosem, odruchowo cofając się – Jakbyś się nie zorientował, to przebiłem cię na wylot. – dodałem, kiedy Mateusz na chwilę spojrzał w dół.
– W sumie to nie wiem czemu to się dzieje, ale nie żebym narzekał. – powiedział, ponownie unosząc wzrok w moją stronę – Jednak jedynym, kto zaraz strzeli kopytami jesteś ty. – rzekłem, a ja nie zdążyłem na te słowa w żaden sposób zareagować, bowiem dosłownie chwilę po ich wypowiedzeniu poczułem gwałtowne przebicie mnie.
Wiedziałem doskonale, że zrobił to Patryk sztyletem, który zdobyli w katakumbach, w końcu nikt poza nami trzema nie znajdował się w tym miejscu. Również wiedziałem, dlaczego akurat w ten sposób postanowił mnie uśmiercić i w sumie to cholernie sprytne z jego strony. Niemniej nie pamiętałem kiedy i czy ostatnio czułem taki ból. Moje oczy bardzo szybko zaszły mgłą, wiedziałem, że nie przeżyję tego przebicia, bowiem ja ani Healing Factor, ani żadnej innej supermocy związanej ze zdrowiem i/lub życiem nie posiadałem. Normalnie nie przerażała mnie wizja śmierci po raz nie wiadomo który, bowiem, właśnie, niejednokrotnie w swoim życiu już umierałem. Nie chciałem jednak umierać w sumie z trzech powodów. Po pierwsze bowiem to oznaczało, że znowu znalazłbym się w tyle ze swoim celem. No a obecnie znajdowałem się już bardzo blisko zrealizowania go, a tymczasem znowu zostałem w tej kwestii cofnięty. No a nie wiedziałem, kiedy ponownie wróciłbym do życia, więc również nie wiedziałem, kiedy mogłem ponownie spróbować zniszczyć świat. Po drugie za cholerę nie lubiłem umierać, bowiem jak wspominałem gdzieś wcześniej po śmierci nadal pozostawałem świadomy. Po prostu wiedziałem, że nie żyję oraz, że nie mogę się obudzić przez nie wiadomo jak długi czas. No i też wiedziałem, że nic nie czułem, niczego nie słyszałem i tak dalej. Najgorzej jak raz pozostawałem martwy przez bodajże dwadzieścia lat, no wtedy to miałem wrażenie w pewnym momencie, że cholera mnie trafi. Ta świadomość, że musiałem czekać nie wiadomo ile aby zostać wskrzeszonym plus w sumie ta nuda, bowiem wiadomo, że nic robić nie mogłem tylko do pieca dowalały. No a po trzecie to, że mnie zabili w taki sposób oznaczało, że mnie przechytrzyli, a ja tego na serio nie lubiłem jak chyba każdy.
W pewnym momencie jednak Patryk gwałtownie wyciągnął ze mnie sztylet. Kiedy to nastąpiło, z jęknięciem bólu bezwładnie opadłem na śnieg wiedząc, że umrę i, że nie mogłem z tym nic zrobić. To też cholernie okropne uczucie, jakbym powrócił do życia to musiałem znaleźć jakiś sposób aby dodać sobie chociaż Healing Factor. Nie miałem zielonego pojęcia jak, jednak może coś udałoby mnie się wymyślić.
– I gitara. – skomentował po chwili Patryk, gdy widziałem, jak pode mną zbierała się kałuża mej krwi.
– Dobra, dobra, wyłącz ty jeszcze te impulsatory i dopiero będzie można mówić, że jest zajebiście. – rzekł Mateusz, a jego głos miałem wrażenie, że słyszałem nieco dalej, mimo iż jestem przekonany, że znajdował się niedaleko swego kolegi.
– Okej – odparł Patryk, kiedy jego głos również miałem wrażenie, że słyszałem nieco dalej.
Niech mi ktoś wytłumaczy na jasną cholerę ja im powiedziałem jak wyłączyć te impulsatory. Ewidentnie wykazałem się zbyt niską skromnością oraz zbyt bardzo nie brałem ich na poważnie i musiałem teraz za to zapłacić. Jakbym tego nie zrobił, to bym wygrał i świat zostałby zniszczony. Jednak na dobrą sprawę to też dla mnie nauczka, wiedziałem już przed czym musiałem się powstrzymywać w przyszłości. Na razie jednak, kiedy już prawie umarłem, usłyszałem od strony impulsatora odwrócony dźwięk, który wydawały podczas uzbrajania, co oznaczało, że zostały wyłączone. Może dla nich to wygrana, jednak nie wiedzieli o jednym drobnym fakcie, w który te impulsatory wzbogaciłem, że tak to określę.
– No i zajebiście w chuj. – skomentował wyczyn Patryka Mateusz, gdy ostatkiem sił wsparłem się na ręce i odwróciłem w ich kierunku.
– Poza faktem, że za minutę one trzy wybuchną. – odpowiedziałem umierającym głosem, kiedy, a przynajmniej z tego, co ujrzałem przez zamglony wzrok, spojrzeli zdziwieni w mym kierunku – Dealujcie z konsekwencjami. – wypowiedziałem swe ostatnie słowa, gdy moi wrogowie spojrzeli w stronę impulsatora.
Nie wiedziałem co działo się później, bowiem upadłem martwy na śnieg, a przed oczami miałem już tylko ciemność. Może i przegrałem, jednak obecnie oni mieliby przejebane, gdyby świat się dowiedział, kto stał za wysadzeniem trzech miejsc na świecie. No a ze mną co by się nie stało, to i tak dało się mnie wskrzesić, więc mogłem sobie na to pozwolić.
Te miejsca to teraz ich problem, bowiem miałem pewność, że nikt by się nie dowiedział, że to ja stworzyłem te impulsatory. Bywa, a mogli po prostu pozwolić mi zniszczyć świat. Nie, nie obchodziło i nie obchodzi mnie to, że im by się to nie opłacało.